Michał Dworczyk
Maciej Kulczyński, PAP

Z pewnością to nie są dobre wieści. Jedna z zatwierdzonych już szczepionek przeciw COVID-19 została czasowo wycofana z obrotu. Specjaliści sprawdzają teraz czy i w jakim stopniu jest niebezpieczna dla człowieka. Co w tej sytuacji zrobi polski rząd? 

Szczepionka Johnson&Johnson znalazła się pod lupą naukowców

Światło dzienne ujrzały niepokojące wieści zza oceanu. Amerykańskie rządowe agencje zdrowia podjęły decyzję o wstrzymaniu podawania swoim obywatelom szczepionki stworzonej przez rodzimy koncern Johnson&Johnson.

Przypomnijmy, iż preparat opracowany przez amerykańską firmę był długo wyczekiwany. Po pierwsze z uwagi na dużo mniej wymagające warunki przechowywania niż w przypadku pozostałych preparatów. Wystarczy bowiem trzymać produkt Johnson&Johnson w zwykłej lodówce, a nie w zamrażarce. Po drugie, w przeciwieństwie do szczepionek Pfizer, AstraZeneca czy Moderna, odporność uzyskuje się już po przyjęciu jednej dawki preparatu.

Biorąc pod uwagę powyższe zalety amerykańskiej szczepionki, warto odpowiedzieć sobie na pytanie co takiego wydarzyło się, że Amerykańskie Centra Kontroli i Zapobiegania Chorobom oraz Agencja ds. Żywności i Leków zdecydowały o tymczasowym wstrzymaniu szczepienia preparatem Johnson&Johnson.

Według „New York Times” powodem czasowego wycofania preparatu z obrotu są groźne skutki uboczne, które wystąpiły u części osób po podaniu preparatu. Trzeba jednak podkreślić, że tego typu przypadki są niezwykle rzadkie. „Sześć osób, u których pojawiły się niepokojące objawy w postaci zakrzepów krwi, a które wcześniej przyjęły szczepionkę Johnson & Johnson, to kobiety w przedziale wiekowym 18-48 lat. Jedna z nich zmarła, a inna znajduje się w stanie krytycznym na oddziale intensywnej terapii w szpitalu w Nebrasce.” – poinformowali dziennikarze dziennika.

Oczywiście sam producent preparatu, czyli koncern Johnson&Johnson wydał oświadczenie w tej sprawie. Przedstawiciele firmy podkreślili, iż w tej chwili trwa ścisła współpraca z amerykańskimi agencjami ds. zdrowia. Poza tym, zwrócono uwagę, że póki co nie stwierdzono bezpośredniego związku przyczynowego między podaniem szczepionki a pojawieniem się w organizmie zakrzepów krwi.

Amerykański koncern opóźni wprowadzenie szczepionki w Europie

Warto zauważyć, iż preparat wyprodukowany w Stanach Zjednoczonych nie był jak dotąd stosowany w Europie. Niemniej te niespodziewane komplikacje mogą mieć swoje konsekwencje dla mieszkańców starego kontynentu. Unia Europejska zamówiła bowiem około 200 milionów dawek szczepionki. Pierwsze szczepienia miały ruszyć właśnie w kwietniu. Tymczasem korespondent TVN w USA poinformował, iż koncern Johnson&Johnson postanowił opóźnić wprowadzenie swojego preparatu do Europy.

Zasadnym zatem wydaje się pytanie o to, co teraz zrobi polski rząd? Nie tak dawno Michał Dworczyk z Kancelarii Prezesa Rady Ministrów informował o planach zaszczepienia preparatem Johnson&Johnson tych Polaków, którzy nie są w stanie samodzielnie zjawić się w punktach sczepień. Czy te plany ulegną zmianie?

To co wiemy w tej chwili na pewno to informacje przekazane prezesa Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych, Michała Kuczmierowskiego. Mężczyzna wyjaśnił, iż szczepionki w ilości 120 tysięcy dawek mają trafić do Polski już jutro około godziny 5:00 rano.

Źródło: TVN24, PAP, New York Times

  1. Suwałki: wnuczek wyrzucił babcię przez okno. Wszystko nagrała kamera monitoringu. Kobieta zmarła
  2. Co się dzieje z córką Marty Kaczyńskiej? Duży niepokój w mediach
  3. Wielka Brytania luzuje obostrzenia. Brytyjczycy osiągnęli odporność zbiorową?