W szponach seksualnego sadysty

0
5424

Zmasakrowane zwłoki kobiety nie pozostawiały złudzeń, że padła ofiarą wyjątkowego sadysty. Młody adwokat z koneksjami w wymiarze sprawiedliwości, tłumaczył się, że chciał spotęgować doznania seksualne. Biegli stwierdzili, że jest sadystą seksualnym. Teraz morderca chce winę zrzucić na ofiarę.

 Radca prawny Maciej T., współwłaściciel kancelarii adwokackiej z Białegostoku, 2 stycznia 2010 roku zadzwonił na policję komunikując, że jest w mieszkaniu z martwą kobietą. Kilka minut później, w rozmowie z dyspozytorką pogotowia ratunkowego powiedział: – Uprawialiśmy seks po pijaku, moja partnerka chyba nie żyje, a ja nie wiem od pół godziny, jak mam reanimować…

Ale prokuratura nie miała wątpliwości, kobietę zamordowano, a Maciej T. przyjął wygodną dla siebie linię obrony. Proces toczy się w trybie niejawnym przed Sądem Okręgowym w Lublinie.

Ofiarą jest Marta Krupowicz, 31-letnia aplikantka w kancelarii T. Znali się wcześniej, ale dopiero od marca 2009 roku ich znajomość nabrała przyspieszenia.

– Mówiłem Marcie, że to nie jest dobry związek. T. był wcześniej żonaty, potem mieszkał z inną kobietą, z którą miał dziecko. – wspomina Jerzy Krupowicz, ojciec Marty – Ale wie pan, jak to jest. Do zakochanej kobiety nie trafiają racjonalne argumenty.

Chciał się żenić

Nowy Rok 2010 Maciej T. witał jeszcze ze swoją ówczesną konkubiną, Moniką K. Ale już o godzinie 17.00 – tego samego dnia – pojawił się wraz Martą u jej rodziców. Maciej T. oświadczył Krupowiczom, iż zamierza ożenić się z ich córką. Cztery godziny później adwokat i Marta postanowili udać się do jej mieszkania przy ul. Starobojarskiej.

– Wtedy widzieliśmy córkę po raz ostatni wśród żywych. To dziwne, ale kiedy Marta miała wychodzić, odwróciła się nagle, podbiegła do mnie, przytuliła i powiedziała, że bardzo mnie kocha. „Córeczko, ja ciebie też kocham, ale po co ty to do mnie teraz mówisz?”, odpowiedziałem. Nie wiem, czy coś przeczuwała, ale ten obraz pozostanie we mnie do końca życia. – mówi Jerzy Krupowicz.

Była zmasakrowana

Funkcjonariusze Komendy Miejskiej Policji w Białymstoku pojawili się w mieszkaniu na Starobojarskiej 12/13 tuż przed godziną 2.00.

Maciej T. miał zadrapania na twarzy oraz widoczne skrzepy krwi na ciele. Był podpity. W salonie leżało nagie ciało kobiety. To była właścicielka mieszkania, Marta Krupowicz. W wyniku oględzin zwłok, ujawniono na jej ciele obrażenia „w postaci licznych wybroczyn, wylewów i podbiegnięć krwawych w okolicy żuchwy, podbródka, okolicy czołowo skroniowej z obrzękiem tkanek miękkich w powiece górnej lewej”.

marta 3fot W CMYK

– Córka była po prostu straszliwie pobita. Tak straszliwie, że nawet pracownikom zakładu pogrzebowego nie udało do końca poprawić jej wyglądu. Zdecydowaliśmy się więc na pogrzeb przy zamkniętej trumnie – opowiada Krupowicz i pokazuje zdjęcia zmasakrowanej córki – Opublikujcie je, niech ludzie zobaczą, co on Marcie zrobił.

Ojciec Marty mówi też, że jak zjawił się na miejscu, to było tam pełno krwi. To była jatka.

Sadyzm seksualny

Prokurator Józef Murawko, z Prokuratury Okręgowej w Suwałkach, nie ma najmniejszych wątpliwości: – Dowody zebrane w toku postępowania jednoznacznie wskazują, iż oskarżony działając w zamiarze bezpośredniego pozbawienia życia Marty Krupowicz, dokonał jej zabójstwa. To przestępstwo z artykułu 148 paragraf 1 kk.

Maciej T. nie przyznaje się do winy. Uparcie twierdzi, że do śmierci Marty doszło w wyniku nieszczęśliwego wypadku. – Podduszałem ją podczas stosunku seksualnego i biłem ją po twarzy w celu spotęgowania doznań seksualnych. – miał powiedzieć śledczym.

Według niego, zmarła miała preferować seks z użyciem przemocy, zwłaszcza po alkoholu. Jednak fakty przeczą jego linii obrony.

Jak stwierdzili biegli z zakresu medycyny sądowej, tragicznego dnia nie było między nimi zbliżenia. Przeprowadzone dochodzenie wykluczyło równocześnie istnienie takich preferencji u denatki. Jednak z opinii sądowo-seksuologicznej wynika, że „u Macieja T. rozpoznano zaburzenia preferencji seksualnych pod postacią sadyzmu seksualnego”. Nie jest jednak chory psychicznie.

Zapis zbrodni

Biegli szczegółowo – w charakterystycznej dla siebie nomenklaturze – opisali, jak nastąpiła śmierć 31-latki: „(…) Obrażenia zewnętrzne stwierdzone w okolicach podżuchwowych w postaci podbiegnięć krwawych, wybroczyn krwawych komunikujące się z wylewami krwawymi w mięśniach nadgnykowych, podgnykowych, mostkowo-obojczykowo-sutkowym, śliniance podżuchwowej, korzeniu języka, tankach miękkich wejścia do krtani oraz błonie śluzowej przełyku, powstały w następstwie silnego ucisku działającego na tę okolicę w przebiegu dławienia. Z uwagi na bardzo dyskretne obrażenia zewnętrzne w oparciu o badanie pośmiertne nie jest możliwe wypowiedzenie się, czy ucisk na narządy szyi wywarty został jedną dłonią, oburącz, czy przedramieniem. Obrażenia stwierdzone w okolicy warg, w wędzidełku górnym, błonie śluzowej dziąsła na wysokości zębów 11,21, w błonie śluzowej przedsionka jamy ustnej na wysokości zębów 33, 43 mogą wskazywać na zamykanie otworów oddechowych i dociskanie tkanek miękkich przedsionka jamy ustnej i warg do powierzchni zębów. Przyczyną zgonu Marty Krupowicz stało się uduszenie gwałtowne w przebiegu zadławienia oraz zamykanie światła otworów oddechowych. Pomiędzy stwierdzonymi na ciele zmarłej uszkodzeniami a jej śmiercią istnieje bezpośredni związek przyczynowy (…)”.

Według biegłych, zgon nastąpił około 1.00 w nocy. Dlaczego Maciej T. dopiero o 1.42 zadzwonił na policję, a potem na pogotowie? Według oskarżycieli, w tym czasie zacierał ślady zbrodni i szykował sobie alibi.

– Udusił ją, kiedy jeszcze żyła – twierdzi Krupowicz.

Rodzina z koneksjami

T. należy do znanej w Białymstoku rodziny prawniczej. Między innymi ciotka oskarżonego, to prominentna sędzia Sądu Apelacyjnego w Białymstoku, a wujek jest sędzią Sądu Okręgowego w Białymstoku. To zdecydowało, że sprawę przejął Sąd Okręgowy w Lublinie, gdyż nikt z białostockich sędziów nie chciał być posądzany o stronniczość. Kolejno wyłączali się ze sprawy.

Sprawą zajęła się też prokuratura w Suwałkach, a nie w Białymstoku. Adwokat został zatrzymany i osadzony w areszcie śledczym w Suwałkach. Kilkakrotnie przedłużano mu areszt, ale niespodziewanie w marcu 2011 wyszedł na wolność i od tej pory odpowiada z wolnej stopy. Sąd Apelacyjny w Lublinie uchylił mu areszt tymczasowy. – To zadziwiająca decyzja, tym bardziej, że sąd tak zadecydował opierając się wyłącznie na argumentach oskarżonego i przed przeprowadzeniem postępowania dowodowego. Ale to już historia. Według mojej opinii, do końca procesu pozostało jeszcze kilka rozpraw. Na jesieni powinien być wyrok. Do tej pory oskarżony nie przedstawił przekonujących dowodów na swoją niewinność – mówi prokurator Murawko.

– Ból, kiedy trzeba pochować własne dziecko, jest niewyobrażalny – mówi Jerzy Krupowicz.

Maciejowi T. groziło od 8 do 25 lat pozbawienia wolności a nawet dożywocie. Został zawieszony w prawach adwokata. Jednak ponoć nie wygląda na takiego, który przejąłby się mocno tą sprawą. Można było go spotkać go bawiącego się w białostockich lokalach w towarzystwie kolegów i kobiet. Był przekonany, że sąd uzna jego czyn, jako nieumyślne spowodowanie zbrodni. I chyba nie bez powodu.

Obrona Macieja T. stara się przekonać sąd, że cierpi on na chorobę o podłożu seksualnym.  Jednym z powołanych przez Sąd biegłych sądowych jest profesor Zbigniew Lew-Starowicz.

Kat i jego ofiara

– Dowody wskazują na nieumyślne spowodowanie śmierci – mówiła podczas jednej z rozpraw w Białymstoku sędzia, widać było, że tu działają koneksje – Oskarżony nie chciał zabić tej kobiety. Nie godził się na jej śmierć, ponieważ wezwał pomoc, czyli karetkę pogotowia.

Każdy student prawa wie, że aby wykazać, iż pozbawiło się kogoś śmierci nieumyślnie, należy po popełnieniu przestępstwa wezwać na pomoc np. karetkę. Tak zachował się Maciej T. Dlaczego jednak zrobił to po ponad 40 minutach?

Nie pomogły miliony

Prokuratura oraz rodzina zmarłej, domagały się kary dożywocia ze względu na szczególnie okrutny charakter tej zbrodni.  Proces toczył się w trybie niejawnym. Ze względu na powiązania rodzinne oskarżonego w środowisku sądowniczym w Białymstoku, sprawa została przeniesiona do sądu okręgowego w Lublinie.

 Z sali sądowej w Lublinie Maciej T. trafił prosto do aresztu, skazany na ćwierć wieku odsiadki. Do końca chciał kupić wolność. Znajomi i przyjaciele jego rodziny zebrali 3,3 miliona złotych, plus działka w Białymstoku (1,37 ha) – to wszystko, aby zamienić areszt na zabezpieczenie majątkowe.

 Wyrok jest nieprawomocny.

Ustne uzasadnienie wyroku było krótkie. Sąd nie dał wiary wyjaśnieniom oskarżonego. Na podstawie opinii biegłych, uznał, że było to zabójstwo w zamiarze bezpośrednim. Przyczyn uduszenia Marty nie znamy, ale został wykluczony motyw seksualny, bo zgodnie z opinią biegłych, tej tragicznej nocy pożycia nie było. Przypomnijmy, że linią obrony Macieja T. było wykazanie, że śmierć nastąpiła przypadkowo, w wyniku perwersyjnych praktyk seksualnych, do jakich zamordowana kobieta rzekomo miała skłonności. Biegli stanowczo wykluczyli taki przebieg zdarzeń.

Maciej T. został decyzją sądu aresztowany na trzy miesiące i wprost z sali rozpraw trafił do aresztu. Był bardzo zaskoczony, przyjechał na rozprawę własnym samochodem i musiał przekazać kluczyki i dokumenty obrońcom. Jak się dowiedzieliśmy, tuż po ogłoszeniu wyroku, T. rozwiązał umowę z jednym z adwokatów, a do zespołu dokooptował rodzoną siostrę, też adwokata świeżo po aplikacji.

Do sądu wpłynęło zażalenie na areszt, umotywowane tym, że już raz sąd uwolnił go z aresztu i wówczas oskarżony stawiał się na każdą rozprawę w wyznaczonym terminie. Otóż pełnomocnik oskarżonego miał zaproponować zamiast aresztu środek zapobiegawczy w postaci zabezpieczenia majątkowego w wysokości aż 3 milionów 300 tysięcy złotych oraz blisko półtorahektarową działkę.

Za Macieja T. poręczyło kilkanaście znanych i wpływowych osób z Białegostoku i nie tylko. Jeden z nich, znany z listy najbogatszych Polaków, nie pożałował aż 2 milionów złotych. Maciej T. pracował dla jego firmy. Wśród poręczycieli byli prawnicy, lekarze, biznesmeni.

Nic to jednak nie pomogło. Sąd Apelacyjny w Lublinie 18 grudnia oddalił zażalenie. Maciej T. nie wyszedł na wolność. Święta Bożego Narodzenia spędzi w areszcie. Kolejnych kilkanaście zapewne też.

– Byłem pewien obaw przed tą rozprawą, w końcu to ten sam sąd, który wcześniej uchylił mu areszt i oddał paszport. Jednak sprawiedliwości stało się na razie zadość. Bardzo się z tego cieszę – mówi „Reporterowi” Jerzy Krupowicz, ojciec Marty.

W marcu 2015 roku Sąd Apelacyjny w Lublinie utrzymał też w mocy wyrok 25 lat więzienia dla Macieja T. Wyrok jest prawomocny, a skazanemu przysługuje już tylko staranie się o kasację. O warunkowe, przedterminowe zwolnienie z zakładu karnego będzie mógł ubiegać się zaś po piętnastu latach.

Arkadiusz Panasiuk

PS. Sprawa zamordowanej  31-letniej aplikantki, Marty K. wraca po 9 latach. Kobieta zmarła podczas spotkania z białostockim adwokatem, z którym miała romans. Mężczyzna uważa, że biegła, która zeznawała w jego sprawie sfałszowała opinię, przez co niesłusznie skazano go na 25 lat pozbawienia wolności. Wszystko przez tajemniczy artykuł, który pojawił się w sieci.

Kluczowym dowodem w sprawie przeciwko Maciejowi T. była opinia wydana przez biegłą z Białegostoku. Kobieta uznała, że adwokat celowo zabił swoją kochankę. Sprawa zostałaby zamknięta, gdyby nie fakt, że kilka miesięcy po tragedii, w sieci ukazał się artykuł naukowy pt. „Zgony w przebiegu asfiksji wywołanej w celu eskalacji doznań seksualnych. Opisy przypadków”, autorstwa wspomnianej biegłej i czterech innych pracowników naukowych z Zakładu Medycyny Sądowej w Białymstoku.

W artykule zostały przedstawione dwa przypadki śmierci w czasie sadomasochistycznego seksu. Jeden z nich był identyczny z przypadkiem Marty K. – zgadza się rok popełnienia przestępstwa, województwo, wiek ofiary i sprawcy oraz wszystkie inne okoliczności zaistniałe tamtej tragicznej nocy. Jedyną różnicą jest teza postawiona przez autorów artykułu, która jest całkowicie sprzeczna z tezą, którą biegła przedstawiła w sądzie. W artykule czytamy, że doszło do nieumyślnego spowodowania śmierci.

„Para miała odbywać stosunek płciowy, kiedy kobieta zwróciła się do partnera z prośbą o chwycenie za szyję i zamknięcie ust. (…) W pewnym momencie mężczyzna zauważył, iż jego partnerka zsiniała i przestała się ruszać. Zaniepokojony rozpoczął masaż serca i sztuczne oddychanie metodą usta-usta” – piszą autorzy. (wp.pl)

Szyte grubymi nićmi! Czy ktoś w to uwierzy?

 fot. archiwum Jerzego Krupowicza

2o13/2014/2019 rok

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ