Groźny wrak na Bałtyku. Czy uda się zapobiec katastrofie?

0

Jeden z ostatnich demonów II Wojny Światowej nazywa się Franken. Ten toksyczny wrak czyha uśpiony na dnie Bałtyku. Niemiecki tankowiec Franken był pływającym militarnym „supermarketem” paliwowym, zaopatrującym flotę niemiecką na Bałtyku podczas II Wojny światowej. Zbiornikowiec mógł przewozić gigantyczne ilości, prawie 10 tysięcy ton paliw.

8 kwietnia 1945 roku  storpedowana przez Rosjan jednostka, z częściowo zapełnionymi zbiornikami, osiadła na dnie polskich wód wewnętrznych nieopodal Helu.

Zgodnie z ówczesnym stanem prawnym wrak przeszedł na własność Polski (zmieniła to dopiero ratyfikowana w 2015 konwencja z Nairobi (2007), nakazująca usuwanie wraków armatorom, red.). Na mocy umów międzynarodowych część pozostałości po niemieckiej flocie podniesiono z dna i wyremontowano, jak wydobyty w 1954 statek „Seeburg”, późniejszy „Feliks Dzierżyński”.

– W owym czasie wydobycie Frankena było nieopłacalne: leżał i nikomu nie przeszkadzał – mówi dr Benedykt Hac, luminarz w dziedzinie starzenia się wraków.

– Dziś jest inaczej – przekonuje naukowiec Instytutu Morskiego w Gdańsku, który przez 20 lat służył w marynarce wojennej, dowodził okrętem badawczym. Ten doświadczony hydrograf, nawigator, kapitan statków handlowych nie zastanawia się „czy”, ale „kiedy” dojdzie do katastrofy. Naukowiec pracuje nad powstaniem raportu z wytycznymi dla administracji, zawierającym schemat postępowania z niebezpiecznymi wrakami. – Bo w tej chwili administracja nie ma żadnego planu: i nie tylko polska administracja.

Od kilku lat zespół dr Haca w sprawie Frankena pukał do wielu drzwi – bezskutecznie.

Instytut Morski nie mógł na własną rękę przeprowadzić kampanii informacyjnej, wobec czego wspólny projekt z Fundacją „Mare” spadł naukowcom z nieba. Na pilotażowy projekt: kampanię, bezinwazyjną inspekcję wraku, opracowanie metodologii oczyszczania oraz wytyczne dla administracji wraz ze schematem postępowania, pieniądze wyłożyła niemiecka fundacja Baltic See Conservation Fundation.

– Patrząc jak dynamicznie rozwija się Zatoka Gdańska, jak bardzo rozwinęła się tam turystyka, jak dużo zrobili Polacy, nasza rada ekspertów uznała, że to niezwykle ważny projekt – mówi Peter Torkler, dyrektor fundacji Baltcf, zajmującej się czystością Bałtyku. Temat jest niezwykle ważny z tego powodu, że Bałtyk ma niespotykanie wolną wymianą wody z Atlantykiem (do 35 lat wg WWF), co dodatkowo zwiększa jego zanieczyszczenie. Wg fundacji Johna Nurminena już nawet do 25 procent dna morskiego jest biologicznie martwa.

W lutym br. Niemcy ostatecznie przyklepali projekt Polaków, a 23 kwietnia 2018 roku załoga statku badawczego IMOR oraz LITORAL z bałtyckiej bazy nurkowej przystąpiły do działania. Pod wodą nurkowie spędzili około 60 godzin, z czego 13 na wraku. Ruszyła kampania informacyjna, a petycję do rządu RP ws. oczyszczenia Frankena na stronie Fundacji „Mare” podpisało już grubo ponad 20 tysięcy osób (…).

żródło: dw.com

 

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ