NASZE ŚLEDZTWO: Powrót hrabiego co seksem leczy

0
147

Zdzisławowi M. na pewno nie brakuje tupetu i  bujnej wyobraźni. Nadrabia tym braki w wykształceniu i urodzie. Na jego baśniowe historie złapała się już niejedna kobieta. Był hrabią, księciem, miliarderem z zamkiem na Malcie, wybitnym onkologiem Królewskiej Kliniki w Madrycie, osobistym lekarzem Jana Pawła II, czy też ginekologiem z własną kliniką w Szwajcarii. Twierdzi również, że  jest teściem Antonio Banderasa. Tropimy go od wielu tygodni.

Jedno jest pewne, że  pan Zdzisiek opracował bardzo niekonwencjonalną metodę leczenia raka u kobiet. Fałszywy arystokrata prowadzi bowiem kuracje prawdziwym seksem. Terapia nie jest tania, i często długotrwała. Mimo to kobiet chętnych do leczenia nie brakuje.

O Zdzisławie M. pisaliśmy w Reporterze (nr 2/2013), wówczas w Zakładzie Karnym w Nowym Sączu odwiedził go nasz reporter Roman Roessler. Nasz bohater odsiadywał tam wyrok  pozbawienia wolności za osiem zarzutów, między innymi za wyłudzanie pieniędzy i znęcanie się nad swoją żoną, doprowadzenie do obcowania płciowego i niekorzystnego rozporządzenia mieniem.

5
Hrabia w drodze do kryminału

– Po kilku minutach rozmowy trudno oprzeć się wrażeniu, że ma on jakiś dar przekonywania i potrafi wzbudzić zaufanie. Zaskakujące jednak, że tak łatwo wzbudził je wśród góralek, kobiet ostrożnych przecież i nieufnych wobec wszystkiego, co obce – zauważa Roman Roessler.

TU REPORTAŻ FAŁSZYWY HRABIA CO PRAWDZIWYM SEKSEM LECZYŁ

Terapia seksem

Zanim jednak Zdzisław M. trafił do kryminału, twierdził między innymi, że jest znanym ginekologiem, specjalistą onkologiem ze Szwajcarii, a nawet lekarzem Jana Pawła II z kliniki Gemelli.

 Kobiety wierzyły, że za niewielką opłatą wyleczy je z poważnych chorób. Metoda była może cokolwiek „nowoczesna”, bo hrabia – doktor oprócz własnego narządu, nawet przysłowiowych słuchawek nie miał. Choroby kobiecych narządów płciowych leczył seksem, wcześniej oczywiście wmawiając chorobę. Hrabia organ swój oddawał potrzebującym – za jedyne 1300 złotych. Dokonywał niemal cudów, wsadzając go w „chore miejsce”.

Były i takie panie, które wielokrotnie poddawały się zabiegowi. Tak wierzyły w skuteczność tej terapii.

– Nic złego nie robiłem, bo nawet nie mogłem – mówił przed laty naszemu Reporterowi w więzieniu w Nowym Sączu. Zdzisław M.  nie jest „Tulipanem” z telewizyjnego serialu, więc nic ciekawego na temat kobiet nie ma do powiedzenia: – Nikogo nie nagabywałem! Nie mógł leczyć seksem, bo jest impotentem – twierdził.

Jak mówił, niemoc seksualna była powodem ciągłych sprzeczek pomiędzy nim a żoną, co w końcu doprowadziło do  rozwodu. Zdzisław M.  opuścił  dom w Pruszkowie i ruszył w Polskę leczyć.

W Zakopanem spotkał Darię, 19-latkę z Szaflar, z którą związał się na dłużej. Mieszkał u niej w domu kilka tygodni, z jej rodzicami i rodzeństwem  Jej rodzinie opowiadał o ślubie, jaki weźmie z  Darią na Wawelu, na który wydał już 200 tysięcy euro – wpłacając je na wynajem zamku. Sakramentu małżeństwa miał im udzielić kardynał Stanisław Dziwisz. Do ślubu nie doszło, bowiem „hrabia” zniknął razem z nastolatką oraz pieniędzmi jej koleżanek i krewnych. Ponoć zjeździli całą Europę. Gdy wrócił do Krakowa, na dworcu czekała policja. Trafił szybko do aresztu.  Darię też oskarżono, że mu pomagała w nagabywaniu kobiet.

3
Były i takie panie, które wielokrotnie poddawały się zabiegowi. Tak wierzyły w skuteczność tej terapii.

 Zdzisław M. został skazany na 3 lata pozbawienia wolności, zaś Daria D. na 2 lata pozbawienia wolności w zawieszeniu na 2 lata, oraz grzywnę.

W końcu jednak pan Zdzisiek odsiedział wyrok i wyszedł na wolność. I jak stwierdziliśmy, wrócił też do starych przyzwyczajeń i działalności na legendę  arystokraty-lekarza.

O tym wszystkim nie wiedziała  22-letnia Kamila, na drodze której stanął pan Zdzisław. Kamila jest bardzo ładną dziewczyną, w brzydkich pan Zdzisiek bowiem nie gustuje.

Książę  w Mc Donaldzie

 Kamila poznała Zdzisława M. 10 stycznia 2017 roku w Warszawie, tak to wspomina:  – Podawał się wtedy za Marka Zdzisława Ronkowskiego, uznanego lekarza onkologa z Kliniki Królewskiej w Madrycie, mieszkającego w Maladze. Zaczepił mnie i kolegę w McDonaldzie, zaczął rozmowę z nami, ale przede wszystkim mówił o sobie, swoich doświadczeniach i spostrzeżeniach. Bezbłędnie wskazał moją wadę wzroku i powiedział, że powinnam nosić okulary, koledze zaś powiedział, że musi  zbadać nerki, ponieważ nie działają odpowiednio. Opowiadał o swojej praktyce lekarskiej w Królewskiej Klinice w  Madrycie, a także pokazywał nam aplikacje na swoim telefonie, w której miał bazę danych swoich pacjentów, i w każdej chwili mógł zajrzeć i przeanalizować dany przypadek.  Swoją wiedzę podobno brał z naszych oczu, opowiadał nam krótko o irydologii. Powiedział nami także, że bankomat zatrzymał mu kartę kredytową, a jego konto zostało zablokowane przez nieporozumienie.

Jak wspomina Kamila, w czasie  rozmowy przygodnie poznany mężczyzna zyskał zaufanie: –  Kolega zaproponował mu nocleg. Ja wróciłam do siebie z danymi mailowymi do kontaktu. Z informacji od kolegi wiem, że pożyczył on panu Zdzisławowi większą sumę pieniędzy na bilet lotniczy do Hiszpanii.  Od razu następnego dnia napisałam do niego maila. Odpisał, że będzie musiał porozmawiać ze mną o moim zdrowiu. W mailach pytał, ile dla mnie jest warte moje życie, i co jestem w stanie robić, żeby ratować swoje życie.

Jak relacjonuje Kamila, umówiliśmy się na spotkanie w szpitalu na Banacha, gdzie jej nowy znajomy akurat miał mieć konsultacje na oddziale onkologicznym.

 Uratował ją Reporter

– Spotkaliśmy się w szpitalu i wyszliśmy na spacer. On powiedział mi wtedy, że mam raka miąższowego trzustki. Mówił, że można to wyleczyć, jeżeli się wystarczająco wcześnie zareaguje, przed jego inkubacją. Mówił, że chce mi zainstalować na telefonie oprogramowanie do diagnozowania chorób i monitorowania leczenia. Dzięki zrobionym zdjęciom skóry można byłoby rozpoznać  różne choroby. Miał mi zrobić także takie badanie, ale niefortunnie jego telefon się rozładował. Ale opowiadał mi, jak miałoby to wyglądać: monitorowałabym się sama, swoim telefonem wysyłając zdjęcia do jakiejś tam bazy co miesiąc, sama też bym robiła sobie leki. Tego dnia wyłudził też ode mnie 200 złotych na hotel, ponieważ nie wziął wystarczająco dużo pieniędzy, a wszystko wydał na paliwo lotnicze (bo rzekomo przyleciał swoją awionetką). Mieliśmy się spotkać następnego dnia w Centrum Onkologii na Ursynowie w celu zbadania  mnie i wysłania danych. Do spotkania oczywiście nie doszło. W mailach mnie przepraszał i pisał bzdury, że na pewno przyjedzie, żeby mnie zbadać. Twierdził, że jest księciem  La Valetta Roy Ronkowskym, mieszka w zamku Montresore i ma ponad miliard euro majątku. Napisał wprost, że chce, żebym zajęła się połową jego majątku, która musi wrócić do Polski według testamentu. Natomiast on sam ma problem z ponownym wjazdem do naszego kraju bowiem, jak napisał: „na polecenie jakiegoś ministra Zebro dostałem persona non grata” – relacjonuje  Kamila.

5
Niektóre maile od „księcia”

Dziewczyna trafiła jednak na artykuł z naszego magazynu, z którego jasno wynikało, kim tak naprawdę jest Zdzisław M. – fałszywym hrabią, który był skazany za leczenie kobiet seksem. Po tej lekturze Kamila skontaktowała się z naszą redakcją. Postanowiła kontynuować korespondencję z oszustem w celu zdemaskowania go. Włączyliśmy się, wraz z fundacją Na Tropie, do tych działań.

Kobieta była cały czas w kontakcie z nami. Przekazywała nam wszystkie maile, jakie dostawała od Zdzisława M. Ustalaliśmy, co ma mu odpisywać. Ten człowiek starał się wywrzeć na nią silną presję. Wmawiał jej chorobę, obiecywał leczenie.  Ewidentnie oszukiwał, w jakimś znanym tylko sobie celu.

6
Tak pisał słynny ginekolog- onkolog do Kamili

– Zdzisław M. twierdził, że  chce dla mnie przyjechać z Hiszpanii do Polski, żeby mnie zbadać i leczyć, a także, żeby wgrać mi oprogramowanie, którym będę mogła się monitorować – kontynuuje Kamila – Terapia ma polegać na blokadzie genomowej, miałabym wtedy nie kontaktować się z nikim przez 18 godzin, w tym celu mam wynająć hotel. Mam też kupić telefon na abonament, najlepiej huawei P8l, na który ma być wgrane oprogramowanie. Wgrywanie ma trwać około 2-3 dni, więc ten telefon byłby mi zabrany. Pan Zdzisław jest bardzo podejrzliwy od jakiegoś czasu, ale utrzymuje ze mną kontakt, mimo wielu podejrzeń, jakie ma wobec mnie.

Zasadzka na „arystokratę”

W końcu Zdzisław M. wyznaczył Kamili nieodwołalny termin spotkania – 8 lutego 2017 roku. W czasie spotkania w pokoju hotelowym miało dojść do badania kobiety i zabiegu medycznego.  Wcześniej jednak  mieli spotkać się w kawiarni Cossta Coffee na ulicy Chłodnej 52.  Kamila umówiła się tam z nim o 17.00. W trakcie tego spotkania dziewczyna miała przekazać „księciu” telefon, którego się od niej domagał – w celu wgrania programu do diagnozowania. Mieliśmy przygotowany, taki specjalnie spreparowany  dla niego, telefon z niespodzianką.

Rano 8 lutego zwróciliśmy się  o pomoc do Komendy  Stołecznej Policji. Funkcjonariusze zadziałali natychmiast: Kamila złożyła zeznania i przygotowany został plan działania.

O 16.30 autor tego tekstu oraz dwie osoby z fundacji „Na Tropie” podjechały pod kawiarnię na Chłodnej. On już tam był, krążył po ulicy i rozglądał się wokół. Był czujny, ale na nas nie zwrócił uwagi. Nigdy wcześniej go nie widzieliśmy, ale od razu go rozpoznaliśmy ze zdjęć, które były w naszym magazynie. Miał na sobie nawet tę samą czerwoną kurteczkę, co wiele lat temu. Na głowie jasną czapkę z pomponem, jasne bojówki i ciemny plecak. Na pierwszy rzut oka wyglądał, jak typ spod Biedronki sępiący na piwo. Trudno było  wyjść z podziwu, że ktokolwiek mógł wziąć go za słynnego lekarza, miliardera  i księcia w jednej osobie.

Powiadomiliśmy policję i Kamilę, że  Zdzisław M. już czeka. Plan był taki, że policjanci dowiozą dziewczynę na ulicę Wronią, a Kamila dojdzie do kawiarni na Chłodnej – to około 100 metrów. W tym czasie w kawiarni była ekipa „Na Tropie”, a pod kawiarnią policjanci w nieoznakowanym radiowozie. Tymczasem „książę” spacerował po trotuarze. W kawiarni dziewczyna miała dać  Zdzisławowi M. telefon. Zaś po wyjściu z lokalu miał zostać zatrzymany. My byliśmy jej zabezpieczeniem w kawiarni. Kilka minut przed akcją uczulałem telefonicznie Kamilę, aby nie dała się nakłonić do zmiany planów przez Zdzisława M. i bez względu na wszystko weszła do kawiarni. Mogło jej bowiem grozić niebezpieczeństwo.

Niestety Kamila i „książę” nie pojawili się w kawiarni. Wpadliśmy w lekką panikę, gdyż policjanci, którzy byli na zewnątrz, też nie wiedzieli, co stało się z dziewczyną. Po prostu przepadła, podobnie jak „książę”.

– Jak to nie ma ich w kawiarni? – pytali zaskoczeni policjanci. Co gorsze telefon dziewczyny był wyłączony. Przychodziły nam do głowy najgorsze myśli. Bo, jak można zniknąć  na 100 metrach, w miarę ruchliwej, warszawskiej ulicy,  i to pod okiem policjantów?

Ekscentryczny milioner?

 Rozpoczęły się poszukiwania: policjanci objeżdżali okoliczne ulice, a ekipa „Na Tropie” zaglądała do wszystkich zaułków i zakamarków wokół ulic Wroniej i Chłodnej. Bez skutku. Telefon Kamili nadal był wyłączony. Odnaleźć kogoś po zmroku w Warszawie nie było zadaniem łatwym. W końcu po około godzinie telefon Kamili był aktywny. Odebrała i powiedziała, że jest w drodze na komisariat policji. Odetchnęliśmy z ulgą. Ale mogło się to skończyć dla tej dziewczyny znacznie gorzej.     

Jak się okazało, Zdzisław M. przechwycił Kamilę przed kawiarnią, zanim pojawili się tam policjanci.

– Jedziemy od razu na zabieg do hotelu na Ursynowie – oznajmił „książę”, a dziewczyna nie protestowała i poszła za nim jak cielę do rzeźni.

– Dlaczego tak się zachowałaś? – pytałem ją.

– Bo nie zapewniono mi bezpieczeństwa – tłumaczyła zawile – Nie widziałam ani was, ani policjantów. A on nie chciał wejść do kawiarni.

– Ale my byliśmy w kawiarni, było ustalone, że tam wejdziesz, nawet bez niego. Z nim na ciemnej ulicy czułaś się bezpieczniej? Przypomniałem.

– Wiem, przepraszam, ale chciałam się czegoś więcej dowiedzieć o tych zabiegach.

– Ty chyba nadal wierzyłaś, że to jest lekarz i milioner? Widziałaś przecież, jak on wygląda? Czy tak wygląda milioner?

– Nie wiem, ja  nie znam żadnego milionera. Może to jakiś ekscentryczny milioner – Kamila szukała alibi dla swoje naiwności.  

 Gdy trwały jej poszukiwania, dziewczyna i „książę” czekali na tramwaj, który miał ich zawieźć do hotelu na Ursynowie. Na szczęście resztki rozsądku wzięły górę i kobieta uciekła z przystanku, gdy „onkolog – ginekolog” wsiadł już do tramwaju. Wtedy też włączyła telefon i  zawiadomiła policję oraz nas. Potem, do późna w nocy składała zeznania. Musiała się między  innymi wytłumaczyć ze swojego dziwnego zachowania

7
Tak wygląda „ekscentryczny milioner”

Zachowanie Kamili to typowy przykład syndromu sztokholmskiego, który pojawia się u niektórych ofiar przestępstw. To swoisty rodzaj sympatii i solidarności z tymi osobami. Ta dziewczyna powiedziała mi, że idąc do kawiarni zrozumiała, że za daleko zabrnęła i postanowiła to zmienić. Ona według mnie wyprowadziła go z zasadzki. Wcześniej przyznała, że  mimo wszystko chciała, aby te kłamstwa były prawdą. Myślę, że „książę” nie bez powodu wybrał tę właśnie dziewczynę. On jest dobrym obserwatorem, psychologiem i bezbłędnie wybiera takie kobiety, które są w stanie uwierzyć w jego brednie, a nawet tego potrzebują.

Sprawa Kamili i Zdzisława M. trafi do prokuratury, która zdecyduje o dalszych działaniach.

Teść Banderasa w schronisku

Tymczasem po kilku dniach od opisania tej historii, na naszym portalu (e-reporter.pl) zgłosiła się kolejna ofiara pana Zdziśka. Agata mieszka pod Opolem i studiuje zaocznie we Wrocławiu, gdy przyjeżdża na uczelnię, zatrzymuje się w schronisku młodzieżowym przy ulicy Kołłątaja, tam w nocy z 24 na 25 listopada poznała Zdzisława M., który tym razem przedstawił się jako Marek Ronkowski, światowej sławy onkolog – ginekolog z Madrytu.

– Wieczorem wróciłam z wykładów i poszłam do kuchni przygotować sobie coś do jedzenia – relacjonuje Agata – Tam było dwóch mężczyzn, rozmawiali ze sobą o chorobach. Jeden z nich sprawiał wrażenie osoby o dużej wiedzy medycznej. W pewnym momencie zapytał mnie, czemu nie noszę okularów, skoro mam wadę wzroku. Rzeczywiście tak jest. Powiedział, że jest lekarzem.

Po chwili ów lekarz zapytał dziewczynę: – Ile byś zrobiła dla swojego życia?

Agata nie wiedziała wtedy, o co mu chodzi. Ale szybko jej to wyjaśnił: – Masz raka trzustki – oznajmił, gdy zostali w kuchni sami.

– Zapytał, od kiedy wypadają mi włosy? Pytał też o bóle w piersiach, a ja je miałam. Po raz kolejny zapytał, czy jestem w stanie zrobić wszystko dla życia – wspomina Agata – Opowiadał, że jest onkologiem i mieszka po sąsiedzku z Antonio Banderasem, a jego córka Anegla jest żoną słynnego aktora. Snuł też opowieści o swoim bogactwie i zmarłej żonie, którą bardzo kochał, a ja mu ją przypominam. Jest pan bogaty, to czemu pan mieszka w schronisku?

Na to pytanie miał gotową odpowiedź. – Gdy byłem przed laty z żoną na nartach w Szwajcarii, poszliśmy do hotelu Hilton – snuł opowieść – Byliśmy ubrani jak zwykli turyści, bo nigdy nie obnosiliśmy się z bogactwem. Wówczas recepcjoniści dali nam do zrozumienia, że to nie jest hotel dla nas. Wyszliśmy bez słowa, i wynajęliśmy pokój w pobliskim schronisku. Od tamtego czasu omijam drogie hotele, wolę być w takich miejscach, jak to. Dzięki temu poznaję ludzi i mogę im pomagać. Agata tę opowieść przyjęła za dobrą monetę.

Ginekolog bada w kuchni

 W czasie rozmowy w kuchni mężczyzna zaproponował Agacie blokowanie receptorów, badanie, konsultacje w wybranej klinice w Polsce oraz wgranie  aplikacji monitorującej chorobę na telefon huawei P8L, który kobieta powinna zakupić i mu przekazać.

Stwierdził też, że Agata ma również inne, kobiece dolegliwości: – Słysząc o tym ten pan powiedział, że zatem nie musi to być rak trzustki. Według niego mógł to być zanik lub zrost narządów – relacjonuje Agata.

–  Mogę to sprawdzić teraz – oznajmił mężczyzna.

– Nie ma o tym mowy – zaprotestowała dziewczyna.

O czym ty myślisz głupiutka? Chcesz umrzeć przez własną głupotę? – nie ustępował „ginekolog”. I widząc wahanie w oczach Agaty, szybko dodał – Aby wynik badania był pewny, to powinnaś mieć orgazm. Nie bój się, mogę to zrobić językiem – zadeklarował być może ze względu na problemy z erekcją, na które żalił się w więzieniu naszemu reporterowi.

To zaskakujące, ale Agata zgodziła się na te badania: – Ale bez orgazmu – zastrzega studentka.

– Jak to wyglądało? – pytam.

– Badał mnie tak, jak ginekolog, tylko bez narzędzi, palcami – wyjaśnia.

– W pokoju robił te badania?

– No nie, w kuchni na stole – odpowiada szczerze dziewczyna – Potem mnie badał, czy jestem podatna na sugestie. Mówił, że przejmuje ode mnie chorobę i na dowód tego pokazał na swojej ręce pryszcze.

Daj mi na bilet

Rano pan Zdzisiek vel Marek Ronkowski zaprowadził Agatę do galerii handlowej, aby kupiła telefon do wgrania aplikacji: –  Musiałam wziąć go w abonamencie za 76 złotych miesięcznie, dałam mu telefon, kartę i umowę, bo tak sobie życzył. Powiedział, że po wgraniu aplikacji wszystko mi odeśle, a  abonament będzie on opłacał.

Przy okazji zakupów „onkolog-ginekolog” wyznał, że jest bez grosza przy duszy: – Wczoraj chciałem kupić w salonie zegarek za 216 tysięcy. Źle przeliczyłem euro na złotówki, i okazało się, że zabrakło mi na koncie kilkuset złotych. Nie dość, że nie kupiłem zegarka, to karta została zablokowana – opowiedział znaną już z innych swoich akcji historię. Aby to uwiarygodnić, zaprowadził Agatę do sklepu z zegarkami, żeby jej pokazać, który to czasomierz jest sprawcą jego beznadziejnej sytuacji.

– Gdy weszliśmy do sklepu, przywitał się z ekspedientką, jak ze znajomą – wspomina Agata – Odniosłam wrażenie, że się znają, bo pewnie dokonywał tu zakupów. To w moich oczach go uwiarygodniło.

Wkrótce studentka usłyszała o kolejnym problemie swojego „lekarza”:  – Na jutro wieczór mam bilet na samolot z Krakowa do Madrytu, ale przez tą zablokowaną kartę nie mam za co dojechać na lotnisko w Balicach – wyznał – Czy mogła byś pożyczyć mi 250 złotych? – zapytał nieśmiało. A gdy dziewczyna odliczała banknoty, dodał: – Daj mi jeszcze 50 złotych, żebym czuł się pewnie, że mi nie zabraknie.  

Schował 300 złotych do kieszeni, i zaczął nalegać na konieczność blokowania receptorów w miejscach intymnych. Agata  tym razem mu nie uległa, wróciła do swojej wsi pod Opolem, a „słynny onkolog” do Malagi.  

Od tego czasu trwała wymiana maili, w czasie której nasz bohater unikał odpowiedzi, kiedy odeśle telefon i skierowanie na badania w polskiej klinice. W końcu zamilkł i w jego imieniu pisały inne osoby:  współpracownik – Juan Rodriguez de Pilar oraz córka – Angela Banderas Ronkowsky. Ten pierwszy wysyłał maile z tego samego konta, z którego Zdzisław M. kontaktował się z Kamilą z Warszawy.

Natomiast rzekoma żona Banderasa oznajmiła: „Jestem Angela fadro powiedział mi że mu pomoglas pewnie znowu kupił za dużo reloj (zegarka) i mu bloknelo kartę cieszę się że będę miała kolega w Polsce”.  

Po jakimś czasie poinformowała zaskoczoną Agatę, że jej ojciec jest śmiertelnie chory; a to wszystko przez to, że przejął na siebie jej chorobę: „Fadro zapadł w come i nie wiadomo kiedy obudzi się jest mi smutno. Beda go wybudzac farmakologicznie. Jest z nim okropnie ale przeżyje esto fadro nie umrze na razie nie przyjadę do Ciebie bo muszę być przy fadro. Wiem że to on decydował  ale musisz być kimś bardzo warty skoro on podał zycie Tobie hyba chciał żyć ale …wolał dać tobie (…)” – pisał pan Zdzisiek łamaną polszczyzną,  podszywając się pod rzekomą żonę Antonio Banderasa.   

Wkrótce kontakt urwał się całkowicie, a Agata trafiła w Internecie na nasz artykuł o Zdzisławie M. Przekonaliśmy ją, że sprawę trzeba zgłosić organom ścigania, i tak się stało.

Jak ustaliliśmy, oszust usiłował namówić na badania także recepcjonistkę z wrocławskiego schroniska. Kobieta zachowała się rozsądnie i sprawdziła w Internecie  dossier pana Zdziśka.

Według naszych ustaleń Zdzisław M. przemieszcza się po Polsce wyszukując kolejnych ofiar. Jak widać nie ma z  tym problemów.

Apelujemy zatem, aby takie osoby zgłaszały się do Fundacji Na Tropie (tel. 46 862 15 82) lub do policji  w miejscowości, gdzie doszło do oszustwa.

Janusz Szostak

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ