Pandemia trwa, jednak nie brakuje osób, które chcą się jej przeciwstawić w jakikolwiek sposób. A tu w grę wchodzi główkowanie, którym wykazał się właściciel jednego z wrocławskich klubów. „Wrocław się bawi” – ciśnie się na usta nagłówek.

Informacja o wrocławskiej imprezie błyskawicznie obiegło sieć. Wszelkie media mainstreamowe opisywały dość specyficzny sposób na obejście obowiązujących obostrzeń dotyczących m.in. zakazu gromadzenia się. A dokładnie mowa tu o klubach Boogie oraz Wall Street w pasażu Niepolda we Wrocławiu.

Jak donosi dziennik „Fakt” imprezy odbyły się 9 stycznia. Ich organizatorzy w dość nietypowy sposób „usprawiedliwili” swoje działania. Wobec powszechnych ostatnio strajków w Polsce, słowo to nieco zyskało na znaczeniu, a jednocześnie tracąc powadze.

ZOBACZ!  Zginęła służąca w OSP kobieta. Była w dziewiątym miesiącu ciąży
ZOBACZ!  Niemcy: właśnie zamknięto największą na świecie stronę z dziecięcą pornografią

Uczestnicy po prostu przed wejście na wydarzenie musieli wypełnić konkretną deklarację świadczącą o wstąpieniu do „Strajku Przedsiębiorców”. Dzięki temu formalnie w wydarzeniu mogło wziąć udział przeszło 50 osób. Co więcej taka deklaracja zobowiązuje do pojawienia się na kolejnych imprezach, które w świetle prawa są jedynie zebraniem partyjnym.

„Przypuszczam, że w nasze ślady pójdą inne kluby. W ten sposób wspieramy przedsiębiorców. Nie zgadzamy się na pewne decyzje rządu. W prawie wciąż jest wiele luk” – Tłumaczył Jakub Kuczyński, właściciel klubów.

Wrocław: Obejście obostrzeń takie łatwe?

Wydaje się, że w wrocławska policja w tej sytuacji jest bezsilna, mimo wszelkich – dość oczywistych – domysłów. Podczas pierwszej interwencji faktycznie tak było, bowiem lokal spełniał wszelkie normy sanitarne. Za drugim razem jednak była już podstawa do karania uczestników, m.in. za brak maseczek.

„Wobec kilkudziesięciu osób, które nie stosowały się do obowiązku zasłaniania ust i nosa oraz nie zachowywały społecznego dystansu prowadzone są już czynności wyjaśniające w związku z naruszeniem przez nie przepisów Kodeksu wykroczeń. Te osoby muszą liczyć się z możliwością otrzymania grzywny w wysokości 1000 złotych, a także o ich zachowaniu poinformowane zostaną służby sanitarne” – wyjaśnił komendant policji Krzysztof Marcjan w rozmowie z Faktem.

ZOBACZ!  Niebezpieczna sytuacja na Mazurach. Skandaliczne zachowanie turystów. Za chwilę czeka nas kolejna epidemia
ZOBACZ!  Indyjski wariant koronawirusa już w Polsce. Potwierdzono pierwszy przypadek