Emocje wokół procesu Adama Z. oskarżonego o zamordowanie Ewy Tylman opadły. Na widowni było pusto, przyszło około 20 widzów. Na rozprawę stawiło się również niewielu dziennikarzy.
Prokurator Małgorzata Jarecka musiała przełknąć gorzką pigułkę, jaką była zapowiedź zmiany przez sąd kwalifikacji czynu, z zabójstwa na nieudzielanie pomocy. Na czwartej rozprawie ograniczyła się w zasadzie do pytań mających przedstawić policjantów prowadzących śledztwo w dobrym świetle. Pamiętamy, że zarówno oskarżony jak i kilku innych świadków potwierdziło, że byli oni agresywni, brutalni i wymuszali zeznania. Taką samą wersję wydarzeń przedstawiły dzisiaj przesłuchiwane przez sąd siostry i szwagier Adama Z.
O wiele większą determinacją wykazywali się adwokaci rodziny Ewy Tylman, występujący w procesie jako oskarżyciele posiłkowi. Bez trudu wychwycili zeznania szwagra mówiącego, że Adam Z. mówił o sobie, że jest biseksualistą i podobają mu się zarówno chłopcy jak i dziewczyny. Był on świadkiem jak Adam - już po ujawnieniu swojej homoseksualnej orientacji - całował się z dziewczyną. To ważny fakt, dotąd we wszystkich zeznaniach i opinii biegłych psychologów przedstawiany był jako stuprocentowy homoseksualista, niezainteresowany dziewczynami, co stało w sprzeczności z tezą prokuratury o pobudzeniu seksualnym oskarżonego.
To jedyna dobra wiadomość dla prokuratury z dzisiejszej rozprawy. Dwie siostry jak i szwagier potwierdziły, że Adam był bardzo załamany zaginięciem Ewy. Przeżywał je bardzo, płakał, a przez sen krzyczał, że nie zabił dziewczyny. Wszyscy trzej świadkowie potwierdzili również, że Adam w pierwszych dniach po zaginięciu Ewy Tylman cały czas mówił, że nie pamięta, co w nocy się stało. Ostatnią rzeczą jaką pamiętał był ich upadek na chodnik, kiedy wychodzili pijani z pubu. Jednocześnie szwagier potwierdził, że Adam ma raczej słabą głowę do alkoholu i w przeszłości w jego obecności zdarzyło się, że „urwał mu się film”.
Świadkowie z rodziny potwierdzili, że Adam w momencie zatrzymania miał przy sobie pełnomocnictwo od adwokata. To bardzo ważna informacja, biorąc pod uwagę, że Adam Z. oskarżył policję o uniemożliwienie mu kontaktu z mecenasem.
Ostatnim przesłuchiwanym świadkiem był Dawid Tylman. Jego zeznania nie wniosły nic nowego. Opowiadał jedynie o pierwszych dniach poszukiwania siostry, rozklejaniu ulotek i tworzeniu strony w Internecie.
Dużym zaskoczeniem był też wniosek prokuratury o przesłuchanie dwóch więźniów, z którymi Adam Z. przebywał w celi. To Kacper Ch. i gangster Paweł P. Trochę przypomina to metody rodem z głębokiego PRL-u, kiedy to prokuratorzy bardzo często uciekali się do takich kroków. Wystarczyło jakiemuś więźniowi obiecać niższy wyrok za wsypanie kolegi z celi i sąd usłużnie przyklepywał wyrok skazujący. Czy w sytuacji w jakiej znalazła się prokuratura, kiedy posypał się jej cały akt oskarżenia, nagle cudownie wyciągnięci więźniowie mogą coś zmienić? Czy tacy świadkowie mogą być wiarygodni, czy sąd im uwierzy? Teatr absurdu w wykonaniu prokuratury zapowiada część drugą spektaklu.
Podsumowując czwarty dzień procesu trzeba powiedzieć, że najważniejszym wydarzeniem stał się fakt posadzenia Adam Z. w tradycyjnych ławach dla oskarżonych, a nie jak dotąd za pancerną szybą w oddzielnym pomieszczeniu. Groteskowy spektakl urządzony przez prokuraturę dobiegł końca.
Przemysław Graf
fot. Przemysław Graf












