nie żyje piosenkarz

Nie żyje znana dziennikarka. Kobieta zasłynęła głównie z legendarnego serialu dokumentalnego TVP. Warto podkreślić, iż informację o śmierci Ireny Morawskiej, bo o niej mowa, przekazał inny popularny przedstawiciel mediów - Mariusz Szczygieł.

Irena Morawska była reportażystką „Gazety Wyborczej”

Jak już wspomnieliśmy, przykrą informację podał Mariusz Szczygieł. Mężczyzna umieścił w dniu dzisiejszym smutny wpis w mediach społecznościowych. Irena Morawska zmarła w wieku 68 lat. Co ciekawe, kobieta była koleżanką z popularnego dziennikarza. Razem pracowali w „Gazecie Wyborczej”.

Irena Morawska pracowała w dzienniku przez 9 lat. Dziennikarka publikowała tam reportaże, głównie o tematyce społecznej.„Pracowaliśmy w pierwszym składzie działu reportażu 'Gazety Wyborczej’ (Ostałowska, Tochman, Hugo-Bader, Górecki, Górny…). Przywoziła 'z terenu’ (tak lubiła mówić) historie o upadku fabryki czy kataklizmie we wsi, a my czekaliśmy na nie jak na jakieś zagraniczne słodycze. Pisała tak, że pobudzała nasze zmysły” - napisał Szczygieł w swoim wpisie.

Wydaje się, że Polacy dużo bardziej mogą kojarzyć zmarłą z jej dokonań telewizyjnych. W roku 2000 wraz z mężem zaczęła zajmować realizacją filmów i seriali dokumentalnych. Legendarna stała się zwłaszcza produkcja TVP „Ballada o lekkim zabarwieniu erotycznym”. „W 1999 roku odeszła z gazety i razem z mężem Jurkiem Morawskim tworzyła seriale dokumentalne dla telewizji - 'Serce z węgla’, czy 'Ballada o lekkim zabarwieniu erotycznym’. Autentyczność tych dokumentów brała się na pewno z tego, że Irena nawiązywała rewelacyjny kontakt ze swoimi bohaterami” - przypomniał Szczygieł.

Zmarła była niezwykle ważna dla popularnego dziennikarza

Z wpisu Mariusza Szczygła wynika, że nieżyjąca dziennikarka była dla niego bardzo ważną osobą. Mężczyzna nie traktował jej tylko jak zwykłej koleżanki z pracy. „Tutaj - o Irenie jako siostrze. Bo dzięki niej miałem siostrę (w pierwszym roku naszej relacji oznajmiła mi, że jestem jej bratem)”, „Irena i Jurek Morawscy to najbardziej szczerzy ludzie na świecie. Jeśli tylko powiedziałem, że smakuje mi u nich jakiś włoski ser, już go miałem zapakowany do domu. Jeśli zachwyciłem się lampą na stole, po kolacji ją dostawałem. Pamiętam, jak zasmucili się, że nie zrobiłem prawa jazdy. „Bo mamy - mówiła Irena - taki fajny samochód, który miał być dla ciebie…”. I wszystko to bez ostentacji, z czystego uczucia” - przyznał popularny dziennikarz.

źródło: Gazeta.pl

Zobacz również: