Jan Błachowicz i Israel Adesanya zmierzyli się ze sobą w głównym daniu wieczoru na gali UFC 259. W walce, której stawką był mistrzowski pas kategorii półciężkiej nie zabrakło emocji. Walka miała pięć rund, a o wszystkim zadecydowali sędziowie.

Pięciorundowy bój Błachowicza

Starcie główne, pomiędzy Janem Błachowiczem, a Israelem Adesanyą było zwieńczeniem gali UFC 259 w Las Vegas. Wydarzenie śledził cały sportowy świat. Między innymi dzięki pojedynkowi Błachowicza z niepokonanym Adesanyą, ale także dzięki dwoma innymi walkami, których stawką również były pasy mistrzowskie.

Błachowicz i Adesanya pojawili się w oktagonie przed godziną 7 czasu polskiego. I już od początku dało się odczuć gigantyczne napięcie i zaciekawienie towarzyszące walce o pas mistrza świata UFC kategorii półciężkiej. „Niech to się już zacznie.” – rzucił komentujący wydarzenie Łukasz „Juras” Jurkowski. No i się zaczęło!

1 runda

Pierwsza runda była dość spokojna. Zarówno Błachowicz, jak i Adesanya trzymali dystans, nie ryzykując zbytnio. W pierwszej odsłonie przeważały pojedyncze ciosy i kopnięcia. Miała ona wyrównany przebieg.

2 runda

Druga runda z minimalną przewagą Błachowicza. Ponownie byliśmy świadkami polowania na pojedyncze ciosy. W trzeciej minucie drugiej odsłony, Jan Błachowicz spróbował obalenia, jednak Adesanya obronił się przed sprowadzeniem. Nigeryjczyk coraz częściej kopał łydkę Błachowicza, gdzie pojawiło się widoczne zaczerwienienie. Polak odpowiadał seriami ciosów na głowę i na doły.

3 runda

W trzeciej rundzie byliśmy świadkami pierwszego skoku adrenaliny. Błachowicz już w pierwszej minucie obalił swojego rywala, lecz Nigeryjczyk szybko wrócił do stójki, by ruszyć na Polaka. Błachowicz przetrwał szturm rywala. W drugiej minucie Janek próbował dociskać Nigeryjczyka do siatki, ale nic z tego nie wynikło. Rywal coraz częściej odgryzał się kopnięciami w łydkę, a na twarzy Jana Błachowicza pojawił się pierwszy grymas bólu. Pierwsza połowa trzeciego starcia zdecydowanie aktywniejsza, niż druga, kiedy tempo pojedynku nieco spadło.

4 runda

Czwarta runda rozpoczęła się od zapasów przy siatce, Adesanya jednak szybko zerwał klincz Błachowicza. Polak ukąsił jeszcze rywala mocnym prawym, lecz ten pozostał niewzruszony. Jan Błachowicz prawdziwe fajerwerki odpalił na początku drugiej minuty, kiedy udanie sprowadził rywala. Wszedł w półgardę, a po dłuższej chwili zyskał pozycję boczną. Przez ponad trzy minuty Błachowicz kontrolował pojedynek z góry. Wszystko więc miało się rozstrzygnąć w piątej rundzie i tak też było.

5 runda

Ostatnia runda to znów dłuższa wymiana w stójce. Mocno trafił Adesanya, lecz nie zrobiło to wrażenia na cięższym Polaku. Błachowicz na 2,5 minuty do końca drugi raz skutecznie obalił Nigeryjczyka. Do końca rundy Polak pozostał na górze, kontrolując pozycję parterową, a w ostatnich 10 sekundach przypuścił szturm na głowę rywala. Czas pojedynku minął, więc wszystkim zadecydować musieli sędziowie.

Zmęczeni zawodnicy poznali werdykt. Sędziowie wskazali na zwycięstwo Polaka. Jan Błachowicz zachował więc pas mistrza świata kategorii półśredniej. Brawo!

Przed dzisiejszą walką Jan Błachowicz miał na koncie 35 walki w formule MMA, z czego 28 zakończyło się jego zwycięstwem. Israel Adesanya „startował” do Błachowicza z czystym bilansem zwycięstw (20:0). Przypomnijmy, że Błachowicz we wrześniu ubiegłego roku zdobył najcenniejszy w mieszanych sztukach walki pas mistrza świata federacji UFC. Polak na gali zorganizowanej w Abu Zabi pokonał przez nokaut Dominika Reyesa.

  1. Skakał z Adamem Małyszem. Nie uwierzysz, jak wygląda dziś. Poruszające zdjęcie
  2. Maleńka dziewczynka w śpiączce. Była katowana. MOPS nie reagował na piekło, które przechodziła?
  3. Krzysztof Krawczyk wystawił na sprzedaż cenną pamiątkę. Cena? 200 tysięcy złotych