Biedronka to jedna z tych sieci sklepów, która wydaje się nigdy nie stracić klientów. Nie bez powodu jest też jednym z ironicznych symboli Polaków. Znana z szaleńczo niskich cen gromadzi w swoich punktach tłumy klientów, nawet teraz. Dlatego też ostatnia informacja o dość sporej karze dla – obecnie – portugalskiego konsorcjum.

UOKiK nałożył na sieć sklepów Biedronka olbrzymią karę wysokości 723 milionów złotych. A wszystko ze względu na nieuczciwe praktyki sieci wobec dostawców żywności. Jak tłumaczy to agencja właściciel stosował tzw. „przymusowe rabaty”. A co więcej wcale nie przekładało się to na niższe ceny dla klientów, co tym bardziej zdenerwowało – zwłaszcza tych stałych – klientów.

Nie wróży to najlepiej koncernowi. Zwłaszcza w świetle afery sprzed kilkunastu już lat, kiedy to oskarżano władze o nieadekwatne wypłaty pracowników w stosunku do ich godzin pracy.

Na czym wtopiła Biedronka?

Jak pisaliśmy właściciele Biedronki chcieli przyoszczędzić na dostawcach. Wspomniane „przymusowe rabaty” wynikały z dyktowania przez koncern reguł dostawcom. Biedronka dyktowała swoje ceny już po zrealizowaniu zamówienia. Jak ustalono na takim działaniu sieć sklepów miała zarobić w ciągu trzech ostatnich lat około 600 mln złotych. Jak mówił prezes UOKIK takie działania niszczą podstawy uczciwej konkurencji oraz są brakiem szacunku dla innych przedsiębiorców.

Kara musiała być adekwatna do stopnia naruszenia przepisów prawa, uciążliwości praktyki oraz wysokości nieuczciwie uzyskanych korzyści przez portugalską sieć. Jeronimo Martins Polska, w ciągu trzech zbadanych przez nas lat, pozbawiła w ten sposób kontrahentów – głównie dostawców owoców i warzyw – kilkuset milionów złotych – tłumaczył prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów Tomasz Chróstny.

Patrząc na komentarze pojawiające się pod tą informację już zaczęło się snucie teorii. Czasem i nawet ocierających się odważnie o spiskowe. Te z kolei opierają się głównie na „wykurzeniu” Biedronki z Polski.