Zabiłem ojca, bo to był zły człowiek

0
25th November 1998 EAPMC in Chiefs of Staff Session Lt. Gen. H. Szumski, Chief of Defence of Poland (left) with Gen. G. Espirito Santo, Chief of Defence of Portugal (right)
Schował  nóż, wsiadł w autobus i przejechał pół Europy, aby dotrzeć do podwarszawskiego Komorowa. Na progu domu pojawił się w mroźne styczniowe popołudnie, ubrany w letnią koszulkę i klapki. Akurat trafił na całą rodzinę, jak siedzieli przy stole. Z każdym z nich się przywitał i dopiero na końcu podszedł do ojca. Uścisnął jego dłoń, a po chwili  wbił mu nóż w serce.

 – Zrobiłem to, bo on był złym człowiekiem – powiedział po morderstwie swojego ojca, generała Henryka Szumskiego.

Emerytowany generał Wojska Polskiego miał 71 lat. Zmarł 30 stycznia 2012 roku, w swojej willi w podwarszawskim Komorowie, ugodzony nożem w serce przez swojego średniego syna, 39-letniego Krzysztofa S.  Pojawił się on w domu rodzinnym po długim czasie i bez zapowiedzi. Ostatni raz skontaktował się z domownikami rok wcześniej, wysyłając im kartkę. Nie była to zwykła widokówka. Przedstawiała jego fotografię w pozycji jednej z technik jogi. Na odwrocie napisał, że miewa się dobrze i niedługo go zobaczą.

 Leczył się już na studiach

Rodziców wcale nie zdziwiła ta pocztówka, bo Krzysztof już od czasów studiów miewał problemy psychiczne, leczył się  psychiatrycznie i potrafił dziwnie zachowywać. Jeszcze przed wyjazdem za granicę był na utrzymaniu rodziców i na nich też wymógł, aby sfinansowali jego wyjazd z Polski. Chciał koniecznie podróżować po świecie.

3

W 2012 roku już od kilkunastu  lat przebywał za granicą i sporadycznie się  z nimi kontaktował. Jak już do tego doszło, to nie bez przyczyny.  Prosił o pieniądze, które chętnie mu przesyłali na wskazane przez niego adresy.

Nigdy nie wiedzieli, gdzie dokładnie przebywa, bo najpierw był w Irlandii, później w Szkocji i wreszcie trafił do południowej Francji, gdzie ostatnio uzyskał prawo do opieki z pomocy społecznej.  Z tego żył i przebywał w jednym z  ośrodków dla osób bezdomnych.

 Ostatnia kartka od syna ucieszyła ich, wiedzieli, że żyje i jakoś sobie radzi.

 Zabił patrząc w oczy
Tego tragicznego dnia przyjechał prosto z Francji. Najpierw wsiadł w autobus do Warszawy, później przesiadł się do  kolejki  kursującej przez Komorów. Gdy nagle i bez zapowiedzi pojawił się w rodzinnym domu, wszystkich zaskoczył. Nikt nie spodziewał się jego powrotu, a już na pewno nie w takim ubiorze. Krzysztof S., mimo mroźnego styczniowego dnia, stał przed nimi w  klapkach i koszulce na ramiączka.
 Zastał wszystkich domowników:  matkę, ojca, dwóch  braci i siostrę. Rodzina, mimo zaskoczenia ucieszyła się na jego widok, a on serdecznie się z nimi witał. Na końcu podszedł do ojca i uścisnął mu dłoń, a po chwili wyciągnął ze spodni nóż i patrząc mu w oczy wbił ostrze prosto w jego serce.
Wszystko rozegrało się błyskawicznie i bez słów. Generał osunął się na podłogę, a zaskoczeni domownicy nie mieli nawet czasu zareagować, aby temu zapobiec.
Henryk Szumski był kawalerem Krzyża Komandorskiego z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski, Złotego Krzyża Zasługi i Złotego Krzyża Honorowego Bundeswehry. Otrzymał też odznaczenie Orderu Francuskiej Legii Honorowej. Kierował Sztabem Generalnym Wojska Polskiego w latach 1997-2000, a po odejściu przez kolejnych pięć lat był członkiem Rady Bezpieczeństwa Narodowego. W 1981 roku Szumski dowodził oddziałami tłumiącymi strajk stoczniowców w Szczecinie.
Dwóch braci rzuciło się ojcu na ratunek. Próbowali odciągnąć brata, aby powstrzymać kolejne ciosy. Mężczyzna  nie opierał się, ale ze stoickim spokojem oddał im nóż i patrzył na wykrwawiającego się ojca. Do rannego mężczyzny przypadła żona z córką próbując tamować krew, jednak już niewiele mogły zrobić. Wezwana pomoc medyczna próbowała reanimować mężczyznę, niestety było już za późno, bo cios syna okazał się śmiertelny.
Rodzina zabitego generała przeżyła podwójny szok. Śmierć ojca i męża, oraz postępek brata i syna. Tym bardziej, że między ofiarą a zabójcą nie dochodziło w tym domu do kłótni.
W trakcie śledztwa ustalono, że Krzysztof S. w ostatnim okresie życia nie przyjmował lekarstw, a to mogło spowodować nasilenie zaburzeń psychicznych.  Sprawca był przekonany, że jego ojciec jest złym człowiekiem. Nie potrafił jednak powiedzieć, dlaczego tak myślał i jaką krzywdę wyrządził mu ojciec. Podjął decyzję, że musi go zabić. Dlatego wziął z ośrodka we Francji nóż, schował do kieszeni i wsiadł w autobus do Warszawy.
Jestem joginem
Syna ofiary umieszczono  na obserwacji w Oddziale Psychiatrii Sądowej aresztu na warszawskim Mokotowie. Podczas obserwacji stwierdzono, że jest niepoczytalny, i śledztwo zostało  umorzone.
Do prokuratury w Pruszkowie wpłynęła opinia biegłych, którzy po obserwacji psychiatrycznej Krzysztofa S. uznali, że jest on niepoczytalny. Do sądu został skierowany wniosek o umieszczenie sprawcy w zakładzie psychiatrycznym i umorzenie postępowania – mówi prokurator  Krzysztof Sakowski  z Prokuratury Rejonowej w Pruszkowie, który prowadził  sprawę zabójstwa generała Szumskiego. W trakcie śledztwa prokurator Sakowski dowiedział się od Krzysztofa S., że ten jest joginem i  posiada wewnętrzny ogień, który go ogrzewa. W ten sposób wytłumaczył też swój letni ubiór w środku zimy.
Obecnie  przebywa w  szpitalu  psychiatrycznym, gdzie jest leczony. Jeśli stan  jego zdrowia polepszy się na tyle, że nie będzie zagrażał społeczeństwu, to wyjdzie na wolność i nie zostanie osądzony za zabójstwo ojca.

Niecałe dwa lata wcześniej w październiku 2010 roku,  podobna tragedia (pisaliśmy o niej w Repoterze nr 6/2013) rozegrała się w Rybniku, w rodzinie  byłego wiceministra transportu 59 -letniego Eugeniusza Wróbla. Polityk  także został zamordowany przez syna.  Jego rozkawałkowane ciało znaleziono w  Zalewie  Rybnickim. W tym przypadku u 30 -letniego Grzegorza W. również  stwierdzono zaburzenia psychiczne,  a podczas obserwacji psychiatrycznej uznano go za niepoczytalnego. Także  on  nie odpowie  za zabójstwo ojca.

Aneta Dzich

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ