Seryjny, szarmancki gwałciciel

0
Uczynny, dobrze ułożony, schludnie ubrany, szarmancki wobec kobiet – taki był w liceum. Dziś ma 45 lat lat na karku, prawomocny wyrok za gwałt na ukraińskiej studentce i dwie sprawy karne w toku. Sławomir Z. z Zamościa, to seryjny gwałciciel. Działa w podobny sposób. Podaje się za fotografa i obiecuje pracę w modelingu. Zamiast tego, perfidnie wykorzystuje naiwność swoich ofiar.
W sierpniu 2013 roku Sławomir Z. miał stawić się do Zakładu Karnego w Zamościu celem odbycia kary za gwałt. Nie stawił się. Za to pojechał do stolicy i tam 20 września w wynajętym mieszkaniu na Ursynowie zgwałcił kolejną studentkę.
Było to dziesięć dni po tym, jak jego obrońca wniósł do Sądu Najwyższego kasację od wyroku za gwałt, jakiego oskarżony dopuścił się w 2010 roku w Zamościu, wraz z wnioskiem o wstrzymanie wykonania kary 4,5 roku więzienia.
Numer jeden – Ola
Analizując przestępstwa popełnione przez Sławomira Z. na przestrzeni ostatnich lat, widać, jak zmieniał się jego modus operandi. Zamościanin  udoskonalał swój „przestępczy warsztat”.
Początkowo uległość u swoich ofiar wymuszał  przemocą i groźbą pozbawienia życia. Tak było w 2007 roku, gdy mieszkał i pracował w firmie windykacyjnej na Śląsku. 21 września tegoż roku, w lasku w Katowicach, ze szczególnym okrucieństwem zgwałcił dziewczynę. Śledczy oskarżyli go o to, że w krótkich odstępach czasu, w wykonaniu z góry powziętego zamiaru – używając przemocy w postaci przytrzymywania za ręce, głowę i szarpania za włosy oraz grożąc pobiciem i pozbawieniem życia – doprowadził Olgę M. do obcowania płciowego poprzez wielokrotne odbycie stosunków płciowych, oralnych i analnych oraz do poddania się i wykonania innych czynności seksualnych.
A było tak: 20 września 2007 roku wieczorem do swojej koleżanki, barmanki w drink – barze koło Katowic, przyszła Olga M. Dziewczyny poznały się kilka miesięcy wcześniej na dyskotece i skumplowały. Feralnego dnia około godziny 20 Olga postanowiła przynieść koleżance przepisy ruchu drogowego. Po niespełna dwóch godzinach była już na miejscu. W barze przebywali dwaj mężczyźni i dwie tancerki. Około godziny 3 nad ranem do lokalu wszedł Sławomir Z. Usiadł przy stoliku i poprosił o wodę. Po jakimś czasie najwidoczniej znudziło mu się samotne siedzenie, podszedł do baru, przy którym siedziała Olga M., i poprosił ją, aby przysiadła się do jego stolika. Dziewczyna, nie podejrzewając niecnych zamiarów, przystała na jego propozycję. Minęło pół godziny i Sławomir Z. poszedł zapłacić rachunek. Również Olga postanowiła, że czas wracać do domu. Ubrała kurtkę i chciała już wychodzić, gdy Sławomir Z. zaproponował jej podwiezienie. Nawet się ucieszyła, mężczyzna wydawał jej się sympatyczny, miał też miłą aparycję. Zgodziła się więc od razu.
Wyszli z lokalu i wsiedli do samochodu. Sławomir Z. uprzedził dziewczynę, że musi jeszcze zatankować paliwo. Olga znała doskonale topografię terenu i szybko zorientowała się, że kierowca nie ma zamiaru tankować. Nie zjechał na stację benzynową tylko pędził prosto w stronę Katowic. Zaniepokoiło ją to i poprosiła, aby się zatrzymał. Sławomir Z. ani myślał, za to jeszcze bardziej nacisnął na pedał gazu. Silnie przestraszona dziewczyna myślała nawet o ucieczce z rozpędzonego auta, próbując otworzyć drzwi. Ale Sławomir Z. je zablokował. Nagle, z piskiem opon auto skręciło w leśną drogę. Po przejechaniu kilkunastu metrów kierowca zatrzymał samochód, wyrwał z rąk dziewczyny torebkę i rozkazał, aby się rozbierała. Następnie opuścił siedzenie od strony pasażera do poziomu leżącego i brutalnie zaczął Olgę obmacywać i ściągać jej bieliznę. Dziewczyna broniła się, próbowała wyrwać się z rąk oprawcy. Wtedy Sławomir Z chwycił ją za nadgarstki i zagroził, że ją zabije, jeśli nadal będzie się opierać. Olga, bojąc się reakcji napastnika, pośpiesznie zaczęła ściągać z siebie ubrania. Patrząc, jak na ciele dziewczyny zostaje coraz mniej fatałaszków, zboczeniec zażądał seksu oralnego. Zaczął wpychać członka do jej ust, informując ją przy tym, że „jak się spuści, ma to wszystko potknąć, bo jak wyleci chociaż jedna kropla, to pożałuje”. Dziewczyna zaczęła wymiotować. Wtedy Sławomir Z. chwycił ją, odwrócił a następnie zgwałcił analnie.
– Ty dziwko, kurwo – krzyczał zaspokajając swoje chore żądze. Olga M. wielokrotnie prosiła go, aby przestał. Tłumaczyła, że nie bierze żadnych środków antykoncepcyjnych. Ale Sławomir Z. nie zważał na nic. Używając przemocy wielokrotnie zgwałcił ją oralnie i analnie. Po kilku godzinach wynaturzonego seksu, około godziny 9.40 wypuścił swoją ofiarę z samochodu. Ale zanim pozwolił jej odejść, zmusił do wystawienia pokwitowania za seks opiewającego na kwotę 300 zł. Olga tego samego dnia o całym zdarzeniu opowiedziała swojej koleżance. A potem zgłosiła się na policję.
Funkcjonariusze ustalili tożsamość zboczeńca. W trakcie okazania wizerunku, Olga M. wskazała na Sławomira Z., jako na sprawcę.  Ten jednak nie przyznał się do gwałtu, twierdząc, że owszem uprawiał tej nocy seks, ale z prostytutką i to za jej oczywistą zgodą.
Około godziny 4  nad ranem pojechałem do agencji towarzyskiej. W lokalu było pięć dziewczyn. Cztery z nich robiły pokaz tańca Go Go i striptiz. Po chwili podeszła do mojego stolika blondynka. Powiedziała, że ma na imię Paula. Zapytała, czy chciałbym skorzystać z jej usług, na co spytałem „a ile to kosztuje?”. Powiedziała, że za „full serwis” bierze 300 złotych na godzinę. Zgodziłem się – wyjaśniał podczas przesłuchania.
Z opinii sądowo-psychiatryczno-seksuologicznej wynika, iż u Sławomira Z. nie stwierdzono objaw choroby psychicznej, upośledzenia umysłowego, ani zaburzeń dewiacyjnych. Prokurator, analizując zebrany materiał dowodowy uznał, iż Sławomir Z. dopuścił się gwałtu ze szczególnym okrucieństwem. „Działał z góry powziętym przemyślanym zamiarem, znaczną determinacją, wyróżniającą się różnorodnymi formami przemocy i groźbami, scenerią zdarzenia, jego długotrwałością, zdeflorowaniem pokrzywdzonej” – napisał prokurator w akcie oskarżenia.
Choć do gwałtu doszło niemal siedem lat temu, proces przeciwko Sławomirowi Z. nie dobiegł końca. Toczy się przed Sądem Rejonowym w Katowicach.
slawomir_z
Numer dwa – Lena
Kolejna ofiara zboczeńca to Lena. Był słoneczny czerwiec 2010 roku. Ukrainka Lena, jak wiele jej rodaczek, studiowała na jednej z zamojskich uczelni. Dziewczyna przygotowywała się do sesji egzaminacyjnej. Pewnego dnia umówiła się ze znajomymi na Starówce. Szła właśnie na spotkanie, gdy ul. Piłsudskiego  podjechał do niej samochód.
– Baśka poczekaj – zawołał jakiś mężczyzna przez otwartą szybę.
– Nie jestem żadna Baśka – odpowiedziała Lena.
Ale mężczyzna wcale się tą „pomyłką” nie przejął, wysiadł z auta i zagaił rozmowę. Mówił, że jest fotografem, że pracuje dla agencji modelek, że jego zdjęcia z niejednej dziewczyny zrobiły gwiazdę. Lena jednak nie przejawiała zainteresowania karierą modelki.
Traf chciał, że zaczął padać deszcz. Wtedy Sławomir Z. zaproponował, że podrzuci ją na Starówkę. Spieszyło jej się na spotkanie, więc się zgodziła.  Ale zamiast na Stare Miasto, kierowca skręcił w ul. Sadową. Proponował kawę, piwo, prosił o numer telefonu komórkowego. Dojechał do podzamojskiego Mokrego w okolice lotniska, skręcił w drogę polną i tam dopiero się zatrzymał. Wysiadł z auta, zdjął tablicę rejestracyjną, a gdy z powrotem siadł za kierownicą, już nie był taki miły. Zapytał, czy lubi przygody seksualne z nieznajomymi, po czym poinformował, że modelka musi być bez zahamowań, że w tym zawodzie wstyd nie istnieje. W końcu przeszedł do rzeczy, zaczął ją całować i obmacywać. Dziewczyna się opierała, wtedy Sławomir Z. złapał ją za szyję.
– Bądź miła bo inaczej ci przypierdolę – krzyknął. Po czym kazał jej się rozebrać do naga i położyć na siedzeniu. Dziewczyna z obawy o swoje życie wykonała jego polecenie. Wtedy zboczeniec zmusił ją do tzw. innych czynności seksualnych i zgwałcił. Gdy było już po wszystkim, Lena zwymiotowała. Poprosiła o papierosa. Zaciągając się dymkiem wpadła na oryginalny pomysł, który być może skrócił jej cierpienia. Postanowiła udawać atak padaczki. Dostała drgawek i płakała. Mówiła, że musi jak najszybciej wziąć zastrzyk, w przeciwnym razie umrze. I to był strzał w dziesiątkę – Sławomir Z. był wprawdzie gwałcicielem, ale nie mordercą. Nie chciał być posądzony o spowodowanie zabójstwa, więc czym prędzej odwiózł ją do Zamościa.
Prokuratura oskarżyła go o to, że podstępem zwabił kobietę do samochodu pod pretekstem podwiezienia i grożąc użyciem przemocy doprowadził do poddania się innym czynnościom seksualnym, a potem zmusił do stosunku płciowego.
Sławomir Z. nie przyznał się do winy. Przyznał jedynie, że całował i przytulał dziewczynę – oczywiście za jej zgodą. A całe to gadanie o profesjonalnych sesjach zdjęciowych, to po prostu jego sposób na podryw. Ponoć młode dziewczyny to kręci.
W trakcie procesu wyszło na jaw, że Sławomir Z. w podobny sposób próbował zwabić do samochodu inną mieszkankę Zamościa. Bez skutku. Na podstawie zebranych dowodów – w czerwcu 2012 roku – zamojski Sąd Rejonowy skazał go na cztery lata i 6 miesięcy więzienia.
Oskarżony odwołał się do Sądu Okręgowego, ale ten utrzymał wyrok w mocy. 30 sierpnia 2013 roku mężczyzna miał stawić się do Zakładu Karnego w Zamościu. Ale się nie stawił. W tym czasie jego obrońca wniósł do Sądu Najwyższego kasację od wyroku z wnioskiem o wstrzymanie wykonania kary. 10 kwietnia 2014 oku  kasacja została oddalona. Wyrok podlega wykonaniu.
Numer trzy – Anna
Zamiast stawić się do Zakładu Karnego, latem  2013 roku  pojechał do stolicy, i tam, w wynajętym mieszkaniu, ukrywał się przed organami ścigania.
W wielkim mieście najwidoczniej poczuł się pewniej i ponownie zgwałcił młodą dziewczynę. 19 -letnia Anna, to studentką aktorstwa na jednej z warszawskich uczelni. Pochodzi z okolic Białej Podlaskiej. Jak wiele innych dziewcząt marzy o karierze modelki, sesjach zdjęciowych, wybiegach.  Jakiś czas temu zamieściła ogłoszenie w Internecie, iż poszukuje pracy w charakterze fotomodelki. Zadzwonił Sławomir Z. podając się za Norberta Z. Mówił, że pracuje w agencji modelek i zaproponował jej profesjonalną sesję zdjęciową. Zgodziła się od razu – uwierzyła, że na jej drodze stanął mężczyzna, który otworzy jej bramy do sławy. Umówili się na mieście, a następnie taksówką pojechali do wynajmowanego przez Z. mieszkania przy ul. KEN na Ursynowie. Tam doszło do gwałtu. Było to nocą z 20 na 21 września 2013 roku. Od czasu, gdy na stole pojawił się alkohol, kobieta niewiele pamięta. Straciła przytomność. Dopiero nad ranem zorientowała się, że została zgwałcona.
Okazało się, że Sławomir Z. dodał do jej kieliszka z alkoholem nieustaloną substancję odurzającą, co wywołało u dziewczyny stan nieświadomości. Gdy studentka leżała nieprzytomna, „fotograf” wykorzystał ją seksualnie, a całe zdarzenie nagrał. Nad ranem, gdy nastolatka się ocknęła, pokazał jej film i zagroził, że go upubliczni w Internecie. Następnie wymusił na niej seks oralny.
Dziewczyna biła się z myślami, co robić. Dopiero po dwóch dniach poszła na policję. Nie znała, ani prawdziwego nazwiska gwałciciela, ani adresu mieszkania, w którym została wykorzystana.
Dzięki działaniom operacyjnym stołecznych policjantów, udało się namierzyć tymczasowe lokum zboczeńca. Przez kilkadziesiąt godzin obserwowali mieszkanie i ostatecznie podjęli decyzję o wejściu siłowym. Kiedy znaleźli się w środku, zastali tam mężczyznę, który odpowiadał rysopisowi sprawcy. Stróże prawa zatrzymali 39 -letniego Sławomira Z., a w mieszkaniu zabezpieczyli komputery, płyty CD oraz inne przedmioty. Było to 26 września ubiegłego roku.

slawomir_z_1

W czasie oględzin sprzętu należącego do Z., w jego aparacie fotograficznym policjanci znaleźli zdjęcia i filmy świadczące o tym, że mógł on dopuścić się większej liczby gwałtów. Ponoć nagrane przez niego filmy są wyjątkowo perwersyjne. Wynika z nich, że zamościanin obcował płciowo z około pięcioma innymi kobietami. Śledczy wyłączyli ten wątek do odrębnego  postępowania.
Wszystko wskazuje na to, że Sławomir Z. to seryjny gwałciciel. Działa w podobny sposób. Podaje się za fotografa i obiecuje pracę w modelingu. Zamiast tego, gwałci naiwne dziewczyny i wszystko nagrywa.
Jego matka jest przekonana o niewinności syna:  – Nigdy nie miałam z nim żadnych problemów wychowawczych, to było idealne dziecko. Nie wiem, co się stało – załamuje ręce kobieta, po czym dodaje – To wszystko nieprawda. One same włażą do łóżek.
Sławomir Z. jest kawalerem, absolwentem prawa na KUL.
– W liceum był w klasie biologiczno-chemicznej i z tego co pamiętam, to wybierał się na medycynę. Bardzo dobrze się uczył, poza tym był uczynny, dobrze ułożony, zawsze schludnie ubrany, szarmancki wobec kobiet. Nigdy bym się po nim czegoś takiego nie spodziewała – dziwi się jego szkolna koleżanka.
Aneta Urbanowicz
 

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ