SPRAWA IWONY WIECZOREK: Kto naprawdę podróżował na workach śmieci

1
9917
Czy agencja detektywistyczna, która twierdzi, że Iwonę Wieczorek zamordowali śmieciarze,   wprowadza do obiegu  fake newsa wyłącznie po to aby zdobyć rozgłos? Czy jest to może celowe działanie, mające na celu odwrócenie uwagi od prawdziwych sprawców?

Zacieranie śladów, i odwracanie tropów odbywa się niestety także za pomocą mediów. Przypomnę tylko jedno z wielu dokonań Krzysztofa Rutkowskiego, który w sierpniu 2013 roku stworzył w swojej wyobraźni gangstera, który miał opowiedzieć mu o zabójstwie Iwony, co natychmiast opisał Fakt: „Przełom w sprawie! Matka dziewczyny w szoku!” – szalał tabloid.

Po tej publikacji Rutkowski został wezwany na przesłuchanie do Gdańska, w czasie którego przyznał się, że przekazał gazecie  informację, którą sam zmyślił: „w celu pchnięcia do przodu sprawy zaginięcia Iwony Wieczorek i sprowokowania błędu, który może popełnić osoba lub osoby, które mogą mieć związek z zaginięciem Iwony Wieczorek” – tłumaczył desperacko to kłamstwo, a po chwili dodał: „Proszę o zachowanie tego protokołu w tajemnicy przed mediami, ponieważ może to zaszkodzić mojej działalności”.

Takich wymyślonych „przełomów” było więcej. Choćby rewelacje pewnej agencji detektywistycznej, która wysnuła hipotezę, że nastolatkę zamordował gang śmieciarzy: – I woził zwłoki odkrytym samochodem w miejscach, gdzie było dużo ludzi – śmieje się prokurator Grażyna Wawryniuk, z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku i już poważnie dodaje – Wszystkie  te osoby były sprawdzane i przesłuchiwane, i nie doprowadziło to do ustalenia ich związku z zaginięciem Iwony Wieczorek.

Co również mogę potwierdzić po lekturze akt sprawy, które detektywom produkującym fake newsy są zupełnie nieznane. Gdyby było inaczej, to nie kompromitowaliby się rewelacjami, które zostały zweryfikowane wiele lat wcześniej.

Jak wynika z akt sprawy, ekipa sprzątaczy oraz firma, w której byli zatrudnieni, była sprawdzana kilka razy. Bardzo szczegółowo. Sprawdzono też, kto podróżował na pace samochodu wraz ze śmieciami. Nie był to nikt z pracowników, gdyż mieli w kabinie trzy miejsca siedzące. Na skrzyni lublina podróżował syn jednego ze sprzątaczy Piotra G. , wraz z pijanym kolegą, który prawdopodobnie dla zabawy zagrzebał się między workami ze śmieciami. I to on jest „Iwoną Wieczorek”. Panowie przemieszczali się z knajpy do knajpy.

fragment zeznań Andrzeja K. pracownika firmy sprzątającej

Nie jest też możliwe aby ekipa sprzątająca mogła przemieszczać się dowolnie po okolicy np. szukając miejsca do ukrycia ciała. Trasa była ściśle określona i rozliczana co do kilometra (GPS). Dopuszczano przekroczenie kilometrów co najwyżej o 2 już przy 3 kilometrach robiła się afera – jak zeznaje Andrzej K.  Dodaje też, że  mieli wyliczane paliwo, a bak auta był zamknięty na klucz, który miał kierownik na bazie. Nie mogli zatem dolać paliwa aby się gdzieś dalej oddalić. Choćby po to by ukryć jakieś zwłoki.

Zaręczam, że śledczy bez trudu rozprawiliby się z „gangiem śmieciarzy”. Jednak za zbrodnią stoją prawdopodobnie znacznie potężniejsze osoby. Zaś wypuszczanie kolejnych fałszywych informacji może mieć na celu odwrócenie od nich uwagi. Szkoda, że media natomiast zupełnie tego nie weryfikują. Puszczając w obieg każdą bzdurę jako „przełom”.

Przy okazji tej sprawy można sobie wyobrazić jak gigantyczne odszkodowania będzie musiała wypłacić agencja „detektywistyczna” oraz niektóre media za  pomówienie pracowników  firmy sprzątającej o dokonanie morderstwa.

Janusz Szostak (Reporter)

Więcej na temat nowych wątków w sprawie Iwony Wieczorek w nowym wydaniu Reportera, w sprzedaży do środy 14 listopada.

1 KOMENTARZ

  1. Nie potrzeba dolewać paliwa do baku żeby się gdzieś oddalić autem o jakieś kilka kilometrów. Szczególnie jeśli bak byłby pełny. Na 0,5l paliwa można przejachać ponad 5km. Więc nawet gdyby auto spaliło o 0,5l paliwa więcej to byłaby niezauważalna różnica. Poza tym wizja Jackowskiego z 2016r jest interesująca i potwierdza tezę agencji Lampart że ciało Iwony jest w studzience.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ