KRYSTIAN JESTEM, ZOSTAŃ MOJĄ DZIWKĄ

3

Czternastoletnia Anaid nie mogła pogodzić się z tym, co ją spotkało, i wybrała śmierć. Rzuciła się pod pociąg.  Wiele innych dziewcząt doznało strachu, poniżenia, bólu, rozpaczy. 39-letni Krystian, od wielu lat bezkarnie napastował nastolatki z Pomorza i wyławiał je pod gimnazjami. Mógł wykorzystać co najmniej kilkadziesiąt niepełnoletnich dziewcząt. Nasze dziennikarskie śledztwo wskazuje, że może on mieć wiele powiązań ze sprawą zaginięcia Iwony Wieczorek.

Rankiem 8 marca 2015 roku na gdańskiej stacji kolejowej Orunia wiele łez spłynęło po policzkach 14-letniej Anaid, Polki z ormiańskimi korzeniami. W końcu dziewczyna zdjęła kurtkę i rzuciła się pod pędzący pociąg.

2

Nikt jeszcze wówczas nie przypuszczał, że być może ta tragedia przerwie serię szokujących czynów, których miał dopuścić się 39-letni mężczyzna.

Ofiar mogły być setki

– Najpierw zadzwoniła pani z policji, że znaleziono rzeczy Anaid. Chodziło o tablet i komórkę. Już wtedy coś mi podpowiadało, że ona nie żyje. Przyjechały dwie panie. Prosiłam jedną z nich: „Pani mi powie, że moja córeczka żyje”. Kiwnęła głową, że nie. Powiedziała, że rzuciła się pod pociąg  – przez łzy wspomina ten dzień Joanna Tugushajn, mama Anaid.

Pierwsze dni po tym dramacie były dla niej jak koszmar. Nie mogła się otrząsnąć. Gdy zaczęła dochodzić do siebie, to wówczas przyszło pytanie: dlaczego jej córka wybrała śmierć? Zaczęła odtwarzać w pamięci, co mogło stać się dzień przed tym zdarzeniem.

Jak się okazało, 14-latka spotkała się wówczas z 39-letnim Krystianem z Wejherowa. Gdy wróciła do domu, w podejrzanej ciszy siedziała w swoim pokoju i szybko położyła się spać. Rano wstała i wyszła na peron.

– Dowiedziałam się, że namawiał moją córkę, żeby u niego sprzątała – mówi mama dziewczyny – Popytałam innych jej znajomych, i rzeczywiście był taki mężczyzna, który bardzo chciał, żeby dla niego pracowała.

Policyjne zeznania i nagrania z monitoringów potwierdziły, że dzień przed śmiercią 14-latka widziała się z Krystianem. Okazało się, że spotkali się jeszcze wcześniej, w styczniu.

Joanna Tugushajn rozpoczęła swoje śledztwo, starała się nagłaśniać tę sprawę, dzięki czemu zaczęły się do niej zgłaszać dziewczyny, które również miały styczność z Krystianem. Nawiązała kontakt z blisko czterdziestoma skrzywdzonymi nastolatkami. Osiem z nich miało zostać zgwałconych: – Resztę próbował zgwałcić lub straszył konsekwencjami w razie skargi na policję. Ciągle zgłaszają się do mnie kolejne dziewczyny. Nie wszystkie chcą zeznawać, ale do mnie mogą pisać wszystkie – zaznacza.

Polował pod szkołami

Także my rozpoczęliśmy własne śledztwo dziennikarskie, aby móc określić skalę działania Krystiana oraz liczbę jego ofiar. Dotarliśmy do szokujących informacji.

– Od zawsze miał skłonność do bardzo młodych dziewcząt. Ciągle tylko pytał, czy mamy dla niego jakieś małolatki. Na początku to nie było dziwne, ale on ma już prawie 40 lat i dalej to robi. Jego trzeba leczyć – uważa jego znajomy.

– Już 15 lat temu podjeżdżał pod gimnazja. Już wtedy wszyscy w szkołach mieli go za pedofila. Zaczepiał dziewczyny, oferował im podwózkę i wsparcie finansowe – mówi jeden z mieszkańców Wejherowa, który dobrze zna Krystiana.

– Nie pytałam go o żadne pieniądze, ale sam zaoferował mi pożyczkę kilkuset złotych – wspomina Marika, która podczas tego zdarzenia miała 16 lat – Mówił, że będę mogła oddawać nawet po 10 złotych miesięcznie. Pewnego dnia jednak porwał mnie z ruchliwej ulicy do samochodu i żądał seksu w ramach zwrotu tej pożyczki. Na szczęście udało mi się uciec.

Jak wynika z naszych rozmów na temat Krystiana, miał on nieskończenie dużo metod uwodzenia i szantażowania nastolatek. Od zawsze jeździł drogimi samochodami, na które próbował je uwodzić. Nawet tym przypadkowo poznanym dawał numer do siebie i mówił, że można do niego zadzwonić, jeśli będzie trzeba je podwieźć. Inne śledził.

Kiedy już nawiązywał kontakt, starał się znaleźć sposób na zastraszenie i uzależnienie dziewczyny od siebie. Po odbytych stosunkach radził siedzieć cicho, bo „w komendzie ma krewnego”. Największą jego bronią był jednak szantaż.

– Zmusił cztery moje koleżanki do seksu. Były wtedy przed piętnastym rokiem życia – zdradza Andżelika z Wejherowa – Nagrał je telefonem i robił to tak, żeby nie było widać, że są do tego zmuszane. Potem groził, że pokaże to ich rodzicom, jeśli nie będą robiły tego, co będzie chciał.

Jak ustaliliśmy, filmiki pokazywał również swoim kolegom. Miał setki takich nagrań na komórce.

Wielokrotnie mamił też dziewczyny propozycjami pracy, np. sprzątania lub chodzenia w bikini na plaży. W ten sposób namawiał je na spotkania „rekrutacyjne”, wywoził w ustronne miejsca, gdzie nie było świadków i różnymi sposobami zmuszał do stosunków.

Później zaczął łowić nastolatki także w Internecie, a z biegiem czasu również w dużych dyskotekach, przede wszystkim w Trójmieście.

– Widziałam go na wielu imprezach, często na takich, do których można wchodzić już od szesnastego roku życia. Ale wiadomo, że chodziły tam też młodsze. I to one najbardziej go interesowały – nie ma wątpliwości Magda z Trójmiasta.

Zagadkowa bezkarność

Zdecydowana większość spraw z udziałem Krystiana, nie została na razie ujawniona. Dziewczyny boją się swoich rodziców, piętna ofiar oraz samego Krystiana. Część z nich zgłoszono jednak na policję i… żadna z nich nigdy nie zakończyła się wyrokiem skazującym. Nawet wówczas, gdy miał próbować zgwałcić, a następnie przejechać nastolatkę, mundurowi ukarali go zaledwie mandatem drogowym.

Innym razem w wejherowskim gimnazjum doszło do sytuacji, gdy kilka 14-letnich gimnazjalistek bało się wyjść po lekcjach ze szkoły, bo czekał tam na nie, a już wcześniej jedną z nich miał zmusić do seksu. Dziewczyny poszły do psychologa, dyrekcja zgłosiła sprawę śledczym. Ale później ją umorzono.

Obecnie w sądzie toczy się tylko jeden proces przeciwko Krystianowi. Według zeznań, w 2014 roku miał zgwałcić w Pucku 16-letnią wychowankę domu dziecka. W zdarzeniu brała również udział druga dziewczyna, ale nie zdecydowała się na składanie zeznań.

 – Typowano, że mogło dojść do dwóch gwałtów, ponieważ wiązano z tą sprawą siedemnastolatkę. Tę sprawę jednak umorzono i została jedna – mówi Sławomir Dzięcielski, prokurator rejonowy w Pucku.

Wcześniej umarzano mu sprawy w Pruszczu Gdańskim, Kartuzach, Wejherowie i Gdańsku. Dopiero za sprawą samobójstwa Anaid, śledczy zaczęli wracać do ich akt i je weryfikować.

Według naszych źródeł, Krystian pierwszego gwałtu mógł dokonać już kilkanaście lat temu. Koledzy jego ofiary, wpadli do klubu nocnego, w którym był wówczas bramkarzem, chcąc wymierzyć mu sprawiedliwość. To jednak ich wówczas skazano za rozróbę, a nie jego za gwałt.

Rzeczniczka wejherowskiej komendy, odmówiła nam odpowiedzi na pytania dotyczące spraw Krystiana, oraz tego, dlaczego policja mając taką wiedzę nie zareagowała odpowiednio na sygnał o próbie uprowadzenia przez niego nastolatki. Policjantka nie odniosła się też do zarzutów o koneksje rodzinne 39-latka w tamtejszej komendzie. Czyżby było to prawdą i dlatego Krystian jest kryty?

W wejherowskiej prokuraturze też nie mogliśmy dowiedzieć się, dlaczego był bezkarny. Prokurator rejonowa stwierdziła jedynie, że zgłoszone sprawy dotyczą okresu, kiedy nie pełniła tej funkcji, a akta trafiły już do prokuratury okręgowej.

Potwierdziliśmy w różnych źródłach, że Krystian miał powiązania ze środowiskami prawników, polityków, i co najmniej kilkoma policjantami wyższej rangi. Nie sposób się jednak odnieść do tego, czy mogło to mieć wpływ na jego bezkarność.

Werbował do prostytucji

Żaden ze śledczych, z którymi rozmawialiśmy o Krystianie, nie miał o tym pojęcia, jednak nasze dziennikarskie śledztwo wykazało, że było sporo prawdy w obietnicach pracy, które składał nastolatkom.  Według relacji pokrzywdzonych dziewcząt  – poprzez wymuszony seks –  prowadził rekrutację prostytutek.

1

Kilkanaście osób z różnych miast i środowisk potwierdziło nam, że Krystian zajmował się sutenerstwem i nikt nie potrafił wymienić jakiegokolwiek innego jego źródła utrzymania poza rentą, którą przyznano mu kilka lat temu po poważnym wypadku samochodowym.

 – Chodził w drogich ciuchach, jeździł luksusowymi samochodami, często odwiedzał drogie kluby na całym Pomorzu, stawiał drinki, nieraz nawet dziesiątkom dziewczyn na jednej imprezie. Pojawiał się na dyskotekach również w dni powszednie, więc skąd mógł mieć pieniądze? – pyta retorycznie Marcelina, jego znajoma.

Działał na obszarze pomiędzy Elblągiem a Mielnem. Skupiając się głównie na gdańskiej dzielnicy Wrzeszcz oraz dolnej części sopockiego Monciaka, czyli słynnego deptaku, który prowadzi do molo. Tam znajduje się kilka elitarnych klubów, które regularnie odwiedzał w towarzystwie grupek dziewcząt. Kilka osób twierdzi również, że interesowały go także Olsztyn, Toruń i Szczecin. Według naszych źródeł, w tamtejszych dyskotekach zarówno wyławiał, jak i oferował klientom swój „towar”.

– Kluby zarabiają lepiej, zwłaszcza na alkoholu, jeśli przychodzą do nich młode, wytapetowane dziewczyny. Jest taki rodzaj dziewczyn, które siadają z klientami i nie można ich dotykać. Ale tylko na początku, bo po jakimś czasie od tych dziewczyn wymaga się znacznie więcej, jeśli klient ma pieniądze – wyjaśnia specyfikę tych układów osoba dobrze znająca branżę w Trójmieście.

– On czekał, aż ktoś sobie wypije i nabierze ochoty na odważniejsze zabawy z jego dziewczynami, a do niektórych facetów po prostu podchodził i składał im ofertę – mówi jedna z kobiet, która widziała Krystiana w akcji podczas kilkudziesięciu imprez.

Według naszych rozmówców, część „jego” nastolatek trafiało też do klubów z tańcem na rurze, a inne do agencji towarzyskich w różnych miastach.

Czy to Krystek od Iwony?

W czasie zbierania informacji na temat Krystiana, kilka razy pojawił się wątek Iwony Wieczorek, 19-latki z Gdańska, zaginionej 5 lat temu. O tej sprawie pisaliśmy obszernie w poprzednim numerze Reportera.

– To Krystian mógł być „Krystkiem” ze sprawy Iwony Wieczorek. Wiem, że tamten ponoć był starszy, ale skoro Iwony nie ma, a on działał w ten sposób i do tego mógł wywozić dziewczyny z Sopotu, to jest to bardzo możliwe. Imię się zgadza, podobnie jak jego sposób uwodzenia i jego związki ze środowiskiem. Na pewno chodziło o niego – mama Anaid zdaje się nie mieć wątpliwości, że Krystian mógł mieć coś wspólnego ze zniknięciem Iwony.

„Krystek” to postać, która pojawiła się we wpisie internautki Lidii90, opisującej swoje przypuszczenia na temat zaginięcia 19-letniej Iwony z gdańskiego Jelitkowa.

Przypomnijmy, że opuściwszy lokal Dream Club w Sopocie, Iwona poszła w stronę domu. Nie dotarła do niego, a ślad po niej urwał się w pobliżu Parku Reagana w Gdańsku. Do dziś jej nie odnaleziono, a sprawa jest jednym z najgłośniejszych zaginięć ostatnich lat w Polsce.

Tuż po tym zniknięciu Lidia90 napisała na forum internetowym, że Iwona bywała na imprezach u Dariusza – trójmiejskiego biznesmena, na których miał bawić się też „znany trójmiejski alfons Krystian z Sopotu”, którego nazywano „Krystkiem”. Według niej był on w wieku około 60 lat. Miał wyławiać setki młodych dziewczyn w Dream Clubie, w tym również Iwonę, oraz posiadać „wysokie umiejętności perswazyjne”. Internautka zastanawiała się, czy ów „Krystek” mógł mieć związki z zaginięciem 19-latki.

Wpis ten obiegł media, ponieważ kamery ostatni raz zarejestrowały dziewczynę 700 metrów za domem Dariusza. O tym biznesmenie napisano już wiele, z czego niemal nic nie potwierdziło się w sądach. Próbowano go wiązać nawet z trójmiejskim gangsterem Nikosiem, oraz uczynić go mózgiem afery Amber Gold (za co pozwał dziennikarzy i wygrał proces). Wiązano go z najważniejszymi politykami w kraju. Pewne jest to, że już na początku III RP był on w absolutnej czołówce najbogatszych ludzi w Polsce i że ma czystą kartotekę.

W toku śledztwa dotyczącego Iwony, przewijały się wątki zarówno Dariusza, jak i „Krystka”. Nie udało się jednak ustalić żadnych bezpośrednich związków ze zniknięciem gdańszczanki. Pomagający przy rozwiązaniu sprawy zniknięcia Iwony Wieczorek, detektyw Krzysztof Rutkowski mówi, że dotarł do internautki, która zamieściła wpis na forum i po rozmowie z nią poinformował media, że całą opisaną historię wymyśliła. Dodatkowo biznesmen Dariusz stwierdził publicznie, że w noc zaginięcia Iwony był na Helu, a Iwony Wieczorek nie zna.

– Z tego, co się orientuję, on wytoczył sprawę tej internautce za ten wpis, a potem ją wygrał – zdradza Reporterowi Iwona Kinda, matka Iwony Wieczorek, zapytana o reakcję biznesmena na łączenie go z zaginięciem jej córki.

Postanowiliśmy jednak bliżej przyjrzeć się temu wątkowi.

Zaskakujące niejasności

Czy Krystian z Wejherowa był „Krystkiem” z wpisu  Lidii90?

Warto wiedzieć, że internautka nie wymyśliła lokalizacji domu biznesmena, położonego obok miejsca, gdzie ostatni raz zarejestrowano Iwonę.  Lidia90 wiedziała o nim, a nie jest to powszechna wiedza. Natomiast nam udało się porozmawiać z jedną z osób związanych z Iwoną, która jest przekonana, że dziewczyna bywała u biznesmena.

 – Iwona Wieczorek święta nigdy nie była, każdy gdzieś tam słyszał, co i z kim i temu podobne. Ja nie mówię, że ona jest złym człowiekiem, ale aniołkiem jako kobieta raczej nie była. Jeśli ona potrafiła chodzić do tego domu, Dla mnie to trochę dziwne… stary chłop, stare towarzystwo, i młoda dziewczyna. Nie bardzo to wygląda. Widziały ją różne osoby, kiedy wchodziła do niego do domu, więc to nie jest plotka. To jest akurat pewne. Słyszałem też, że spotykała się z jakimś policjantem. Gdybym ja się dowiedział, że moja córka chodziła do Dariusza, to na pewno nie byłbym z tego zadowolony i zrobiłbym wszystko, żeby tak nie było. Z tym, że jej mama pewnie nawet o tym nie wiedziała – mówi nam mężczyzna z kręgu znajomych Iwony.

Jak się również okazało, Lidia90 nie wymyśliła też Krystiana w wieku około 60 lat: Odszukaliśmy tę osobę i mogę potwierdzić, że to mężczyzna w tym wieku – stwierdza Grażyna Wawryniuk, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Gdańsku.

Najbardziej szokujące jest jednak to, że prokuratura nie ustaliła personaliów internautki, która zapewne mogłaby wiele wnieść do śledztwa.

 – Podejmowaliśmy działania mające na celu ustalenie, kim jest Lidia90, ale do zamieszczenia tego wpisu użyto przekierunkowań TOR. Ukazywały się więc odesłania do Moskwy, potem do Detroit itd. W rezultacie nie udało się nam ustalić personaliów tej osoby. Podjęliśmy jednak działania sprawdzające samą treść tego wpisu – tłumaczy rzeczniczka prokuratury okręgowej.

Sieć TOR, to zaawansowany system ukrywania połączenia pośród tysięcy w Internecie. Mimo to zabezpieczenia te policyjnym informatykom w niektórych sprawach, głównie związanych z pedofilią, udaje się złamać.

Jak powiedział nam  detektyw Rutkowski, jego zespołowi bez większych problemów udało się ustalić personalia Lidii90: – To była prosta czynność informatyczna. Ustaliliśmy ją i osobiście z nią rozmawiałem.

Paradoks dotyczący nieprzesłuchania internautki polega na tym, że detektyw nie przekazał jej danych śledczym, a oni nie wystąpili do niego o ich udostępnienie.

 – Gdyby prokuratura mnie poprosiła o te dane, bez problemów bym je przekazał – podkreśla Krzysztof Rutkowski.

W aktach sprawy Iwony Wieczorek  internautka Lidia90 formalnie nie występuje, więc i oficjalnie nie wiadomo kim jest oraz co wie na temat Iwony. Z całą pewnością można stwierdzić, że może mieć jakąś wiedzę na ten temat.

W czym jednak kłamała lub pomyliła się Lidia90? Z pewnością w określeniu Krystka. Jak informuje nas osoba świetnie znająca tę branżę w Trójmieście, żaden 60-letni alfons Krystek nie był osobą „znaną”. Tymczasem, jak wynika z komunikatu na forach internetowych – który miał tam się pojawić za zgodą Dream Clubu – odnoszącego się do bywania tam 60-letniego rzekomego alfonsa: „tak charakterystyczna postać jak Krystek, nie jest stałym klientem, w przeciwnym razie byłby kojarzony”.

– Na każdej imprezie może się pojawić jakiś starszy facet, ale to niemożliwe żeby pojawiał się tam częściej – mówi osoba związana z Dream Clubem Za to tego Krystiana z Wejherowa kojarzył tam chyba każdy, kto tam chodził. Rzucał się w oczy i przychodził też przed 2010 rokiem. O nim akurat można powiedzieć, że był tam „znany”.

Dlatego, mimo ustaleń detektywa i prokuratury, można wziąć pod uwagę inną możliwość. Być może Lidia90 po prostu coś pokręciła?  Zapewne 60-letni Krystian istnieje, ale to pewnie nie on był alfonsem „Krystkiem” łowiącym dziewczyny w Dream Clubie, tylko 39-letni Krystian?

Człowiek z dyskoteki

Jednak Krystian z Wejherowa nawet nie musiał być „Krystkiem” z internetowego wpisu i nie musiał werbować Iwony Wieczorek do grona swoich dziewczyn, aby wiązać go z tą sprawą. Choć jego nazwiska nie ma w żadnych aktach śledztwa, to był znajomym mężczyzny, który spotykał się z Iwoną Wieczorek.

– Praktycznie go nie znam, oprócz tego, że podchodził do mnie na imprezach się przywitać – mówi nam mężczyzna, który randkował z Iwoną. Nie wyklucza jednak, że Krystian mógł ją znać – Wiem też, że zawsze przychodził na imprezy z młodymi dziewczynami. Tylko tyle.

Znaleźliśmy też inne powiązania Krystiana ze środowiskiem Iwony. Oboje bywali w tych samych klubach, kręcili się w jednym towarzystwie. Nie można wykluczyć, że się znali, gdyż Krystian przeważnie zaczepiał podczas każdej dużej imprezy co najmniej kilkadziesiąt nastolatek.

– Wiem, że to była osoba związana z Dream Clubem. On ma faktycznie zapędy do bardzo młodych dziewczyn i w stosunku do kobiet na pewno nie był fair. Z opowiadań wiem, że nie osiągając swego celu, potrafił powiedzieć dziewczynie w środku lasu: „To cię za chwilę tutaj wysadzę i zostaniesz sama”. Ale, czy on kogoś zgwałcił, czy komuś zrobił krzywdę? Tego nie wiem, nie słyszałem, więc nie będę się wypowiadał. Nie wykluczam jednak, że Krystian mógł znać Iwonę – mówi nam osoba z kręgu znajomych Iwony.

Co więcej, Krystian był  częstym gościem Dream Clubu, w którym też ostatni raz bawiła się Iwona.

– W tamtym czasie na pewno się tam pojawiał, ale czy akurat był tam w dniu zaginięcia? Tego nikt powie, bo po pięciu latach nikt nie będzie pamiętał – mówi znajomy Iwony.

Jeden z kolegów Krystiana pamięta z kolei, że w dyskotece zaczął się on pojawiać w połowie 2010 roku, po odbyciu kilkumiesięcznej kary pozbawienia wolności za kradzież. Czyli na krótko przed zaginięciem Iwony: – Przedtem raczej hobbystycznie zajmował się nastolatkami, choć już nieźle na nich zarabiał. A od tego czasu rozkręcił to na całego, już jako zawodowiec. Od razu, jak wyszedł z więzienia, zaczął być stałym bywalcem Dream Clubu.

Żadna – mogąca mieć na ten temat wiedzę – komenda policji, żaden sąd ani żadna prokuratura, nie chciały nam udzielić informacji na temat tego, kiedy Krystian opuścił więzienie w 2010 roku. Jak tłumaczono, nie pozwalają na to przepisy. Ustaliliśmy jednak, że już w maju 2010 roku miał zmusić wywiezioną do lasu 16-latkę do seksu oralnego. Natomiast jeden z jego znajomych widział go w Trójmieście, miesiąc przed zniknięciem Iwony. Był więc już na wolności, kiedy doszło do zaginięcia.

Przez pewien czas Krystian prowadził również firmę w Sopocie i – według niektórych naszych rozmówców – mieszkał tam przez jakiś czas. Mógł więc być wzięty za „Krystka z Sopotu”, o którym pisała internautka Lidia90 i mógł przebywać w noc zaginięcia w klubie lub jego pobliżu (lubił bawić się też w sąsiednich klubach), co jest o tyle ważne, że Iwona podczas zabawy również opuszczała lokal i przebywała przez jakiś czas w towarzystwie innych, nieustalonych mężczyzn.

Z dużym prawdopodobieństwem można zatem założyć, że to Krystian z Wejherowa był „Krystkiem” wiązanym ze sprawą Iwony Wieczorek. Wskazuje na niego także prowadzony styl życia, możliwości, umiejętności, związki ze środowiskiem nastolatki oraz poczucie absolutnej bezkarności.

– Krystian zawsze działał sam i wystarczała mu nawet luźna znajomość. Jedno spotkanie, nawet kilkuminutowe i już miał wymówkę, żeby czekać na kogoś pod domem – opowiada jego znajomy.

To czekanie jest charakterystyczne w jego działalności. Niczym myśliwy warował w samochodzie i potrafił tak spędzić nawet kilka godzin. A wiele wskazuje na to, że Iwona najprawdopodobniej wsiadła do czyjegoś samochodu niedaleko swojego domu lub została do niego wciągnięta.

Bezsprzecznie Krystian jest osobą, która pasuje do co najmniej kilkunastu scenariuszy zaginięcia Iwony. W tym także tych najpoważniej branych pod uwagę: wystawienia jej przez kogoś z jej kręgów do uprowadzenia, porwania dla celów sutenerskich, sprzedania komuś lub zgwałcenia.

Krystiana, jak nikogo innego, można dopasować do wielu różnych wersji i wszystkie będą bardzo logiczne. Według naszych ustaleń, mama Anaid mogła mieć zatem rację i to tego mężczyzny mogło brakować w aktach, aby móc rozwiązać zagadkę dotyczącą zaginięcia Iwony Wieczorek.

Dziupla sutenerów

 Do powiatu wejherowskiego, czyli głównego terenu działalności Krystiana, kieruje nas też jeden ze scenariuszy zaginięcia Iwony. To wątek związany z wejherowskim biznesmenem, który miał także dom w Duninowie pod Ustką. Według naszych źródeł, Ustka była miastem, do którego Krystian mógł się zapuszczać w celach związanych z sutenerstwem i mieć tam klientów.

Właśnie w Duninowie, pewien mężczyzna miał przypadkowo zobaczyć Iwonę Wieczorek przywiązaną do łóżka. Pilnował jej 48-letni Janek, mężczyzna notorycznie nadużywający alkoholu, który pracował na zlecenie Włodzimierza, wejherowskiego przedsiębiorcy.

Udało nam się dotrzeć do mężczyzny, który zeznał policjantom, że widział Iwonę w mieszkaniu Janka w Duninowie. Odnajdujemy go w centralnej Polsce. Zamiast mitomana, ku naszemu zdziwieniu okazał się wiarygodnym źródłem. Zweryfikowaliśmy kilkanaście szczegółów z jego zeznań dotyczących pobocznych wątków. Wszystkie okazały się prawdziwe. Dlaczego zatem  policja, prokuratura oraz sami mieszkańcy Duninowa nie mieli  pojęcia, że to w tej wsi mogła znajdować się najbardziej poszukiwana dziewczyna w Polsce?

– Nie wiem czemu. Ja złożyłem przecież zeznania. Dla mnie ta sprawa jest tak samo zagadkowa i bulwersująca, jak sprawa Olewnika – podkreśla mężczyzna – Wiem, że Włodzimierz dalej robi jakieś podejrzane interesy, tak jakby mojego zgłoszenia wcale nie było.

Mężczyzna długo i ze szczegółami opowiada nam, jak przypadkowo znalazł się w mieszkaniu Janka i w półmroku dostrzegł skrępowaną blondynkę. Nie wyklucza, że mogła być wtedy odurzona narkotykami. Dopiero później zobaczył jej twarz w gazecie i skojarzył z Iwoną Wieczorek. O wszystkim powiadomił śledczych.

– Włodzimierz sprowadzał te dziewczyny i potem je wywoził. Przetrzymywał je u Janka – kontynuuje nasz rozmówca – Niestety, kiedy skojarzyłem to z zaginięciem, to wówczas tę blondynkę już stamtąd wywieziono. A wkrótce potem Janek zginął w dziwnym pożarze. Nawet mnie to nie zdziwiło, bo Włodzimierz kręcił się wokół niebezpiecznych ludzi i wielu się go bało. Wiele lat temu widziałem go w towarzystwie Szwarcenegera (ten gangster był prawą ręką Nikosia – przyp. red.). Podejrzewam, że Włodek mógł zajmować się sutenerstwem razem ze swoim synem Michałem, który prowadził kiedyś agencję pod Wejherowem, a potem wyprowadził się na Warmię. Mogli to robić bez wiedzy innych członków rodziny. Nie wiem, dokąd wywożono dziewczyny z Duninowa. Włodzimierz robił interesy z kimś z Holandii. Może tam?

Tę z pozoru abstrakcyjną wersję zweryfikowaliśmy. Jak ustaliliśmy, nasz rozmówca miał rację co najmniej w kwestii przetrzymywania młodych kobiet w tej wsi.

 – Faktycznie były tam dziewczyny. Same młode, maksymalnie do 23 lat. Pojawiały się i znikały. Mogę potwierdzić, że były wśród nich również te z Trójmiasta, ale o Iwonie Wieczorek pierwszy raz słyszę – mówi jeden z mieszkańców Duninowa, zapytany przez nas o to, co działo się w tym budynku.

Sprawdzaliśmy również okoliczności śmierci Janka. Jak się okazało, dokonał on niesamowitej rzeczy: będąc zastępcą komendanta miejscowej Ochotniczej Straży Pożarnej, udało mu się zaprószyć ogień w piwnicy dawnego PGR i zginąć w pożarze.

– Przyczyną pożaru było najprawdopodobniej zaprószenie ognia niedopałkiem papierosa, zaś przyczyną zgonu zatrucie tlenkiem węgla i najpewniej wysoka temperatura w pomieszczeniu – informuje Jacek Korycki, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Słupsku Zatrucie nastąpiło w stanie głębokiego upojenia alkoholowego (3,7 promila), bliskiego wartości progowej, powyżej której z reguły dochodzi do śmierci z powodu zatrucia alkoholem.

Nasz rozmówca do dziś zastanawia się, czy Janka po prostu nie zlikwidowano, bo za dużo wiedział: – Nalali mu wódki do gęby i mogli go tam znieść – podejrzewa.

Poskładać puzzle

 Włodzimierz, który miał rzekomo stać za porwaniem Iwony, ma dwa domy: jeden pod Ustką, drugi (ten główny) we wsi pod Wejherowem, która jest praktycznie nieformalną częścią tego miasta. Zajmuje się przede wszystkim branżą spożywczą, ma dużo pieniędzy i spore wpływy. Nie udało nam się potwierdzić, że znał się z Krystianem. Jednak – według naszych źródeł – jego syn Michał ma wspólnych znajomych z Krystianem. Obaj są niemal równolatkami i obaj – od około 2000 roku – zaczynali bawić się w sutenerstwo. Krystian był bramkarzem w barze pod Wejherowem, który po godzinach zamieniał się w dom publiczny. W tym samym czasie, kilometr od jego domu, również pod Wejherowem, Michał prowadził swoją agencję towarzyską. On jednak wyprowadził się krótko potem na Warmię. Stało się to wówczas, gdy psy, które hodował, dotkliwie pogryzły małego chłopczyka. Dziecko zmarło w szpitalu.

Według jednego z naszych informatorów, Michał wciąż zajmuje się jednak sutenerstwem:  – Widziałem, jak nadzorował dziewczyny w agencji pod Olsztynem, jakieś 2 lata temu. Ten burdel jest właścicielsko związany z Sopotem – dodaje.

Nie ma żadnych dowodów na to, że Krystian czy Michał (lub jego ojciec Włodzimierz) mogli mieć coś wspólnego ze zniknięciem Iwony. Jednak,  jak dotąd, przez pięć lat nie znaleziono najmniejszych śladów, które mogłyby pomóc rozwiązać tę zagadkę. Wiele jednak  wskazuje, że Iwona Wieczorek stała się ofiarą trójmiejskich sutenerów. Jej zaginięcie może być tylko wierzchołkiem góry lodowej. Podobnie, jak samobójstwo Anaid.

Czy organa ścigania zechcą dokładnie przyjrzeć się tej sprawie i poskładać pozornie rozrzucone puzzle?

Wydaje się, że Krystian od dawna nie powinien cieszyć się wolnością.

– Nie wiem, w co on mógł jeszcze być zamieszany. Jestem przerażona tym, co robił i wszystkimi informacjami, które przekazały mi dziewczyny. Jak taki człowiek mógł być na wolności? – pyta retorycznie mama Anaid.

Czerwiec  2015 rok

 Mikołaj Podolski

współpraca Marta Bilska

3 KOMENTARZE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ