podwyżka cen

To nie jest dobra wiadomość. Musimy przygotować się, że i tak już wysokie ceny w sklepach pójdą mocno w górę. Nieoficjalnie mówi się, że podwyżki są spowodowane nie tylko inflacją, ale również trwającą od prawie 1,5 miesiąca wojną na Ukrainie.

Drastyczny wzrost cen obejmie głównie jeden produkt

Wzrosty cen żywności w obecnych czasach wydają się czymś normalnym. Niedługo czeka nas kolejna podwyżka. Podrożeje zwłaszcza jeden towar. Jedna z sieci handlowych nieoficjalnie przyznała, że w maju będziemy świadkami drastycznego wzrostu cen olejów.

Zapowiadane podwyżki w przypadku oleju mają sięgnąć nawet 70 procent. Wzrost ma nastąpić w maju. Według specjalistów, olej słonecznikowy może wkrótce kosztować dużo więcej niż oliwa. Obecnie za litr oleju słonecznikowego musimy zapłacić ok. 11–15 zł.

W tym miejscu warto dodać, iż walcząca w tej chwili z agresorem Ukraina odpowiada za połowę światowego eksportu oleju słonecznikowego. Dlatego ceny, które i tak poszybowały już w górę w zwiazku z pandemią, będą nadal rosnąć.

Niewątpliwie wojna na Ukrainie utrudniła zarówno sprzedaż surowców energetycznych, jak i eksport żywności z tego kraju. A przypomnijmy, iż Ukraina jest nazywana spichlerzem Europy. „Zwyżki cen oleju słonecznikowego wynikają przede wszystkim z rosyjskiej agresji na Ukrainę” – tłumaczył Artur Waraksa, analityk banku ING.

Sieci handlowe starają się zahamować wzrost cen. Niestety nie jest to proste. „Trudno się negocjuje z producentami, którzy mogą znacznie łatwiej niż kiedyś znaleźć odbiorców na Zachodzie. O promocje trudno, walka toczy się o ograniczanie skali podwyżek” -mówi przedstawiciel jednej z sieci.

Poza olejem podrożeć mają także inny asortyment. Niebawem margaryny mogą kosztować prawie tyle co masło. Oprócz tego towary na który jest teraz zwiększony popyt. Mowa o produktach o wydłużonych terminach przydatności do spożycia np. konserwach oraz towarach dla dzieci.

„Biorąc pod uwagę czynniki związane z wojną, w ostatnim czasie widzimy zwiększone nawet o kilkadziesiąt procent zainteresowanie klientów niektórymi produktami z wydłużonym terminem przydatności, co wpływa również na parametry podaży i przedstawiane nam przez dostawców ceny. Podobnie jak w czasie pierwszych tygodni pandemii w 2020 r. obserwujemy presję na tworzenie zapasów w domu. Kontrolujemy sytuację i zapewniamy na bieżąco asortyment, wprowadzając do oferty, obok znanych marek własnych i producenckich, także nowe pozycje od kolejnych dostawców” – wyjaśnił Michał Gontarz, dyrektor handlowy w sieci Biedronka.

źródło: rp.pl

Zobacz również: