Ludzie umierają, ale nie tak jak mój mąż, pod czarnym workiem. Mógł żyć, bo miesiąc walczył w szpitalu. Jemu zgasło słońce, a nam pękło serce.

Sprawa jest dość zawiła, jednak autentyczna. Cała historia miała miejsce w miejscowości Ochota Górna w małopolskim. Pomyłka pogotowia kosztowała życie człowieka, nie mówiąc już o zszarganych nerwach rodziny.

62-letnie Stanisław Chrobak podczas prac budowlanych poczuł silny ból w klatce piersiowej. Sąsiad mężczyzny wspomina, iż natychmiast zawiózł go do lekarza. Jak opisuje „Mówił, że to chyba zawał, bo ból stawał się coraz ostrzejszy”. Mężczyźni pojechali do przychodni, gdzie stracił przytomność. Pielęgniarka, która widziała zdarzenie, powiedziała, aby udali się na pogotowie, kartki jednak nie wezwała.

Sąsiad Pana Stanisława faktycznie zawiózł go na pogotowie. Tam jednak nikt nie wiedział o ich przyjeździe, choć wspomniana pielęgniarka deklarowała, iż poinformuje służby ratownicze o takiej sytuacji.

„Pobiegłem do środka z informacją, że jest ze mną nieprzytomny człowiek z bólem w klatce piersiowej. Wtedy ratownicy wybiegli. Wyciągnęliśmy Staszka z samochodu. Rozpoczęła się reanimacja. Po 20 minutach, jeden z ratowników powiedział, że nie jest dobrze. Po kolejnych dziesięciu minutach, poproszono mnie, żebym zadzwonił do domu Staszka z pytaniem, czy bierze jakieś leki, czy był chory. Zadzwoniłem, ratownik rozmawiał z żoną i dalej go reanimowali. Po około godzinie odstąpili od czynności, stwierdzili, że nie dadzą rady mu pomóc” – relacjonuje sąsiad.

Pomyłka pogotowia kosztowała życie

Po – jak stwierdzili wówczas lekarze – po nie udanej reanimacji na pogotowie przybyły rodzina Pana Stanisława. Między innymi przyjechała także córka mężczyzny. Jak wspomina widok był makabryczny, bowiem zobaczyły już zawinięte w charakterystyczny czarny worek ciało swojego taty.

„Zdążyłam jeszcze podbiec do niego, zsunąć mu z twarzy ten worek. Widziałam, jak bierze głęboki oddech i patrzy. Na kolanach prosiłam ratowników, by ratowali tatę, bo widziałam, że on żyje”.

Ratownicy jednak upierali się, iż reanimacja w tej sytuacji już nic nie da. Stwierdzili zgon. Medycy zabrali ciało i odjechali. Rodzina straciła już nadzieję. Niewiele później bliscy Pana Stanisława mieli już dopełniać formalności pogrzebowych, gdy pojawiła się kolejna szokująca informacja. Okazało się, że ciało zniknęło.

„Dzwoniliśmy do prosektorium szpitala w Nowym Targu, ale nikt nie odbierał. Znajomi powiedzieli nam, żebyśmy pojechali do zakładu pogrzebowego, bo tam na pewno pomogą nam ustalić, gdzie jest ciało taty. Tam powiedziano nam, żeby wybrać trumnę i kwiaty, a oni się wszystkiego dowiedzą. Wróciliśmy do domu. Około godz. 23 dostaliśmy telefon ze szpitala, że Stanisław Chrobak leży na oddziale.”

Pan Stanisław nie odzyskał jednak przytomności, w szpitalu przeprowadzono operację. Mimo wysiłków personelu medycznego 62-latek miesiąc później zmarł. Córka Pana Stanisława twierdzi, iż gdyby pomoc została udzielona natychmiastowo tata by żył. Zdaniem szpitala jednak personel medyczny nie popełnił żadnego błędu.

Sprawą zainteresowały się media

Jak donoszą media sprawą zainteresował się program stacji TVN „Uwaga”. Dziennikarze ponownie kontaktowali się z dyrektorem Podhalańskiego Szpitala Specjalistycznego w Nowym Targu, który nadzoruje pogotowie ratunkowe w Ochotnicy Dolnej. Ten jednak nie chciał na ten temat rozmawiać.

źródło: popularne.pl