To, co wydarzyło się tej nocy, będzie pamiętać na zawsze. Była godzina czwarta nad ranem, gdy poczuła lekkie ściąganie kołdry. Otworzyła oczy i w półśnie podciągnęła nakrycie pod brodę, ale kołdra znów zaczęła się zsuwać. Pomyślała, że to na pewno pies chce wyjść na podwórko, ale dziwne wydało jej się, że o tak wczesnej porze. Spojrzała na zegarek, potem na śpiącego psa i odwróciła się na drugi bok. Wtedy poczuła delikatny dotyk na prawym ramieniu.

Stary Cmentarz Parafialny w Grodzisku Mazowieckim, położony jest u zbiegu ulic Montwiłła i Radońskiej, w samym sercu miasta, i według relacji najstarszych mieszkańców, pierwszą osobą tutaj pochowaną była mała dziewczynka, co odnotowane jest także w „Księdze zejść” prowadzonej przez ówczesną parafię.

Obok zabytkowych katakumb i pomników, znajdują się zwyczajne skromne grobowce, albo całkiem zapomniane mogiły. To właśnie na tych „niczyich” grobach widnieją jeszcze przeżarte przez czas tabliczki z napisami pochowanych.

Zapomniana mogiła

Tak było z miejscem, które podarowała 65-letniej pani Maryli Z. jej daleka kuzynka.

Od jakiegoś czasu myślałam, aby kupić plac pod pochówek na tym cmentarzu, bo tutaj chciałabym spocząć po śmierci. Całe życie spędziłam w Grodzisku i chociaż o takich miejscach nie powinno się mówić, że są piękne, to dla mnie tak właśnie jest i jeżeli mam być pochowana, to tylko tutaj – mówi pani Maryla.

Szczęśliwym trafem nie musiała kupować miejsca, bo na jednym z rodzinnych wesel spotkała bardzo daleką kuzynkę ze strony męża, która postanowiła podarować jej placyk po starym grobie.

Ta kuzynka męża mieszka za granicą, a starym grobem, w którym był pochowany jej daleki wujek, opiekowała się jej matka. Po jej śmierci, obowiązek przeszedł na kuzynkę, która pomyślała, że dobrze byłoby, gdyby to miejsce zostało w rodzinie i w ten sposób dostaliśmy z mężem ten placyk – dodaje.

W starym grobie był pochowany Ignacy S. 41-letni mężczyzna, który zmarł w 1964 roku. Nie miał bliskiej rodziny, dlatego tylko matka kuzynki pani Maryli opiekowała się jego grobem. Po jej śmierci, mogiła z roku na rok marniała, aż w końcu jedynym znakiem, że ktoś tam spoczywa, stała się blaszana tabliczka z krzyżem.

Nie wyrzuciła krzyża

Gdy pani Maryla stała się właścicielką placyku, postanowiła go „urządzić”. Trzeba było wykopać dół w miejscu starego grobu, wybetonować i zabezpieczyć płytą.

Kiedy robotnicy przyszli wykopać dół, wyrwali stary krzyż z tabliczką i odrzucili na bok. Wtedy poczułam się bardzo dziwnie, tak, jakbym zajmowała czyjąś przestrzeń – opowiada. Gdy natrafili na kilka kości, spojrzeli na nią pytająco, a ona kazała im je zebrać, położyć w prawym górnym rogu dołu i zagrzebać. Po wszystkim, gdy została już sama, spojrzała na krzyż z tabliczką.

duch1

Nie wiedziałam, co mam z tym zrobić. Stałam i myślałam. Wiedziałam, że gdy grób jest likwidowany, to można wyrzucić tabliczkę, ale coś mnie przed tym powstrzymywało. Było mi żal tego mężczyzny, który przed wielu laty tu został pochowany i zapomniany przez wszystkich – wspomina.

Nie wyrzuciła, ani krzyża, ani tabliczki, tylko oparła go o stare drzewo, a potem odmówiła modlitwę i zapaliła pod nim znicz.

To, co wydarzyło się tej nocy, będzie pamiętać na zawsze. Była godzina czwarta nad ranem, gdy poczuła lekkie ściąganie kołdry. Otworzyła oczy i w półśnie podciągnęła nakrycie pod brodę, ale kołdra znów zaczęła się zsuwać.

Pomyślałam że to pies chce wyjść na podwórko, ale dziwne wydało mi się że o tak wczesnej porze. Spojrzałam na zegarek na którym wyświetlała się godzina 03.50, popatrzyłam na śpiącego psa i odwróciłam się na drugi bok. Wtedy poczułam delikatny dotyk na prawym ramieniu – opowiada.

Przyszedł podziękować

W pokoju panował półmrok i widoczne były tylko zarysy mebli i ścian, ale po tym, jak ktoś dotknął jej ramię, odwróciła się i kątem oka ujrzała wielką męską dłoń.

To była ręka bardzo spracowanego człowieka z grubą i popękaną skórą i silnym owłosieniem. O dziwo, gdy ją zobaczyłam, wcale się nie przestraszyłam, tylko wpłynął we mnie taki ogromny spokój. Potem poczułam silniejszy uścisk na ramieniu i wszystko znikło, a ja bez żadnego strachu po prostu zasnęłam.

Nie pamięta, kiedy tak dobrze jej się spało, z uczuciem takiego ciepła i spokoju. Problemy, które trapiły ją od jakiegoś czasu, stały się nagle nie tak wielkie i znośne.

Czułam w sobie taką wielką pozytywną siłę i chęć do życia – uśmiecha się.

Po tej nocnej przygodzie zadawała sobie pytanie, co to w ogóle było? Była osobą mocno stąpającą po ziemi, w duchy nie wierzyła, ale tej historii nie potrafiła sobie wytłumaczyć.

Rozwiązanie zagadki przyszło samo, trzy tygodnie później, kiedy spotkała kuzynkę od podarowanego starego grobu.

Kuzynka męża przyjechała tu na wakacje, zaprosiłam ją do siebie na herbatę i tak zaczęłyśmy rozmawiać. Wtedy ona zapytała, czy uporządkowałam już to miejsce, a ja powiedziałam jej, że nie wyrzuciłam tabliczki i czy ona wie, kto tam spoczywa. Powiedziała, że to był jej wujek, taki „piąta woda po kisielu”, że ciężko pracował przy budowach i na roli i że umarł młodo, bardzo schorowany. Wtedy nagle mnie olśniło. Opowiedziałam jej, co mi się zdarzyło i opisałam jej rękę, która mnie dotknęła. Kuzynka uśmiechnęła się i z całym przekonaniem powiedziała, że to musiał być on, gdyż miał właśnie takie spracowane ręce, i że przyszedł mi podziękować.

W jednym grobie z Ignacym

Zaraz po jej wyjściu poszła na cmentarz, zapaliła znicz i rozpłakała się. Było jej tak bardzo żal tego człowieka, tego że nie ma swojego miejsca i że ona się do tego w jakiś sposób się przyczyniła.

Krzyż z tabliczką, który na szczęście stał jeszcze oparty o drzewo, położyłam na nowym grobie, w którym kiedyś spocznę ja i mój mąż. Obok nas będzie informacja, że leży tam również Ignacy. Jeżeli ktoś przychodzi aż stamtąd, to musi to być dla niego ważne – mówi zamyślona.

Od tego czasu zmieniła swoje nastawienie do spraw związanych z duchami. Wie, że jest inny świat i wierzy, że ci co tam odeszli, widzą nas stamtąd, czego my niestety nie potrafimy. Że umarli dają nam różne sygnały i znaki, jeżeli coś jest dla nich ważne, albo jeśli chcą nam coś przekazać.

- Wierzę, że tak właśnie jest, i że oni się nami opiekują. Ignacy stał się dla mnie właśnie takim duchem opiekuńczym, bo gdy mam jakieś zmartwienie, idę po prostu na cmentarz i proszę go o pomoc. Problemy naprawdę się rozwiązują, a ja mam czyste sumienie, że nie zabrałam mu miejsca spoczynku i ciągle ten niespotykany spokój, jaki poczułam podczas tamtej nocy – uśmiecha się pani Maryla.

Aneta Dzich
fot. Aneta Dzich

 

Zobacz również: