Śmierć rapera na nowohuckim osiedlu

0
408

Poszło praktycznie o nic. O zwyczajne spojrzenie na kobietę. Zakończyło się awanturą. Potem był pościg i krwawa bójka. I w końcu zabójstwo. Zabójca uciekł do Stanów Zjednoczonych. Ukrywał się tam u krewnych. Pracował w jednej z restauracji szybkiej obsługi na obrzeżach Chicago. Na jego ślad wpadło FBI. I przekazało stronie polskiej.

 20-letni Tomasz J. „Papug” był już od dwóch tygodni w kraju. Właśnie wrócił z Anglii. Niedługo planował swój powrót na Wyspy. Tam już się urządził. Kilka miesięcy wcześniej znalazł pracę. Wrócił jedynie na kilka dni do Krakowa, do Nowej Huty. Na Osiedlu Górali, w pobliżu Osiedla Szkolnego, mieszkali jego rodzice i siostra. Chciał się też spotkać z kolegami. Z pół roku się nie widzieli.

Poszło o spojrzenie

Był czwartek, 14 marca 2013 roku na nowohuckich ulicach prószyło jeszcze śniegiem. Tomasz szedł właśnie na spotkanie, pogadać z kumplami o kolejny utworach. Był raperem, jak inni z jego grupy. Razem kiedyś nagrywali. Wspólnie uprawiali ten rodzaj muzyki. „Papug” nagrał już nawet profesjonalny klip, który umieścił na You Tube. Teledysk „Zapamiętaj” obejrzało ponad 7 milionów osób. Tomek śpiewał o ludziach, i o przemocy na osiedlu. Innego życie nie znał. Za młodu miał trochę kłopotów. Za skręta z marihuaną sąd skierował go do schroniska dla nieletnich, a potem trafił nawet do młodzieżowego ośrodka wychowawczego.

Były już późne godziny popołudniowe, kiedy Tomasz wszedł do pubu „Warka” przy ulicy Struga w Nowej Hucie.

– Cześć! – krzyknął do kompanów. Witali go serdecznie 22-letni Mateusz K.  „Karpiu” i 23-letni Dominik Sz. „Furiat”. Zbliżała się godzina 21, a oni ciągle jeszcze sączyli piwo i rozpamiętali. Cieszyli się ze spotkania i specjalnie nie zważali na otoczenie, w którym się znajdowali. Nie zwracali uwagi na 25-letniego Pawła Ch. i jego dwie koleżanki, z którymi 25-latek siedział przy nieco oddalonym, sąsiednim stoliku. Ale kiedy Mateusz K. wstawał od stolika, aby opuścić pub, swój wzrok utkwił w jednej z kobiet siedzących z Pawłem Ch. To wystarczyło. Ten moment uchwycił Paweł Ch. Spojrzał zaczepliwie na 22-latka. Nie uszło to uwadze Mateusza K.  „Karpiu” przystanął, spojrzał na Pawła Ch. i krzyknął wyzywająco w jego kierunku: – No co się, kurwa tak gapisz!

I nie czekając odpowiedzi, rzucił się na niego. Nim się spostrzegł zaatakowany 25-latek, po zadanym ciosie zwalił na posadzkę. Mateusz K. zaczął go wtedy kopać. Przyłączył się do niego „Papug”. I razem teraz bili i kopali Pawła Ch.

Zaskoczenie w lokalu było ogromne. Goście zdębieli z wrażenia i spoglądali z przerażeniem na to, co się dzieje w pubie. Nikt jednak nie powiadomił policji. Dopiero po chwili ktoś z gości ruszył Pawłowi Ch. z pomocą, ratując 25-latka z opresji. Zaczął odciągać obydwóch napastników od leżącego. Poskutkowało. Zadowoleni z siebie koledzy opuścili w końcu „Warkę”. Zaś oszołomiony i zbolały Paweł Ch. zbierał się z posadzki. Towarzyszące mu kobiety z osłupieniem odprowadzały wzrokiem napastników, którzy znikali właśnie w drzwiach lokalu.

 – Znacie ich? – wydobył z siebie Paweł Ch., gdy przysiadł ponownie przy stoliku.

 – Chyba jednego  znam. – powiedziała jedna z dziewczyn. – Mieszka w pobliżu osiedla szkolnego.

 Odczekali jeszcze chwilę, po czym również opuścili lokal. A „Papug” i jego dwaj koledzy znaleźli się w tym czasie na Osiedlu Szkolnym. Znowu śnieżyło. Rozeszli się jedynie na chwilę. Dominik Sz. „Furiat” czekał na obydwu swoich kamratów, którzy mieli do niego wrócić.

Zwołał kumpli

O godzinie 21.42 pałający zemstą Paweł Ch. skontaktował się ze swoim 23-letnim kolegą, Tomaszem L.

– Pobili mnie! – opowiedział mu przez komórkę, co wydarzyło się w „Warce”. – Zbierz chłopców, przyjeżdżajcie. – dodał, po czym z dwiema kobietami wsiedli do samochodu Pawła.

Tymczasem  Tomasz L. skontaktował się z 27-letnim Pawłem K., a ten z kolei z byłym zawodowym bokserem, 25-letnim Arturem L.  Przyrzekli, że przyjadą z pomocą Pawłowi Ch., aby ten się zemścił na napastnikach.

Paweł Ch. krążył tymczasem wokół Osiedla Szkolnego. Przez szyby samochodu, w śnieżnej bieli ulicy wypatrywał przeciwnika. Nie spostrzegł jednak, że sam jest obserwowany. Wracający właśnie do Dominika Sz. jego dwaj kompani przyuważyli krążące wolno auto. Rozpoznali w nim niedoszła swą ofiarę z pubu.  

– Jeszcze mu za mało? – warknął „Papug” i z Mateuszem K. doskoczyli do pojazdu, zaskakując w nim Paweł Ch. i jego dwie pasażerki. Gdy napastnicy chwytali za klamki auta, dziewczyny zdołały jednak w ostatniej chwili pozamykać drzwi od środka. Napastnicy walili pięściami w szyby i kopali w karoserie. Przestraszony Paweł Ch. odjechał w końcu. Przejechał wzdłuż i zatrzymał samochód po drugiej stronie, w pobliżu osi jezdni. Nie wysiedli z auta.  Tymczasem „Karpiu” i „Papug” podbiegli na Osiedle Szkolne, gdzie pod jedną z klatek schodowych oczekiwał na nich „Furiat:

– Właśnie skopaliśmy w samochód tego teypa, któremu wpierdoliliśmy w pubie – pochwalili się Mateusz K.

Paweł Ch. raz jeszcze sięgnął za komórkę i zadzwonił do Tomasza L.

– Właśnie skopali mój samochód  – poinformował kolegę. – Kiedy wreszcie będziecie?! – wyraźnie się denerwował.  

Narastała w nim wściekłość i agresja. Zemsta to chyba za mało, pomyślał.

Jatka na osiedlu

 Gdy spotkali się pod pubem, zaparkowali auta nieopodal siebie, na wprost drogi prowadzącej w głąb Osiedla Szkolnego. Każdy wyciągnął coś z bagażnika. Sąd nie mógł później ustalić, co to było? Czym  bili i w końcu czym zabili. Czy były to maczety? Czy może mieli noże, lub ostre metalowe pręty lub siekiery? Narzędzi nie znaleziono. Pozbyli się potem wszystkiego.

 Świadkowie też za wiele nie widzieli. Można więc było przyjąć, że w samochodach mogli mieć oryginalne maczety, lub podobnego kształtu, przerobione narzędzia. Trzymali je w każdym razie w bagażnikach na wszelki wypadek. Dla własnej obrony. Gdyby ich kto kiedy miał napaść, niespodziewanie.

W tym czasie „Papug” ze swymi kolegami nadal stał przy klatce schodowej bloku numer 13. Niespodziewanie zbliżyło się do nich trzech młodych mężczyzn. „Furiat” rozpoznał wśród nich swego dłużnika.

– Co ty, tu, kurwa robisz?! – wrzasnął, i rzucił się za uciekającym. Tymczasem  „Papug” usiłował uderzyć pozostałych dwóch, ale wyrwali się. „Furiat”  biegł jednak za uciekającym i nawet nie zauważył zbliżającego się niebezpieczeństwa. Chodnikiem bowiem zbliżali się w jego kierunku Paweł Ch. wraz z trzema swymi kolegami.

– To ten, poznaję go! – krzyknął Paweł Ch., wskazując na biegnącą w oddali postać Dominika Sz.  Po czym cała czwórka pobiegła za 23-latkiem.  I ze ścigającego Dominik Sz. stał się nagle ściganym.  W pewnym momencie jednak 23-latek przystanął, odwracając się ku nabiegającym.

Pierwszy za nim był Tomasz L. Trzymał w dłoni coś, co przypominało maczetę. Za nim podążał były bokser, Artur L. Również miał w dłoniach podobny przedmiot. „Furiat” uchylił się i uniknął uderzenia. A potem ruszył z powrotem, w kierunku klatki schodowej bloku numer 13. Wtedy zaatakowali Paweł Ch. wraz z Pawłem K. Także ruszyli w stronę tej samej klatki schodowej. Spostrzegli bowiem stojących tam Tomasza J. i Mateusza K. Zbliżał się do nich również Dominik Sz. Jednak 23-latka dopadł pierwszy Artur L. i były bokser kilka razy zdzielił go czymś w plecy. Ciosy padały od góry, w górną cześć jego ciała, w głowę. Dobiegł także Tomasz L. i również zdzielił Dominika Sz. z tyłu metalowym przedmiotem. Próbował go uderzyć ponownie, ale 23-latek w porę uskoczył w kierunku śmietników. Były bokser rzucił się za nim, lecz pośliznął i upadł. Z pomocą Dominikowi Sz. ruszył wtedy z klatki „Papug”. Skoczył na zbierającego się z trotuaru pod śmietnikiem Artura L. Uderzył byłego boksera. Zaczęli się szamotać. Podbiegł do nich Piotr Ch. Z przeciwnej strony nadbiegł Mateusz K. I rozpoczęła się regularna bójka. Zrobiło się bardzo głośno. Mieszkańcy osiedla wglądali wprawdzie z okien swych mieszkań, ale nie reagowali. Spoglądali jedynie na walczących. Bali się biegających po podwórzu młodych ludzi z metalowymi przedmiotami w dłoniach.

W pewnym momencie szamotaniny Piotr Ch. chwycił Mateusza K. i zadał mu kilka ciosów w głowę. Ktoś też użył gazu. Wtedy na chwilę przerwali. Wycierali sobie oczy. Po czym Tomasz L. uderzył metalowym przedmiotem rapera. Ale ten podniósł się po zadanym ciosie. I nadal walczyli. „Papug” leżał teraz na Tomaszu L. i dociskał przeciwnika do ziemi, a ten ciął na oślep, nie wypuszczając z dłoni metalowego przedmiotu o ostrych krawędziach. Dołączyli  Artur L. i Paweł K. I w czwórkę osaczali teraz Tomasza, tłukąc go niemiłosiernie. Bili i  cięli. Raper  krzyczał z bólu. Nikt z mieszkańców osiedla nadal nie reagował. Ciągle nie wzywano policji. W końcu Paweł Ch. uderzył, jakby chciał dobić leżącego. I wtedy zaczęli wszyscy kopać Tomasza, a on coraz bardziej krwawił. Przerwali w końcu, bo sami byli zmęczeni. Ciężko oddychali. Raper zdołał się jednak podnieść i powlec wzdłuż śmietnika. Obficie już wtedy krwawił.

Napastnicy też mieli dość i wrócili do swych samochodów.

Zabójca w Chicago

Raper przeszedł jeszcze z kilkadziesiąt metrów i padł w kałuży krwi na świeżo nasypany śnieg. Było po 22. Wokół panowała przerażająca cisza. Mieszkańcy wyszli z oświetlonych bloków. Ktoś starał się nawet udzielić pomocy umierającemu. Wezwano pogotowie, a napastnicy odjechali.

 Podenerwowany sytuacją Piotr Ch. pozbył się narzędzia zbrodni, wyrzucając  je gdzieś po drodze. Odwiózł jeszcze do domów dwie kobiety, które nadal siedziały w jego aucie . Również pozostali pozbywali się narzędzi, którymi uderzali i cieli rapera. Były bokser wrzucił nawet swoja maczetę pod jeden z zaparkowanych w pobliżu pojazdów. Ale nigdy jej nie odnaleziono.

Paweł Ch. dokonał swej zemsty, i może nawet czegoś więcej. Wiedział, że najprawdopodobniej zabił Tomasza J. Dotarło do niego, że czeka go długa odsiadka. Wówczas uznał, że  będzie musiał uciekać.

Tomasz J. zmarł o godzinie  23.15 na skutek licznych ran kłutych i ciętych. Ciosy uszkodziły duże naczynia krwionośne, doprowadzając 20-latka do wykrwawienia się, i w konsekwencji do zgonu. Dominik Sz. miał rany cięte głowy i okolic prawej łopatki. Podobne rany głowy, w okolicy ciemieniowo-potylicznej  stwierdzono u Mateusza K.

Jeszcze tego samego wieczora Piotr Ch. skontaktował się ze swoją daleką rodziną w Chicago. I nim policja zajrzała do jego mieszkanie, na podstawie 6-miesięcznej wizy turystycznej, którą otrzymał 9 dni po zabójstwie Tomasza J., leciał z Balic samolotem do miasta nad jeziorem Michigan.

Deportacja Pawła Ch.

 Pozostałych kolegów Pawła Ch. szybko schwytano. Na początku nie chcieli się przyznać do winy. A polskie służby informowały w tym czasie  służby w USA, że ukrywa się tam  poszukiwany przez polską policję człowiek. W styczniu 2014 roku federalne władze imigracyjne Stanów Zjednoczonych poinformowały, że poszukiwany od kilku miesięcy międzynarodowym listem gończym Paweł Ch. został aresztowany przez FBI, gdy przebywał w pracy, w Four Seasons Farm Market w Park Ridge, na przedmieściach Chicago. I właśnie deportują go samolotem z USA do Polski.

Podczas przesłuchania w prokuraturze oskarżeni nie przyznawali się do użycia maczet. Kręcili również przed krakowskim sądem, gdzie proces o zabójstwo Tomasza J. ruszył w styczniu 2015 roku. Nie przyznawali się do użycia maczet.  Przed wymiarem sprawiedliwości odpowiadali z wolnej stopy. Podczas procesu oskarżeni przepraszali za to, co uczynili.

19 listopada 2018 roku za zabójstwo Tomasza J. Sąd Okręgowy w Krakowie skazał Tomasza L. na 8 lat pozbawienia wolności, Artura L. na 6 lat i 6 miesięcy, Pawła Ch. na 6 lat, a Pawła K. na 3 lata i 6 miesięcy więzienia. Tytułem zadośćuczynienia muszą jeszcze wpłacić ojcu, matce i siostrze Tomasza J. po 25 tysięcy złotych.

Wyrok nie jest  prawomocny.

– 18 czerwca 2019 roku wniesiono do krakowskiego sądu apelację – przypomina Joanna Specjał z biura prasowego Sądy Okręgowego w Krakowie. – Jej termin nie jest jeszcze ustalony.

Roman Roessler

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ