Oskarżony dopraszał się wyższej kary

0

Był 30 grudnia 2010 roku. Już po północy. 16-letnia Ola D. siedzi na kanapie koło mężczyzny w wieku 64 lata. Gruby, niezdarny, raz po raz przewraca się bezwładnie na poduszki, bo sporo wypił. Ale nadal dolewa dziewczynie i sobie.  Ona ma silniejszą głowę, poza tym nie lubi anyżówki. Czujnie rozgląda się po mieszkaniu. Mocno zagracone, dużo „złoconych” bibelotów, grube czerwone zasłony z żółtymi frędzlami powstrzymują chłód idący od okna.

Na stoliku pudełko po pizzy, którą wczoraj przyniosła z baru obok. Mężczyzna kazał jej powiedzieć, że jest od jubilera, który zapłaci hurtem. To już druga doba, gdy nie opuszcza Andrzeja K. właściciela sklepu jubilerskiego (piętro niżej) we Wrocławiu przy ul. Sokolniczej. On myśli, że sprowadził nieletnią prostytutkę. Rano, po nocy dostała gratyfikację: ponoć złoty łańcuszek i ozdobną zapalniczkę.
Chyba zabiłem faceta
 Gdy jubiler przysypia, dziewczyna wysyła sms do Radosława H.: „zimno jak huj nie mam na taxi żeby do ciebie jechać o której i jakie auto”.
Odpowiedź: „Nie dygaj jest do wyjebania frajer złoto warte 200 tys. zł”.
Ola budzi gospodarza, nalega, aby sprowadził jej taksówkę, bo przed ich porannym wyjazdem do Berlina musi jeszcze wpaść do kuzyna.
Dostaje 50 zł pod warunkiem, że na pewno wróci. Jako zastaw zostawia swoją kurtkę.
W mieszkaniu 35-letniego H. jest jego dziewczyna Patrycja i kumpel Krystian B. Ola przedstawia sytuację. Mimo, że wypiła z jubilerem dwie butelki, nie wygadał się, gdzie trzyma złoto. Ale musi mieć je spakowane, skoro rano jedzie sprzedać w Berlinie. Mówił, że żadne zaspy na drogach go nie powstrzymają, za dużo by stracił, gdyż po Nowym Roku cena złota spadnie.
– To, o której napad i gdzie? – powtarza pytanie Ola, telefonując po taksówkę. Chce pilnować jubilera.
– Wyślę ci sms – odpowiada wymijająco Radosław H.
Ola wraca na Sokolniczą. Andrzej K. twardo śpi. Nawet nie obudził go szczęk klucza w zamku. Po chwili dziewczyna dostaje sms-a od Radka: „Jest super plan napiszę jak będziemy drzwi zostaw otwarte”.
I zaraz następny: „Nic nie rób, żeby się nie obudził, nie dotykaj go ani nic. Klucz do sejfu, gdzie szukaj”.
Gdy Radosław H. w czerwonej, karnawałowej masce na twarzy i zakapturzony Krystian B. weszli do mieszkania jubilera, dochodziła druga w nocy. Drzemiący Andrzej K. zerwał się na nogi, jednakże dwaj młodzi mężczyźni byli szybsi. Przewrócili jubilera na kanapę twarzą do tapicerki, założyli na głowę ofiary reklamówkę.
Gdzie złoto? Bo cię uduszę! – krzyczał H.
Jubiler zaklinał się, że taki towar to trzyma w banku.
Dawaj klucze do sejfu, bo już jesteś martwy!
– Zabijcie mnie i tak nie powiem- charczał Andrzej K. dusząc się w folii.
To tylko wyzwoliło agresję napastników. Okręcili głowę mężczyzny kocem, obwiązali szyję, a także nogi kablem. Bili butelkami po wódce, aż pryskało szkło. Andrzej K. przestał się rzucać. Wtedy H. nadepnął na głowę ofiary i podciągnął kabel.
Wspólnie z Olą jeszcze raz przeszukali zagracone mieszkanie. Mimo wyrzucenia wszystkiego, co kryły szuflady, stukania w każdą deskę podłogi, sejfu nie znaleźli. Radosław H. zabrał zegarki i 35 ozdobnych zapalniczek. Krystian B. woreczek ze srebrną biżuterią. Ola wyszła z Radosławem, bo znalazł klucze do samochodu jubilera i chciał jeszcze tam poszukać złota. B. wychodząc jako ostatni jeszcze raz zaciągnął kabel na szyi nieruchomej już ofiary. Po czym z łupami pojechał do swej matki. Była 4.30.
– Chyba zabiłem faceta – wyznał. W tym czasie Radosław H. rozkręcał w swoim mieszkaniu zdobyczny stary telewizor. Niczego tam ukrytego nie znalazł. Następnie sprawdził kwasem ukradzione zegarki – też nie były złote. Z wściekłością wrzucił do wybebeszonego odbiornika swoje zakrwawione spodnie i buty. Gdy nad ranem w drzwiach stanął Krystian B., kazał mu to wynieść na śmietnik.

– Co z resztą? – zapytał kumpla. Okazało się, że matka Krystiana i jej konkubent jeszcze w nocy zanieśli woreczek ze srebrną biżuterią do ich kompana od alkoholowych popijaw, aby schował w… lodówce.

W dobranej trójce: Ola, Radek i Krystian od myślenia był Radek. Najstarszy i doświadczony – siedział już w kryminale za włamania i pobicia.

Pierwotny plan ograbienia jubilera był inny: mężczyźni zamierzali na niego napaść, gdy będzie jechał ze złotem do Berlina. Nastoletnia Ola, wystawiona starszemu mężczyźnie na przynętę, miała za zadanie informować sms-ami Radka, przez jaką miejscowość samochód przejeżdża. Jednakże noc poprzedzająca wyjazd była bardzo mroźna i H. uznał, że napad na trasie jest ryzykowny – mogą wyniknąć niespodziewane przeszkody. O wiele prościej jest ukraść złoto z mieszkania jubilera, gdy będzie już spakowany do podróży. Do Oli należało uwodzenie starszego pana, aby zdradził, gdzie ma sejf. Miała też podejrzeć, w którym miejscu jest schowana złota biżuteria.

Zamordowania jubilera chyba nie planowali.

Narzeczona dała alibi

 Rano, mieszkający po sąsiedzku z Andrzejem K. jego brat zauważył, że drzwi do mieszkania na piętrze są otwarte. Wszedł tam. Potwornie zmasakrowane zwłoki jubilera leżały w kałuży zastygłej krwi.
Syn ofiary poinformował ekipę policyjną, że poprzedniego dnia ojciec wyraźnie pod wpływem alkoholu chwalił mu się, że ma nową dziewczynę. Pokazał mu ją, gdy wracała z pizzą.
– Z mieszkania zniknęło około 150 tysięcy złotych – twierdził junior K. Tata chował pieniądze w wersalce, czasem w toalecie za spłuczką. Natomiast sejf na złoto był ukryty pod oknem, za kotarą. Nie został naruszony.
Radosława H. zatrzymano jeszcze tego samego dnia, po południu. Policja namierzyła go, bo posługiwał się ukradzionym telefonem Andrzeja K.
Radosław H. pomógł śledczym w dotarciu do pozostałych dwojga sprawców: Aleksandry D. i Krystiana B.
Podliczono odzyskane łupy: 1,7 kg srebra wartości 4.500 zł, cztery zegarki w sumie za 280 zł i 35 zapalniczek każda po 20 zł. Wartość starego telewizora biegły wycenił na 250 zł.
Podczas pierwszego przesłuchania Radosław H. nie przyznał się do zamordowania jubilera. Obciążył Krystiana B. – Ja tylko skrępowałem jubilerowi ręce. Nie było mnie w tym mieszkaniu, gdy doszło do zabójstwa. Mam alibi. Tę noc spędziłem ze swoją narzeczoną Patrycją J. – wyjaśniał. Dziewczyna potwierdziła.

Krystian B. na pierwszym przesłuchaniu zeznał, że on sam zamordował Andrzeja K. Nie miał takiego zamiaru bijąc jubilera, chciał tylko, aby wyjawił kryjówkę z dwoma kilogramami złota, które miało być nazajutrz rano wywiezione do Berlina. To Aleksandra mu o tym powiedziała.

Zapytany, kim jest dla niego starszy o 16 lat Radosław H., odpowiedział, że autorytetem i wzorem do naśladowania, bo „Bejsbola wszyscy poważają” (ksywa H. z czasów, gdy chodził na włamania).

16-letnia Aleksandra przyznała się do tego, że dwa dni była w mieszkaniu jubilera. Ale do zamordowania starszego mężczyzny nie przyłożyła ręki, to była robota B.

Pomocnicy matki Krystiana – jej konkubent i jego kumpel – zapewniali prokuratora, że nie wiedzieli, co było w woreczku, który kobieta kazała im ukryć. Ona sama twierdziła, że nic nie pamięta, była wtedy pijana. W trójkę opróżnili pięć butelek wódki.

Głównych oskarżonych zbadali biegli psychiatrzy i psycholodzy.
Według ich opinii, Radosław H., który po raz pierwszy był karany sądownie gdy miał 17 lat, jest osobą agresywną, wrogo nastawioną do otoczenia, co wynika z przekonania, że inni chcą mu zaszkodzić. Ma własny, aspołeczny system norm etycznych i zasad.
19-letni Krystian B. to samotnik, na dodatek porywczy, łatwo nim pokierować. Znacznie starszy i bardziej zdeprawowany Radosław H. wiedział, jak manipulować zakompleksionym „przyjacielem”, który nie miał oparcia w rodzinie, a bardzo chciał być chwalony za to, że nie zawiedzie, można na niego liczyć w każdej sytuacji.
Aleksandra D. – mimo młodocianego wieku zdemoralizowana. Uciekła z domu, piła alkohol, brała narkotyki. Krystian B. uważał ją za swoją dziewczynę, był zazdrosny, że przepadała w melinach. Ona wyznała psychologowi, że raczej nie traktowała tego „chodzenia” poważnie. U jubilera została na dwie noce, bo tak chciał Radek, któremu bała się sprzeciwić. Liczyła też na pieniądze za dotrzymywanie towarzystwa „spaślakowi”, jak się wyraziła. Ale Andrzej K. okazał się skąpy. Dał jej łańcuszek – niby złoty – który w lombardzie wycenili na 30 złotych.
Kto zaciągnął pętlę na szyi
 Na pierwszej rozprawie sądowej, półtora roku później oskarżony Krystian B. oznajmił, że nie podtrzymuje swych zeznań w śledztwie. – Wtedy brałem wszystko na siebie, bo tamtej nocy, gdy wyszliśmy z mieszkania jubilera Radek groził, że jeśli go wsypię, poderżnie mi gardło. Ja się go bałem, on zawsze nosił majcher w kieszeni. Gdy kiedyś zginęły mu pieniądze, przyłożył mi nóż do szyi i kazał się przyznać. Dopiero, gdy zalałem się krwią uwierzył, że to nie moja sprawka. Prawda jest taka, że ja tylko wiązałem nogi Andrzeja K. i trzy razy uderzyłem go w twarz. Raczej mocno, bo coś mi pękło w przegubie, ręka bardzo spuchła. Moje ubranie było we krwi, gdyż Radek kazał mi usiąść na tym człowieku. To H. rozbijał butelki na głowie jubilera. Założył mu koc na głowę, obwiązał sznurkiem, a potem stanął na nim i podciągnął do góry kabel. Ja nie zdawałem sobie sprawy, że facet umiera. Nie poszedłem tam z zamiarem zabicia człowieka. Potrzebowałem pieniędzy, za praktyki u ślusarza dostawałem tylko 130 zł miesięcznie. Chciałem też zaimponować Oli, żeby się ze mną liczyła.
Radosław H. nadal twierdził, że ani razu nie uderzył ofiary. Mordował B. w zmowie z Aleksandrą: – Moim zamiarem było tylko przeszukanie samochodu jubilera, czy nie ukrył tam złota. Po zabraniu telewizora już nie wracałem na górę, pojechałem do domu. Sprawdzałem, czy zegarki są pozłacane. Gdy dwie godziny później przyszedł Krystian i z płaczem wyznał, że w mieszkaniu jubilera dostał korby, chyba zabił go butelką, wpadłem w szał, że mu odjebało.
Na kolejnej rozprawie zdecydowała się zeznawać Aleksandra D. (wcześniej odmawiała odpowiedzi na pytania stron).
– To nie było tak, jak mówi Radek, że ja chciałam tego faceta zabić. Wisiałam H. pieniądze, bo mu rozwaliłam samochód i żądał pokrycia kosztów naprawy. Wiedziałam, że nie ustąpi, a ja nie miałam ani grosza. Gdy więc powiedział, że jest do wyjebania frajer na 200 tysięcy złotych, bo tyle warte jego złoto, to nie stawiałam się. Radek skombinował mi telefon i kazał do siebie dzwonić z meldunkami, czego już się dowiedziałam o złocie. Cały czas straszył mnie sms-ami, że mam u niego dług, żebym się mocno starała. Ale początkowy plan był taki, że wcześnie rano, 30 grudnia wybiorę się z jubilerem i jego kierowcą do Niemiec, a oni napadną na samochód po drodze i zabiorą złoto.
Dolewała wódki gospodarzowi, aby po pijaku się wygadał, gdzie ukrył sejf. W końcu zmorzył ich sen. Dziewczynę obudziło szamotanie się związanego już jubilera. Bicia nie widziała, bo jej kumple stali do niej tyłem, tylko migały w powietrzu ich ręce z butelkami.
– Jubiler jęczał, ja krzyczałam, że chyba przesadzają. Nie wiem, kto zaciągnął pętlę na szyi K.
Odwołała swoje zeznania ze śledztwa Patrycja J. Początkowo zapewniła alibi Radosławowi H. twierdząc, że noc z 29 na 30 grudnia 2010 spędzili w jego mieszkaniu. A gdy rano przyszedł do nich Krystian, płakał, że zabił człowieka. Opowiadał w szczegółach, jak obwiązywał kablem szyję jubilera, potem zacisnął pętlę, a wcześniej zmasakrował głowę ofiary. Rozbijając na niej butelki po wódce. Ola była przy tym.

W połowie procesu Patrycja J. – która w trakcie rozstała się z H. – oświadczyła, że teraz chce powiedzieć prawdę. Ale złoży zeznania, gdy na sali nie będzie H., bo się go boi, groził jej poderżnięciem gardła. Wyprowadzono oskarżonego.

Sąd usłyszał wersję zbliżoną do ostatnich wyjaśnień Krystiana B. Owej nocy jej ówczesny partner wrócił do domu o 4 rano razem Aleksandrą. Nie dociekała skąd, bo nigdy nie zadawała narzeczonemu takich pytań. Nie widziała śladów krwi na jego ubraniu, gdyż była zaspana. Ale B., który już się przebrał (wcześniej był u matki i pojawił się dwie godziny później), wyrzucił spodnie Radka do śmietnika. Zostały tylko zakrwawione buty.

Słyszałam – zeznała Patrycja J. jak cała trójka uzgadniała wersję dla policji. Wcześniej Radek groził, że jeśli go sprzedadzą „psom”, obleje twarz Oli kwasem solnym. Kazał Krystianowi wziąć wszystko na siebie, bo jest młodszy.

Może ksiądz zna prawdę

 Sąd przystał na przebadanie oskarżonych wariografem. Radosław H. najbardziej się denerwował przy pytaniu, czy uderzał ofiarę butelkami po głowie. U Krystiana B. największe zmiany emocjonalne wywoływało pytanie o użycie kabla. Aleksandra D. swoimi reakcjami dała podstawę do wniosku, że prawdopodobnie była przy duszeniu Andrzeja K. Ale nastolatka wszystkie pytania odbierała jako bardzo silne zagrożenie: miała przyspieszony oddech, podskakiwało jej ciśnienie krwi. Nie udało się ustalić, którego z oskarżonych bardziej utożsamiała z biciem ofiary.
Skoro eksperyment wariograficzny nie dał zdecydowanej odpowiedzi, to sąd dopuścił dowód z zeznań nowych świadków obrońcy Radosława H. – więźniów, którzy słyszeli rozmowę oskarżonych na spacerniaku. Zdaniem jednego z nich, Krystian B. krzyczał do „Bejsbola”, że go załatwił na 200 tys. zł.
Drugiemu aresztantowi Krystian B. wręcz się zwierzył, że wrobił H., bo tak naprawdę, to on jubilera udusił. Nawet chciał takie oświadczenie wysłać do prokuratora, ale podarł po rozmowie z adwokatem, który go uprzedził, że sobie zaszkodzi.
– Nigdy nie było takiej rozmowy! – krzyknął ze swego miejsca oskarżony B.
Adwokat H. ściągnął też na salę sądową kapelana więziennego, któremu ponoć B. przyznał się do zabójstwa. Ale duchowny zeznał, że wszystkie informacje o tej sprawie usłyszał podczas spowiedzi, zatem niczego nie może ujawnić.
Na tym postępowanie sądowe zostało zamknięte. Prokurator domagał się dla Radosława H. dożywocia, dla Krystiana B. kary 25 lat więzienia. Nieletnia Aleksandra D. miała do 21 roku życia pozostać w zakładzie poprawczym.
Sąd pierwszej instancji uwzględnił żądania oskarżyciela wobec H. i dziewczyny. Krystian B. został skazany na 15 lat.
W połowie 2012 roku proces wrócił na wokandę z powodu przyjęcia apelacji. Już na pierwszej rozprawie Krystian B. złożył oświadczenie: Nie mogę żyć, że wrobiłem niewinnego człowieka. Nieprawda, że H. mnie zastraszał, abym skłamał, mówiąc, że go przy mordowaniu K. nie było. Prawda jest taka, że H. tylko mi pomagał w związaniu jubilera. Potem wyszedł na ulicę, do samochodu.  Wtedy Andrzej K. zaczął się szarpać, więc tłukłem go butelką. Nie wiem, co się ze mną stało, że obwiązałem człowiekowi szyję kablem i zacisnąłem. Proszę o utrzymanie w stosunku do mnie wyroku i zmianę kwalifikacji prawnych wobec H. Przepraszam rodziców oskarżonego, a szczególnie Olę, która się na mnie zawiodła.
Sąd apelacyjny zmienił wyrok tylko w stosunku do Krystiana B. Zamiast 15 lat odosobnienia – 25.
Oskarżony zareagował na to atakiem furii. Podbiegł do sędziego, plunął w jego stronę bluzgając:  – Ty cwelu, siwy h… jeb…!
Gdy go wyprowadzała straż, uniósł dłoń w obscenicznym geście.
W aktach sądowych skazanego jest jego list z więzienia do Radosława H., pisany tuż po ostatniej rozprawie apelacyjnej. Nie dotarł do adresata.
„Siema Radek. Doskonale wiem, że ty nie zabiłeś Andrzeja, bo cię tam nie było. Mnie podkręcił adwokat, że ty masz status koronnego i nic ci nie zrobią. Psy to samo mówiły i dlatego na rozprawie w okręgowym przez lipo wygarnąłem ci to i zmieniłem zeznania. Ale na apelacji chciałem powiedzieć prawdę może za późno, ale chciałem. Wiem, że za to będę kiwał, ale ty nie. Jestem w stanie wystąpić w TV i ogłosić jak było. Wiem, że oszukałem sąd, ale Boga nie oszukam. Zrobię wszystko, aby cię uratować, bo to moja wina. Mam prośbę na mieście śmieją się, że się rozjebałem. Jeśli możesz napisz do P. , żeby wąchał gałę i nie wpierdalał się w nasze sprawy. Jeśli Bóg istnieje dopomoże, żeby wszystko było dobrze. Żeby siła prawdy dotarła do serc sędziów i wydali w twojej sprawie sprawiedliwy wyrok. Będę się modlił”.
Helena Kowalik

fot. Janusz Wójtowicz

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ