MILCZENIE WILKA

0
5.06.2015 Poznan Rogozno Norbert J podwojny morderca n/z Norbert J nie ma zgody na pokazanie wizerunku fot Przemyslaw Graf

Być może, gdyby ojciec nie był  wobec niego tak wymagający, to nigdy nie doszłoby do tej tragedii. Kto wie, czy w ogóle sięgnąłby po narkotyki, a w konsekwencji po nóż? Czy zabiłby bliskie sobie osoby?

W listopadzie 2013 roku, w jednym z domów jednorodzinnych w Rogoźnie, odkryto zwłoki dwóch kobiet. Od samego początku o ten czyn podejrzewany był 27-letni Norbert J., mąż jednej z ofiar.

Po zatrzymaniu przez policję, morderca odmówił zeznań. Policja, prokurator, mieszkańcy małego Rogoźna, ale również dziennikarze – zastanawiali się, jaki diabeł musiał wstąpić w młodego mężczyznę, że dopuścił się tak okropnej zbrodni.

Po badaniu przez psychologów i psychiatrów sądowych już wiemy, jaka tajemnica kryje się za tym morderstwem. Wszystkiemu winne są narkotyki. Ale, czy tylko one?

Syn marnotrawny

Rogoźno to małe miasteczko, oddalone o kilkadziesiąt kilometrów od Poznania. Tutaj wszyscy się znają. Gdy w Polsce pojawiły się problemy ze znalezieniem pracy, wielu mieszkańców wyjechało za granicę w poszukiwaniu szczęścia. Tutaj każdy w rodzinie ma kogoś za granicą. Ten, komu się poszczęściło, ściąga do siebie kolejne osoby.

Podobnie było w przypadku Norberta J. Pierwszy, w poszukiwaniu pracy wyjechał jego ojciec. Potem do pracy ściągnął swojego syna.

23-letni Norbert niczym nie wyróżniał się z tłumu rówieśników. Był przeciętniakiem, w szkole zawsze bez problemów przechodził z klasy do klasy, nie wyróżniał się w nauce. Dla jego ojca to było za mało. Przeciętność mu nie wystarczała. Na każdym kroku go ganił, za wzór stawiał drugiego syna. Norbert traktowany był jako ten gorszy, mniej przystojny, mniej inteligentny, mniej obrotny, mniej… wymieniać by długo.

Norbert bardzo kochał swojego ojca. Takie słowa szczególnie musiały go boleć, a gdy wspólnie pracowali za granicą i znowu usłyszał dobrze znane żale na swój temat, postanowił coś z tym zrobić.

Miał dość słuchania, że również w pracy jest do niczego. Ratunek znalazł w amfetaminie. Po jej zażyciu, pracował z podwójną energią i siłą. Tylko w ten sposób potrafił zaimponować swojemu rodzicowi. Biały proszek robił z niego najbardziej wydajnego pracownika. Gdy inni padali ze zmęczenia, on ciągle jeszcze pracował z niebywałą energią.

Ale narkotyki są okrutne. Owszem ojciec spojrzał czasem na syna łagodniejszym okiem, ale Norbert szybko wpadł w sidła uzależnienia. Organizm domagał się coraz większych dawek, i oczywiście pieniędzy na nielegalny środek.

Opętany przez nałóg

Ojciec zajęty prowadzeniem firmy nie zauważył, że z synem dzieje się coś złego. Zresztą chłopak bardzo krył się ze swoim nałogiem. Próbował prowadzić normalne życie. W czerwcu 2013 roku wziął ślub z Agnieszką J. i zamieszkał z nią w domu jej rodziców.

Młoda żona stała się dla niego znakomitą wymówką do częstych powrotów do Polski. Ojciec do rodzinnego miasta wracał rzadko. Za to syn często odbierał wypłatę i – tłumacząc się życiem rodzinnym – wracał na kilka dni do Rogoźna.

Oczywiście, znaczna część zarobionych pieniędzy przeznaczana była na narkotyki. Norbert nie panował już nad swoim życiem. Kiedy był na narkotycznym głodzie, stawał się agresywny. Dochodziło do częstych kłótni z żoną. Przez narkotyki zaczął zaniedbywać domowe obowiązki. Nie sprzątał po sobie, nie zmywał naczyń. Cały swój wolny czas poświęcał na zdobywanie narkotyków. Tylko one były dla niego ważne.

Agnieszka szybko odkryła tajemnicę męża. Próbowała go ratować, namawiała go na leczenie, ale on bagatelizował problem. Nigdy nie podjął próby wyjścia z nałogu. Biedna dziewczyna wstydziła się pójść do rodziców prosić o pomoc. Także podczas spotkań z  ojcem męża, milczała na temat jego uzależnienia. Widziała, jak trudne relacje ich łączą. Zapewne bała się, że ojciec – dowiedziawszy się na co syn przeznacza ciężko zarobione pieniądze – zwolniłby go z pracy.

Dom we krwi

Prawdopodobnie podczas jednej z rodzinnych awantur, Norbert posunął się o krok za daleko. Sięgnął po nóż i z zimną krwią zabił żonę i teściową. Widok zmasakrowanych ciał ostudził go, wpadł w panikę i postanowił uciec za granicę. Wsiadł w samochód i odjechał w stronę Berlina. Miał pecha. Morderstwo zostało bardzo szybko odkryte. Teść mordercy – zaniepokojony brakiem kontaktu z żoną a także z córką – poprosił sąsiadkę z domu obok, aby poszła sprawdzić, co się u nich stało.

Kobieta, przerażona tym co odkryła, zaalarmowała policję. Ciało 50-letniej Marii W. znajdowało się na parterze przy biurku z komputerem. Martwą Agnieszkę (23 l.) znaleziono w łóżku na piętrze. Dom wyglądał, jak przygotowany do kręcenia horroru. Wszędzie pełno śladów krwi. Widok był makabryczny.

Policja od razu zaczęła poszukiwać Norberta J. Wszystko wskazywało, że może on mieć związek z tą zbrodnią.

Tymczasem morderca uciekał przed siebie, byle dalej od krwawych wspomnień. Nie pomagały narkotyki, nie mógł skupić się na prowadzeniu auta. Pod Cottbus doprowadził do wypadku samochodowego. Wystraszony, zbiegł z miejsca zdarzenia. Poszkodowany kierowca zdążył jednak zapamiętać tablice rejestracyjne.

Informacja trafiła do polskich policjantów. Przejrzano zapisy z kamer na granicy. Teraz już było wiadomo, że podejrzany o podwójne morderstwo, uciekł z kraju.

6 listopada prokuratura komentując szczegóły tej zbrodni nie chciała jeszcze jednoznacznie wskazać winnego. Norbert J. ciągle był poszukiwany w sprawie o morderstwo, choć w serwisach telewizyjnych spekulowało się o jego winie.

Poszukiwany przez policjantów, zgłosił się kompletnie rozbity psychicznie do szpitala św. Jadwigi w Berlinie i zaskoczonym lekarzom obwieścił: – Potrzebuję fachowej pomocy, zabiłem dwie osoby.

Był po nieprzespanej nocy, po wypadku, do tego pod wpływem narkotyków. Lekarze, widząc jego dziwne zachowanie poinformowali policję.  Nie wiedzieli, czy mają do czynienia z mordercą, szaleńcem, czy też zwykłym narkomanem, który bredzi pod wpływem środków odurzających.

Wezwani policjanci zatrzymali pacjenta do wyjaśnienia. Szybko okazało się, że Norbert J. rzeczywiście jest poszukiwany przez polskich policjantów. Na podstawie europejskiego nakazu aresztowania – 20 listopada więzień został przekazany polskiej stronie. Niemieccy policjanci dowieźli go do Międzyrzecza, dalej pojechał już polskim radiowozem, prosto do aresztu na ulicy Młyńskiej w Poznaniu.

Milczenie mordercy

Norbert J. po przekroczeniu granicy zaczął milczeć. Odmówił zeznań, zarówno przed prokuratorem, jak i w sądzie.

Akt oskarżenia został sporządzony na podstawie dowodów zebranych na miejscu zbrodni oraz zeznaniach niemieckich lekarzy – będących świadkami przyznania się mordercy do winy.

Chłopak w sądzie milczał. Nie odpowiadał na żadne pytania.

W ustaleniu motywów zbrodni bardzo pomogły badania psychiatryczne, jakim został poddany w więzieniu. To właśnie wówczas opowiedział o swoich trudnych relacjach z ojcem. Przyznał również, że teściowa nim pomiatała, ciągle mu wypominając, że w życiu do niczego nie doszedł. Nawet nie ma mieszkania i musi przebywać w jej domu.

Badający go lekarze potwierdzili, że w momencie zbrodni był całkowicie świadomy swoich czynów. Dokładnie pamiętał przebieg zbrodni. Z olbrzymią precyzją potrafił odtworzyć przebieg zdarzeń, pamiętał każdy zadany cios i precyzyjnie opisywał miejsce, gdzie odłożył nóż po zbrodni.

W sądzie pojawiał się doprowadzany w eskorcie dwóch policjantów. Milcząco przyglądał się rozprawie. Na jego ustach często gościł dziwny uśmiech. Może dlatego dziennikarze uznali go za butnego i pozbawionego wszelkich uczuć.

Poniekąd mieli rację. Badający go biegły psycholog i psychiatra, stwierdzili u oskarżonego spłyconą uczuciowość wyższą. Nie rozumie on miłości, wartości społecznych, norm moralnych i wartości patriotycznych. Oczywiście trudno określić, czy jest to wynikiem uzależnienia od narkotyków, ale jednego lekarze byli pewni, w momencie popełniania morderstwa był całkowicie świadomy swoich czynów. W każdym momencie trwania uzależnienia, wiedział doskonale o możliwości leczenia, jednak nie skorzystał z niego. W szpitalu neurologicznym był tylko półtora dnia, po przedawkowaniu amfetaminy. Fakt ten skrupulatnie ukrywał przed rodziną, lecz mógł liczyć na wsparcie małżonki i rodziców przy walce z nałogiem.

Norbert J. w areszcie cynicznie wykorzystuje fakt, że został oskarżony o podwójne morderstwo. Pomiata i znęca się nad więźniami osadzonymi za lżejsze przestępstwa. Często z tego powodu musi zmieniać cele. Czyżby dopiero za kratami mógł udowodnić sobie, że jednak coś znaczy?

Historia Norberta J. pokazuje, jak narkotyki potrafią zniszczyć ludzką psychikę. Dla uzależnionego od nich człowieka nie ma rzeczy świętych. Nie liczy się żona, rodzina, życie.

Przemysław Graf

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ