To nie Romeo i Julia

0
2256
 Związek ten od początku nie miał dobrych perspektyw. Choć uczucie między tymi dwojga wybuchało gwałtownie, to ich relacje były bardzo burzliwe i zakończyły się tragicznie. I choć Dariuszu popełnił samobójstwo na zwłokach Natalii, to próżno tu szukać innych analogii z  Romeo i Julią. To historia całkowicie pozbawiona romantyzmu.
W 2016 roku 31-letni Dariusz K. poznał 21-letnią Natalię Z. Miało to miejsce  w Trzebnicy koło Wrocławia. Spotkali się w sposób przypadkowy: – Poprzez znajomych, na ulicy – przypominała w Prokuraturze Rejonowej w Trzebnicy siostra Natalii.
Natalia Z. należała do atrakcyjnych kobiet i Dariusz K. od razu zwrócił na nią uwagę. A że Dariusz K. był przystojnym mężczyzną, zaczęli się z sobą spotykać. Ich związek zdawał się być burzliwy, gdyż Natalia Z. zauważyła, że jej partner nie stroni od alkoholu, nadużywa różnego rodzaju wzmacniaczy i nie obce są mu również narkotyki.
Zaczepliwy i agresywny
 – Jego zachowanie w domu rodziców Natalii Z., gdy odwiedzał dziewczynę, też budziło wiele zastrzeżeń rodziców 21-latki – przypomina prokurator Piotr Konsur z Prokuratury Rejonowej w Trzebnicy.
Dariusz K. bywał zaczepliwy i agresywny, i dawał wszystkim wokół do zrozumienia, że jest bardzo zazdrosny o Natalię Z. 21-latka najpierw ustępowała. Ale w końcu rodzice dziewczyny nie chcieli więcej widzieć u siebie w domu tego mężczyzny.
On tymczasem nadal nie zmieniał swego postępowania.
– Przecież on zażywa narkotyki, co widać po nim – ostrzegali córkę rodzice.
Natalia Z. rzeczywiście zaczęła się na dobre zastanawiać nad dalszym związkiem z Dariuszem. Raz zrywała, a potem znowu się spotykali. Zaszła w końcu w ciążę. O żadnym ślubie mowy jednak być nie mogło, gdyż sprzeciwiali się temu kategorycznie rodzice 21-latki. A i ona sama widziała już, że dalsza znajomość z Dariuszem K. nie ma sensu. I zdecydowała wtedy, iż rozstanie się nim ostatecznie. I będzie wychowywała dziecko z pomocą rodziców.
Dariusz K. tymczasem dnie zamierzał ustępować. Nadal zamierzał odwiedzać Natalię. I zaczął nachodzić ją w jej domu. Żądając stałego widzenia się z dzieckiem.
– Trudno dziś określić, czy robił tak z prawdziwej miłości do dziecka, w co można nieco wątpić, czy jedynie dlatego, aby mieć pretekst do spotykania z Natalią Z. – zastanawiają się w prokuraturze.
W każdym razie rodzice Natalii Z. mieli już dość 31-latka ze względu na  jego agresywne zachowanie i  za niepokój, który wniósł do ich domu. Nic też nie wskazywało, aby się zmienił i był dobrym ojcem dla swego dziecka.
Dariusz K. tymczasem nadal nagabywał dziewczynę. Latem 2018 roku niemowlę miało już ponad pół roku, a jego ojciec nie ustępował. Chciał nawet wrócić do Natalii Z., która zdecydowała już kategorycznie, że definitywnie zerwie z nim znajomość.
Był 4 czerwca 2018 roku.  Centrum Trzebnicy –  ulice św. Jadwigi i Kościelna. Zwężenie, i mały zielony skwer.
– Dziś już nikt nam nie powie, czy umówili się w tym miejscy, czy on ją śledził – zastanawia się prokurator Konsur.
Umarł leżąc na niej
Sprzedawca sklepu z artykułami dziecinnymi zeznawał potem, że 21-latka weszła do jego sklepu: – Było chyba przed 11. – relacjonował policji. – Zajrzała, aby kupić coś dla dziecka, jakieś ubranko. Ostatnio często  do mnie zaglądała i kupowała dla niemowlaka jakieś drobiazgi.
Położyła na ladzie sklepowej swój telefon komórkowy i coś przeglądała w rzeczach dla dziecka.
– Wtedy on wszedł do sklepu – relacjonował sprzedawca. – Od razu podszedł do niej i z lady zabrał  jej telefon, po czym nic nie mówiąc  wyszedł ze sklepu. Zapłaciła od razu za coś, co kupiła, już nie pamiętam, co to było, po czym szybko za nim wybiegła  – wyjaśniał sprzedawca. – Słyszałem jeszcze, jak za nim wołała: „Nie wygłupiaj się, co robisz, oddaj mój telefon!”
– Widocznie chciał sprawdzić jej esmesy – sugeruje prokurator.
Potem zdarzenia relacjonowali już inni świadkowie, mieszkańcy sąsiadujących ze skwerem wysokich budynków. Podbiegali do okien, gdy słyszeli przeraźliwe krzyki młodej, broniącej się przed oprawcą kobiety. Dramatyczna scenę widział również jeden z przechodniów, który znajdował się w tym zwężeniu, w pewnej odległości od  Natalii W. i nie mógł w porę ruszyć kobiecie z pomocą.
– Tak błyskawicznie się to wszystko działo – dodawał ów świadek.
– To był przerażający widok z daleka  – mówili inni.
Gdy Natalia Z. wybiegła za Dariuszem K. ze sklepu, i do niego dobiegła, odwrócił się do niej natychmiast przodem.
– Jak się potem okazało, trzymał już w ręku długi nóż kuchenny, który zabrał ze sobą z domu – analizowała sytuację policja.
Nikt z przechodniów nie widział tego noża, gdy Dariusz K szedł z nim przez ulice miast.
– Widocznie gdzieś go ukrył, i na pewno chciał nim zabić Natalię Z.
Zadawał mocne ciosy. Nóż był bardzo ostry. Gdy bił nim i ciął dziewczynę, ostrze przebijało ręce 21-latki, kalecząc równocześnie głęboko pozostałe części jej ciała, które starała się osłonić właśnie rękoma.
– Zadał ponad 10 ciosów, trafiając dziewczynę w policzek, ramię, podudzie, klatkę piersiową, szyję. Resztkami sił uciekając przed napastnikiem przebiegła może jeszcze z 15 metrów.  I upadła. Martwa.
Podbiegł do niej, nachylił się nad nią, i spojrzał. A potem zadał sobie ciosy nożem w szyję i zdołał jeszcze przed śmiercią położyć się na nieżyjącej już Natalii Z. Po czym zmarł z gwałtownego wykrwawienia.
– Tacy współcześni Romeo i Julii z Trzebnicy – powtarzali potem niektórzy ze świadków tej bez wątpienia tragicznej historii.
– U Dariusza K. biegli stwierdzili w ciele różnego rodzaju środki odurzające, którymi raczył się stale 31 latek – dodaje Piotr Konsur. – Między innymi marihuanę, amfetaminę, diazepam i różne dopalacze.
– Wprawdzie nie były to duże stężenia, ale taki „koktajl” mógł odebrać człowiekowi rozum – oznajmił potem jeden z biegłych.
Matka Natalii Z. oskarżała nieżyjącego już Dariusza K, że handlował narkotykami. Matka Dariusza K. broniła syna. Policjanci i prokuratura potwierdziła, że 31-latek był na bakier z prawem. Był nawet karany w 2011 roku, co mógł zataić przed Natalią K., gdy się poznali. Ale tych dawnych jego spraw kryminalnych  nie prowadziła wtedy trzebnicka prokuratura. Jeszcze nie dotarła do Trzebnicy karta historii odsiadek 31-latka. Ale prawdopodobnie miał wyrok za handel narkotykami z 2010 roku, i trafił za kratki. Wielokrotnie w swym życiu wszczynał różne bójki oraz w różnych sytuacjach, szarpał się z policjantami.
– Choć czynności jeszcze trwają, z powodu śmierci zabójcy sprawa ta zostanie umorzona – informują w prokuraturze.
Wysyp  nożowników
 Nie minęło pół roku, gdy niemal w tym samym miejscu, w samym centrum Trzebnicy, 26 października 2018 roku, kolejny mężczyzna zaatakował na ulicy nożem kuchennym kobietę.  Tym razem 35- letni Hubert Z. swą żonę, 36-letnią Magdalenę Z.
Rozstali się w tym roku, ale mąż chciał aby żona do niego wróciła. Nie chciała, więc na początku października tego roku wtargnął do jej mieszkania. Zniszczył jej drzwi wejściowe i zdewastował kuchnię. Ledwo się go pozbyła. Postanowił więc tym razem zaskoczyć kobietę na ulicy. Zaczaił się na nią koło solarium, w centrum, do którego często zaglądała. Zabrał ze sobą nóż. Gdy na nią napadł, kobieta zdołał uciec do solarium. On jednak ruszył za ni.  I zrobiło się w zamieszanie.  Obecne w  solarium kobiety krzyczały przerażone, a Hubert Z. powalił żonę na posadzkę i zaczął jej zdawać ciosy nożem. Ciął ją w klatkę piersiową, bark i ręce, gdy się nimi zasłaniała. Ranił w szyję, próbował trafić kobietę w brzuch.
Wszystko działa się bardzo szybko. I kobieta zginęła by niechybnie, gdyby nie natychmiastowa interwencja dwóch przypadkowych mężczyzn, którzy przechodząc obok solarni widzieli, jak Hubert Z. z nożem w ręku wpada za swą małżonką do solarium.
W stanie ciężkim kobieta trafiła do szpitala. Opatrzono również jednego z dwóch mężczyzn. Rzuciwszy się kobiecie z pomocą, został ugodzony nożem . w plecy przez rozjuszonego Huberta Z.
– Kobieta zdrowieje, mężczyznę zaraz opatrzono –  dodają w trzebnickiej prokuraturze. – A Hubertowi Z. z tego wszystkiego grozi dożywocie.
Roman Roessler
 
 

 

 

 

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ