Morderstwo w filharmonii

0
693

„Odeszłaś o całe życie za wcześnie” – napisali w nekrologu bliscy 25 -letniej Victorii Anny Jankowskiej, harfistki z Warszawy. W marcu minionego roku, piękna i utalentowana studentka Uniwersytetu Muzycznego im. Fryderyka Chopina została brutalnie zamordowana w gmachu Filharmonii Dolnośląskiej w Jeleniej Górze. Zginął też ochroniarz. Właśnie rusza proces mordercy – to Michał M., pracownik techniczny filharmonii.

Prokuratura oskarżyła 30-letniego Michała M. m.in. o podwójne morderstwo i rozbój. Krótko po północy, 8 marca 2013 r., w gmachu jeleniogórskiej filharmonii w wyjątkowo brutalny sposób zabił śliczną harfistkę oraz 59-letniego Pawła K., pracownika ochrony. Artystka i ochroniarz nie znali się wcześniej, ale los w okrutny sposób skrzyżował ich drogi na zawsze.

Zabijał z premedytacją

Proces mordercy powinien rozpoczął się po niespełna rocznym śledztwie – 14 lutego 2014 roku w Sądzie Okręgowym w Jeleniej Górze. Nie mogliśmy jednak przedstawić relacji z rozprawy. Razem z aktem oskarżenia, prokuratura wysłała bowiem do sądu wniosek o utajnienie całego procesu. Nie tylko przez wyjątkowo okrutny charakter działania sprawcy, ale – przede wszystkim – ze względu na prośbę mamy zamordowanej Victorii Anny Jankowskiej.

morderstwo-w-filharmonii-sa-zarzuty-1

– Od samego początku śledztwa, matka ofiary zastrzegła bowiem, abyśmy nie ujawniali opinii publicznej szczegółów dotyczących zabójstwa jej ukochanej córki – mówi prokurator Violetta Niziołek z Prokuratury Okręgowej w Jeleniej Górze.

Dlatego informacji od organów ścigania nie ma wielu. Tylko te najważniejsze.

– Michał M. przyznał się do popełnienia obu zabójstw. Złożone przez niego wyjaśnienia są w dużej mierze zbieżne z ustaleniami prokuratury – mówi prokurator Niziołek.

– Proces w dużym stopniu  oprze się o opinie biegłych. Obydwoje świadkowie przecież nie żyją – dodaje sędzia Andrzej Wieja z Sądu Okręgowego w Jeleniej Górze.

A ekspertów prokuratura powołała cały sztab: od tych z zakresu medycyny sądowej, przez  znawców daktyloskopii, biologii czy genetyki, po psychologów i psychiatrów. Jak ustaliliśmy, jedna z opinii ma ponad sto stron! A biegli psychiatrzy nie mają wątpliwości: w chwili, gdy Michał M. zabijał swoje ofiary, był w pełni poczytalny. Pozbawił ich życia z premedytacją i bestialsko.

– Po raz pierwszy, w swojej trwającej ponad 35 lat  pracy zawodowej, spotkałem się z tak brutalnym sposobem działania sprawcy – mówił sędzia Andrzej Wieja.

Szczegółów, dotyczących postępowania mordercy, nie można jednak ujawnić.

Bardzo kochała życie

Co stało się w jeleniogórskiej filharmonii tamtej nocy, która miała za kilka godzin zamienić się w miły Dzień Kobiet, a stała się nieopisanym koszmarem? Ze szczątków informacji trudno odtworzyć  dokładny  bieg zdarzeń. Nie ulega jednak wątpliwości, że tamten Dzień Kobiet miał być dla ślicznej Victorii czasem, na który czekała. Z radością przyjęła bowiem zaproszenie, aby gościnnie wystąpić w Jeleniej Górze. Miała – razem z orkiestrą – zagrać  w koncercie organizowanym przez filharmonię, właśnie z okazji Dnia Kobiet.

victoria2
Mariusz Moćko i Victoria Anna Jankowska często występowali w duecie /fot. Mariusz Moćko

– Rozmawialiśmy o tym przez telefon. Victoria tak bardzo się cieszyła z tego koncertu! Dla niej to było kolejne wyzwanie i zarazem uczta duchowa. Ona kochała grę na harfie i grę w orkiestrze – mówi Mariusz Moćko, flecista, z którym Victoria często występowała na scenie, a prywatnie byli dobrymi przyjaciółmi.

Dziewczyna uwielbiała artystyczne wyzwania, była ciepła, uśmiechnięta. Nikomu z jej bliskich  nawet przez myśl nie przeszło, że nie dożyje wyczekiwanego koncertu.

 – Najsmutniejsze jest to, że Victorii nie powinno  tam być! – mówi Mariusz Moćko – Z tego, co wiem, pojechała do Jeleniej Góry w zastępstwie za innego harfistę.

Muzyk znał Victorię bardzo dobrze, ogromnie lubił i cenił.

– Bo Victoria to był taki diamencik… Była bardzo ambitną i serdeczną osobą. Kiedy tylko miałem jakiś problem, zawsze mi pomagała. Niesamowite w niej było to, że była bardzo rezolutna, inteligentna i posiadała ogromną wiedzę, którą mi imponowała – mówi Mariusz Moćko.

I opowiada: – Ona tak bardzo kochała życie! Uwielbiała podróżować, poznawać nowe kultury. Marzyła o podróży do Ameryki Łacińskiej, więc swoją determinacją doprowadziła do tego, że pojechaliśmy tam na koncerty! Ona była taka, że gdy już coś zaczynała robić, to zawsze doprowadzała  to do końca. W jej życiu nie było spraw niepotrzebnych, niedokończonych. Jednocześnie była bojaźliwa i ostrożna, więc zawsze otaczała się ludźmi bezpiecznymi, wykształconymi. Dlatego, choć od jej śmierci minął prawie rok, ja wciąż nie mogę uwierzyć w to, co się stało – mówi przyjaciel Victorii.

Hazard i alkohol

W 2013 roku Dzień Kobiet wypadał w piątek. Victoria przyjechała z Warszawy do Jeleniej Góry już w środę. Zamieszkała w jednym z gościnnych pokoi w budynku filharmonii, na pierwszym  piętrze.

W czwartek miała próbę z orkiestrą. Michał M. też tam był. Ustawiał krzesła, nosił kable. Robił to, co należało do jego obowiązków pracownika technicznego. Ale patrzył też na piękną harfistkę.

indeks

– Na nią trudno było nie zwrócić uwagi! Była śliczna i miała mnóstwo uroku. Biło od niej ciepło, a jednocześnie była spokojna, grzeczna – mówi  jeden z muzyków, który uczestniczył w tamtej próbie. Według jego relacji, dziewczyna wywarła na Michale M. ogromne wrażenie. W pewnej chwili miał nawet usiąść w pierwszym rzędzie i wpatrywać się w nią jak w obrazek.

Filharmonia opustoszała po próbie dopiero wieczorem. Muzycy wrócili do domów, Victoria poszła do swojego pokoju. Ponoć zadzwoniła stamtąd do mamy. Była jedynaczką i łączyła ją z matką bardzo silna więź. W czasie tej ostatniej w życiu rozmowy z matką była pogodna, zadowolona.

Michał M.  przebywał w tym czasie w barze. Takim z automatami do gry. Tajemnicą poliszynela było bowiem to, że mężczyzna od lat tkwił w szponach hazardowego nałogu. Ponoć, właśnie próba uwolnienia się od hazardu, miała być jedną z przyczyn, dla których kilka lat wcześniej przeprowadził się do Jeleniej Góry z rodzinnego Wrocławia. Mówiący biegle po włosku, mężczyzna znalazł z ogłoszenia pracę w filharmonii, zmienił  otoczenie, zakochał się w kobiecie, z którą zamieszkał. Nowe życie i nowe środowisko nie pomogły mu jednak w terapii. Szybko stał się  stałym bywalcem knajp, w których stały automaty. Lubił też wypić i bywał  bardzo nerwowy.

– Policja interweniowała kiedyś w jednym z lokali, w którym Michał M. wszczął awanturę –  potwierdza podinspektor Edyta Bagrowska z jeleniogórskiej policji.

Jednak tzw. kartotekę miał czystą. Nie był karany.

Wieczorem, 7 marca, znowu grał – w barze nieopodal filharmonii. Pił też alkohol. Wyszedł stamtąd około północy i skierował się do miejsca pracy. Nieoficjalnie wiadomo, że nocował tam czasem, w pokojach gościnnych. Tamtej nocy spać jednak nie poszedł…

Znaleźli dwa ciała

Pracownicy filharmonii, którzy przyszli rano do pracy, nie mogli dostać się do budynku. Drzwi były zamknięte, a  Paweł K., lubiany przez nich pracownik ochrony, nie reagował na pukanie. W końcu wezwano Straż Pożarną. Strażacy wyważyli drzwi. To, co ujrzeli w środku, było wstrząsające.

Na podłodze dyżurki – w kałuży krwi – leżały dosłownie zmasakrowane zwłoki Pawła K., ochroniarza. Mężczyzna pilnował filharmonii od kilku dopiero miesięcy.

– Dusza człowiek – mówiono o nim, bo był dobry i życzliwy. Właśnie czekał na narodziny wnuka.

Strażacy wezwali policję. Funkcjonariusze szybko odkryli kolejny, makabryczny fakt. W pokoju na pierwszym piętrze było ciało młodej harfistki. Dziewczynę przed śmiercią m.in. związano i zakneblowano.

– Usłyszałem o tych wydarzeniach z mediów. Pomyślałem, że to na pewno nie o  Victorię chodzi, że to musi być jakaś pomyłka. Przecież moja przyjaciółka była zawsze bardzo ostrożna i starała się przewidzieć każdy ruch! – Mariusz Moćko nie kryje emocji.

Ale to nie była pomyłka.

Policjanci szybko wytypowali podejrzanego. Nie tylko dlatego, że kamery monitoringu nagrały, jak Michał M. wchodził w nocy do budynku. Oprawca zostawił też na miejscu zbrodni kurtkę. Błyskawiczne czynności śledcze spowodowały, że kilkanaście godzin później,  w pociągu relacji Katowice-Kraków, mundurowi zatrzymali Michała M. Był tak zaskoczony, że nie stawiał oporu.

Jaki był motyw?

Mężczyzna  przyznał się do zamordowania dwóch osób.

– Motyw tej zbrodni jest złożony i nie jest jednoznaczny, ale nie mogę udzielić na ten temat szerszej odpowiedzi – mówi prokurator Violetta Niziołek.

Znów więc pozostają domysły. Czy Michała M. popchnęła do morderstwa fascynacja śliczną harfistką? Czy rozochocony alkoholem postanowił nawiązać z nią bliższą znajomość, a jej odmowa doprowadziła go do szału?  Takiego, że aż zabił?  Nie tylko ją, ale i ochroniarza, który stał się niewygodnym świadkiem? A może chodziło o coś zupełnie innego – nie o wdzięki młodej kobiety, a o jej… portfel? Według znawców ludzkiej psychiki, hazard to przecież najstraszniejszy z nałogów, który potrafi zabić w człowieku wszelkie zasady, byle tylko udało się zdobyć pieniądze na kolejną grę. Wszak jeden z prokuratorskich zarzutów dotyczy przecież rozboju.

513b6d22dd8f5_o

Osobną kwestią pozostaje to, jak Michałowi M. udało się wejść w nocy do budynku filharmonii. Czy rzeczywiście czasem tam nocował i życzliwy ochroniarz, nie spodziewając się niczego złego, po prostu wpuścił kolegę z pracy? W tej sprawie toczy się odrębne  postępowanie prokuratury.

– Mama Victorii złożyła zawiadomienie o niedopełnieniu obowiązków przez dyrekcję filharmonii. Jej zdaniem, dyrekcja,  godząc się na przebywanie pracowników w gmachu po godzinach pracy, naraziła jej córkę na utratę życia. Prowadzimy dochodzenie – mówi prokurator Niziołek.

Jednak Zuzanna Dziedzic, dyrektorka filharmonii, odmówiła rozmowy z nami.

Odpowiedzi na wiele pytań na zawsze pozostaną tajemnicą.  Przecież jedynym żyjącym świadkiem, koszmaru tamtej marcowej nocy, jest  morderca. Grozi mu dożywocie. Jak ustaliliśmy, właśnie o taki wymiar kary wnioskuje prokuratura.

– On nie jest człowiekiem. Nigdy nie wybaczę mu tego, co zrobił. Niestety, w tym przypadku nie stać mnie na taki dar, jak przebaczenie. A Victoria  na zawsze pozostanie w moim sercu i pamięci – mówi Mariusz Moćko.

Sąd Okręgowy w Jeleniej Górze utajnił nie tylko proces, ale również uzasadnienie wyroku. – M. częściowo przyznał się do zarzucanych mu czynów – mówił dziennikarzom prok. Sebastian Ziembicki. Według mediów biegli powołani w sprawie wskazywali, że M. ma nieprawidłową osobowość, ale w chwili zbrodni był poczytalny i działał w sposób zaplanowany.

Michał M. został ostatecznie skazany na dożywocie. Sąd Najwyższy oddalił kasację obrońcy w tej sprawie.

Decyzja SN oznacza, że ostateczna jest wymierzona Michałowi M. przez niższe instancje kara dożywotniego więzienia, z możliwością ubiegania się o warunkowe zwolnienie dopiero po 40 latach, a nie – jak zazwyczaj w takich przypadkach – po 25 latach

Edyta Golisz

 

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ