SEKS ZAPŁATĄ ZA POMOC

0
Katarzyna twierdzi, że została zgwałcona przez policjanta, który pomagał jej, gdyż była uwikłana w przestępstwa gospodarcze. Seks miał być zapłatą za tę pomoc. Policjanta zatrzymano i postawiono mu zarzuty. Kobieta – ujawniając swój wizerunek – zamieściła w Internecie apel do innych kobiet, które mógł skrzywdzić policjant. Przy okazji opisała łączące ją z funkcjonariuszem relacje.

33-letnia Katarzyna P. z Będzina zamieściła dramatyczny apel na YouTube. Oświadczyła w nim, że została zgwałcona przez nadkomisarza Mariusza K. – policjanta z wydziału do walki z przestępczością gospodarczą Komendy Powiatowej Policji w Będzinie. O sprawie poinformowała też Biuro Spraw Wewnętrznych katowickiej policji.

Publicznie zaapelowała, aby zgłaszały się inne poszkodowane przez policjanta kobiety. Mówiła, że nie dba już o własne życie, że nie ma się już o co bać. Boi się jedynie, aby policjant nie wywinął się sprawiedliwości. Miała łzy w oczach, gdy o tym opowiadała.

Na Allegro i na blogu

Następnego dnia, blisko 50-letni nadkomisarz Mariusz K. – policjant z 24-letnim stażem pracy – został zatrzymany i usłyszał zarzuty.

Jak się okazuje, sprawa sięga 2013 roku. Wówczas Katarzyna P. była oskarżona o oszustwo internetowe na Allegro. Broniła się jednak, że to nie ona jest winna. Bowiem swoje konto na Allegro użyczyła koleżance, która okazała się wobec niej nielojalna. I na jej konto robiła przekręty.

Jednak ani policja, ani prokuratura nie uwierzyły w jej wersję wydarzeń.

– Katarzyna P. otrzymała już trzy wyroki i jeszcze do dziś trwają czynności przy niektórych sprawach – mówi „Reporterowi” Monika Jankowska, zastępca Prokuratora Rejonowego w Będzinie – Wobec niej toczy się obecnie pięć postępowań.

Do będzińskiej policji, jak się okazuje, nadal przychodzą zawiadomienia o oszustwach na Allegro sprzed trzech lat.

W związku z trwającym przeciwko Mariuszowi K. Śledztwem, byłoby nam niezręcznie wypowiadać się na temat Katarzyny P. – powiedział podkomisarz Paweł Łotocki, oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Będzinie.

Katarzyna P. ma swojego bloga. Na którym opisuje to, co się wydarzyło.

Jej wersja jest taka, że do zdarzenia doszło w 2013 roku, a ona stała się biernym współsprawcą przestępstwa gospodarczego.

Cała ta sytuacja przytłoczyła ją. Gdy funkcjonariusze policji sugerowali, aby przyznała się do czegoś, czemu nie była winna, pojawił się on – nadkomisarz Mariusz K. Określała go na blogu raczej w formie ironicznej: wybawca, ostatni sprawiedliwy…

Rzekomo Mariusz K. obiecał jej pomoc. I przystąpił do działania. Na początek przesłuchał wszystkich świadków związanych ze sprawami Katarzyny. Sprawiał wrażenie, że zależało mu, aby pomóc kobiecie.
– Nie wiedziałam jeszcze wtedy, za jaką cenę – mówi dziś Katarzyna P.
Nie pierwsza, nie ostatnia
Na swoim blogu Katarzyna P. stwierdza, że w wyniku wszystkich tych stresów, które przeszła, i psychicznego wyczerpania, w maju 2013 roku poroniła. Nie chciało jej się po tym żyć. Zamierzała jednak oczyścić swoje dobre imię. W czym miał jej właśnie pomagać Mariusz K.
On sprawdzał tropy i nieustannie powtarzał Katarzynie, że naraża swoją zawodową reputację i pozycję.
W grudniu 2013 roku potrzebne jej były dane pewnej osoby, do których Mariusz jako policjant mógł mieć dostęp. Zwróciła się więc do niego o pomoc.
Twierdzi, że wówczas 12-letni syn Mariusza K. miał w szkole wywiadówkę, i zaraz po wywiadówce policjant przyjechał do niej.
Poprosił, aby wsiadła do samochodu. Potem ruszyli. Pytała, gdzie jadą. Odpowiedział, że niedaleko, w ustronne miejsce, w którym nikt ich nie zobaczy. Przestraszyła się. Zatrzymał się 300 metrów dalej, za terenem zabudowanym, w miejscu odludnym.
Co się potem wydarzyło, Katarzyna P. opisuje na swoim blogu: „Nie znałam wcześniej takiego uczucia i sama myśl, że moje ciało nie reaguje na to, co podpowiada intuicja, była dla mnie przerażająca. Kiedy powiedział, że za te informacje, które ma dla mnie, mam mu zrobić loda, poczułam odruch wymiotny”. Zbuntowała się i głośno, wyraźnie i zdecydowanie powiedziała: – Nie! Nie, nie chcę tego robić! Nie zmusisz mnie do tego.

Nie chciała już od niego pomocy. Żadnej. Ale on  nie ustępował, mówił, że ma znajomości i ją zniszczy: – Nie jesteś tu pierwsza i  nie ostatnia – oznajmił.

I wtedy przemogła się i zmusiła. I, jak piszę, zrobiła policjantowi „dobrze”. A on, trzymając ją mocno za włosy, tylko mruczał:  – Jeszcze głębiej. Do jajeczek.

Strach był silniejszy

Dlaczego tak długo zwlekała ze zgłoszeniem gwałtu?

 – Pewnie się bała – usłyszałem od jednego z policjantów.

Do będzińskiej prokuratury dotarła informacja, że Katarzyna P. opowiada, że dzięki Mariuszowi K., w będzińskiej prokuraturze umorzono jedną ze spraw toczących się przeciwko niej.

– To jakaś bzdura – stwierdza jednoznacznie prokurator Monika Jankowska – Umorzenie sprawy, to jeszcze nie jej zakończenie. Jeżeli pojawiają się nowe fakty, taka sprawa zostaje natychmiast wznawiana. Bezpodstawnie nikt nie umarza prowadzonego śledztwa. Poza tym, nikt z prokuratorów na własna rękę nie odważyłby się na umorzenie takiej sprawy. I nie sadzę, nie wyobrażam sobie, aby którykolwiek z policjantów mógł o coś podobnego prosić prokuratora. Tymczasem Mariusz K. ma swoje problemy. Złożył obszerne wyjaśnienia i otrzymał dozór policyjny. Został również zawieszony w czynnościach. Grozi mu do 12 lat więzienia.
– Mariuszowi K. postawiono osiem zarzutów – mówi Agata Słuszniak, Prokurator Rejonowy z Tych, prowadząca śledztwo – W tym popełnienie przestępstwa przeciwko Katarzynie P., czyli zarzut doprowadzenia do obcowania płciowego. Kolejny zarzut to przywłaszczenie cudzego dokumentu tożsamości. Pozostałe zarzuty dotyczą przekroczenia uprawnień.
Podinspektor Aleksandra Nowara, rzecznik śląskiej policji, jest ostrożna w wypowiedziach: – Nie komentujemy śledztwa, póki nie zostanie zakończone – mówi – Pod kątem ewentualnego przekroczenia uprawnień i zmuszania do innych czynności seksualnych, sprawą nadal zajmuje się Biuro Spraw Wewnętrznych katowickiej policji.
Rafał Jankowski, I wiceprzewodniczący i jednocześnie rzecznik prasowy ZW NSZZ Policjantów Województwa Śląskiego, podkreśla, że policjanci stają się ostatnio ofiarami częstych pomówień: – Poczekajmy, co przyniesie dalsze śledztwo.
– Śledztwo potrwać może nawet kilka miesięcy – dodaje prokurator Słuszniak.
Roman Roessler
 
Katarzyna P. zaapelowała, aby zgłaszały się inne kobiety poszkodowane przez policjanta

Fot. z bloga Katarzyna P.

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ