Na osiedlu Koszutki, w Katowicach 61-letnia kobieta przez dwa miesiące mieszkała ze zwłokami 64-latki. Spędziła z nimi Boże Narodzenie Do zdarzenia niemal w samym centrum miasta.

- Trudno w to uwierzyć - wspomina mieszkanka tego dwupiętrowego bloku, w którym rozegrał się dramat. - Od świąt Bożego Narodzenia jeden z naszych lokatorów nie widział obydwóch starszych pań. Często spotykał je na korytarzu. Wychodziły razem na zakupy, były nierozłączne. Pukał nawet kilka razy do ich drzwi. Ale nikt nie odpowiadał. Więc w połowie lutego zaniepokojony powiadomił policję.

Nieruchoma w fotelu

Przy ul. Katowickiej zrobiło się zamieszanie, gdy pod numer 58a podjechali - powiadomieni o zaginięciu dwóch kobiet – funkcjonariusze policji. Panie mieszkały na parterze. Policjanci weszli do klatki schodowej i zapukali do drzwi. Nikt im nie otworzył. Zapukali więc raz jeszcze. Znowu bez efektu. Na klatce schodowej zaroiło się gęsto od sąsiadów. Policjanci nadal dobijali się do drzwi . Też bez rezultatu. Skoro mieszkanie znajdowało się na parterze, a parter miał niecałe półtora metra wysokości, funkcjonariusze postanowili sprawdzić przez okno, co się dzieje w środku. Zatem jeden z nich wszedł na okienny parapet.

- Zobaczył siedzącą w fotelu starszą kobietę - wspomina tamto wydarzenie asp. Sebastian Imiołczyk, wtedy pracownik biura oficera prasowego komendy policji w Katowicach. Drugiej osoby nie było widać. Policjant zapukał w okno. Jednak kobieta nie reagowała. Nawet nie odwracała głowę w jego stronę.

Nadal siedziała sztywno w fotelu, a policjanci byli przekonani, że kobieta nie żyje.

Nie wzywano straży pożarnej: - Udało się otworzyć uchylone okno i policjanci weszli do pokoju - przypomina aspirat.

Przez to okno policjanci weszli do mieszkania./ fot Roman Roessler

Wtedy kobieta drgnęła. Żyła. Ale nadal siedziała bez ruchu, nie reagując na to, co się wokół niej działo. Na pytania funkcjonariuszy odpowiadała zdawkowo, albo w ogóle się nie odzywała.

- Zachowywała się, rzeczywiście, dość dziwnie - wspominają tamtą akcję uczestniczący w niej funkcjonariusze. Kobieta siedziała na fotelu blisko łóżka, na którym znajdowała się sterta pościeli i koców. Narzucone na łóżko wyraźnie coś przykrywały.

- Po pokoju rozchodził się fetor typowy dla rozkładających się zwłok - podkreślali policjanci.

Zaczęli więc szybko zrzucać z łóżka stertę koców i pościeli. Wtedy ukazały się zwłoki w rozkładzie.

Kobieta siedząca w fotelu nadal milczała. Nawet nie drgnęła. Widać było, że znajdowała się w jakimś przeciągającym się, przygnębiającym szoku.

- Ciało było w znacznym rozkładzie, skoro prokurator miał trudności nawet z ustaleniem płci zwłok leżących na łóżku - przypomniał Sebastian Imiołczyk.

- Nieżyjącą okazała się 6-letnia właścicielka mieszkania - mówi Maria Górecka, prokurator Prokuratury Rejonowej Katowice - Wschód. - Jak stwierdzono w trakcie obdukcji, kobieta ta zmarła z sposób naturalny, i w terminie zbliżonym do tego, który podawała w zeznaniach 61 -latka.

Święta z trupem

W trakcie przesłuchania, gdy szok minął, 61-latka stała się bardziej rozmowna. Nie posiadała własnego mieszkania, nigdzie też nie pracowała i właściwie była osobą bezdomną. Nie miała też dzieci ani męża. Miała jedynie brata, z którym praktycznie nie utrzymywała kontaktów, tak przynajmniej zeznawała. Nieżyjąca kobieta była pomocą kuchenną. Poznały się wiele lat temu. I to 64-latka, również bez męża i dzieci, miała zaproponować, nowej znajomej by zamieszkały razem. Razem spędzały wszystkie dni. Aż do owego feralnego grudniowego dnia, 2016 roku. Wtedy kobieta zasłabła, i wkrótce później zmarła. Jej lokatorka przestraszyła się tego. Milczała jednak, nikogo o śmierci gospodyni nie informując.

Święta Bożego Narodzenia 2016 roku 61-latka spędziła ze zmarłą w mieszkaniu.

- Nie miałam z czego żyć - zeznawała w prokuraturze - Korzystałam z jej renty. Nie chciałam też stracić dachu nad głową - wyjaśniała, dlaczego nie zgłosiła nikomu śmierci 64-latki.

- Ta kobieta nigdy nie korzystała z pomocy opieki społecznej, ani nie pobierała z opieki społecznej żadnych kwot - informuje Ewa Biskupska, rzecznik prasowa UM w Katowicach.

- Natomiast zagarnęła trzy renty zmarłej - przypomina prokurator. - Na łączną kwotę ponad 3 tys. zł. Będzie odpowiadała za oszustwo.

- Kogo oszukała, skoro jej znajoma nie żyje?

- Oszukała państwo. – odpowiada prokurator i przypomina: „Kto, w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, doprowadza inna osobę do niekorzystnego rozporządzenia własnym lub cudzym mieniem za pomocą wprowadzenia jej w błąd albo wyzyskania błędu lub niezdolności do należytego pojmowania przedsiębranego działania, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8”.

61-latka nie trafiła jednak na bruk.

- Po złożeniu wyjaśnień w prokuraturze, zaopiekował się nią brat, u którego obecnie przebywa - dodaje prokurator.

Roman Roessler

Zobacz również: