Mieszkanka miejscowości Kąty pod Sochaczewem,  Krystyna Rudnik w jednej chwili została bez domu. Ten, w którym mieszkała od prawie 50 lat, zawalił się. Kobieta cudem uniknęła śmierci. Jednak cały dobytek pani Krystyny jest w rumowisku. Została, tak jak stała, nawet bez rzeczy osobistych.
Stare, bo ponad 200-letnie krokwie domu nie wytrzymały. Wszystko się zwaliło do środka. Mama uciekła przez okno z domu, gdyż wejście było zawalone. Strażacy, którzy przybyli na jej wezwanie, nie pozwolili jej wejść do tej części domu, gdzie jest kuchnia, i gdzie jeszcze nie zawaliło się. Budynek jest niestabilny, sufit wybrzusza się i w każdej chwili reszta stropu może runąć. Cały dorobek jej życia, pamiątki rodzinne i zdjęcia tu zostały. Nie ma zupełnie nic – mówi Emilia Wojtanek, córka pani Krystyny.
Walczyła o remont
 80-letnia Krystyna Rudnik od ponad 50 lat mieszka w Kątach. Jej rodzinie w latach 60. ubiegłego wieku przydzielono do zamieszkania połowę starego domu. W drugiej części zamieszkała inna rodzina. Były to dawne dworskie stajnie z początku XIX wieku, przerobione w początkach XX wieku na czworaki, a po II wojnie światowej na socjalne budynki mieszkalne. Jednak nie ma tam, ani łazienki, ani toalety.
Rudnikowie sobie jakoś radzili i byli szczęśliwi z tego, co im dano do mieszkania. Po śmierci męża i wyprowadzce córki pani Krystyna mieszkała dalej sama. Dotąd toaleta była w szopce na zewnątrz, a kąpiel w misce. Od samego początku dom był w kiepskim stanie. Mieszkańcy zgłaszali do gminy prośby o remont. Tam pani Krystyna dowiedziała się, że działka i dom są wystawione na sprzedaż. Już na początku 2000 roku zgłosiła chęć wykupu. Wielokrotnie zwracała się o to: „(…) budynek ten nie nadaje się do dalszego zamieszkania z przyczyny – zawalający się i przeciekający dach i strop, pękające ściany, spróchniałe okna trzymające się na gwoździach, oraz wszędzie występująca wilgoć. Mimo palenia w kuchniach węglowych, mróz dostaje się do wnętrza. Przyczyn takich można wymieniać bez końca. Mam zaoferowaną pomoc finansową rodziny, która byłaby w stanie wyremontować dom. Lecz z powodu dużego nakładu materialnego chciałabym mieć na własność należącą do mnie część budynku. Nadmieniam, iż w tym budynku zamieszkuję od ponad 40 lat” – pisała w 2009 roku Krystyna Rudnik do Urzędu Gminy w Sochaczewie.
– Gdybym była jego właścicielką, to z pomocą bliskich przebudowałabym ten dom i naprawiła krokwie. Pisałam wiele razy do gminy w tej sprawie przez ponad 20 lat, i ciągle odwlekano to. A dom był z czasem w coraz gorszym stanie. Aż się w końcu zawalił – stwierdza Krystyna Rudnik.
W domu mieszkają dwie rodziny. Podział geodezyjny jest bardzo trudny i w zasadzie jedna działka zachodzi na drugą. Stąd też brak możliwości logicznego ich rozdziału. Tak więc zdecydowaliśmy w gminie, aby pozostawić taki stan, jaki jest i zachować teren w zasobach gminy – wyjaśnia Mirosław Orliński, wójt gminy Sochaczew.
Chce być samodzielna
Jednak obecna sytuacja zmusza władze gminy do działania. Trzeba pani Krystynie zapewnić dach nad głową. Kobieta, choć ma 80 lat, to nadal jest bardzo samodzielna i niezależna. Jak zaznacza jej rodzina, nie potrzebuje niczyjej opieki, gdyż doskonale sobie ze wszystkim radzi. Żywotności Krystynie Rudnik mogliby pozazdrościć nawet 20-latkowie. Starsza pani jedynie niedosłyszy, ale to akurat nie ogranicza jej aktywności. Pomimo wieku potrafi samodzielnie wsiąść na rower i pojechać na zakupy do Sochaczewa, lub na grzyby w młodzieszyńskie lasy. Kocha przyrodę i samotne wędrówki po okolicy.
Krystyna Rudnik całe swoje życie bardzo ciężko pracowała. Ponad 40 lat była salową w sochaczewskim szpitalu. Pracowałaby tam zapewne dłużej, gdyż nie narzeka na zdrowie, ale zaczęła tracić słuch. Dziś porusza się tylko z aparatem słuchowym. Jednak pani Krystyna nadal jest pełna wigoru, optymizmu i radości życia. Teraz bardzo ciężko przeżywa sytuację, w jakiej się znalazła. Czuje się zagubiona i bezsilna, gdyż straciła swój dobytek.
W domu zostało wszystko, co mam. To stało się tak nagle. Nie pozwalają mi nawet wejść tam przez okno i zabrać zdjęcia i inne pamiątki. Jeśli się zawali, to nic mi nie zostanie. Tam są zdjęcia mojego męża, wnuków – mówi z żalem.
Potrzebny dach nad głową
Obiekt w Kątach to budynek socjalny należący do gminy. Rzeczywiście mieszkają tam dwie rodziny. Interweniowaliśmy tam w piątek, 14 lipca, we wczesnych godzinach porannych. Teraz sprawa z naszej strony jest zamknięta i przekazana właścicielowi, który wspólnie z nadzorem budowlanym zdecyduje, co tam będzie. Nasze działania w tym miejscu zakończyły się i nie mamy możliwości prawnych nic tam zdziałać, ani wejść na ten teren – poinformował Rafał Krupa, rzecznik prasowy Państwowej Powiatowej Straży Pożarnej w Sochaczewie.
Tak więc nikt nie może wejść do budynku, bo jest zagrożenie życia spowodowane możliwością zawalenia się.
Wójt Mirosław Orliński zapewnił jednak naszą redakcję, że wyśle możliwie najszybciej ekipę strażaków, by wydobyli z domu, co tylko się da, zanim ten doszczętnie runie.
Postaram się, aby wynieśli z walącego się domu rzeczy pani Rudnik – zapewnia.
Problemem jednak pozostaje lokum dla starszej pani. Krystyna Rudnik na razie mieszka u swej córki. W jednym, niewielkim pokoju są w sumie trzy osoby. Warunki bardzo trudne i mało komfortowe.
Mamie potrzebny jest tylko jakiś dach nad głową, a nie opieka, co sugerowano w gminie, oferując zamieszkanie w domu opieki społecznej. Od 20 lat walczyliśmy, aby gmina sprzedała nam tę działkę i pozwoliła dokonać przebudowy domu. W końcu ten dom się zawalił. Cały jej dobytek tam został. Świeżo spłacony sprzęt AGD i meble. Nawet ubrań nie ma, bo nie może wejść i zabrać ich – mówi córka Emilia.
Jednak pani Krystyna nie chce iść do domu opieki społecznej. Wolałaby pozostać na miejscu.
Gdyby tak dali babci choćby kontener mieszkalny, lub jakiekolwiek inne lokum, byłaby najszczęśliwsza. Babcia chce być samodzielna, gdyż czuje się silna i dobrze sobie radzi – dodaje jej wnuczka.
To sytuacja szczególna, jaka spotkała panią Rudnik. Nie zostawimy jej bez opieki. Wiemy, że rodzina za bardzo nie ma możliwości, by jej pomóc pod względem mieszkaniowym. Zorganizujemy jej samodzielne mieszkanie. Udało się znaleźć lokum w Kożuszkach. Mam nadzieję, że się jej spodoba – mówi wójt Mirosław Orliński.
Teraz jednak potrzebna jest pomoc materialna dla Krystyny Rudnik, gdyż wiele rzeczy nie uda się wydobyć z walącego się domu. Potrzeba podstawowych sprzętów, ubrań i rzeczy potrzebnych w codziennym życiu. Ogromna większość dobytku pozostała w zawalonym domu.
Bogumiła Nowak
Fot. Bogumiła Nowak