Kilka dni temu namierzyliśmy pedofila, który od wielu lat ukrywa się  skutecznie przed policją.   Dzięki nam funkcjonariusze mają jego obecny adres. Czy śledczy zdołają go zatrzymać?

Kilkanaście dni temu zamieściliśmy na portalu magazynu Reporter sylwetki kilkunastu, wyjątkowo niebezpiecznych pedofilów poszukiwanych przez polską policję. Wśród nich jest mężczyzna, który przed laty mieszkał w Sochaczewie i prowadził tu biznes. Jednak 10 lat temu wyjechał, a właściwie uciekł z Polski. Zostawiając żonę, dwoje dzieci i spore długi. Jednak to nie zobowiązania finansowe były powodem ucieczki z Polski.

Tomasz G. (dla dobra śledztwa inicjały zmienione) miał na sumieniu większe grzechy. Był ścigany przez policję za pedofilię. Lista przestępstw jest długa, obejmuje m.in. prezentowanie dziecku poniżej lat 15 treści pornograficznych, obcowanie płciowe z małoletnim poniżej 15 roku życia itd. Zdarzenia te miały miejsce na południu Polski. Pomijamy na razie szczegóły tych przestępstw, ze względu na dobro śledztwa.

Nie można wykluczyć, że podobnych przestępstw dopuszczał się na terenie całej Polski. Mężczyzna ten może być niebezpieczny nadal.

Pomimo, że od wielu lat Tomasz G. jest ścigany listem gończym, to policji nie udało się ustalić jego miejsca pobytu. Nam zajęło to kilka godzin.

Wkrótce po publikacji materiału o pedofilach, który obejrzało wiele tysięcy osób, otrzymaliśmy informację, że poszukiwany mężczyzna przebywa na terenie jednego z państw Europy zachodniej: „Znam go, mieszka niedaleko mnie. Myślę, że trzeba to policji zgłosić. Czy poprosić policję w Holandii, żeby ze mną tam poszli?” – dostaliśmy maila od czytelnika, który twierdził, że zna miejsce pobytu poszukiwanego. Odradziliśmy mu samodzielne działanie. Natomiast informację przekazaliśmy tzw. „łowcom cieni”, z jednej z komend wojewódzkich.

Ustaliliśmy także, że ścigany mężczyzna od czasu do czasu kontaktuje się z żoną z zastrzeżonego numeru telefonicznego. Kobieta dostaje również od niego, co pewien czas przelewy (alimenty na dzieci). Udało nam się również ustalić numer konta, z jakiego dokonuje wpłat. Wiemy także, że Tomasz G. ma stałą, legalną pracę, i regularnie odprowadza podatki. Co świadczy o jego pewności siebie, i wyjątkowym poczuciu bezkarności.

Wszystkie zebrane dane przekazaliśmy policji. Teraz teoretycznie nie powinno być żadnego problemu z ujęciem pedofila.

– Niestety nie zawsze jest tak dobrze, jakby się wydawało – powiedział nam policjant zajmujący się poszukiwaniem osób ściganych listami gończymi – Musimy ściśle współpracować z policją danego państwa, a oni nie zawsze podchodzą do tego, tak jakbyśmy oczekiwali. Ale miejmy nadzieję, że w tej sprawie niewiele będzie problemów.

Przy okazji tej historii sprawdziliśmy kilku innych ściganych – morderców i gwałcicieli – kilku z nich bez trudu można znaleźć w Internecie. Niektórzy są bardzo aktywni np. na Facebooku – wrzucają zdjęcia, dodają nowych znajomych, komentują. Wiodą z pozoru normalne życie, nie są niepokojeni przez śledczych. Czy to jest normalne?

Janusz Szostak