fot symboliczne

Wydawałoby się, że nasze pieniądze, szczególnie te, które przechowujemy na lokatach bankowych, są pewne jak w banku. Nic bardziej mylnego, czego dowodem jest historia pewnej oszustki, która w tej chwili być może zażywa kąpieli słonecznych w jakimś przytulnym zakątku świata z portfelem pełnym pieniędzy. Pełnym, bagatela ponad 3 mln złotych!

Sprawa dotyczy lokaty bankowej Ewy D., mieszkanki Mokotowa, która swoje niemałe oszczędności powierzyła bankowi PKO BP. Pech chciał, że w tym samym banku pracownikiem był niejaki Robert J., doradca klienta w oddziale na Ursynowie. Grudniowego dnia rok temu, kiedy do ursynowskiej placówki wkroczyła Ewa D., a jak następnie ustalili śledczy – kobieta łudząco ją przypominająca – trafiła wprost do okienka, które obsługiwał Robert J. Kobieta wykazała się znajomością wszelkich danych, potrzebnych przy tego typu operacjach – danymi właścicielki lokaty, numerem PESEL, numerem rachunku i wzorem podpisu. Robert J. bez chwili wahania dokonał przelewu 3,2 mln zł na konto w innym banku, tym samym zamykając rachunek w PKO BP.

Dopiero po kilku dniach opiekunka konta pani Ewy zaniepokojona przedwczesnym zakończeniem współpracy – 10 grudnia mijał termin tzw. zapadalności (tzn. czasu, kiedy właścicielka może zlikwidować inwestycję), natomiast konto zamknięto na kilka dni przed – skontaktowała się z Ewą D. Ta jednak, zszokowana informacjami, które usłyszała w słuchawce, kategorycznie zaprzeczyła, by zamykała konto, by tego dnia w ogóle była w banku!

Kim zatem jest tajemnicza postać z pełną sakwą? Do dziś nie wiadomo. Z nagrań monitoringu ustalono, że osoba ta wyglądem przypominała właścicielkę konta – miała na sobie czarny kapelusz, długie włosy, długi płaszcz – ale z całą pewnością właścicielką konta nie była.

Na monitoringu z kamery bankowej widać zresztą niewiele – kobieta musiała być znakomicie poinformowana o rozmieszczeniu kamer w banku, gdyż do żadnej z nich nie ustawiała się przodem. Nagranie zarejestrowało zatem jedynie jej sylwetkę, nigdzie natomiast nie uchwyciło twarzy. Jak ustalił ekspert z krakowskiego Instytutu Medycyny Sądowej, prof. Bronisław Młodziejowski, musiała być to kobieta o co najmniej kilkanaście lat młodsza od osoby, którą udawała. Miał ją zdradzać lżejszy chód. W trakcie śledztwa policja ustaliła, że tak świetna znajomość szczegółów dotyczących właścicielki konta, wymagała świetnej znajomości pracownika banku. To był strzał w dziesiątkę – okazało się, że pomocnym pracownikiem banku był wspomniany Robert J., który współpracował z trzema innymi osobami.

– Sprawa została zakończona aktem oskarżenia przeciwko jednemu pracownikowi oraz trzem innym mężczyznom, którzy współpracowali z Robertem J., ale nie przyznali się do stawianych im zarzutów. Za oszustwo mienia dużej wartości, grozi im od roku do 10 lat więzienia  – poinformował „Reportera” prokurator Paweł Wierzchołowski z mokotowskiej prokuratury.  Robert  J. zeznał, że nie znał oszustki, był jednak przygotowany na wizytę sobowtóra Ewy D. , który miał dokonać przelewu na inne konto, zamykając tym samym rachunek w PKO BP.

– Oszustka przelała pieniądze na konto innego banku i tego samego dnia wypłaciła większą część sumy, pozostawiając na nowym koncie kilkadziesiąt tysięcy złotych, prawdopodobnie po to, by nie zwrócić na siebie uwagi – dodaje Wierzchołowski. Robert J. miał za pomoc w napadzie stulecia otrzymać procent od zgarniętej puli – twierdzi jednak, że nie otrzymał ani złotówki. W śledztwie  postawiono także hipotezę, że całą akcję miała monitorować grupa przestępcza – to postępowanie jednak umorzono, jak poinformował prokurator Wierzchołowski.

Pieniądze zostały przez bank zwrócone prawowitej właścicielce: – Klientka nie została poszkodowana, nadal pozostaje w dobrych relacjach z bankiem. Wyciągnięte z tego zdarzenia wnioski, pozwalają nam na skuteczne przeciwdziałanie podobnym sytuacjom – przekazała Aneta Styrnik-Chaber z biura prasowego Banku PKO BP.

Gdzie podziały się pieniądze i jej nowa właścicielka? Czy dowiemy się, kim była tajemnicza postać, która okradła bank z ogromnej sumy, nie używając przy tym broni?

Gabriela Jatkowska