Zadaniem sądu jest wysłuchać racji każdej ze stron procesu, a następnie, mając na względzie zeznania wszystkich osób, ogłosić sprawiedliwy wyrok. Niby oczywiste, ale jak się okazuje – nie zawsze. Według wymiaru sprawiedliwości znajomość z przestępcami jest równorzędna z faktem, iż sami także nimi jesteśmy. Właśnie takimi przesłankami kierował się sąd skazując Krzysztofa K. na 5 lat bezwzględnego więzienia.
 Z pozoru prosta sytuacja, jak to często bywa, ma swoje drugie dno. Zamożny biznesmen, który zajmuje się sprowadzaniem używanych samochodów z zagranicy, w pewnym momencie potrzebuje szybkiego zastrzyku gotówki – pieniędzy, które dostanie z wyłączeniem długotrwałych procedur bankowych, gdyż czas jest dla niego na wagę złota.
Z pomocą przychodzi kolega oskarżonego, który proponuje mu błyskawiczną pożyczkę u „pewnych osób”. Krzysztof K. nie mając większego wyboru, przyjmuje ofertę, tym samym zapożyczając się u – jak się później okazało – członków grupy przestępczej. Następnie wydarzenia toczą się błyskawicznie. Wspomniane „pewne osoby”, mając świadomość, że oskarżony jest ich dłużnikiem, zaczynają coraz częściej ów fakt wykorzystywać. Objawia się to np. w niespodziewanych telefonach bądź wizytach. Z uwagi na fakt, że Krzysztof K. posiada luksusowy samochód marki Jaguar czynią go swoim kierowcą na telefon. W ten oto sposób, mężczyzna stał się „winnym” brania udziału w grupie przestępczej.
Kuriozum sytuacji
Po przesłuchaniu wszystkich świadków, pokrzywdzonych oraz samego oskarżonego wymiar sprawiedliwości uznał Krzysztofa K. za winnego zmuszenia Grzegorza Ś. w 2002 roku do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w kwocie 40 000 złotych.
Za to przestępstwo sąd skazał go na 4 lata pozbawienia wolności. Równocześnie w tej samej sprawie sąd badał wątek wyłudzenia pieniędzy od dwóch kolejnych osób, za co Krzysztof K. również został skazany. Sąd określił wymiar łącznej kary dla Krzysztofa K. na 5 lat więzienia. Mężczyzna odbywa wyrok od 2014 roku. Biorąc pod uwagę, iż łączna kara to nieco ponad jedna trzecia początkowo wymierzonych przez sąd jednostkowych kar pozbawienia wolności, można by uznać, iż jest to łagodny werdykt.
Jednak całe kuriozum sprawy tkwi w fakcie, iż podczas procesu sąd kierował się nie faktami, lecz tylko i wyłącznie poszlakami. Po pierwsze, oskarżony nie przyznał się do winy, a co więcej osobiście przedstawia ciąg przyczynowo – skutkowy, obrazujący faktyczny stan wydarzeń. Po drugie, czy bycie widywanym w towarzystwie przestępców usprawiedliwia założenie, że samemu również jest się przestępcą?
Odpowiedź jest prosta – nie. Ponadto, sąd po przesłuchaniu pokrzywdzonych rzekomo przez Krzysztofa K. wydając wyrok w ogóle nie wziął pod uwagę ich zeznań, a należy z całą mocą podkreślić, że zarówno Przemysław C., jak i Krystian Ż. nie mieli żadnych roszczeń wobec oskarżonego. Przemysław C. stwierdził nawet, że nie tylko w ogóle go nie zna, ale nawet nigdy nie widział na oczy. Składając swoje zeznania dokładnie wskazał osobę odpowiedzialną za doznaną krzywdę, i nie był to Krzysztof K.
Z kolei, wypowiedź drugiego poszkodowanego, wskazuje nam na jeszcze bardziej absurdalny wydźwięk całej sprawy. Nie tylko nie ma on pretensji do Krzysztofa K., ale od wielu lat utrzymuje z nim stosunki koleżeńskie, również w czasie swych problemów z mafią. Ponadto, sam skazany ostrzegał go przed grupą przestępczą, do której – jak twierdzi sąd – Krzysztof K. należał. W kwietniu 2014 roku sporządził on pisemnie stosowne oświadczenie potwierdzające podniesione wyżej okoliczności. Zostało one załączone przez skazanego do – sporządzonego przez prawników z Lex Nostra – wniosku o wznowienie postępowania.
Nie można jednak stwierdzić, iż sąd całkowicie przypadkowo wydał swój wyrok. Skazany faktycznie był widywany z przestępcami, dlatego dla wymiaru sprawiedliwości rozsądnym wydało się być założenie, że tak jak oni – także Krzysztof K. wyłudzał pieniądze od osób trzecich.
Piętno gangstera
Jak się później okazało, owe towarzystwo to typowi gangsterzy, którzy byli w stanie zmusić swą ofiarę do wykonania praktycznie każdej przysługi. I właśnie jedną z takich ofiar stał się nikt inny, jak skazany Krzysztof K.
Świadczą o tym nie tylko zeznania samego zainteresowanego, lecz późniejsze orzeczenia sądów. Jednym z nich było to z 2014 roku, gdzie Temida uznała za winnego doprowadzenia do niekorzystnego rozporządzenia mieniem Krzysztofa K. na kwotę 500 000 złotych, nie kogo innego, jak jednego z przestępców – Tadeusza W. Ponadto, ten sam gangster został skazany za wydawanie poleceń pobierania comiesięcznego haraczu od Krzysztofa K. w wysokości 70 000 złotych. W tym samym wyroku winnym działania na szkodę Krzysztofa K. został uznany kolejny z jego oprawców Jarosław S.
Powyższy wyrok jest prawomocny i przewiduje on również zapłatę zadośćuczynienia przez Tadeusza W. oraz Jarosława S. na rzecz poszkodowanego Krzysztofa K. w kwocie 120 000 złotych, co ewidentnie przeczy współpracy mężczyzny z towarzystwem przestępczym.
Zarówno Sądy jak i niestety Rzecznik Praw Obywatelskich zbagatelizowali problem, nie zagłębiając się wystarczająco w jego sedno. Dlatego prawnicy Lex Nostra zdecydowali się pomóc Krzysztofowi K. zwrócili się do Sądu Najwyższego z wnioskiem o wznowienie postępowania.
Oświadczenie Krystiana Ż. z 2014 roku, który miał być jednym z poszkodowanych przez Krzysztofa, a tak naprawdę był jego kolegą, zalicza się zdecydowanie do okoliczności uzasadniających uchylenie wyroku Sądu Okręgowego.
Najważniejszą krzywdą wyrządzoną Krzysztofowi K. – jego zdaniem – jest nie kara więzienia, lecz niesłuszne nadanie piętna uczestnictwa w organizacji przestępczej. I to nie przeciętnej organizacji, a gangu pruszkowskiego.
Ponadto, poza opisanym powyżej procesem, gdzie Krzysztof K. został skazany na 5 lat pozbawienia wolności, toczy się drugi – niezwykle podobny . Mężczyzna jest również oskarżony o współudział w grupie przestępczej, kierowanej przez Tadeusza W., w ramach której miał dokonywać m.in. oszustw w celu osiągnięcia korzyści majątkowych. Wyrok w tej sprawie zapadnie w niedługim czasie. W trakcie postępowania Sąd posiłkuje się w znacznej mierze zeznaniami świadków, którzy zeznawali już w sprawie, gdzie zapadł wyrok skazujący Krzysztofa K. na 5 lat pozbawienia wolności.
Historia jest praktycznie identyczna, zatem czy decyzja sądu w tym postępowaniu także będzie podobna? Miejmy nadzieję, że każdy, a w szczególności sędziowie, potrafią wyciągać prawidłowe wnioski i być może uczyć się na swoich błędach.
Maciej Lisowski
Dyrektor Fundacji
 Lex Nostra

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ