O dwóch takich co Legię okradli

0
To był przekręt, jakich mało. Dwóch młodych mężczyzn wynajęło na stadionie Legii lożę ViP-ów.  Rachunek opiewał na 34 tysiące złotych, do tego 17 tysięcy za klubowe gadżety. Nie zapłacili ani grosza. Nie byli VIP-ami, ale prawdopodobnie bezdomnymi.
Panowie zaprosili na oglądanie meczu kilkunastu znajomych. Wspólnie wypili co im nalano, zjedli co podano, spakowali darowane gadżety pamiątkowe, i  ulotnili się w siną dal.
Za całą zabawę  – zamiast gotówki – pozostawili jedynie kopię rachunku przelewu, przesłaną e-mailem. Jak się szybko okazało – całkowicie fałszywą. A rachunek opiewał na 34 tysiące złotych. Do tego 17 tysięcy złotych stanowiła wartość tzw. gadżetów, czyli upominków od klubu Legia Warszawa: koszulek, gwizdków, piłek, proporczyków i butelek, wielu butelek z dobrymi alkoholami.
Był 2014 rok, na murawie Legia grała mecz z norweskim klubem FK Molde. A panowie postanowili obejrzeć mecz w komfortowych warunkach.
 Maciej Szewczyk, manager „Legii” nie chce rozmawiać na ten temat – Nic mi o tej sprawie nie wiadomo – mówi i odkłada słuchawkę.
 Bezdomni w loży VIP
 Skontaktowaliśmy się z Piotrem C., jednym z dwóch bohaterów tej afery. Drugi, Tomasz B. jest nieuchwytny. Do niedawna mieszkał w Warszawie w schronisku dla bezdomnych „Monaru”, przy ul. Marywilskiej. Dzisiaj jest zupełnie nie do znalezienia. To podobno on był „sprężyną” całego przedsięwzięcia. Był też podobno, już wcześniej karany za oszustwa. Dzisiaj prokuratura żąda dla niego pół roku pozbawienia wolności w zawieszeniu. Bez jakiejkolwiek grzywny.
– Adres IP komputera, z którego nadano e-maila ze sfałszowanym  dowodem przelewu, to mój adres. Policja wpadła do mnie o 5. rano i szukali tego komputera, a ja go nie mam, i nigdy w moim domu nie było jakiegokolwiek komputera. Mam  smartfona – wspomina rewizję Piotr C. Dla niego, prokuratura będzie się domagać jednego roku pozbawienia wolności, w zawieszeniu na 4 lata i 17 tysięcy złotych grzywny. Również całe towarzystwo – 15 osób, które bawiły się w loży – to byli znajomi bezdomnego Tomasza B.
– Ja nikogo z tych ludzi nie znałem. Są nagrania z monitoringu i większość tych osób przesłuchano, oprócz dwóch, których tożsamości nie ustalono – mówi Piotr C., posługujący się językiem rodem z kodeksu postępowania karnego. Również często cytuje dokładne brzmienie kodeksowych paragrafów.
– On ma oficjalnie dochody. Ja nie mam żadnych. A ode mnie prokuratura będzie się domagać zapłacenia grzywny – mówi Piotr C., jeden z dwóch podejrzanych o dokonanie tego przekrętu.
Spotykamy się w kawiarni w Sochaczewie: – W ogóle w tej sprawie nic się kupy nie trzyma – twierdzi Piotr C.
Kto wypił to piwo
 Czeka na mnie mężczyzna około 30-letni, elegancko ubrany, w stylu oldskulowym, będącym trendy dobre dwadzieścia lat temu. W ręku dzierży neseserek, również „z epoki”. Niemal eksploduje opowieścią o tym, jak został „wkręcony” w całą aferę.
– Pan by nie odmówił koledze przysługi? A on mnie tylko poprosił, żebym ze swojego telefonu wysłał kopię tego przelewu. Jego telefon był podobno rozładowany – wspomina Piotr C. – Tomasz B. Zadzwonił do mnie trzy dni przed meczem. Powiedział, że ma patent na Legię. Gdy się spotkaliśmy, poprosił mnie o telefon, bo jego „padł”. Kopię tego przelewu wysłałem z kawiarenki internetowej.
Piotr C. pochodzi prawdopodobnie z Poznania, zdradza go akcent i fakt, że kibicuje… Lechowi Poznań. Nie chce powiedzieć, gdzie dokładnie mieszka: – Blisko Sochaczewa – mówi jedynie.
– Co się stało z gadżetami? – pytam o przedmioty warte 17 tysięcy złotych, jakie zwyczajowo otrzymują na pamiątkę goście wynajmujący lożę dla VIP-ów.
– Wszyscy wszystko brali do toreb. Kupa tego było, głównie flaszek. A u mnie przecież nic podczas rewizji nie znaleziono. Takiej ilości gorzały nie mógłbym tak szybko wypić – mówi, całkiem logicznie, Piotr C.
 Kumpel „Starucha”
 Pytam go o tamten mecz. Ma jakieś mętne wspomnienia. Długo zastanawia się nad wynikiem. Jednak przypomina sobie, że był bezbramkowy remis. Gdy pytam o jego „wspólnika”, ostrzega mnie, abym był ostrożny, bo Tomasz B. ma jakieś konszachty ze „Staruchem”.  – Znam się z nim jakieś 12 lat, jeszcze ze szkoły – wypala nagle.
Gdy próbuję dociekać, z której szkoły itd., zmienia temat: On jest chory psychicznie, ma na to podobno jakieś papiery.
Podaje mi również rysopis Tomasza B. Nie potrafię oprzeć się wrażeniu, iż właśnie rozmawiam z opisywanym człowiekiem…
Spacerujemy po Sochaczewie. Dobrze zna to miasto.
 – Nie miałby pan paru groszy, na jakąś wodę do picia? – pyta. Wyczuwam lekką woń alkoholu.
Konrad Zbrożek

Fot. Zatrzymanie Tomasza B. bezdomnego, który zabawił się w loży dla VIP-ów na stadionie Legii / fot Policja

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ