Mieszkańcy rodzinnej wsi „wampira z Bytowa” nie wierzą, że mógł zabić tyle ludzi, ilu mu się przypisuje. Zapewniają, że śmiało może wracać w rodzinne strony po opuszczeniu więzienia. I udają przed sobą, że to na pewno wciąż ten sam stary, dobry Lechu, z którym chodzili na jagody.

Jest rok 1992. 26-letni Leszek Pękalski biega w asyście policji po krzakach w wielu zakątkach kraju z gumową lalką pod pachą. Służy mu jako rekwizyt podczas wizji lokalnych, kiedy pokazuje śledczym, jak zabijał przypadkowo napotkane kobiety.

Morderca z encyklopedii
Wpadł przez przypadek – przez gwałt na czterdziestolatce, za który dostał zresztą tylko wyrok w zawieszeniu. Jednak skojarzono go z dokonanym niewiele wcześniej, w tej samej okolicy, zabójstwem 17-letniej Sylwii, którą rodzice znaleźli martwą w lesie, obnażoną od pasa w dół.
Przyznał się do morderstwa, a potem do kolejnych 90 z ostatniej dekady, nawet na dzieciach. I do gwałtów na mężczyznach. Znał szczegóły wielu z nich i często jeździł po kraju, prokuratura wierzyła w jego zeznania, ale z czasem okazywało się, że Wampir kłamał w wielu kwestiach. Ostatecznie oskarżono go o 17 zabójstw. Jednak przed sądem wyparł się wszystkiego i stwierdził, że zeznania wymuszono, a on sam jest niewinny. Skazano go tylko za Sylwię – na 25 lat.
Jest rok 2013. Dmuchaną lalkę, o którą Pękalski nie mógł się doprosić w więzieniu, można dostać w pierwszym lepszym sex-shopie już za kilkadziesiąt złotych. Natomiast on sam widnieje nie tylko w polskich, ale i światowych encyklopediach morderców, jako Wampir z Bytowa. Od kilku miesięcy znów o nim głośno, ponieważ jest jednym z tych, którzy – dzięki zmianom prawnym – uniknęli kary śmierci i którzy wkrótce wyjdą na wolność.
W 2014 r. celę opuści Mariusz Trynkiewicz, zabójca czwórki chłopców, a w 2017 r. o warunkowe zwolnienie będzie mógł się ubiegać Henryk Moruś, który zabił z karabinka sportowego 7 osób. W tym samym roku więzienne mury najprawdopodobniej pożegna Leszek Pękalski.
Po wywiadzie, którego udzielił przed laty w programie „Cela nr”, nikt nie może mieć wątpliwości, że to dewiant, mający obsesję na punkcie seksu, a wieloletnia odsiadka nie bardzo mu pomogła.
Media straszą nim opinię publiczną, a jego dawni znajomi czekają na jego powrót.
Tak przynajmniej mówią.

Niech wraca i mieszka
Większość życia na wolności Wampir spędził w miejscowości Osieki pod Bytowem na Pomorzu. Ostatnie miesiące w mieszkaniu wuja. Swojego lokum nie ma, a jego matka, która i tak nie bardzo chciała go wychowywać, zmarła wiele lat temu.
Sama miejscowość ma swój urok, choć to ledwie trzy ulice, a z daleka odstraszają popegeerowskie budynki. Wokół są jednak piękne lasy i jeziora. Aż wierzyć się nie chce, że mogła tu wychować się ludzka bestia.
Za kościołem znajduje się ceglany dom, w którym mieszka wuj Pękalskiego. Stary kawaler. Pomału traci jednak kontakt z rzeczywistością. Już rzadko kiedy otwiera drzwi. Gdy pukam, gasi światło i udaje, że go nie ma. W żaden sposób nie mogę go zmusić do otwarcia.
– To nie tylko na pana tak reaguje – pociesza mnie lekko podchmielony mieszkaniec – On tak ostatnio zdziwaczał. Rzadko już wychodzi, unika ludzi.
– Skoro tak z nim źle, to czy przyjmie siostrzeńca? – pytam.
– Różnie gada i teraz nikt tego nie wie. Jak nie przyjmie, to gmina musi zapewnić mu lokal.
Według słów sąsiadów, Pękalski do Osieków śmiało może jednak wracać. Nikt tam o żadnym linczu nie myśli. Prędzej chlebem i solą by go witali, niż agresją i niechęcią.
– W jedno zabójstwo wierzę, ale w resztę go wrobili. Przecież on się wszystkiego bał, wystarczyło go nastraszyć. Nie był wszak postrachem miejscowości. Byś pan tupnął, to by zwiał. Odsiedział, to niech wraca i mieszka tu dalej – mówi bez namysłu jeden z trójki mężczyzn, których zaczepiam na środku drogi – Tu nikt nie wierzy w resztę zabójstw. Już podczas śledztwa wyszło, że niektóre były w tych samych godzinach, to jak on miał je popełnić? Rozdwoił się? – pyta retorycznie drugi.
Żaden z nich jednak nie chce podać personaliów. Nawet imienia ani wieku. Gdy pytam, czy to ze strachu przed Pękalskim, zapada grobowa cisza.
– Przed chwilą panowie mówili, że jest niegroźny i wystarczyło go nastraszyć – dziwię się.
– Ale wiesz pan… – bełkocze wreszcie trzeci, który najwyraźniej nie odzywał się dlatego, że poplątał mu się język od nadmiaru alkoholu – Nikt nie wie, jaki on teraz jest.
I tak kilkanaście osób – rozmawiają chętnie, ale nieoficjalnie. Chwalą Pękalskiego, dużo o nim mówią i zapewniają, że się go nie boją, bo to niezdara i to opóźniona.
Dla prasy nikt się jednak oficjalnie nie wypowie. Jakby cała wieś stała na scenie teatru hipokryzji.

To dobry chłopak
– Przychodził do mnie, do mojej żony i córek. Tyle lat chodziliśmy na jagody i nikt by go nie podejrzewał o takie skłonności – twierdzi Marian Grabaszewski, sołtys wsi – To nie jest zabójca. Panie! Ja tam w te bzdury nie wierzę. Najwyżej tę jedną mógł zabić, ale nawet tego nikt mu na sto procent nie udowodnił. Weźmy to morderstwo w Toruniu. Żeby to był ładny chłopak, miał samochód i pieniądze, to bym uwierzył, że jest w stanie poderwać dziewczynę w pół dnia i iść z nią do lasu, bo to wtedy nie jest sztuka. Ale taka sierota? To jest niemożliwe.
– Nie wierzę w ani jedno z tych zabójstw! – krzyczy na mnie starszy mieszkaniec – Znałem Lecha, to w porządku chłopak. Porządny to on nie był, ale nie robił złych rzeczy. Z mojej strony może liczyć na przyjazne przyjęcie.
– To był mój najlepszy przyjaciel w dzieciństwie. Znałem go od małego. Był normalny. To nie był żaden morderca. Nikogo nie zabił. Wszystko do niego dorobili, a on głupi się przyznawał. Przecież on nigdy nawet nie miał wcześniej problemów z prawem – zapewnia z kolei Mieczysław Wendt, rówieśnik Wampira.
I wspomina, jak dawniej sadził z nim drzewka, bawił się w chowanego i dawał mu chleb, kiedy ten nie miał co jeść: – On tu nie ma żadnych wrogów – dodaje – Swoje odsiedział, zresztą niewinnie i niech już wraca do nas. Nie był złym chłopakiem i jeśli będzie potrzebował, to go wesprę. Mogę go przenocować, pożyczyć mu drewna, albo dać jedzenia. To dalej mój kolega.

Strach przed wampirem
Mimo słów mieszkańców Osieka i braku wyroku za inne morderstwa, wiele rzeczy do dziś wzbudza wątpliwości. Do zarzucanych mu morderstw dochodziło m.in. w Bytowie i Słupsku, gdzie Wampir często był, i w Toruniu, gdzie pomieszkiwał, i za którym miastem wręcz szalał.
Wiele z nich miało również podtekst seksualny, a każda z osób zajmujących się sprawą przekonała się, że Pękalski miał na tym punkcie obsesję. I może mieć dalej.
Gdyby dwadzieścia lat temu stosowano obecne techniki kryminalistyczne, wszystko byłoby jasne. A tak pozostaje wierzyć lub nie. Zupełnie jak z duchami czy UFO. Poza tym jest upośledzony umysłowo, przynajmniej lekko, co każe podchodzić do niego z ostrożnością.
Czy musi wracać do swojej wioski? Niekoniecznie. Ma jeszcze kilkoro rodzeństwa, w tym siostrę bliźniaczkę w Bytowie: – Ale ona jest normalna. Na pewno nie będzie chciała z nim mieszkać – zdradzają mi okoliczni.
Jak mówi sołtys, mimo wszystko jest kilka osób w pobliżu, które odgrażają się, że zrobią krzywdę Pękalskiemu, jeśli tu wróci.
– Ja im zawsze radzę, żeby nie dolewali oliwy do ognia. Poza tym on się może o tym dowiedzieć i jak wróci, to potraktować pałą albo siekierą i co? – rzuca wreszcie Marian Grabaszewski, obnażając to, czego większość moich rozmówców boi się powiedzieć na głos. I przekreślając jednocześnie swoje wcześniejsze słowa, że Pękalski to nie morderca.
Bo miejscowi się go boją. Nawet takiego głupiego i niezdarnego, jaki był wcześniej. Tyle, że boją się do tego strachu publicznie przyznać. I nie wiedzą, jak zmieniło go więzienie. Wbrew zapewnieniom większości z nich, będzie musiał oglądać się za plecy.
– Znam rodzinę tej, co ją zabił. Lepiej niech tu nie wraca, bo jej bracia go znajdą i załatwią – ostrzega mężczyzna z pobliskiej miejscowości.
Szczery jest też Daniel Harahuc, jeden z dwóch gminnych radnych we wsi, który ma dom naprzeciwko wuja Wampira. W Osiekach mieszka dopiero sześć lat, nigdy nie poznał więc tutejszego mordercy.
– Temat znam tylko z mediów – nie ukrywa – Nie wiem, czy on to zrobił, czy nie. Jednak, jeśli ktoś by się przeprowadził tutaj po iluś tam latach, to miałbym na niego oko. Proszę mnie zrozumieć, mam małe dzieci i nie wiem, kto to jest.
Dopiero za kilka lat okaże się, czy mieszkańcy nie zmienią zdania. A może Pękalski już będzie niegroźny i do szczęścia wystarczy mu już tylko jedna skromna dmuchana lalka?
Zamierzałem porozmawiać z nim między innymi o tym, jak widzi swoją przyszłość na wolności. Zwróciłem się pisemnie o zgodę na widzenie do zakładu karnego, w którym przebywa Pękalski. Po kilka dniach przyszła odpowiedź: W odpowiedzi na pismo skierowane do Dyrektora Aresztu Śledczego w Starogardzie Gdanskim informuję, iż skazany Leszek Pękalski nie wyraził zgody na rozmowę. ppor. Katarzyna Nosek-Komorowska, Kierownik Działu Terapeutycznego”(…)”.
Mikołaj Podolski

fot Mikołaj Podolski

Mikołaj Podolski

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ