W jednej z miejscowości w województwie mazowieckim doszło do wypadku. Wypadek okazał się tragiczny w skutkach. Robotnik, który dobudowywał komin na budynku szkoły, spadł na ziemię. W wyniku upadku doznał zerwania kręgosłupa i przerwania rdzenia kręgowego. Jest sparaliżowany od pasa w dół. Do końca życia będzie poruszał się na wózku.
W sprawie odbyło się już wiele rozpraw sądowych. Właściciel firmy budowlanej, u którego pracowała ofiara, został skazany na sześć miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu. Miał też zapłacić poszkodowanemu 30 tysięcy złotych i stałe świadczenie pieniężne co miesiąc. Tyle wyrok w sprawie karnej. Pechowy robotnik wygrał również sprawę cywilną. Do przysądzonej już kwoty sąd dołożył jeszcze ponad 320 tysięcy złotych. Dlaczego o tym piszę? Bo istotny jest ciąg dalszy. Może być nauką dla każdego.
Skazany przez kilka lat płacił - zgodnie z porozumieniem - w ratach po kilkadziesiąt tysięcy złotych rocznie. Spłacił ponad 150 tysięcy złotych. W pewnym momencie – jak twierdzi – zdarzył mu się zator finansowy. Kontrahenci zwlekali z zapłatą za wykonane roboty. W związku z czym nie zapłacił również uzgodnionej raty. Poszkodowany stracił cierpliwość i oddał sprawę do komornika, zaś komornik, jak to komornik przyszedł zająć, co tylko było możliwe.
Właściciel zawiesił firmę. Konkurencyjną otworzył jego syn. Pozbył się również dwóch nieruchomości oraz działki. Prokuratura rozpoczęła dochodzenia, czy nie ucieka z majątkiem? Wszystkie zakończyły się umorzeniem. Oficjalnie były właściciel zaczął pracować u syna. Komornik zajął mu wynagrodzenie. Ściąga też pieniądze od żony mężczyzny. I tyle może zrobić.
Nie chcemy oceniać postępowania skazanego. Od tego są sądy i prokuratury. Obie strony skłóciły się jednak ze sobą, w wyniku czego nikt nie jest zadowolony. Ofiara dostaje niewielkie kwoty, bo komornik musi również swoje zarobić. Były pracodawca uzasadnia, że na skutek działania windykatora musiał zrezygnować z działalności, gdyż jej prowadzenie nie było już możliwe. Nie zarabia tyle, ile wcześniej. Nie może więc również płacić uzgodnionych kwot. I wini za wszystko inwalidę.
- Gdyby mnie nie skomornikował, miałby już najprawdopodobniej wszystko zapłacone – twierdzi – Przecież nie uciekałem od odpowiedzialności i wywiązywałem się.
Generalnie trudno nie przyznać mu przynajmniej w części racji. Czasami, zanim odda się dług do ściągnięcia przez komornika, warto zastanowić się, czy przy okazji nie „zabijemy” płatnika. Jego brak płynności finansowej nie jest nam z pewnością potrzebny. Zdecydowanie lepiej jest, jeśli zarabia i jest w stanie robić przelewy.
Na zakończenie trochę statystyki związanej z wypadkami w miejscach pracy. Jak podaje GUS, w 2015 roku było ich w sumie 87 622. Śmierć poniosły 303 osoby, zaś 495 osób uległo ciężkim obrażeniom ciała. Co ciekawe, w prawie 60 procentach przypadków winę za zdarzenie ponosił pracownik. Uważajcie zatem na siebie. BHP to nie tylko kartka do podpisu. Macie prawo odmówić wykonania czynności, która jest dla was niebezpieczna. Nie czekajcie, aż szef o was zadba. Dbajcie o siebie sami.
Zbigniew Heliński








