Krystek i dziewczyny w "pasiakach"

Dzięki naszemu dziennikarskiemu śledztwu, wkrótce może wyjaśnić się sprawa zaginięcia Iwony Wieczorek. Według naszych ustaleń, najgłośniejsze zaginięcie w III RP ma związek z trójmiejskim środowiskiem sutenerów. Przekazaliśmy śledczym bardzo dużo zebranych przez nas danych. Obecnie łączą je ze swoimi ustaleniami. Nie o wszystkich możemy tu napisać.

 W maju 2015 roku opublikowaliśmy w magazynie Reporter artykuł „Pięć lat bez Iwony„, o zaginionej w lipcu 2010 r. 19-letniej Iwonie Wieczorek z Gdańska. Nastolatka zniknęła po wieczorze spędzonym w sopockim klubie.

Wtedy – po wielogodzinnym przeglądaniu setek stron akt – doszliśmy do wniosku, że nie  będziemy wracać już do tego tematu. Z lektury akt nie wynikało, aby jakakolwiek przewijająca się w nich osoba, mogła być sprawcą uprowadzenia bądź zmordowania Iwony.

 Jednak miesiąc później, w innym naszym śledztwie pojawił się – wskazany nam jako seryjny gwałciciel nastoletnich dziewcząt – 39-letni Krystian z Wejherowa, zwany też „Krystkiem”. Tę  sprawę opisaliśmy w poprzednim numerze, w reportażu „Krystian jestem, zostań moją dziwką”. Ten człowiek bezsprzecznie powinien być brany pod uwagę przy zaginięciu Iwony. Jednak jego nazwisko dotychczas nie pojawiło się w aktach tej sprawy ani razu. A powinno. Potwierdziły  to zebrane przez nas – w ciągu ostatnich miesięcy –  informacje.

Ustaliliśmy sposób jego działania. Krystian to sutener, dostarczyciel prostytutek bogatym klientom. Ten  miłośnik nastolatek ma na swoim koncie wiele. Nieobce jest mu wciąganie dziewczyn do samochodu wprost z ulicy. Jak trzeba było, to wyczekiwał na ofiary pod domami i szkołami. Jego domeną było śledzenie, wywożenie do lasów, szantażowanie, przemoc i podstępne zmuszanie dziewcząt do stosunków.  A potem, do pracy w różnych odmianach zawodów związanych z seksem. To nie były metody, których używali inni trójmiejscy alfonsi.

Sporządzony przez nas, roboczy profil był stuprocentowo zgodny z tym, którym teoretycznie mogła charakteryzować się osoba związana ze zniknięciem Iwony.

Po naszej ostatniej publikacji ruszyła medialna lawina. O „Krystku” zrobiło się głośno w całym kraju. Jego sprawą oraz sprawą Iwony, zajął się specjalny zespół śledczych. Dzięki nam sutener jest już w aktach dotyczących zaginięcia dziewczyny. Powinien w nich figurować od początku, jako podejrzany nr 1. Nawet, jeśli był w noc zaginięcia Iwony na Księżycu.

Nasze ustalenia przekazaliśmy policji kilka tygodni przed tą publikacją. Mamy też nadzieję, że dzięki tym wskazówkom, wróci pamięć świadkom pewnych zdarzeń. Wierzymy, że po raz ostatni piszemy o Iwonie „zaginiona”. Jej sprawa wkrótce powinna znaleźć rozwiązanie.

Na klubowym szlaku

Aby doszukać się możliwych tropów, które pomogłyby nam rozwiązać zagadkę Iwony, postanowiliśmy sprawdzić trójmiejskie środowisko klubowe. Zwłaszcza Sopotu, który jest centrum pomorskiego dyskotekowego życia. Znajduje się tam aż kilkadziesiąt popularnych klubów. Kilka z nich jest ściśle związanych ze spółką, której nazwy z pewnych względów nie wymienimy. Dziwnym zbiegiem okoliczności, aż w pięciu powiązanych z nią lokalach przeplatają się wątki związane z Krystianem i Iwoną Wieczorek. Nazwy niektórych z nich zmieniały się, ale biznesowe związki pozostawały. Bo spółka, to byli przede wszystkim ludzie, nieraz przerzucani z klubu do klubu.

Od czasu ostatniej publikacji, udało nam się nawiązać kontakt z  kilkudziesięcioma pracownikami lub byłymi pracownikami sopockich klubów. Problem w tym, że wielu z nich przechodzi obecnie problemy zdrowotne. Zachorowali na amnezję. Nawet ci, wobec których zebraliśmy niezbite dowody, że bawili się wspólnie z Krystianem, pili z nim wódkę, wyjeżdżali z nim w podróże i prowadzili z nim rozmowy telefoniczne. Oni jednak nie mogli sobie przypomnieć, że go znają.

Istnieje jednak wiele punktów wspólnych między sprawą „Krystka” i sprawą Iwony. Szokujące jest przede wszystkim to, że wychodzą one na jaw dopiero dzięki nam. W 5 lat po zaginięciu dziewczyny i aż kilkanaście lat od pierwszego odnotowanego w sądowych aktach gwałtu dokonanego przez Krystka”, który do dziś nie został skazany za jakiekolwiek zgwałcenie.

Dziewczyny w pasiakach

Dolna część ul. Monte Cassino, popularnego Monciaka, czyli słynnego sopockiego deptaka, prowadzącego do molo. Działał tu klub, który stylizowany był na hawajskie klimaty. Bardzo młode dziewczyny tańczyły w nim na stole barowym. Zdarzały się striptizy. Jeśli któraś rozebrała się do naga, mogła liczyć na butelkę dobrego alkoholu. Z wielu źródeł wiemy, że zjawiały się tam prostytutki.

Do czasu zaginięcia Iwony, „Krystek” widywany był najczęściej właśnie tu. Mamy poświadczające to fotografie i zeznania świadków. Według naszych źródeł, zawsze siadał tam w miejscu przeznaczonym dla VIP-ów. Wiemy, o co najmniej dwóch dziewczynach, którym w tym klubie (w 2009 i 2010 roku) miał kilkakrotnie proponować pracę w charakterze prostytutek świadczących usługi dla bogatych ludzi.

Gdy przeglądaliśmy klubowe zdjęcia, najbardziej przykuły naszą uwagę dwie dziewczyny, pracownice tej dyskoteki. Ich funkcje zawodowe w klubie do dziś pozostają dla nas niejasne. Jedna z nich w rozmowie z nami stwierdziła, że czasami była tam hostessą. W materiałach przekazanych śledczym, roboczo nazwaliśmy je „pasiastymi dziewczynami”. Bowiem zainteresowały nas nie tyle one same, co ich stroje. Bardzo podobne do ubioru Iwony w dniu zaginięcia. Obie miały górę w paski, a jedna z nich łudząco podobną spódnicę. Ubierały się tak samo, co najmniej kilkakrotnie. Wygląda to, jak swego rodzaju ubranie służbowe. Zdjęcia zaniepokoiły nas tym bardziej, że dziewczyny były tak ubrane także na dyskotece, tydzień po zaginięciu Iwony, a na fotografiach z kolejnych imprez, do których udało nam się dotrzeć, występowały niemal tak samo ubrane.

Uderzyło nas to na tyle, że zapytaliśmy Iwonę Kindę, mamę zaginionej,  co sądzi o strojach tych dziewczyn: – Iwona miała strój dwuczęściowy: bluzka i spódnica. A to wygląda jak sukienka. Ma też nieco inny kształt w pasie – bardziej w kształcie bombki, ale może to kwestia figury. Zgadzają się natomiast guziki z przodu.

3
Tak była ubrana Iwona Wieczorek w dniu zaginięcia

Nie można wykluczyć, że przez niemal identyczny strój Iwona mogła zostać wzięta za jedną z tych dziewczyn.

Natomiast ważna w tym okresie dla tego klubu osoba, która znała oczywiście „Krystka”, dwukrotnie potwierdziła nam, że przedstawiono jej Iwonę. Wydało nam się to dziwne, bo żadna z bliskich Iwonie osób nie potwierdziła, aby kiedykolwiek bawiła się w tym lokalu. Gdy dopytywaliśmy, gdzie ją przedstawiono, kto ją przedstawił i w jakich okolicznościach? Nasz rozmówca odmówił odpowiedzi, sugerując, że nie chce robić problemów nikomu ze spółki. A potem stwierdził, że wcale mu Iwony nie przedstawiono. Amnezja.

W noc zaginięcia Iwona minęła ten klub, idąc w stronę domu. Mogła być widziana przez osoby bawiące się tam na tarasie.

Wiemy, że w tym samym miejscu wielokrotnie później bawił się też policjant, który spotykał się z Iwoną. Znał się też z „Krystkiem”. Zaś sam „Krystek” został wpisany później jako prezes spółki-córki, która miała być spowinowacona z tym właśnie klubem. Spółka-matka miała w niej 49 z 50 udziałów.

 Ulubiony klub Iwony

 Górna część Monciaka. W 2010 roku, w tym klubie królowała głównie czarna muzyka i house. Osoby związane ze spółką, promowały ten klub jako najtańszy w Sopocie.

– To była speluna dla małolatów. Czym chata bogata – od alkoholu po proszki i małoletnie imprezowiczki – wspomina osoba z sopockiego środowiska klubowego.

Zjawiały się tam głównie nastolatki i obcokrajowcy. Według naszych źródeł, obie grupy mogły być w kręgu zainteresowań „Krystka” – pierwsza jako kandydatki na prostytutki, druga jako potencjalni klienci.

I faktycznie tak było. Na posiadanych przez nas zdjęciach widać, że „Krystek” zjawiał się tam zarówno przed, jak i po zaginięciu Iwony. Witał tam nawet 2011 rok. Co ważniejsze, miał zjawić się w tym klubie kilkadziesiąt godzin po zaginięciu 19-latki, 17 lipca 2010 roku. Był nieogolony, w zwykłym, pomiętym t-shircie. To nie bardzo do niego pasowało, gdyż na dziesiątkach innych zdjęć wyglądał na bardzo zadbanego. Zaś wiele znających go dziewczyn twierdzi, że zawsze dbał o wygląd i modne ubrania.

Posiadamy również fotografie z tego klubu, na których „Krystek” bawił się – niespełna dwa miesiące po zaginięciu Wieczorek – w towarzystwie „pasiastych dziewczyn”.  Jedną z nich czule obejmował. Była ubrana niemal identycznie, jak Iwona na ostatnim nagraniu monitoringu, na którym ją zarejestrowano. Jej towarzyszka z tej imprezy, z którą udało nam się skontaktować, stwierdziła, że te stroje to czysty przypadek.

Co chyba najbardziej kluczowe, był to ulubiony klub Iwony Wieczorek. Potwierdzili to nam zarówno ojczym, jak i matka dziewczyny. Chodziła tam w towarzystwie przyjaciół i chłopaka, z którym rozstała się kilka miesięcy przed zaginięciem. Musiała zatem znać „Krystka”, który zaczepiał wszystkie atrakcyjne nastolatki. Nie tylko zresztą w tym klubie. We wszystkich, gdzie się pojawiał.

Była tam na pewno kilkanaście razy w ciągu dwóch ostatnich lat przed zaginięciem – mówi w rozmowie z nami Iwona Kinda.

Po zaginięciu dziewczyny, w tym klubie jeszcze co najmniej raz pojawił się jej były chłopak. Dwa lata później, klub został przekształcony w przybytek z tańcem go-go. Dotarliśmy do świadków, którzy wielokrotnie widzieli, jak wchodzi do niego „Krystek”. Według niektórych miał załatwiać tam dziewczyny na rury. Jedna z nich potwierdziła nam, że go zna. Później również i ją dopadła amnezja.

Praca wymuszana seksem

 Środkowa część Monciaka. Tu, spółka promowała klub jako najbardziej ekskluzywny w Sopocie. Muzyka wybitnie uniwersalna: popularne, taneczne hity. Striptizy i seksualne pokazy, nie były tam rzadkością.

Według kilku naszych informatorów, Krystian – latem 2010 roku – był tam VIP-em. Nie byle jakim, bo miał darmowe napoje dla siebie i osób towarzyszących. Nasi rozmówcy twierdzą, że już wówczas był zawodowo związany ze spółką i przechwalał się, że załatwia tam dziewczyny na bujaczki. Miały półnagie huśtać się nad głowami tańczących gości, by urozmaicać imprezy. Kilka jego niedoszłych ofiar potwierdza, że oferował taką pracę. Nierzadko wymuszał ją szantażem – by nastolatki odpracowywały w ten sposób nieistniejący dług, lub żeby „Krystek” nie ujawnił filmu, nakręconego podczas wymuszonych na dziewczynach stosunków seksualnych.

Według naszych ustaleń, „Krystek” latem 2010 r. miał już na koncie co najmniej trzy gwałty. Dwa były zgłoszone śledczym, ale nigdy go za to nie skazano. Z trzecią ofiarą rozmawialiśmy: – Dosypał mi tabletkę gwałtu, byłam odrętwiała. Nie mogłam się ruszyć. Tak straciłam dziewictwo – wspomina dziewczyna – Później kilkakrotnie spotkałam go w 2009 i 2010 roku. Proponował mi pracę. Nie mówił jaką, ale zarobki były podejrzanie wysokie.

W tym właśnie klubie po raz ostatni bawiła się Iwona. Z kilku niezależnych od siebie źródeł wiemy, że bywała w nim już wcześniej, choć jej mama o tym nie wiedziała.

– Krystian wtedy przebywał na każdej większej imprezie w tym klubie – podkreśla Dagmara, niedoszła ofiara sutenera, która wielokrotnie go tam widziała, i którą nakłaniał do pracy w charakterze prostytutki dla „miłych, bogatych panów”: – I jestem pewna, że Iwona go znała, skoro ona też tam często bywała.

Do tego klubu kartę VIP miał również jeden z mężczyzn, z którymi bawiła się Iwona tuż przed zaginięciem. Gdy próbowaliśmy kontaktować się z nim, przekazał nam – za pośrednictwem innej osoby – że nie jest zainteresowany rozmową na ten temat. Nie można wykluczyć, że znał się z „Krystkiem”. Obaj byli wyjątkowymi gośćmi tej dyskoteki.

Koleżanka Iwony, zapytana o tego znajomego, odpowiedziała nam: – Iwona nigdy z nim nie była w związku, tak jak kłamały gazety i inne media. Nie wiem, co on do niej miał, ale Iwona nie traktowała go jak kogoś więcej niż kolegę. Na pewno nie miało to żadnego charakteru materialnego. Ale do tego klubu chodził często. Znał tam wielu ludzi.

Zarówno ten mężczyzna, jak i spotykający się wcześniej z Iwoną policjant,  pojawiali się w tym klubie także w kolejnych latach. Policjant ma nawet zdjęcie w towarzystwie związanych z tym lokalem młodych kobiet. Jest wśród nich jedna z „pasiastych dziewczyn”. Udało nam się z nią skontaktować. Znała się z Iwoną z czasów gimnazjum. Nie przepadały za sobą. Kontaktowaliśmy się także z tym mundurowym,  który twierdzi, że z osobami z klubu łączyły go czysto towarzyskie relacje. Jego wyjaśnienia uznaliśmy za wiarygodne.

Iwona we Władysławowie

 Władysławowo, powiat pucki. To matecznik założycieli spółki, która ma tu ogromne wpływy. Latem 2010 roku wielokrotnie jeździł tam „Krystek”. To tam – w celach seksualnych – wywiózł na parking co najmniej kilka dziewczyn. Tam też znajdował się kolejny lokal związany ze spółką. Był urządzony w egzotycznym stylu.

Dla tej sprawy klub ten był o tyle wyjątkowy, że 19-latka miała się tam pojawić już po zaginięciu. Jednak okoliczności „sprawdzenia” tego doniesienia, kompromitują zarówno pracowników klubu, jak i policję. Zupełnie jakby nie chcieli, żeby coś się wydało.

Trzy tygodnie po zaginięciu gdańszczanki, pewna kobieta miała tam widzieć dziewczynę łudząco podobną do Iwony (towarzyszyła jej wyjątkowo rozrywkowa para). Godzinę później zgłosiła to mundurowym. „Blondynka była pijana bądź pod działaniem narkotyków. Miała błędne spojrzenie” – odnotowano w notatce z tego zdarzenia.

Tego samego dnia około godziny 22.00, czyli 16 godzin od zgłoszenia, do klubu udali się policjanci. W rozmowach z nimi barmani nie potrafili sobie przypomnieć blondynki. Amnezja. Zapis z monitoringu wykazał jednak, że rzeczywiście tam przebywała. Problem w tym, że ani policjanci, ani obsługa lokalu, nie potrafili zgrać nagrania. Obsługa klubu powiedziała funkcjonariuszom, żeby przyjechali za dwie godziny. Wówczas zjawi się pracownik, który będzie potrafił to zrobić. Mundurowi uwierzyli. Gdy wrócili na miejsce, po umówionych 2 godzinach, okazało się, że zapisu nie da się zgrać, gdyż nadpisuje się on po 18 godzinach. Czyli dokładnie tylu, ile minęło od opuszczenia lokalu przez blondynkę.

To nagranie przepadło. Niezależnie od tego, czy rzeczywiście była na nim Iwona, czy tylko przypominająca ją osoba, doszło do ogromnej kompromitacji śledczych i karygodnego zachowania obsługi lokalu, które mogło nosić znamiona przestępstwa. Konsekwencji jednak wobec nikogo nie wyciągnięto.

– We Władysławowie byliśmy na policji, ale nie bardzo chcieli nam pomóc. Według mnie, Iwona musiała tam być. Tam doszło do zbyt wielu zbiegów okoliczności – zauważa jedna z osób, które brały udział w poszukiwaniach gdańszczanki – Bo w położonej kilometr dalej Jastrzębiej Górze, też była ponoć widziana Iwona. Zadzwonił do nas właściciel ośrodka, że tam ją widziano, a potem to niby „małżeństwo z córką” nagle się spakowało i szybko uciekło. Przecież mieli opłaconą następną dobę. Pojechaliśmy na miejsce, i ludzie, którzy mieli drzwi obok, byli przekonani, że to była Iwona. Spisali nawet rejestrację, bo wiedzieli, że coś się dzieje. Po co oni tak nagle uciekli? Wiem, że policja ponoć odnalazła to „małżeństwo”, ale przecież to mogły być podstawione osoby.

O rzekomym pobycie Iwony w Jastrzębiej Górze, pisaliśmy w maju tego roku.

Łowcy nastolatek

Sopot, kilkaset metrów od molo. Ten klub w czasie zaginięcia Iwony jeszcze nie istniał. Był dopiero w planach. Jednak w miejscu, na którym planowano go utworzyć – według jednego z anonimowych doniesień – miały znajdować się zwłoki Iwony. Sprawdzono to później. Ciała nie znaleziono.

Gdy miejsce zmieniło swój charakter, został tam utworzony lokal, który stał się świątynią polskich celebrytów. Niezwykle drogi, ekskluzywny, z pokojami za astronomiczne kwoty.

„Krystek” widywany był tam wielokrotnie. To również tu miał zabrać 14-letnią gdańszczankę o imieniu Anaid, by prawdopodobnie później ją zgwałcić. Przez co dziewczyna rzuciła się pod pociąg. Tą sprawę opisaliśmy w poprzednim wydaniu Reportera.

O tym klubie wspominamy jednak w tym miejscu, ponieważ pojawiał się w nim również inny Krystian, także noszący pseudonim „Krystek”. Według przekazanej nam relacji, głośno komentował, po co tam chodzi, i nie były to cele związane z muzyką ani sztuką. Gdy zaginęła Iwona, miał około 60 lat. Co ciekawe, obaj „Krystkowie” byli związani z Wejherowem i słynęli z tego, że podobają się im nastolatki. Obydwaj od lat mieli przypięte łatki sutenerów. To cokolwiek zadziwiające zbiegi okoliczności.

5
To starszy Krystian, także noszący pseudonim „Krystek”. Nic nie powie w tej sprawie, gdyż od pół roku nie żyje

Starszy „Krystek” figurował w aktach sprawy zaginięcia  Iwony, ponieważ wspomniała o nim internautka Lidia90.  Krótko po zaginięciu dziewczyny, napisała ona na forum internetowym, że gdańszczanka uczestniczyła – wraz z „Krystkiem” (starszym) – w bardzo odważnych imprezach w domu znanego trójmiejskiego biznesmena. Ów dom Iwona minęła, wracając w nocy z imprezy w Sopocie. Minęła też – znajdujący się niewiele dalej – plażowy klub, który należał do tego przedsiębiorcy.

Problem z wpisem Lidii90 polegał na tym, że użyła ona skomplikowanych zabezpieczeń sieciowych, przez co śledczy nigdy nie dowiedzieli się, kim jest, i co rzeczywiście może wiedzieć. Jedyną osobą, która twierdziła, że z nią rozmawiała, był Krzysztof Rutkowski. Stwierdził on, że zawarte w tym internetowym wpisie informacje są bzdurami, i nie przekazał kontaktu do Lidii śledczym. Sprawa tego komentarza umarła na 5 lat. W sierpniu tego roku, gdy zaczęliśmy weryfikować treść tego wpisu, detektyw obiecał, że przekaże nam kontakt do tej osoby, ale tego nie zrobił.

– Jak będę miał ten kontakt, to wam go dam – deklarował. Nie doczekaliśmy się jednak tego.

Sprawdzaliśmy zatem ten internetowy komentarz słowo po słowie. Konsultując go z osobami, które mogły posiadać na ten temat wiedzę.

Możemy stwierdzić, że zdecydowana jego część rzeczywiście dotyczyła starszego „Krystka”. Zgadza się kilka podanych tam cech i kilka innych faktów. Wpis Lidii90 nie był jednak w całości zgodny z prawdą. Internautka twierdziła, że 60-letni „Krystek” wyławia dziewczyny w klubie, gdzie na pewno tego nie robił. Ze stuprocentową pewnością możemy  stwierdzić, że w 2010 roku jedynym „Krystkiem” polującym na dziewczyny w tym lokalu był 34-letni wówczas Krystian. Ten starszy, 60-letni, pojawiał się w tamtym okresie w innych lokalach. Miały one odmienny charakter. Nie oznacza to jednak, że z tego powodu należałoby eliminować 60-latka z grona ewentualnych podejrzanych.

Powrót Rutkowskiego

Po naszej poprzedniej  publikacji, i przekazaniu przez nas wielu informacji policji, śledczy wezwali Krzysztofa Rutkowskiego na przesłuchanie. Wówczas zaczął on przejawiać swoiste zainteresowanie młodszym „Krystkiem”. Wiemy, że przekazał policji – po 5 latach (!) od wypłynięcia tego wątku – pewne dane, które mogą wreszcie pomóc przesłuchać Lidię90. Policjanci obecnie to weryfikują.

– Zapytany przez policjantów, dlaczego nie zrobił tego już 5 lat temu, odpowiedział, że nikt go o to nie pytał. A przecież, trudno byśmy wiedzieli o wszystkim, czym dysponuje pan Rutkowski – mówi Grażyna Wawryniuk z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku – Mogę jednak potwierdzić, że przekazał dane dotyczące pewnej osoby i będzie to weryfikowane. Zobaczymy, co z tego wyniknie.

Jednak kilka dni później detektyw zrobił coś, co wprowadziło nas w osłupienie. Zwołał naprędce w Sopocie briefing prasowy (nie zostaliśmy zaproszeni), podczas którego ogłosił, że według jego ustaleń młodszy z „Krystków” nie miał nic wspólnego z zaginięciem Iwony. Stwierdził tak, choć jak sam mówi, nie widział tego człowieka na oczy.  Nie chciał też od nas informacji o nim, choć taką pomoc oferowaliśmy. Nie kontaktował się też w tej sprawie z – posiadającą dużą wiedzę o sutenerze – mamą 14-letniej Anaid, która samodzielnie dotarła do kilkudziesięciu ofiar „Krystka”, i która zrozpaczona już kilka miesięcy temu starała się zainteresować detektywa tą sprawą, ale ten jej wówczas nie pomógł. Najwyraźniej miał w głowie swoją (?) wersję zdarzeń.

Przy okazji Rutkowski ogłosił, że przekazał śledczym nowe, ważne informacje w sprawie zaginięcia Iwony, i że jego biuro oferuje 200 tysięcy złotych nagrody za pomoc w jej znalezieniu. O tych, rzekomo nowy faktach milczy do dziś.

Zastanawia nas także, dlaczego Rutkowski ożywił się w momencie, gdy dzięki nam o sprawie ponownie zrobiło się głośno, a  trop prowadzi do „Krystków”?

Wygląda na to, że z kilkudziesięciu osób, które teoretycznie mogły mieć związek ze zniknięciem Iwony, detektyw – na jakiejś sobie tylko znanej podstawie – wyłączył dwóch sutenerów: starszego „Krystka” (5 lat temu) i młodszego „Krystka” (w sierpniu tego roku).

Od śledczych wiemy jednak, że oni nie wykluczyli żadnego z tych dwóch mężczyzn.

Nasze ustalenia wskazują na to, że Iwona mogła żyć nawet półtora roku po zaginięciu. Oznaczałoby to, że z kręgu ewentualnych osób związanych z jej zniknięciem, nie można wykluczyć absolutnie nikogo. Inna osoba mogła zlecić jej uprowadzenie, inna ją uprowadzić, inna transportować, a jeszcze inna ukryć. Nie dostrzegamy ani jednej logicznej podstawy do wykluczenia kogokolwiek z tej sprawy.

Nasze przypuszczenia potwierdza też kolejny nasz  rozmówca: – Iwona może być w domu publicznym na Zachodzie. Szukajcie jej, bo może żyć. Znam osobę, którą sprzedali do burdelu. Wróciła dopiero po kilku latach. Udało się jej. Iwonie też może się udać – mówi nam osoba znająca jednego z „Krystków”.

Naszym zdaniem nie można wykluczyć, że Iwona jeszcze żyje. Choć szanse na to nie są wielkie.

 Dziupla z dziewczynami

 Jednym z miejsc, do których mogła trafić Iwona, była miejscowość Duninowo pod Ustką. Jak pisaliśmy w poprzednim numerze, udało nam się odnaleźć osobę, która zeznała śledczym, że widziała ją w jednym z pomieszczeń budynku, do którego co jakiś czas zwożono  dziewczyny, także z Trójmiasta. Iwona miała przebywać tam jesienią 2011 roku.

– Była skrępowana. Mogła być odurzona narkotykami – mówi ten mężczyzna.

Fakt przetrzymywania tam dziewczyn, potwierdził nam jeden z mieszkańców miejscowości, a z naszych rozmów z policją wynika, że tamtejsi mundurowi nie mieli o tym pojęcia. Gdańszczanka miała trafić tam na zlecenie pochodzącego również z Wejherowa przedsiębiorcy Włodzimierza (imię zmienione). Podczas wielu rozmów z tym informatorem, zaczęliśmy podejrzewać, że Włodzimierz mógł znać się ze starszym, 60-letnim „Krystkiem”. Udało nam się to przypadkowo potwierdzić.

Gdy dotarliśmy do osoby, która znała się w 2010 roku z 60-letnim „Krystkiem”, pokazaliśmy jej zdjęcia 20 ludzi, z nadzieją, że może wskaże na kogoś z nich jako na osobę ze środowiska obu wspomnianych mężczyzn. Spodziewaliśmy się raczej, że rozpozna kogoś z kręgów bliskich znajomych młodszego „Krystka”. Wskazał jednak zupełnie inną osobę: Włodzimierza.

– Nie wiem, kim jest ten mężczyzna, ale w 2009 i 2010 roku widziałam go kilkakrotnie w towarzystwie „Krystka” (starszego – przyp. red.) – stwierdził nasz rozmówca.

Te słowa pozwalają – przynajmniej teoretycznie – połączyć dwa wątki z akt sprawy Iwony. Wątki, które uznawane były dotąd jako niezależne od siebie: 60-letniego „Krystka” oraz Duninowa. Wersja ta jest obecnie sprawdzana przez śledczych.

Czy może to uwolnić od podejrzeń młodszego Krystiana? Niekoniecznie. Może to tylko jakiś kolejny kosmiczny zbieg okoliczności, ale akurat gdy trwał pierwszy etap poszukiwań Iwony, spółka szykowała się do otwarcia nowego klubu nieopodal Duninowa. Klub ten funkcjonuje do dziś. Wiemy, że młodszy „Krystek” pojawiał się również w nim.

Niezależnie od tego, czy wątek duninowski jest prawdziwy, to całkiem spora ilość tropów prowadzi do obu „Krystków”. W dodatku szanse, że panowie się znali, oceniamy na bardzo wysokie. Łączy ich wiele spraw.

Najważniejsze hipotezy

Na podstawie naszego kilkumiesięcznego śledztwa dziennikarskiego możemy stwierdzić, że sprawa Iwony jest piekłem. W tym piekle swoje kręgi mają pedofile, gwałciciele, ale także – dorabiający na bramkach w klubach – policjanci. Sporo tu specjalistów od odwracania uwagi opinii publicznej. Są wizjonerzy, bogaci biznesmeni, a także zwolennicy rozwiązywania spraw zabójstw poprzez sny i wróżby.

Nie życzymy tego piekła żadnemu dziennikarzowi ani żadnemu śledczemu.

Nie mieliśmy jeszcze sprawy, w której aż tyle razy grożono nam procesami cywilnymi i karnymi, zastraszano, okłamywano, a także poniżano  na forach internetowych. Zaś informacji o nas szukało wiele wyjątkowo podejrzanych osób.

A im więcej tajemnic odkrywaliśmy, tym bardziej rosło grono osób, z którymi robiło nam się nie po drodze – również z kręgu tych najbardziej zainteresowanych sprawą. Kilka osób, których przez pięć lat opinia publiczna uważała za niezwykle pomocnych dla sprawy Iwony, nie tylko nam nie pomagało, ale wręcz przeszkadzało w pracy. Pomogli za to inni – często obcy dla Iwony, niekiedy również ludzie z półświatka.

W tym piekle wciąż tkwią nie tylko najbliżsi Iwony, ale może przede wszystkim jej przyjaciele i znajomi. To na nich systematycznie nakierowywana jest uwaga opinii publicznej. Przypięto im łatkę morderców. Być może, aby odwrócić uwagę od prawdziwych sprawców? Udało nam się dotrzeć do części tych młodych ludzi, którym ktoś rozbił życie na kawałki. Sprawa ciągnie się za każdym z nich.

– Policja nic nie robiła, a jak zaczęła coś robić, to tylko uwzięła się na znajomych, nie biorąc już nikogo innego pod uwagę i wszystkie szanse na jej znalezienie przepadły – komentuje jedna z najbliższych koleżanek Iwony.

6
„Krystek” czuł się w sopockich klubach, jak u siebie

Nam z tego piekła udało się wyjść z dwoma hipotezami. Naszym zdaniem, szanse, że ktoś ze środowiska któregoś z „Krystków” (nie będziemy tu stawiać zarzutów bezpośrednio żadnemu „Krystkowi”) mógł mieć związek z zaginięciem Iwony, wynoszą co najmniej 80 procent. Za dużo wątków nam się połączyło przy obu tych postaciach, aby nie dojść do takich wniosków.

Nie jesteśmy oczywiście w stanie wykluczyć innych scenariuszy. Nawet udziału kogoś zupełnie przypadkowego, kto tej nocy znalazł się w Parku Reagana.

Wiele jednak wskazuje, że  dziewczyna dotarła w okolice swojego domu, gdzie prawdopodobnie wsiadła lub została wciągnięta do jakiegoś auta. Kierowcę tego auta znała doskonale.

Liczymy, że dzięki zamieszaniu, które powstało po naszych publikacjach, śledczy wkrótce rozwiążą tę najgłośniejszą zagadkę kryminalną w historii III RP.

Przekazaliśmy im bardzo dużo zebranych przez nas danych. Obecnie łączą je ze swoimi ustaleniami.

Lipiec 2015

Mikołaj Podolski

Marta Bilska

 

Wszelkie informacje związane z zaginięciem Iwony Wieczorek można przekazywać fundacji Na Tropie mailem: reporter@exmedia.pl oraz telefonicznie: 46 86215 82 lub 502 226 215. Gwarantujemy dyskrecję.