To nie krawiec skroił 8 milionów

0
210
Z pozoru akcja policji wygląda na sukces. Ale chyba ogłoszono go trochę zbyt wcześnie. Ze zrabowanych 8 milionów złotych udało się odzyskać jedynie 100 tysięcy. Zaś zatrzymany konwojent to tylko pionek w grze, którą przygotował ktoś inny. Napad stulecia prawdopodobnie zaplanował i zorganizował wiceprezes firmy ochroniarskiej Grzegorz Łuczak. Prokuratura rozesłała za nim list gończy.
Lipiec kojarzy się z wakacjami, tak zwanym sezonem ogórkowym. Nic się nie dzieje, wszyscy myślą o planach urlopowych, opaleniźnie i nicnierobieniu. Jednak wiadomość z tego wakacyjnego miesiąca wstrząsnęła Polakami.
Swarzędz, to gmina pod Poznaniem, gdzie w lipcu fałszywemu konwojentowi udało się zrabować 8 milionów złotych. Pisaliśmy o tym w ubiegłym roku.
Policja natychmiast opublikowała wizerunek sprawcy. Jednak było to tylko zdjęcie z bankomatu, gdzie mężczyzna wypłacał gotówkę. Na fotografii było widać brodatego faceta, i to w dodatku w okularach. W Internecie większość komentarzy kibicowała zuchwałemu złodziejowi: „Dobra robota”, „Trzymamy kciuki”, „Miłego wypoczynku”.
Zniknięcie prezesa
Policja do tej pory ustaliła, że w kradzież było łącznie zaangażowanych 8 osób. Główną rolę odgrywał Krzysztof W. mieszkaniec Łodzi, który z wykształcenia jest krawcem. Przygotowania do napadu trwały ponad rok. Celowo do tej akcji utył na specjalnych odżywkach, zapuścił brodę i wąsy, głowę zgolił na łyso. Przez cały okres zatrudnienia chodził w rękawiczkach, tłumacząc się chorobą skóry, i tym sposobem nie zostawił ani jednego odcisku palca. Początkowo pracował w łódzkiej firmie ochroniarskiej, później przeniósł się do Poznania. Został zatrudniony przez Servo. Mężczyzna posiadał wszystkie wymagane kwalifikacje i dokumenty do tej pracy. Jednak okazało się, że wszystkie były podrobione.
8737415-krzysztof-w
Zatrzymanie Krzysztofa W.
Na skok zdecydował się pewnego lipcowego dnia, gdy do rozwiezienia było około 9 milionów złotych. Jego koledzy poszli załadować bankomat gotówką, a on tym w czasie uciekł busem, zagłuszył sygnał GPS zainstalowany w aucie, a następnie porzucił pojazd w lesie. Wszystkie ślady, które mógłby zostawić w pojeździe, przetarł chlorem i ślad po nim zaginął. To wszystko sprawiło, że miał niesamowitą przewagę nad policją.
Jednak zainteresowanie policji wzbudził wiceprezes firmy Servo pięćdziesięcioletni Grzegorz Łuczak. Początkowo śledczy nie mogli się z nim skontaktować, aby go przesłuchać. To wzbudziło podejrzenia i zapoczątkowało hipotezę, że to właśnie on stoi za tak dobrze przeprowadzonym rabunkiem. Wyjaśniałoby to również zatrudnienie krawca z fałszywymi dokumentami na stanowisku ochroniarza odpowiedzialnego za przewóz takiej gotówki. Krzysztof W. wiedział, którego dnia będą przewożone największe kwoty.
Jednak poznańska policja i prokuratura nie ujawniły do tej pory, który z podejrzanych pełnił funkcję „mózgu” całej operacji.
– Trzy osoby podejrzane są o działanie w grupie przestępczej założonej w celu przywłaszczenia 8 milionów złotych. Czyj to pomysł? Nie możemy ujawnić. Na razie nikt nie dostał zarzutu kierowania grupą przestępczą, ale to może się zmienić – tłumaczyła na zwołanej konferencji Magdalena Mazur – Prus, rzecznik prokuratury Okręgowej w Poznaniu.
Wyłapano płotki
Fałszywego konwojenta udało się zatrzymać w Łodzi 13 lutego tego roku, w jego rodzinnym domu. Jego wygląd bardzo się zmienił od czasu brawurowego skoku. Mężczyzna schudł, zgolił zarost i zapuścił włosy. Mieszkał w domku jednorodzinnym z żoną i dziećmi. W domu podejrzanego nie znaleziono skradzionych pieniędzy.
– Mamy niezbite dowody, że Krzysztof W. to osoba, która podszyła się pod ochroniarza i zrabowała 8 milionów – twierdzi Andrzej Borowiak, rzecznik wielkopolskiej policji Podczas przeszukiwania domu, znaleziono wiatrówkę do złudzenia przypominającą broń palną. Na taki pistolet nie potrzeba zezwolenia, ale oprócz tego znajdowało się tam mnóstwo amunicji myśliwskiej i bojowej.
Podczas zatrzymania fałszywy ochroniarz nie stawiał oporu, nie przyznał się również do stawianych mu zarzutów. 14 lutego sąd w Poznaniu przychylił się do wniosku prokuratury i aresztował podejrzanego na trzy miesiące.
– Istniały przesłanki, że podejrzany przebywając na wolności, będzie utrudniał śledztwo. Dodatkowo podejrzanemu grozi do 10 lat pozbawienia wolności, dlatego sąd postanowił go tymczasowo aresztować – komentuje Andrzej Borowiak.
– Aresztowanemu postawiliśmy zarzut udziału w zorganizowanej grupie przestępczej oraz przywłaszczenia mienia znacznej wartości – dopowiada prokurator Magdalena Mazur – Prus.
Do tej pory policja ustaliła, że w całej akcji brało udział osiem osób. Pierwsze aresztowania nastąpiły we wrześniu 2015 roku. Dzięki ujęciu kilku osób i ich przesłuchaniu, udało się dotrzeć do czynnego policjanta z Łodzi, który był odpowiedzialny między innymi za podrobienie zezwolenia na broń. Zatrzymano wówczas także byłego policjanta z żoną i jego teścia. Przy aresztowanych udało się odzyskać jedynie 100 tysięcy złotych, co stanowi niewielki ułamek całej zrabowanej kwoty.
Andrzejowi W. – jako czynnemu funkcjonariuszowi policji – zarzucono przekroczenie uprawnień. Adam K. ma zarzut przywłaszczenia mienia znacznej wartości – obecnie przebywa w areszcie. Natomiast Agnieszka K. i jej ojciec Wojciech W. odpowiedzą za paserstwo i pomoc w przywłaszczeniu mienia znacznej wartości.
Prokuratura Okręgowa w Poznaniu wydała list gończy za Grzegorzem Łuczakiem, zamieszkałym w Łodzi przy ul. Mielizny 8. Mężczyzna jest podejrzany o współudział w kradzieży blisko 8 milionów złotych z bankomatu w Swarzędzu. Wszelkie informacje na jego temat można przekazywać pod numerem telefonu (42) 665-21-49 w godz. 8 – 16 lub całodobowo 997 i 112.
Jednak aresztowane do tej pory osoby to płotki, które tylko pomogły w brawurowej kradzieży. Wydaje się, że głównym pomysłodawcą jest Grzegorz Łuczak, który jest poszukiwany listem gończym. Przed napadem udało mu się sprzedać dom w Łodzi, rozstać z żoną i zniknąć. Wydaje się, że to w jego posiadaniu jest cała pula pieniędzy. Na pewno dzięki niemu udało się wprowadzić do firmy konwojenta z fałszywymi dokumentami, których nikt nawet nie zweryfikował. Policja ujawniła jego wizerunek oraz dane personalne. Mężczyzna ma 50 lat, okrągłą twarz, muskularną sylwetkę, około 185 cm wzrostu, wagę pomiędzy 70 a 89 kilogramów. Do tej pory sąd nie zdecydował się na wydanie Europejskiego Nakazu Aresztowania. Policja natomiast twierdzi, że nie ma informacji na temat przebywania Łuczaka za granicą.
Kryminalni poszukują jeszcze kolejnych dwóch osób, które są podejrzane o działanie w zorganizowanej grupie przestępczej. Jednak policjanci – ze względu na dobro śledztwa – nie ujawniają na razie danych osobowych tych ludzi.
Ochrona specjalnej troski
Zatrzymanie fałszywego ochroniarza policja wykorzystała, aby ogłosić wielki sukces. Media skwapliwe podchwyciły ten wątek. Krawiec udający przez blisko rok ochroniarza, i zgarniający 8 milionów złotych, to zgrabny scenariusz do napisania ciekawego artykułu prasowego.
Nie zamierzam umniejszać pracy i wysiłku włożonego przez policję w to śledztwo. Oczywiście nie obyło się bez kilku przykrych pomyłek śledczych. Zatrzymanie przypadkowej osoby tylko dlatego, że nastąpiła zbieżność imion i nazwisk z fałszywymi danymi złodzieja. Ale, czy to jest powód, aby nad ranem z hukiem wyważanych drzwi wpadać do niewinnej osoby, a potem przewieźć ją do Poznania i kazać wracać na swój koszt? Rozumiem, że policja nie może robić za taksówkę, ale można było uniknąć kłopotów, przesłuchując tego człowieka w Łodzi. Na pierwszy rzut oka było widać, że nie ma on nic wspólnego z tą sprawą. Oczywiście oprócz takiego samego nazwiska.
Zatrzymany krawiec perfekcyjnie wykonał swoją robotę, ale 8 milionów „skroił” ktoś inny.
Teraz już wiemy, że prawdopodobnie za napadem stoi wiceprezes firmy Servo. Historia oglądana z tej perspektywy dużo traci. Co to za wyczyn, okraść firmę, w której jest się prezesem.
Może zatem nadszedł czas, aby rozpocząć dyskusję nad kondycją polskich firm ochroniarskich i przyjrzeć się, kto pilnuje nas i naszych pieniędzy. Przecież wystarczy sprawdzić ochroniarzy zatrudnionych choćby przez markety i duże firmy. Dla obniżenia kosztów, pracują tam na ogół sami inwalidzi lub emeryci, którym nie wystarcza do pierwszego. W sytuacji kryzysowej raczej nie możemy liczyć na pomoc z ich strony.
Przemysław Graf
Fot. materiały Policji

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ