Starość bywa podła-dramat 90-letniej świdniczanki

0
Working hands

Pani Stasia ma blisko 90 lat. Ma własnościowe mieszkanie, emeryturę i swój starczy świat. Nie ma dzieci w Świdnicy, nie ma męża, o którym nadal mówi i przede wszystkim nie ma opieki.

Nocami, dniami, chodzi po ulicach Zarzecza szukając swego niedawno zmarłego syna i męża. Potrafi stać na środku ruchliwego skrzyżowania, pojechać autobusem na drugi koniec miasta nie mając pojęcia jak wrócić do domu, czy spacerować po mrozie w kapciach. Kobiecie starają się pomóc tylko sąsiedzi. Dramatu nie widzą za to służby, odpowiedzialne za takie sytuacje.

Policja, Straż Miejska oraz MOPS bardzo dobrze znają ten przypadek. Patrole wzywane są często jednak funkcjonariusze rozkładają ręce. Do ostatniej sytuacji doszło 2 stycznia kiedy to pani Stasia przy dziesięciostopniowym mrozie chodziła po ulicy Kliczkowskiej.

Interwencja policji

Jesteśmy bezradni. Nie możemy nic zrobić, poza odwiezieniem starszej kobiety do domu, choć wiemy, że pewnie ona zaraz i tak z niego wyjdzie. Znam tę sytuację, jestem tutaj drugi raz. W lecie musiałem wchodzić przez okno, żeby jej pomóc.  Bardzo mi jej żal jednak nie mogę nic zrobić, poza notatką służbową do dzielnicowego – mówił nam policjant, który 2 stycznia podjął interwencję.

Ostatnio bardzo często przychodzi na nasze podwórko, wołając swojego męża i waląc laską w garaże. Odprowadziłam ją do domu, ale  do pierwszej w nocy nie mogłam spać, bo bałam się, że znowu wyjdzie. Takie sytuacje zdarzają się kilka razy w tygodniu. Wielokrotnie było to zgłaszane do MOPS-u, jednak nie było żadnej reakcji – mówi pani Zofia.

Dramat starszej pani trwa blisko dwa lata. – W lecie zabrałam ją ze skrzyżowania na Kopernika. Stała na środku ulicy i nie wiedziała kompletnie co się z nią dzieje. Nie minął tydzień, a zabrałam ją z ulicy Bystrzyckiej, gdzie zawędrowała i nie wiedziała jak ma trafić do domu. Wtedy żył jeszcze jej syn. Teraz gdy go już nie ma, córka i drugi syn całkowicie nie interesują się schorowaną matką. We wrześniu dwukrotnie wzywałam do niej straż miejską, bo już nie wiedziałam co mam robić. Stała pod moim blokiem i krzyczała w niebogłosy. Zdarzają się też sytuacje kiedy chodzi z własnymi butami i próbuje je sprzedać, a później twierdzi, że ją okradziono – komentuje pani Justyna.

Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej przydzielił kobiecie opiekunkę, która przychodzi raz dziennie na godzinę czy dwie. Dlaczego starsza pani nie trafiła jeszcze do domu opieki?

Dopiero dziś sprawę oficjalnie zgłoszono do MOPS. Natychmiast podjęliśmy działania a w mieszkaniu starszej pani pojawił się pracownik socjalny. Wcześniej próbowano kobiecie pomóc, ale nie wyrażała ona takiej woli. Teraz jednak ze względu na sytuację atmosferyczną i minusowe temperatury i to, że było zagrożenie dla jej życia, podjęto próbę ponownie i w końcu się zgodziła. Już dziś pracownik socjalny był w przychodni i rozmawiał z lekarzem o specjalnym piśmie, które ten musi przygotować. Od niego zależy jak szybko będziemy mogli pani pomóc. Chcemy jeszcze w tym tygodniu przenieść kobietę do nowego miejsca zamieszkania. Do tego czasu opiekun będzie się pojawiał i rano, i wieczorem – wyjaśnia Violetta Kalin, dyrektor Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej.

Niestety pomimo wielu prób nie udało nam się skontaktować z dzielnicowym, asp. Łukaszem Strachem.

Justyna Bereśniewicz, dsw.doba.pl

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ