Miała całe życie przed sobą. Plany, marzenia. Właśnie zakończyła egzaminami semestr w wybranej szkole. Kochała swoje małe dziecko i to dla niego walczyła o lepszą przyszłość. 15 lutego zginęła pod kołami rozpędzonego samochodu. Dziś jej rodzina walczy o prawdę i ukaranie sprawcy. A to jak się okazuje nie jest proste.

9 grudnia odbyła się trzecia rozprawa, na której byłem. Sędzia Małgorzata Skiba zwróciła prawo jazdy mordercy mojej siostry do starostwa. W uzasadnieniu tej decyzji powiedziała, że on i tak nie respektuje zakazu jazdy i ta kara nie jest w ogóle dla niego uciążliwa. Sam widziałem, jak wsiadał do auta, dostarczyłem policji dowody w postaci nagrania i świadka zdarzenia. Marek G. został ukarany 50 złotowym mandatem.To jakaś kpina. Czy musi dojść do kolejnego nieszczęścia?– pyta brat Eweliny Pawiłowicz, która zginęła w lutym 2014 roku na przejściu przy ulicy Esperantystów w Świdnicy, Piotr.

25 września 2014 roku w miejscu wypadku odbył się eksperyment procesowy z udziałem sprawcy.

Feralnego dnia rodzeństwo wracało w godzinach popołudniowych od matki. Tuż przed przejściem pan Piotr zauważył dosyć szybko jadącą taksówkę, ale była ona jeszcze daleko. Gdy doszli już do „zebry” jego siostra, weszła na pasy z przekonaniem, że auto zdąży spokojnie zahamować a ona dojdzie do wysepki. Niestety, z całym impetem uderzyło w kobietę.

Pamiętam ten dzień bardzo dokładnie. Siła uderzenia była tak duża, że Ewelinę odrzuciło na 10 metrów. Moja żona, która przyjechała po wypadku, znalazła jej buta, ponad 30 metrów od miejsca zdarzenia. Siostra zmarła na miejscu, uderzyła głową w słupek auta, nie było szans, aby ją uratować– opowiada Piotr.

Jak się okazało, taksówkarz oprócz dmuchania w alkomat zażądał badania krwi. Podczas standardowej procedury próbkę poddano także testom na wykrycie narkotyków. Wynik był jednoznaczny i nie do podważenia: mężczyzna spożywał przed wypadkiem amfetaminę.

W wyniku przeprowadzonego śledztwa biegli wydali opinię, że  sprawca przekroczył także dozwoloną prędkość. Ze specjalnego wzoru udało się wyliczyć, że mógł jechać ponad 60 km/h na godzinę, co jest niedopuszczalne przed przejściem dla pieszych, gdzie należy zwolnić. Ewelina w zderzeniu z rozpędzonym mercedesem nie miała najmniejszych szans.

Wobec Marka G., pomimo spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym po środkach odurzających nigdy nie zastosowano aresztu. Mężczyzna nie przyznaje się również do winy i nigdy za śmierć Eweliny nie przeprosił.

Wychodzi z sali z uśmiechem na ustach. Patrzy na to moja mama, która jest oskarżycielem posiłkowym. Jest na tyle bezczelny, że przyjeżdża na sprawy własnym autem. Będziemy walczyć o sprawiedliwość i nigdy nie poddamy się. Biegły uznał także, że moja siostra w żaden sposób nie przyczyniła się do wypadku i zachowała należytą ostrożność – mówi Piotr.

Sąd wydał postanowienie o uwzględnieniu wniosku obrońców oskarżonego o zwrocie prawa jazdy. Rodzina zmarłej pokrzywdzonej Eweliny Pawiłowicz nie zgadza się z powyższą decyzją Sądu, niemniej jednak to postanowienie jest niezaskarżalne. Sąd dopuścił również dowód z opinii nowego biegłego zakresu rekonstrukcji wypadków drogowych. W chwili obecnej ewentualny zwrot dokumentu prawa jazdy leży w gestii starosty świdnickiego – wyjaśnia mecenas Ernest Ziemianowicz.

Ewelina Pawiłowicz osierociła 6-letniego wówczas synka.

Markowi G., za spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym pod wpływem środków odurzających, grozi do 12 lat  bezwzględnego więzienia. Orzeczona kara nie może być również zawieszona na żaden okres próby.

Daty kolejnej rozprawy nie wyznaczono.

Justyna Bereśniewicz, http://dsw.doba.pl/