NIEWINNY SKAZANY NA DOŻYWOCIE

0
258

Niesłusznie skazany za zabójstwo Jacek Wach uważa, że wymiar sprawiedliwości sprzysiągł się przeciw niemu. Niezależnie od jego opinii, sprawa ta rzuca ponury cień na cały system prokuratorsko-sądowniczy w wolnej Polsce.

– Wyjątkowość tej sprawy polega na tym, że ci prokuratorzy i sędziowie wiedzieli, iż znalezione w jeziorze ludzkie szczątki nie należały do ofiary, którą rzekomo miałem zabić. W ten sposób chronili prawdziwych sprawców, stając się niejako ich wspólnikami. Bo przez te wszystkie lata wykluczona była możliwość ich ściganiaJacek Wach otwarcie zarzuca złe intencje funkcjonariuszom systemu – Przecież to nie mógł być przypadek.

 Wytypowany na zabójcę

Jacek Wach jest aktualnie osadzonym w Zakładzie Karnym w Kamińsku, ciężkim więzieniu dla recydywistów, zlokalizowanym tuż przy granicy polsko-rosyjskiej w województwie warmińsko-mazurskim. W latach trzydziestych ubiegłego wieku były tu koszary hitlerowskich żołnierzy, w czasie II wojny światowej – ciężki obóz jeniecki, a w 1981 roku wybuchł groźny bunt więźniów, którzy dokonali zniszczeń w całej jednostce. Dziś odnowione na żółto budynki i otwierane elektronicznie furtki przypominają raczej tajne laboratorium niż kryminał dla najgroźniejszych przestępców.

Jednym z nich jest pochodzący z Olsztyna 59-letni Jacek Wach, o którym ostatnio zrobiło się głośno, gdy okazał się niewinnie skazany za rzekome zabójstwo w 1999 roku niejakiego Tomasza S. Człowiek ten należał do suwalskiego środowiska przestępczego i to rzekomo jego głowę, a potem dłonie i uda znaleziono w jeziorze Pluszne, w rejonie słynnych Lasów Łańskich. Olsztyńska prokuratura założyła, że są to pokawałkowane części ciała mieszkańca Suwałk, który właśnie zaginął. Miała to potwierdzić identyfikacja szczątków, choć dzisiaj wiadomo, że albo przeprowadzono ją z naruszeniem podstawowych reguł, albo pod przyjętą hipotezę.

Skoro już była „ustalona” tożsamość ofiary, należało odszukać sprawcę. A że nie znaleziono bezpośrednich świadków i dowodów zbrodni, zabójca został wytypowany. Akurat Jacek Wach nie był aniołkiem, od młodych lat popadał w konflikt z prawem i siłą rzeczy obracał się w środowisku kryminalnym. A na dodatek znał ludzi ze światka przestępczego Suwałk, w tym – oprócz zaginionego – także jednego z gangsterów, któremu w wyniku wcześniejszego zamachu urwało nogę. Jednocześnie znał niejakiego Wiesława S. z Plusek nad jeziorem Pluszne, też kryminalistę, więc te skojarzenia doprowadziły śledczych do Jacka Wacha, który akurat odsiadywał kolejne wyroki za kradzieże i pobicia.

– Kilka miesięcy po zatrzymaniu mnie za wcześniejsze przestępstwa, prokuratura postawiła mi zarzut zabójstwa. Łatwo było mnie wrobić, bo pasowałem do przyjętej hipotezy, a nikogo nie interesował jakiś recydywista. Przecież to nie pierwszy przypadek takiej manipulacji – nie ukrywa irytacji Jacek Wach.

 Spojrzenie z Kanady

Oczywiście sprawa ta mocno interesowała jego siostrę Grażynę Roman, od 30 lat mieszkającą w Kanadzie. Gdy jej brata posądzono o zamordowanie człowieka, od razu wiedziała, że to niemożliwe. Jacek mógł być złodziejem, ale nie zabójcą. Przyleciała do kraju, poznała zarzuty oraz rzekome dowody popełnienia najcięższego przestępstwa.

Wtedy byłam już pewna, że dowody są sfabrykowane – wspomina Grażyna Roman, która zdołała poznać całą sprawę w najdrobniejszych szczegółach. Opowiada, jak to w trakcie śledztwa, najpierw w Olsztynie, potem w Białymstoku, przesłuchiwano ludzi, którzy mieli wiedzę z drugiej albo trzeciej ręki.

Co do tożsamości ofiary, to śledczy od razu założyli, że znalezione w jeziorze szczątki należą do zaginionego Tomasza S. z Suwałk. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie różne sprzeczności, jakie wynikły podczas identyfikacji ofiary. Na przykład biegły zeznawał w prokuraturze, że podczas przepisywania protokołu autopsji „popełnił techniczną pomyłkę” podając, że znaleziono dwa podudzia, gdy było tylko jedno. Miało to o tyle istotne znaczenie, że na tym drugim podudziu Tomasz S. powinien mieć tatuaż, ale oryginalny protokół w aktach się nie zachował.

Ofiara zginęła od postrzału w tył głowy, lekarz sądowy dojrzał ślad po pocisku w potylicy, ale nie zauważył dziury w żuchwie po dawnym postrzale. Taka zabliźniona rana wyłoniła się po rekonstrukcji głowy zabitego, której dokonała biegła antropolog. Gdy więc śledczy ustalili, że Tomasz S. nigdy nie był postrzelony z przodu, w tym momencie powinni już wiedzieć, że poćwiartowane ciało nie należało do niego. Zwłaszcza kiedy pani antropolog stworzyła tzw. superprojekcję, według której czaszka ofiary należała do potężnego człowieka z wysuniętymi brwiami, a Tomasz S. był drobnym mężczyzną z prostym czołem.

– Ale chyba śledczy przyzwyczaili się do tej hipotezy, bo kontynuowali postępowanie w tym samym kierunku – z widoczną ironią komentuje Grażyna Roman. W konsekwencji Sąd Okręgowy w Suwałkach skazał Jacka Wacha na dożywocie, apelacja utrzymała wyrok i choć zarówno sam skazany, jak i jego siostra krzyczeli, że to pomyłka, wymiar sprawiedliwości pozostał niewzruszony.

Chociaż jak zauważa pani Grażyna – Sąd Najwyższy dwukrotnie podważył wyniki identyfikacji, przekazując sprawę do ponownego rozpoznania, to jednak Jacek Wach z piętnem mordercy pozostał za kratkami. W ponownych procesach identyfikacja została podtrzymana, a doszły do tego różne eksperymenty sądowe, analizy i dowody pośrednie… Wszystko było jasne – oskarżony Jacek W. zastrzelił swego znajomego z Suwałk i spotkała go za to zasłużona kara.

 Bomba nad jeziorem

Tymczasem w sierpniu tego roku wybuchła prawdziwa bomba. Wyszło na jaw, że już pół roku wcześniej, również w okolicy jeziora Pluszne znaleziono drugie ciało, które bez żadnych wątpliwości było ciałem zaginionego 15 lat wcześniej Tomasza S. z Suwałk! Nie był to wcale przypadek. Otóż siedzący w więzieniu za inne przestępstwa Wiesław S. z Plusek napisał do olsztyńskiej prokuratury, że to on zabił suwalskiego kryminalistę i zakopał w pobliżu miejsca swego zamieszkania. Początkowo prokuratorzy nie bardzo chcieli w to wierzyć, bo Wiesław S. miał opinię człowieka niezrównoważonego psychicznie, ale przesłuchali go i to wyznanie doprowadziło ich do szczątków zaginionego. Tym razem identyfikacja na sto procent potwierdziła tożsamość ofiary. Ale równocześnie w proch rozbiła przyjęte dowody wobec Jacka Wacha, który okazał się ofiarą „pomyłki sądowej”, choć ten przypadek chyba trzeba nazwać kompromitacją systemu!

Gdy w amerykańskim filmie kryminalnym prawdziwy sprawca przyznaje się do winy, sędzia mówi do niesłusznie oskarżonego: „Jest pan wolny”. W Polsce tak lekko nie ma. Jacek Wach nadal siedzi w więzieniu dla recydywistów. Jego kary za inne przestępstwa kończą się w 2015 roku i pewnie już skorzystałby z warunkowego zwolnienia. Ale nikt nie zdjął ciążącego na nim wyroku za morderstwo!

Najpierw śledczy z Prokuratury Rejonowej Olsztyn-Południe poprosili swych przełożonych o rozważenie, czy wobec przyznania się do zabójstwa innego sprawcy nie należałoby wznowić procesu Jacka Wacha? Ich pismo trafiło do Prokuratury Okręgowej w Olsztynie, a w końcu sprawa poszła do jej odpowiednika w Białymstoku. Ale tamtejsza Prokuratura Okręgowa przekazała ją do miejscowej Prokuratury Apelacyjnej, bo wiąże się ona z działalnością zorganizowanej grupy przestępczej (?!). Cztery prokuratury odrzucały akta tej sprawy jak gorący kartofel, aż w końcu znalazły się w Sądzie Najwyższym, który 21 listopada ma zdecydować, kto ostatecznie ma wznowić postępowanie sądowe.

– Jeśli sprawa trafi ponownie do Białegostoku, to ludzie odpowiedzialni za ten wyrok staną się sędziami we własnej sprawie – uprzedza bieg zdarzeń Jacek Wach. Podejrzewa on, że wina za jego niesłusznie skazanie zostanie przerzucona na „obiektywne błędy” i „nietrafne opinie”, czyli rozmyje się w gąszczu szczegółów.

Tymczasem nadal pozostaje zagadką, do kogo należą szczątki znalezione w jeziorze Pluszne? Śledztwo w tej sprawie przeniesiono z Prokuratury Rejonowej do wyższej instancji, która nie ujawnia szczegółów. Niektórzy przypuszczają, że zastrzelonym mógł być rosyjski gangster, podający się za urzędującego rezydenta mafii ze wschodu. Rysy odtworzonej twarzy istotnie wskazują na Rosjanina. Tyle tylko, że tamten zaginął trzy lata wcześniej.

Marek Książek

DSC_0044

 Fot. Marek Książek

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułEGZEKUCJA W BURDELU
Następny artykułSędzia musi być wrażliwy

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ