Nie obudziła się po operacji piersi

0
78
Gdyby nie media i żądanie rekordowego odszkodowania, o jasnowłosej Szwedce pewnie nikt by nigdy u nas nie usłyszał i może sprawa zostałaby zamieciona pod dywan przez lekarzy. A tak, cztery lata od feralnego zabiegu w Gdańsku, prokuratura oskarżyła piątkę Polaków o przestępstwa popełnione podczas powiększania piersi.
 Benny Håkansson, na moją prośbę o udzielenie odpowiedzi na kilka pytań, nie reaguje. Ale nie dziwię mu się. Zapewne, chce już o wszystkim zapomnieć. Rok temu wziął ślub. Urodziło mu się dziecko. Na zdjęciach w sieci wygląda na szczęśliwego. Wreszcie. Przez ostatnie kilka lat szwedzcy widzowie oglądali go w telewizji raczej zapłakanego lub w najlepszym razie przybitego dramatem, który spotkał jego poprzednią narzeczoną. To on nagłośnił aferę.
Christina Hedlund, którą cztery lata temu planował poślubić, już nigdy rodziny nie założy. Nie będzie szczęśliwa, ani nie wrzuci do sieci żadnej fotki. Do końca życia będą ją utrzymywać polscy podatnicy. Trudno to jednak nazwać prawdziwym życiem.
Zostawiona samej sobie
 W sierpniu 2010 r. Benny i 30-letnia Christina przyjechali do Gdańska. Byli parą od kilku lat, mieszkali razem. Planowali ślub, więc w ramach przedweselnego prezentu Szwedka poddała się w Pomorskim Centrum Traumatologii zabiegowi powiększenia piersi. W Polsce było taniej i szybciej.
Pod względem chirurgicznym poszło sprawnie. Problemy pojawiły się potem. Prawdopodobnie dostała zapaści wskutek podania niewłaściwych leków, a pomocy udzielono jej zbyt późno, ponieważ nikt w tym czasie jej nie doglądał, choć z powodu sfałszowanych dokumentów trudno to obecnie ocenić. Na oddział ratunkowy miała trafić dopiero po 6 godzinach. Pacjentka przestała oddychać. Chwilowo zatrzymało się też krążenie. Wskutek niedotlenienia, doszło do nieodwracalnych zmian w mózgu. Christina zapadła w śpiączkę.
Sprawę, kilka miesięcy później nagłośniły szwedzkie media. A za nimi polskie. Bo chodziło o osobę zza granicy. I możliwe rekordowe, jak na polskie warunki, odszkodowanie. Ponieważ, już wówczas rodzina zadeklarowała, że będzie domagać się 6 mln zł. Takich pieniędzy jeszcze żadnemu – poszkodowanemu przez polski system ochrony zdrowia – pacjentowi nie wypłacono.
Szybko wyszło na jaw, że w tym szpitalu… w ogóle nie można było wykonywać operacji plastycznych. Kontrola ówczesnego wojewody ujawniła liczne nieprawidłowości, choć i zrodziła pewne wątpliwości, że i wojewoda coś zataja przed opinią publiczną, ponieważ wykreślił część raportu.
– Wykreślenia dotyczyły wyłącznie materiałów przekazanych środkom masowego przekazu i obejmowały dane wrażliwe, które w ocenie radców prawnych nie powinny być udostępnione mediom – tłumaczy mi Roman Nowak, rzecznik wojewody.
Wszystko zbiegło się też z wyborami samorządowymi i było wybitnie nie na rękę pomorskim działaczom. Wicemarszałek Leszek Czarnobaj, któremu podlegała służba zdrowia, po wybuchu afery zrezygnował z ponownego ubiegania się o miejsce w zarządzie województwa.
Pewne jest, że na prywatnych zabiegach plastycznych w samorządowym szpitalu wiele osób zarobiło dużo pieniędzy. Nielegalnie i, jak pokazuje ten przykład, nieodpowiedzialnie. Przeprowadzono ich około osiemdziesięciu.
Procesy i oskarżenia
 Sprawa cywilna o odszkodowanie jest na wokandzie. Z zeznań wynika, że w przypadku Christiny wyłączono alarmy w urządzeniach monitorujących funkcje życiowe, zaś pacjenci po operacjach często byli pozostawiani w swoich łóżkach bez opieki. Prawnicy szpitala zwracają jednak uwagę, że Szwedka zataiła przed medykami epizody padaczki, które przechodziła w dzieciństwie, a które mogły być przyczyną komplikacji pozabiegowych. Czy rzeczywiście zataiła i czy miało to jakikolwiek wpływ na późniejsze kłopoty zdrowotne, oceni jeszcze sąd.
Natomiast w kwietniu tego roku Prokuratura Okręgowa w Gdańsku zakończyła postępowanie i skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko 5 osobom: – Dwóm pielęgniarkom zarzuciła nieumyślne spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu poprzez niewłaściwą opiekę w okresie pooperacyjnym. Jednej z tych oskarżonych zarzucono nadto zniszczenie dokumentu w postaci karty obserwacji chorej, wchodzącej w skład historii choroby – informuje Grażyna Wawryniuk z prokuratury.
Ówczesnemu dyrektorowi placówki Leszkowi K., lekarce wykonującej operację Darii D. i anestezjologowi Dorocie S., zarzucono natomiast nieumyślne narażenie pokrzywdzonej na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Tej ostatniej dodatkowo również usunięcie z dokumentacji medycznej karty znieczulenia i zastąpienie jej inną kartą, poświadczającą nieprawdę.
Kiedy Benny brał ślub z inną kobietą, Christina wyszła ze śpiączki. Znajduje się jednak w stanie wegetatywnym. Nie mówi, nie rusza się, potrafi tylko przełykać i oddychać. Zdaniem specjalistów, do pełnej sprawności nie wróci już nigdy. Mieszka w rodzinnym Malmoe, gdzie zajmuje się nią matka. Dostaje na razie 11 tys. zł miesięcznie z kieszeni polskich podatników. Procesy – cywilny i karny – najprawdopodobniej w polskich sądach będą się ciągnąć przez kilka najbliższych lat, uwzględniwszy apelacje.
Szpital, po wyjściu na jaw przekrętów, zmienił nazwę na Copernicus Podmiot Leczniczy.
Mikołaj Podolski

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ