MIŁOŚĆ I ZBRODNIA – historia z PRL

0
158

Grażyna Sadura przebywała w więzieniu dziewięć lat, skazana na dożywocie za udział w zabójstwie męża. 23 lutego 1967 r. po wniesieniu rewizji nadzwyczajnej przez ministra sprawiedliwości, została uniewinniona przez Sąd Najwyższy. Największym jej obrońcą był prokurator Bolesław Fedorowicz. To sprawa wyjątkowa w historii polskiego i światowego sądownictwa.

21 września 1956 roku Józef Sadura leżał przy drzewie, obok motocykla. Miał cztery rany tłuczone i trzy rany kłute głowy, roztrzaskaną kość czołową i liczne złamania podstawy czaszki. Jeszcze oglądano motocyklistę, gdy do plutonowego MO Władysława Świerczyńskiego w Łasinie zgłosiła się Zofia Kwiatkowska i opowiedziała milicjantowi o dziwnym zachowaniu syna.

Piotr przyszedł do domu późnym wieczorem. Zdenerwowany czyścił szczotką ubranie i obcinał skrwawione mankiety marynarki.  Piotra Kwiatkowskiego przesłuchano po dwóch dniach od zatrzymania. Nie przyznał się do zbrodni: wieczorem spacerował po mieście i podrywał dziewczyny.

Kulisy romansu           

Po czterech dniach śledztwa, prokurator Leon Wesołowski z Prokuratury Powiatowej w Grudziądzu aresztował Grażynę Sadurę, nie mając przeciwko niej żadnego dowodu winy. Dowiedział się tylko o jej romansie z Piotrem Kwiatkowskim. Przesłuchiwani świadkowie odsłonili kulisy tego romansu, żona kierownika mleczarni w Jankowicach nie ukrywała sympatii do Piotra Kwiatkowskiego.

Przed oficjalnym przesłuchaniem Kwiatkowski skierował list do prokuratora Wesołowskiego: „Zwracam się z wyjaśnieniem mojej sprawy. Zarzucono mi zabójstwo Józefa Sadury, do którego się nie przyznałem, gdyż nerwy mi nie pozwoliły.”

Opisał przypadkowe spotkanie wieczorem z Józefem Sadurą na szosie. Doszło między nimi do kłótni, w czasie której zabił kierownika mleczarni.

Grażyna Sadura: – Długo siedziałam na korytarzu w komendzie milicji. Przedstawiono mi nakaz aresztowania. Przyjęłam tę wiadomość z całym spokojem. Zaprowadzono mnie do prokuratora, nie bałam się, ręce i sumienie miałam czyste.

Prokurator Leon Wesołowski umorzył śledztwo przeciwko Grażynie Sadurze: „W swoich wyjaśnieniach Piotr Kwiatkowski podał szczegółowy opis ubioru Sadury krytycznego dnia. Po zakwestionowaniu wszystkich części tego ubioru przez prokuraturę i okazaniu ich Kwiatkowskiemu, ten rozpoznał je i stanowczo stwierdził, że była ona ubrana w te rzeczy podczas popełnienia zabójstwa. Nie znaleziono jednak na nich żadnych śladów krwi, a na odzieży zakwestionowanej u niego stwierdzono liczne jej ślady, co pozwala wykluczyć prawdziwość jego wyjaśnień.”

Gehenna i niesława

Grażyna Sadura: – Byłam wolna, ale cień niesławy pozostał. Codziennie chodziłam z synem na grób męża. Rodzina Józefa wystąpiła do sądu o odebranie mi władzy rodzicielskiej i wytoczyli sprawę karną o zabranie dziecka spod mojej opieki. Zaczęła się gehenna. Rodzina męża szkalowała mnie i prześladowała na każdym kroku.

Sędzia Zbigniew Zawko z Sądu Wojewódzkiego w Bydgoszczy skazał Piotra Kwiatkowskiego na dożywocie. Uzasadniał, że Kwiatkowski popełnił zbrodnię z … nie postawioną w stan oskarżenia Grażyną Sadurą. Przyjął wersję przedstawioną przez oskarżonego, że to Sadura zatrzymała jadącego motocyklem męża, usiadła na siodełku, zadała mu finką otrzymaną od oskarżonego trzy ciosy. Biła kamieniem w głowę. Kwiatkowski przyłączył się do bicia. Upozorowali wypadek. Plan zbrodni kiełkował już dawno w umyśle Sadury. „Większy interes w pozbyciu się męża miała Sadura, która w oskarżonym widziała ucieleśnienie ideału mężczyzny pod względem fizjologicznym.” – nie miał wątpliwości sędzia Zbigniew Zawko.

Sąd Najwyższy wyrok zatwierdził, usuwając tylko kuriozalny fragment, że Kwiatkowski popełnił zbrodnię z nie objętą aktem oskarżenia Grażyną Sadurą.

Kochanek oskarża

Ulegając presji społecznej prokuratora wszczęła ponownie postępowanie przeciwko Grażynie Sadurze.  20 stycznia 1959 r. została aresztowana. W lipcu rozpoczął się proces.

Skazany na dożywocie Piotr Kwiatkowski był świadkiem na procesie kochanki. Wroga atmosfera przeciwko Sadurze potęgowała się.

Świadek Kwiatkowski wzbogacił – po raz kolejny – wersję wydarzeń. Oskarżona miała bić męża nie finką i nie nożyczkami, lecz … rusztem. Gdy nowy kierownik mleczarni przybył do Jankowic, zobaczył, że w piecu brakuje żelaznego pręta. W jaki sposób wiadomość ta dotarła do więzienia, w którym karę dożywocia odbywał Kwiatkowski?

Dopiero na tym procesie Kwiatkowski (trzy lata od wyroku) przypomniał sobie, że Grażyna Sadura miała pod kurtką – tragicznego wieczora – niebieski sweter. Właśnie taki sweter z plamą krwi dostarczyła prokuraturze rodzina zabitego w trakcie wznowionego śledztwa.

Sędzia Antoni Nowakowski, przewodniczący rozprawy, z trudem dyscyplinował publiczność. Odczytał zeznania więźnia Józefa K.: „Kwiatkowski w celi raz mówił twardo, że sam zabił Sadurę w obronie własnej, a drugi raz, że razem z Grażyną Sadurą.” Więzień Jerzy O. podtrzymał w sądzie, że otrzymał od Sadury gryps Kwiatkowskiego: „Piotrusiu, bierz wszystko na siebie.”

Oskarżona wyjaśniła, że nie znała Jerzego O.

W najbardziej dramatycznym dniu procesu zeznawał syn oskarżonej, jedenastoletni Zygmuś, wychowany w rodzinie zabitego. Zapewniał, że 20 września 1956 roku matka nie wychodziła z domu wieczorem, ani w nocy. Przygotowała kolację, sprzątała. Rozebrana do snu opowiadała mu w łóżku bajki. Spali w jednym pokoju.

Prokurator Leon Wesołowski („oparto się na zeznaniach Kwiatkowskiego, żadnych dowodów rzeczowych nie znaleziono”) i prokurator Zbigniew Pera („oskarżam z całym społeczeństwem”) żądali dla oskarżonej kary śmierci.

Obrońca mecenas Tadeusz Kitkowski przemawiał: – Czy można wyrok oprzeć na przekonaniu? Wyrok można oprzeć tylko na faktach i dowodach. Gdyby tę salę zapytać, czy Sadura jest winna, wszyscy wyrażą przekonanie, że jest winna. Ale gdyby tych świadków, wierzących w jej winę poprosić o dowody, nie zgłosiłby się nikt, ponieważ dowodów nie ma.

Drugi obrońca, mecenas Kazimierz Gąsiorowski: – Czy Kwiatkowski miał interes ukrywać prawdę? Miał, dla niego skazanie Grażyny Sadury stanowi szansę na rewizję nadzwyczajną wyroku.

Mecenas Tadeusz Kitkowski uspokajał Sadurę: – Nie skażą pani bez dowodu winy, bo to byłaby zbrodnia sądowa!

Sędzia obrońcą

12 sierpnia 1959 r. Sąd Wojewódzki w Bydgoszczy na sesji wyjazdowej w Grudziądzu skazał Grażynę Sadurę na dożywocie oraz na pozbawienie praw publicznych i honorowych na zawsze.

Sędzia Antoni Nowakowski uzasadnił zdanie odrębne: „Piotr Kwiatkowski w czasie śledztwa i na rozprawie, w której występował w charakterze oskarżonego o zabójstwo męża Sadury, zakończonej wyrokiem skazującym go na karę dożywotniego więzienia oraz na rozprawie przeciwko Grażynie Sadurze zmieniał zeznania, składał zeznania sprzeczne. Kilkakrotnie inaczej przedstawił przebieg zbrodni. Na rozprawie prowadzonej przeciwko niemu wyjaśniał m.in., że Sadura uderzyła męża kamieniem w czoło, że to samo czynił na jej polecenie. Na tej rozprawie odwołał swoje wyjaśnienia zeznając, że nie brał żadnego udziału w zabójstwie Józefa Sadury, a tylko już nieżyjącego kilkakrotnie uderzył głową o drzewo, wspólnie z oskarżoną. Na rozprawie niniejszej także po raz pierwszy wspomniał, iż uderzyła swego męża rusztem, o którym nie wspominał ani w śledztwie, ani w poprzednim postępowaniu sądowym. Tego rodzaju zeznania Piotra Kwiatkowskiego przy przyjęciu, że oskarżona chciała rozstać się z mężem nie mogą stanowić dowodu, na którym można byłoby oprzeć swe przekonanie o winie oskarżonej.”

Grażyna Sadura: – Wierzyłam, że Sąd Najwyższy mnie uniewinni.

Tragiczna pomyłka

Prokurator Bolesław Fedorowicz zatrudniony w wydziale rewizji Prokuratury Generalnej, otrzymał wokandę spraw na dzień 23 września 1960 roku przed Sądem Najwyższym. Tego dnia miało być rozpatrzone dwanaście spraw, a wśród nich rewizja Grażyny Sadury. Jeszcze jedna historia trójkąta małżeńskiego, a właściwie jego tragiczne rozwiązanie szczególnie go nie interesowało. Dopiero fakt, że wyrok zapadł tylko głosami ławników przy zdaniu odrębnym sędziego zawodowego, zdopingował go do bardzo wnikliwego przestudiowania akt.

Na rozprawie sądowej przed trzema doświadczonymi sędziami wyraził krytyczną opinię o zebranym materiale w śledztwie oraz w czasie procesów Kwiatkowskiego i Sadury. Przemówienie zakończył słowami: – Składam wniosek o sprawiedliwy wyrok …

Po krótkiej naradzie, trwającej zaledwie 10 minut, Sąd Najwyższy zatwierdził wyrok pierwszej instancji. Skazanie Sadury było dla prokuratora Fedorowicza wielkim zaskoczeniem, bo spodziewał się uniewinnienia. Odsuwał od siebie myśl, że być może pominął w aktach jakiś ważny dowód, który wpłynął na treść wyroku.

Po sześciu miesiącach prokurator Bolesław Fedorowicz otrzymał krótką sentencję wyroku Sądu Najwyższego. Sędziowie dali wiarę wielokrotnie zmienianym wyjaśnieniom Piotra Kwiatkowskiego i świadkom-kryminalistom. Odrzucili wersję, że Kwiatkowski mógł sam dokonać zabójstwa.

Prokurator Bolesław Fedorowicz przekonywał przełożonych: prokuratora Adama Ferenca – naczelnika wydziału i prokuratora Jana Bednarzaka – dyrektora, o konieczności złożenia rewizji nadzwyczajnej na korzyść Grażyny Sadury. Gdyby Kwiatkowski mówił prawdę, podtrzymywałby tylko jedną wersję. Wersja oparta na faktach, a nie na fikcji, nie mogła ulegać zmianom. Grażyna Sadura nie zmieniała swoich wyjaśnień. Na zakwestionowanej odzieży, w którą była ubrana w dniu zdarzenia – jak zapewniał Kwiatkowski – nie stwierdzono kropli krwi ani też najmniejszych śladów jej usuwania. Kwiatkowski miał skrwawione buty, spodnie, koszulę, marynarkę i nóż finkę.

Prokurator Bolesław Fedorowicz dokonał na piśmie obszernej oceny sprawy z konkluzją o konieczności złożenia rewizji nadzwyczajnej.

– Obecne rozstrzygnięcie sprawy stanowi tragiczną pomyłkę sądową – przekonywał przełożonych. – Świadomość tego faktu niepokoi moje sumienie i dlatego uważam za swój obowiązek apelować o założenie rewizji nadzwyczajnej na korzyść Sadury. W moim najgłębszym przekonaniu ta kobieta jest niewinna!

 Sąd pozna prawdę

Po zatwierdzeniu wyroku przez Sąd Najwyższy Grażyna Sadura próbowała – po raz kolejny – popełnić samobójstwo, po wyjściu z depresji zaczynała wierzyć, że jej los musi ulec radykalnej zmianie.

Napisała list do Ministerstwa Sprawiedliwości: „Okrutnie skrzywdzona przez pomyłkę sądową zwracam się z prośbą o zainteresowanie się moją sprawą. Jestem niewinna, nic nie wiedziałam o tej zbrodni. Zostałam „morderczynią”, choć nią nie jestem i nigdy nawet przez myśl mi nie przeszło, ażebym się miała pozbyć męża. Sądziłam, że jeżeli nie wiedziałam o zabójstwie, śledztwo jest w stanie wykazać winę, a sąd poza prawdę. Wtedy, kiedy sądziłam, że Sąd Najwyższy położy kres mojemu nieszczęściu, dano wiarę potwornemu kłamcy. Byłam blisko obłędu. Rozpacz moja nie miała granic. Odebrano mi wszystko, co ludzkie. Czy to, co ze mną zrobiono, nie można nazwać zbrodnią?”

List podpisała: „skazana niewinnie na dożywotnie więzienie w procesie poszlakowym”.

– Losy Sadury bardzo przeżyłem – mówił Bolesław Fedorowicz. – Rozumiałem mechanizm tej tragedii. Zanim wydano na nią wyrok, już ją osądzono w Łasinie i okolicy oraz Grudziądzu. Mężatce nie zapomniano romansu z kawalerem. Niechęć, czasami wrogość, demonstrowali wobec oskarżonej świadkowie, widzowie na sali. W pierwszej instancji wyrok wydali ławnicy, łatwo ulegający emocjom.

Piętno morderczyni

Sędzia Zdzisław Zięba był naczelnikiem wydziału rewizji nadzwyczajnych karnych Ministerstwa Sprawiedliwości. Sadura pisała listy o rewizję. Sprawa jej była badana w Prokuraturze Generalnej i Ministerstwie Sprawiedliwości. Jeden z sędziów Ministerstwa Sprawiedliwości sporządził notatkę, w której dopatrzył się uchybień sędziów. Sędzia Zięba podpisał tę notatkę. Sadura przysłała drugą prośbę o rewizję, zgodnie z obowiązującymi przepisami wydział mógł kolejnego listu nie rozpatrywać. Opinia drugiego sędziego była również negatywna dla Sadury.

Grażyna Sadura: – Trzykrotnie otrzymałam pismo bez uzasadnienia, że rewizja nadzwyczajna nie zostanie podjęta. Za trzecim razem dopisano: dalsze pisanie próśb w tej sprawie jest bezcelowe. Dlaczego miałam być w oczach ludzi morderczynią, skoro nią nie byłam? Zniesławiono moje dobre imię. Zniszczono mój dom. Wydarto serce jedynego dziecka. Codziennie czekałam na dobrą wiadomość. Wszystkie nadzieje przekreśliły słowa: dalsze pisanie jest bezcelowe. A więc do końca życia będę nosiła piętno morderczyni. Chcecie, to nią będę. Chwyciłam młotek i uderzyłam oddziałową.. Oberwałam dodatkowo rok więzienia. Pięć miesięcy przesiedziałam w izolatce.

Złamana kariera prokuratora

Prokurator Bolesław Fedorowicz przez dwa lata usiłował bezskutecznie przekonać swoich przełożonych o konieczności założenia rewizji nadzwyczajnej na korzyść Sadury.

Napisał list do Prokuratora Generalnego: „Często pod wpływem dyskusji, wzajemnej wymiany poglądów, dawałem się przekonać. W tej sprawie, która stała się powodem mojej obecnej decyzji nie jestem w stanie zdania swego zmienić. Gdybym to zrobił, sprzeniewierzyłbym się zasadzie zwykłej, ludzkiej uczciwości i przestałbym sam siebie szanować. (…) Chodzi tu o sprawę Grażyny Sadury. Skazana ona została – według mojego najgłębszego przekonania – niewinnie. Dyrektor Jan B. zakomunikował, że rewizja nadzwyczajna na korzyść Grażyny Sadury nie zostanie złożona, nie pozostaje mi więc nic innego, jak w ten sposób próbować raz jeszcze zwrócić uwagę, że doszło do wtrącenia do więzienia na dożywotni tam pobyt człowieka, który nie jest mordercą.”.

Bolesław Fedorowicz – łamiąc karierę zawodową – wystąpił ze służby w prokuraturze. Otrzymał źle płatną pracę, dorabiał pracując w charakterze radcy prawnego.

Po odejściu w 1963 roku z Prokuratury Generalnej, Fedorowicz nie przestał walczyć o zwolnienie Grażyny Sadury z więzienia. Odwiedzał ważne instytucje – przypominając o niesprawiedliwym wyroku, apelując i budząc sumienia.

Znalazł sprzymierzeńców w osobie sędziego Michalskiego i sędziego Zięby z Ministerstwa Sprawiedliwości. Zdzisław Zięba podpisał negatywne notatki sędziów, oddalając prośbę Sadury o wniesienie rewizji nadzwyczajnej na jej korzyść, ale pamiętał o liście sędziego penitencjarnego Kaścińskiego z Bydgoszczy, który przypominając losy Sadury podkreślał, że nigdy nie pogodziła się ze skazaniem.

Po otrzymaniu blisko stustronicowego opracowania Bolesława Fedorowicza, ściągnął akta Sadury z Bydgoszczy. Po ich przestudiowaniu doszedł do wniosku, że w jej przypadku konieczne jest wystąpienie z rewizją nadzwyczajną. Powołał specjalny zespół sędziów. Sędzia Zdzisław Zięba sporządził obszerną rewizję nadzwyczajną, którą podpisał podsekretarz stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości Kazimierz Świtała, były zastępca Generalnego Prokuratora.

23 lutego 1967 r. Sąd Najwyższy uniewinnił Grażynę Sadurę. Siedmiu sędziów wydało wyrok jednogłośnie.

Sąd Najwyższy wysoko ocenił rewizję nadzwyczajną, podkreślając staranną i głęboką analizę materiału dowodowego. Rewizja podważyła ustalenia zaskarżonych wyroków, wykazując błędność względnie dowolność zawartych ocen w ich uzasadnieniu.

Zbrodnię przypisano oskarżonej niesłusznie.

Zeznania Piotra Kwiatkowskiego nacechowane były jaskrawymi sprzecznościami i nie mogły stanowić pełnowartościowego dowodu.

Piotr Kwiatkowski był zainteresowany w obciążeniu Sadury, bo potraktowanie jego roli jako drugoplanowej stwarzało mu szansę na rewizję wyroku.

Sadura wykazała alibi. Zapewnili je syn Zygmuś i Czesław P., który wieczorem w dniu zabójstwa przebywał u niej i usilnie go zapraszała, aby zaczekał na powrót męża.

Po uniewinnieniu Grażyna Sadura wróciła do Grudziądza. Syn Zygmuś odbywał w tym czasie służbę wojskową. Wychowywała go rodzina zabitego, wpajając mu nienawiść do skazanej.

Gdy dowiedział się o uniewinnieniu, pojechał w mundurze i z bronią do Sądu Najwyższego i protestował, że sędziowie zwolnili z kryminału kobietę, która zabiła ojca. Nie wiedział, kim była jego matka: morderczynią czy skrzywdzoną?

Popełnił samobójstwo strzelając w głowę z pistoletu maszynowego.

Wielokrotnie spotykałem się z Grażyną Sadurą. Mimo ciężkich przeżyć, nie straciła wiary w ludzi. Doprowadziłem do poznania jej z Bolesławem Fedorowiczem, prokuratorem – obrońcą.

Tropiłem po kraju świadków – przestępców. Józefa K. odszukałem w Wałbrzychu, Jerzego O. w grudziądzkim więzieniu. Przyznali, że fałszywie obciążali Sadurę, bo nudziło im się w kryminale. Wyjazdy na przesłuchania w śledztwie i zeznania w sądzie stanowiły dla nich dużą atrakcję.

                                                                         ***

Za pracowitość i wzorowe sprawowanie przenoszono Kwiatkowskiego z zakładu o surowej regule do zakładów o regule łagodniejszej.

Major Edward Rojek, naczelnik więzienia karnego w Wiśniczu Nowym pod Krakowem, wyraził zgodę na moje widzenie z Piotrem Kwiatkowskim.

W czasie długiej rozmowy Kwiatkowski przyznał się, że sam zabił Józefa Sadurę. Kłamliwie oskarżył niewinną Grażynę Sadurę, bo chciał podzielić winę przed sądem i w ten sposób uniknąć stryczka, a także dlatego, że kochał, nadal kocha i tęskni. Grażyna była jego pierwszą kobietą. Dała mu wierne, czułe przywiązanie i miłość.

Spisałem na gorąco treść rozmowy o jego przyznaniu się do zabójstwa, czego wcześniej nie uczynił podczas przesłuchań przez policjantów, prokuratorów i wyjaśnień w sądzie.

Podpisał się: „Piotr Kwiatkowski, syn Jana”.

Edmund Żurek

Chroniąc dobra osobiste, zmienione zostały imiona i nazwiska bohaterów dramatu. Wszystkie nazwiska oficjalne i nazwy miejscowości – autentyczne.

Fot 1 bez podpisu / fot. www..sw.gov.pl

Fot 2 Józef Sadura leżał przy drzewie, obok motocykla / fot archiwum autora

Fot. 3 Prokurator Bolesław Fedorowicz, broniąc kobiety skazanej na dożywocie, złamał karierę zawodową. / fot archiwum autora

Fot. 4. Major Edward Rojek – naczelnik Zakłądu Karnego w Wiśliczu Nowym, który pozwolił reporterowi rozmawiać

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ