Czeka nas nocna prohibicja

0
83

Jeżeli parlament przegłosuje wprowadzenie ograniczeń w handlu alkoholem, formalnie nie będziemy mogli go kupić w nocy.

Nadużywanie alkoholu, zwłaszcza w nocy, w śródmieściach, jest problemem większości dużych miast w Polsce. W sukurs narzekającym mieszkańcom idą posłowie. PiS i PO chcą, by samorządy mogły zastosować nocną prohibicję. W Sejmie są dwa bardzo podobne projekty ustaw, które dają możliwość wprowadzenia zakazu handlu alkoholem w godzinach 22.00-6.00.

Jeśli któryś z projektów wejdzie w życie, gminy będą mogły wprowadzić limity sklepów sprzedających alkohol, a także wskazać dni, godziny i miejsca, w których handel alkoholem będzie ograniczony lub zakazany.

Takie rozwiązania popiera Państwowa Agencja Rozwiązywania Problemów Alkoholowych. Zdaniem jej przedstawicieli istnieją dowody na to, że liczba punktów z alkoholem oraz godziny jego sprzedaży wpływają na to, jaka ilość trunków jest spożywana.

Dziś w Polsce jeden tego typu sklep przypada na 273 osoby. Według Światowej Organizacji Zdrowia, by mówić o skutecznym ograniczeniu dostępności alkoholu, liczba ta musi wzrosnąć do 1-1,6 tys.
Nocna prohibicja w części polskich miast jest znana. W 2011 roku burzę wywołała decyzja wrocławskich radnych, którzy przegłosowali nocny zakaz handlu trunkami wyskokowymi na Starym Mieście między 21.00 a 6.00 rano.

Głośno protestowała część mieszkańców Wrocławia, a niespełna miesiąc po głosowaniu wojewoda dolnośląski unieważnił decyzję rady. Jego zdaniem radni wprowadzając zakaz, przekroczyli swoje kompetencje. Podobnie orzekł Wojewódzki Sąd Administracyjny który uznał, że wprowadzenie nocnego zakazu sprzedaży alkoholu w sklepach w centrum miasta jest niezgodne z prawem.

Zwolennikiem wprowadzenie nocnej prohibicji jest prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak. W ubiegłym roku stwierdził, że poprawi to reputację miasta i jakość życia mieszkańców stolicy Wielkopolski. Jaśkowiak argumentował, że wprowadzenie zakazu na przykład pomiędzy północą a 6 rano zmniejszyłoby problem nadmiernego spożywania alkoholu i uciążliwych zjawisk z tym związanych, jak hałas czy zanieczyszczenia.
Prohibicja czasowa nie jest zresztą polskim wynalazkiem, od wielu lat jest znana na całym świecie. W Finlandii sklepy są zamknięte od 21.00 do 9.00 rano. W Monachium na OktoberFest piwo podawane jest do 22.30 i w dni powszednie.

Znanym przykładem kraju, w którym ze zjawiskiem nadużywania alkoholu walczy się za pomocą nocnej prohibicji jest Wielka Brytania. Kilka tygodni temu zdecydowały o tym władze Hartlepool. Postanowili oni rozprawić się z pijaństwem wprowadzając zakaz sprzedaży alkoholu między 2 a 6 rano.

Nam Polakom bliski może być jednak przykład Białorusinów, którzy też wódki za kołnierz nie wylewają, a jednocześnie są dość nam bliscy kulturowo.

Wciąż mało kto o tym wie, ale od czerwca ubiegłego roku w godzinach nocnych nie można kupić alkoholu w mińskich sklepach. Władze miasta wprowadziły zakaz sprzedaży po doniesieniach miejscowej milicji, że pijani obywatele popełniają więcej przestępstw.

Czy zakaz działa? Nie do końca. Zaradni mińszczanie otworzyli wypożyczalnie. Wpłaca się kaucję i wypożycza butelkę z alkoholem. Jeśli jej się nie odda, depozyt przepada.

Warto też przypomnieć doświadczenia z prohibicją w Stanach Zjednoczonych. Tam, jeszcze przed II wojną światową, przetestowano ją na największą do tej pory skalę.

Oficjalnie w latach zakazu spożycie alkoholu w tym kraju spadło. Ale prohibicja pokazała także drugą twarz: rozkwitł kontrolowany przez zorganizowaną przestępczość nielegalny handel trunkami procentowymi, a ceny alkohol.

www.http:next.gazeta.pl

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ