Renegaci w służbie zbrodni

0
110

Najbardziej bezwzględni pacyfikatorzy Powstania: Erich von dem Bach-Żelewsk(na zdjęciu)  i Mieczysław Kamiński byli Polakami z pochodzenia. Pragnąc wkupić się w łaski „Herrenvolku” wykazywali szczególną gorliwość i ogromne okrucieństwo w pacyfikacji ludności walczącej stolicy.
Wyparł się polskiego nazwiska
Pierwszy urodził się w 1899 roku w Lęborku. Jego ojciec, Otton von Żelewski, był Prusakiem o polskich korzeniach, natomiast matka, Elżbieta z domu Szymańska, rdzenną Polką. Pierwszy człon nazwiska „von dem Bach” przypisał sobie samowolnie po dojściu Hitlera do władzy, aby zatrzeć swoje polskie pochodzenie. Za pretekst posłużyła mu mieszkająca w okolicach Wejherowa, gdzie chodził do szkoły, stara rodzina szlachecka von dem Bachów-Żelewskich. W latach 1933-1940 nazywał się więc Erichem von dem Bachem-Żelewskim, aby po tym okresie stać wyłącznie Erichem von dem Bachem, co formalnie zostało mu przyznane po złożeniu stosownej prośby u Himmlera i kilkuletnim oczekiwaniu na jej zatwierdzenie.
Po wybuchu I wojny światowej Erich jeszcze wówczas Żelewski wstąpił do armii niemieckiej i dzielnie walczył zdobywając odznaczenia za odwagę. Wojsko opuścił w 1924 r. w stopniu porucznika. W 1930 r. wstąpił do NSDAP oraz do SS. W ciągu dekady lat trzydziestych stopniowo awansował i coraz bardziej angażował się w ruch hitlerowski. Był m.in. szefem SS i policji w Prusach Wschodnich. Po agresji Trzeciej Rzeszy na ZSRR mianowano go generałem policji i obergruppenfuehrerem SS. Jego zadaniem było likwidowanie „bandytów” sowieckich czyli partyzantów oraz cywilów podejrzewanych o sprzyjanie im. Von dem Bach (już bez słowiańskiego dodatku „Żelewski”) wykonywał wolę swoich nazistowskich mocodawców z ogromną gorliwością i wyjątkowym okrucieństwem.
Gorliwość neofity
Bez wahania kazał wieszać lub rozstrzeliwać mieszkańców miast, miasteczek i osad, w tym kobiety, na podstawie nie udowodnionych podejrzeń, w jaskrawej sprzeczności z prawem międzynarodowym, co hitlerowcy praktykowali nagminnie w podbitych krajach Europy wschodniej i południowej m.in. w Polsce, Grecji czy Jugosławii. W krajach zachodnich, takich jak Francja, Dania, Holandia czy Norwegia wykazywali większą dbałość o zachowywanie pozorów. Ma na sumieniu również wymordowanie kilkunastu tysięcy Żydów w krajach nadbałtyckich m.in. w Rydze.
Jak napisał Tadeusz Sawicki w książce „Rozkaz: zdławić powstanie” (Warszawa 2001) – „Von dem Bach był osobą o dużym doświadczeniu w kierowaniu działaniami przeciwko partyzantom. I taki oto człowiek wyznaczony został na dowódcę jednostek skierowanych do zwalczania wybuchłego w Warszawie powstania”.
Po przybyciu do Warszawy zainstalował swój sztab na Woli. Właśnie na Woli oraz na Ochocie doszło na największych masowych egzekucji ludności cywilnej przez podległe mu oddziały, które zachęcał do absolutnej bezwzględności. Oblicza się, że od kul jego esesmanów zginęło 65 tys. ludności. Furia i okrucieństwo Niemców dominowały zwłaszcza w pierwszych dniach Powstania.
„Niemcy skupili się na masakrowaniu każdego mężczyzny, każdej kobiety i każdego dziecka, którzy się znaleźli w ich polu widzenia. Nie oszczędzano nikogo – nawet sióstr zakonnych, pielęgniarek, leżących w szpitalach pacjentów, lekarzy, kalek i dzieci. Szacunkowe liczby ofiar rzezi na Woli i Ochocie wahają się od 20.000 do 50.000. 6 sierpnia von dem Bach wprowadził nową taktykę. Mordować miano tylko mężczyzn. Pojmanych cywili należało odsyłać do Durchgangslager (Dula) 121, czyli obozu przejściowego, który właśnie założono w Pruszkowie”. – napisał prof. Norman Davies w swojej potężnej monografii „Powstanie `44” (Kraków 2004).
Ludzkie odruchy czy przemyślana taktyka?
Na jego korzyść należy zapisać, że kilkakrotnie wysyłał parlamentariuszy proponując poddanie się. Po upadku Powstania, świat obiegło zdjęcie von dem Bacha przyjmującego uściskiem dłoni poddającego się gen. Bora-Komorowskiego. Kat Powstania traktował swojego odpowiednika z drugiej strony barykady po rycersku, już nie jako „bandytę”, ale z zachowaniem wymogów Konwencji Genewskiej. Nie nakazał rozstrzelać młodych, kilkunastoletnich członków powstańczego AK, którzy poddali się razem z innymi, a przecież oni nie mieli praw kombatanckich. Opowiadał mi kiedyś jeden z tych młodych chłopaków, już wówczas pan mocno wiekowy, jak po upadku Powstania razem z dużą grupą innych bojowników czekał na swój los przed lufami niemieckich karabinów. Wtedy przyszedł sam von dem Bach. Przeszedł wzdłuż szeregu ustawionych na baczność Polaków i zatrzymał się przy moim późniejszym rozmówcy.
– Dlaczego strzelałeś do Niemców? – zapytał.
– A co pan generał zrobiłby na moim miejscu? Broniłem swojej ojczyzny i swojego narodu – odparł po niemiecku chłopak. Kat Warszawy pokiwał głową.
– Nie rozstrzelamy was. Teraz będziemy razem walczyć przeciwko czerwonej fali, jaka zalewa wasz kraj i Europę – powiedział von dem Bach.
„Co mieliśmy robić? Była to szansa na uratowanie życia” wspominał mój rozmówca.
– Jawohl ! Herr General ! – krzyknęły raźno powstańcze chłopaki, po czym szybko zdezerterowali z oddziałów pomocniczych do których Niemcy ich wcielili. Podkreślmy też, że kat Warszawy kazał oddać władzom kościelnym urnę z prochami serca Fryderyka Chopina jaką Niemcy znaleźli w zgliszczach kościoła św. Krzyża. Może ta łaskawość wynikała z przypomnienia sobie polskiego pochodzenia?
Po wojnie były Erich Żelewski nie stanął przed polskim sądem. Wpadł w ręce Amerykanów, którzy wykorzystali go jako świadka oskarżenia przeciwko jego byłym mocodawcom w zamian za nietykalność. Von dem Bach mieszkał więc spokojnie w RFN aż do 1961 roku, kiedy wytoczono mu proces o udział w masakrze jego kolegów z SA w 1934 roku podczas tzw. Nocy Długich Noży, a następnie w morderstwie kilku komunistów niemieckich dokonanym rok wcześniej, tuż po dojściu Hitlera do władzy. I tak, von dem Bach trafił za kratki z dożywotnim wyrokiem, ale – paradoksalnie – nie za zbrodnie na Polakach, Rosjanach czy Żydach, ale na swoich rodakach. Zmarł w więzieniu w Monachium w 1972 roku.
Zwyrodniały zbrodniarz
Jeszcze bardziej odrażającą postacią był Mieczysław Bronisław Kamiński, syn Polaka, Władysława Kamińskiego i Ukrainki lub Rosjanki (dokładne dane jego matki nie są znane, on sam wstępując na służbę do nazistów twierdził, że była Niemką). Urodził się w 1896 roku w Witebsku (Norman Davies podaje jako datę jego urodzenia rok 1900). Był inżynierem chemikiem, który w 1935 roku padł ofiarą represji stalinowskich. Zesłano go do łagru, nie wiadomo dokładnie za co. Po kilkuletnim pobycie za drutami zezwolono mu na osiedlenie się w obwodzie briańskim. Teren ten został jesienią 1941 roku zajęty przez Wehrmacht i Kamiński zgłosił się do Niemców jako kandydat na kolaboranta. Praktyczni i racjonalnie myślący dowódcy niemieckiej armii nie podzielali rasistowskich uprzedzeń swoich partyjnych mocodawców z Berlina, którzy zakazywali korzystania z pomocy gorliwych do współpracy przedstawicieli podbitej ludności terenów wschodnich. Niejako za plecami, a raczej przy niechętnej, milczącej zgodzie Hitlera i jego kliki, organizowali formacje pomocnicze z ochotników różnych nacji zamieszkujących ZSRR. Największy rozgłos zdobyła jednostka sformowana z jeńców radzieckich i dowodzona przez byłego pułkownika Armii Czerwonej Andrieja Własowa. Usługi Kamińskiego wykorzystano przy organizacji brygady RONA (Russkaja Odwoboditielnaja Narodnaja Armija). W odróżnieniu od wojska Własowa, które nota bene zostało uzbrojone dopiero wiosną 1945 roku, brygada, nad którą dowodzenie objął Kamiński otrzymała broń stosunkowo szybko, bo już w 1943 roku wspomagała SS w likwidowaniu partyzantów rosyjskich i ukraińskich. O ile wojska Własowa składały się z żołnierzy, to materiał ludzki RONY tworzyły różnego rodzaju męty społeczne o niskim lub zerowym poczuciu moralności. Oprócz Rosjan było w niej dużo ochotników z Azerbejdżanu. Sprawiło to, że formacja Kamińskiego wsławiła się okrucieństwami, które nawet u esesmanów wzbudzały niesmak i odrazę.
Egzekucja Brigadenfuehrera
Tuż po wybuchu Powstania Warszawskiego Himmler mianował Kamińskiego Brigadefuehrerem SS i Generałem majorem. Skierował jego formację, formalnie podporządkowaną von dem Bachowi, do pacyfikacji Powstania. I Kamiński oraz jego banda pacyfikowali Warszawę ! Opętani żądzą zysku rabowali co wpadało im w ręce, mordowali i gwałcili bez umiaru. I to nie tylko polskich mieszkańców stolicy, bo gwałcili również Niemki, które nie zdążyły ewakuować się z Warszawy.
Hans Thieme, niemiecki oficer łącznikowy w Powstaniu, tak opisał w swoich wspomnieniach zetknięcie się z ludźmi Kamińskiego:
„Poza tym zaangażowano do walki batalion azerbejdżański – „słynną zbójecką brygadę Kamińskiego” (…) składającą się z dzikich osobników, którzy wyładowywali złość na ludności cywilnej, plądrując i paląc ile dusza zapragnie (…) Przekonałem się o tym osobiście, gdy z jednorodzinnego domu na zadbanym przedmieściu Włochy przybiegła do nas pełna przerażenia kobieta, którą napastowało dwóch takich łobuzów w samych tylko koszulach i spodniach, za to z rewolwerami. Poszedłem tam z kilkoma ludźmi i zabrałem tych dwóch typów ze sobą (…) zaprowadziłem ich do „pułkownika” Kamińskiego, który po opisaniu przeze mnie ich zachowania dał im po twarzy i polecił ich odprowadzić. Co za dziki kaukaski typ !” (cyt. za: Norman Davies: Powstanie `44. Kraków 2004).
Przez trzy tygodnie dowództwo niemieckie tolerowało zwyrodniałe poczynania „Brigadefuehrera”, ale potem miarka się przebrała. Pod koniec sierpnia Kamińskiego wezwano na rzekomą naradę do Łodzi, a kiedy tam się znalazł, stanął przed sądem SS, po czym, po krótkiej rozprawie, rozstrzelano go. Według innej wersji, zastrzelono go już w drodze do Łodzi, podczas krótkiego postoju. Bojąc się buntu ludzi Kamińskiego, w oficjalnym oświadczeniu podano, że zginął on w drodze do Łodzi na skutek ostrzelania samochodów przez partyzantów.
A oto jak scharakteryzował Kamińskiego von dem Bach, który w decydującym stopniu przyczynił się do jego śmierci: „Był awanturnikiem politycznym, wygłaszał do swych ludzi mowy propagandowe o wielkiej faszystowskiej Rosji, której chciał być przywódcą – fuehrerem. Kobiety i alkohol były treścią jego życia. Dowództwo wojskowe pozostawiał swym dowódcom pułków. Pojęcie własności było mu obce. Żadnego narodu nie nienawidził tak jak Polaków, których wspominał jedynie obelżywymi słowami. Nie chciał przyłączyć się do Własowa, przeciwnie, pragnął kiedyś przez swe stosunki z Himmlerem wysadzić Własowa z siodła.” (cyt. za: Tadeusz Sawicki: Rozkaz: zdławić powstanie. Warszawa 2001).
Piotr Kitrasiewicz

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ