NAGA PRAWDA O TRÓJMIEJSKIM SEKSBIZNESIE

0
264

Od listopada Krystek siedzi w areszcie za przestępstwa seksualne wobec 7 nastolatek. Pomogliśmy mu tam trafić. Tymczasem jego koledzy łudzą się, że uda im się odmienić bieg wydarzeń. Sprawa Krystka może bowiem pociągnąć na dno wiele ważnych osób w rożny sposób powiązanych z trójmiejską prostytucją, w tym również z dziecięcą. W dodatku wraz z jego zatrzymaniem wzrosły szanse na rozwiązanie zagadki zaginięcia Iwony Wieczorek.

b90c3557a61a887cb566204d08aac170_XLKrystian W. – zwany Krystkiem –  trafił za kraty na początku listopada 2015 roku, jednak postawione mu wówczas zarzuty dotyczyły tylko jednej dziewczyny, którą miał zgwałcić 6 lat temu. Istniało ryzyko, że może ona być nakłaniana przez mafię pedofilską do zmiany zeznań, lub że z jakichś innych względów ten areszt zostanie uchylony. Śledczy zdawali sobie z tego sprawę i nie próżnowali. Zgodnie z naszymi wcześniejszymi zapowiedziami, Krystkowi dołożono kolejne zarzuty, w tym również za pedofilię, co w praktyce niemal do zera zmniejsza jego szanse rychłego wyjścia na wolność.
– Prokurator uzupełnił Krystianowi W. zarzut o kolejnych pięć czynów – poinformowała w grudniu Grażyna Wawryniuk, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Gdańsku – Cztery dotyczą czynów obcowania płciowego z małoletnimi poniżej 15 roku życia, a jeden usiłowania doprowadzenia pokrzywdzonej do obcowania płciowego. Do czynów tych dochodziło w okresie od 2008 roku do 2014 roku. Podejrzany nie przyznał się do popełnienia zarzuconych mu przestępstw. Odmówił złożenia wyjaśnień.
Wkład w postawienie tych zarzutów miała również nasza redakcja.

Nasz kluczowy świadek

Podczas dziennikarskiego śledztwa, które było przyczynkiem do powstania dwóch specjalnych zespołów śledczych Komendy Wojewódzkiej w Gdańsku, udało nam się przez ostatnich 7 miesięcy nawiązać  kontakt z ponad 200 osobami. Niektóre z nich okazały się szczególnie cenne i pomocne w tej sprawie.
Jedną z nich była Andżelika, która już w czerwcu wyznała nam: – Krystian zmusił do seksu cztery moje koleżanki. Trzy z nich nagrał. Były wtedy przed 15 rokiem życia, jedna miała tylko 13 lat. Mnie oferował różne prace, jak bujanie się na huśtawce (w sopockim klubie – red.), albo rozdawanie w bikini ulotek na plaży. Jego koledzy wypożyczali mu drogi model audi TT. A jego kolega Marcin ma swoje kino (chodzi o salę kinową – przyp. red.).
Gdy śledczy dowiedzieli się o istnieniu Andżeliki, próbowali przekonać ją do złożenia zeznań. Dziewczyna nie była chętna. Wtedy poproszono nas o zachęcenie jej do współpracy. Łatwo nie było, jednak po naszych namowach dziewczyna w końcu zgodziła się pomóc dotrzeć śledczym do zgwałconych dziewczynek.
Grudniowe zarzuty to po części zasługa Andżeliki.
Poza czterema ofiarami pedofilii, o których w grudniu poinformowała prokuratura, była też piąta, nieco starsza. Tu postawiono Krystkowi zarzut usiłowania zgwałcenia.
Chodzi bowiem o sprawę z Pucka z 2014 roku. To tam Krystek zwiózł pewnego wieczoru 16-letnią Sarę i 17-letnią Magdę. Wbrew temu, co przekazało na ich temat kilka mediów, nie były to dziewczyny z poprawczaka, tylko pokiereszowane przez los wychowanki domu dziecka, które postanowiły stamtąd uciec. Miały pecha, bo mężczyzną, który zaoferował im lokum, okazał się Krystek. Mający wyjątkowy dar do znajdowania nastolatek z problemami.
Do czasu rozpoczęcia śledztwa przez Komendę Wojewódzką Policji w Gdańsku, sprawa z Pucka była jedyną, za jaką 39-latka kiedykolwiek postawiono przed sądem w związku z przestępstwem seksualnym (wyrok jeszcze nie zapadł). Ale tylko za Sarę, którą Krystian W. miał feralnego wieczoru brutalnie zgwałcić. Czemu nie za Magdę?
– Też tego nie rozumiałam. Mnie również wtedy skrzywdził. Ale zamiast tego uznano mnie za świadka i w sądzie posadzono łokieć w łokieć obok Krystiana. To była taka sama trauma, jak tamtego wieczoru – wyjawiła mi w październiku starsza z dziewczyn.
Po tych słowach, postanowiłem spotkać się najpierw z Sarą, a dwa dni później z Magdą, żeby ustalić, co naprawdę stało się tej okropnej nocy w Pucku. Ich relacje były ze sobą zbieżne, są bardzo wiarygodne. Wynika z nich, że sutener zabrał je do mieszczącego się zaledwie 150 metrów od komendy opuszczonego klubu. Jego nazwa jest tożsama ze słynnym perwersyjnym filmem z lat 80., nawiązującym do dewiacji seksualnych.

Uwięzione i gwałcone

W puckim lokalu – który miał być wówczas w faktycznym władaniu jego kolegi Marcina – Krystek czuł się, jak u siebie w domu. Miał klucze, znał na pamięć kod do wejścia. Poczęstował dziewczyny alkoholem, zaczął opowiadać im o pracy, którą będą mogły wykonywać w dwóch sopockich klubach: jeden z nich mieści się w słynnym Krzywym Domku, a drugi przy plaży.
Rozglądające się po wnętrzu nastolatki, nie mogły skupić się, ani na rozmowie, ani na włączonym filmie, choć rzekomo znajdowały się w sali kinowej. Coraz bardziej nerwowo spoglądały na znajdujące się tam pejcze do seksu sado-masochistycznego i rurę, która ich zdaniem służyła do tańczenia.
– Powiedziałam Sarze, że chcę iść stamtąd. Ona poszła po pomoc i wtedy się zaczęło – wzdychała Magda – Rozbierał mnie. Powiedziałam, że nie chcę. Zaczęłam się wyrywać. Kazał mi brać do buzi. Nie zrobiłam tego. Rozbierał się do naga, kładł się na mnie i zaczął mi wkładać swojego członka. Uciekłam do łazienki. Wtedy przyszła Sara.
– Jak wróciłam, Magda była zapłakana łazience, nie dała się dotknąć. Mówiła, że ją rozbierał i kazał brać do buzi. Była roztrzęsiona i krzyczała, że chce do domu – relacjonowała mi dalszy przebieg wydarzeń Sara – Prosiłam Krystiana, żeby nas wypuścił, ale powiedział, że zadzwoni na policję i powie, że uciekłyśmy z domu dziecka. I jeszcze kazał nam oddać za paliwo. Nie chciał mnie do niej wpuścić. A za to, że wyszłam na zewnątrz, mam spełnić jego życzenie, a Magda ma zamknąć ryj. Krzyczałam, że chcę, aby nas wypuścił; i wtedy powiedział, że jutro pojedziemy do Szczecina, ale nie mówił, w jakim celu. Wyciągnął mnie na klatkę i zamknął Magdę na dole. Tam nawet okien nie było, drzwi na kod. Nie miałyśmy szans… Bardzo bałyśmy się, że zaraz mogą przyjechać jego koledzy. Wciągnął mnie do góry po schodach, choć bardzo płakałam i prosiłam go, mówiąc, że nie chcę. On powiedział, że jestem mu winna za to, że chcę wyjść. Najpierw rzucił mną o oparcie łóżka, ale wyrwałam się i w końcu zepchnął mnie na podłogę, upadłam na brzuch. Ściągnął mi tylko leginsy i majtki, a ja nie miałam jak wstać. Nie zabezpieczył się…
Kiedy Krystek skończył, dziewczynom udało się zebrać i uciec z budynku. Wybiegł za nimi. Najpierw nalegał, żeby zostały, bo następnego dnia do lokalu miał przyjechać mężczyzna, z którym także miały uprawiać seks. Potem groził im zawiezieniem na policję, aż w końcu odpuścił. Kilka dni później nastolatki opowiedziały o całym zdarzeniu śledczym.
Po rozmowach z nimi, zadzwoniłem najpierw do prokuratora rejonowego w Pucku, a następnie do jednego z policjantów zajmujących się Krystkiem. Powiedziałem o zbieżnych relacjach i o tym, że w moim odczuciu alfons powinien usłyszeć zarzuty również za Magdę. Jak się okazało, mundurowi już nad tym pracowali. Skutecznie. Na początku grudnia Krystian W. usłyszał zarzut usiłowania zgwałcenia również tej nastolatki. Obecnie jest więc oskarżony o przestępstwa seksualne wobec siedmiu niepełnoletnich dziewcząt, w tym czterech poniżej 15 roku życia.
Śledztwo jednak trwa. Na tym prawdopodobnie się nie skończy.

Zastraszanie ofiar

Kumple Krystka po grudniowych zarzutach zrobili się jednak bardzo nerwowi. Nie jest tajemnicą, że już wcześniej próbowali zastraszać niektóre osoby, a inne przekupywać. Robili to jednak w tak idiotyczny sposób, że wiedział o tym niemal każdy, kto miał głębszą wiedzę na temat sprawy. Ale w styczniu przegięli.
– Do jednej z dziewczyn przyszedł pewien Krzysztof, który twierdził, że jeden z adwokatów chce rozmawiać z trzema nastolatkami. A poza tym ten Krzysiek namawiał je, żeby zeznawały, że w momencie seksu z Krystkiem miały po 16 lat i że same tego chciały. Dziewczyny wezwały policję, policja przyjechała i mówiła, że to sprawdzi, ale one nie są pewne, czy na pewno tak się stanie – mówiła mi przez telefon w połowie stycznia zmartwiona Joanna Tugushajn, mama Anaid (dziewczynka rzuciła się pod pociąg po spotkaniu z Krystkiem), od której zaczęła się cała sprawa. – Na początku myślałam, że ktoś sobie żartuje. Ale potem uświadomiłam sobie, że chodzi przecież o te dziewczyny, które nie miały jeszcze 15 lat podczas spotkań z Krystkiem. Oni mogli kombinować coś poważnego.
Po tej rozmowie powiadomiliśmy dodatkowo komendę wojewódzką. Mundurowi spisali się świetnie. Już po kilku dniach zarówno Krzysztof, jak i jego kolega zostali zatrzymani.
„Jednemu z mężczyzn przedstawiono zarzut podżegania świadków do składania fałszywych zeznań, a drugiemu podejmowanie działań zmierzających do utrudniania postępowania poprzez podżeganie do składania fałszywych zeznań” – poinformowała krótko potem Prokuratura Okręgowa w Gdańsku w specjalnym komunikacie.
Na tym problemy Krzysia mogą się jednak nie skończyć. Podjęliśmy w redakcji decyzję, że jeśli kiedykolwiek usłyszymy jeszcze o próbach wpływania przez niego na śledztwo, najprawdopodobniej upublicznimy jego nazwisko i wizerunek, aby każdy związany ze sprawą mógł się go wystrzegać. To samo mamy zamiar zrobić z każdą inną osobą, która będzie chciała nakłaniać do zmiany zeznań bądź zastraszać dziewczyny, dziennikarzy lub świadków.
Teraz wreszcie będziemy mogli to zrobić, bo przedtem część kumpli Krystka była pod ochroną… polskiego sądownictwa.

Sądowa wygrana

W poprzednim numerze informowaliśmy o tym, że jeden z sędziów – bez ustalania stanu faktycznego – skutecznie zakneblował naszą redakcję na kilka miesięcy. Przez to nie mieliśmy prawa opisać wszystkich aspektów tej sprawy. Zrobił to na wniosek byłych pracodawców Krystka, bez poinformowania nas o postępowaniu.
Ponieważ odwołanie było w toku, nie mogliśmy pisać o szczegółach. Możemy już jednak ujawnić, że ten sędzia zakazał nam m.in. używania stwierdzeń, których nigdy nie użyliśmy – w tym takich, które były w stu procentach prawdziwe.
Nie udało nam się zrozumieć, z jakiego powodu sędzia to zrobił. Dopatrzył się również skojarzeń z pedofilskimi imprezami w ilustracji do jednego z naszych felietonów dotyczących sprawy Krystka, choć nie miała ona nic wspólnego z pedofilią, ani nawet z seksem. Stwierdził również, że nie ma interesu publicznego w opisywaniu niektórych wątków sprawy seryjnego gwałcenia dzieci oraz zmuszania ich do prostytucji.
W grudniu – po naszym odwołaniu – to bulwersujące postanowienie uchylił jednak Sąd Apelacyjny w Łodzi. Stwierdził, że w tym, co robimy, jest interes publiczny i przyznał nam prawo do pisania prawdy.
Mamy nadzieję, że już nikt nie zachowa się podobnie wobec jakichkolwiek dziennikarzy opisujących tę sprawę. Powszechnie wiadomo jednak, że w obronę Krystka oraz jego pracodawców zaangażowało się wielu ważnych prawników, w tym wykładowcy akademiccy. Aktywnie z mediami konfrontują się m.in. syn bardzo ważnego polityka – zwanego przez niektórych szarą eminencją Pomorza (odsunięty od stołka po październikowych wyborach) oraz syn ważnej, wieloletniej prokurator z Trójmiasta, która obecnie jest w stanie spoczynku. Ten ostatni ma zresztą trochę wspólnych znajomych z Krystkiem.

Tropy w sprawie Iwony

W dalszym ciągu nie znamy rozwiązania sprawy Iwony Wieczorek, której wyjaśnieniem zajmuje się nasza redakcja. I to my wskazaliśmy na związek z tą sprawą Krystiana W.
Krystek jest bowiem postacią, wokół której pojawiają się niemal wszystkie najpoważniej brane pod uwagę wątki dotyczące zaginięcia Iwony. Nawet gangsterzy, którzy mieli zaczepiać dziewczyny w pobliżu miejsca ostatniego zarejestrowania gdańszczanki przez kamery (pisaliśmy o nich w poprzednim numerze), są w pewien sposób powiązani z jego sprawą, gdyż zajmowali się m.in. sutenerstwem.
Wiele wskazuje na to, że ten 39-letni alfons może posiadać informacje, które będą w stanie pomóc rozwiązać zagadkę zniknięcia Iwony Wieczorek. To, że nie sprawdzano go w tym kontekście przez 5 lat, to zasługa szeregu działań tuszujących jego związki, na które złożyło się również czyszczenie forów internetowych z wpisów na jego temat. Było ich sporo zwłaszcza w 2010 roku, ale nikt wtedy nie podjął tych tropów. A najważniejsze forum znikło z Internetu.
Udało nam się dotrzeć do jednej z osób, które umieszczała tam opinie. – Znam Krystiana od wielu lat. Kiedyś wykorzystał moją przyjaciółkę. Nie mogła się wtedy ruszać, ale była wszystkiego świadoma. To było jakieś 7 lat temu, kiedy w Sopocie była jeszcze Tropikalna Wyspa – zdradziła nam Karolina – Później jeszcze przez wiele lat, jak ją widział, to bezczelnie do niej podchodził i zagadywał. Mnie oferował pracę jakieś 5, a może 6 lat temu. Nie proponował huśtawek, tylko bogatych klientów. Raczej każda ładniejsza dziewczyna, która imprezowała w Sopocie, go zna. Gdy była sprawa Iwony Wieczorek, to było takie forum o niej. Wszędzie tam pisałam, żeby sprawdzili Krystiana. Nie wiem, czy ktoś to sprawdził.
Z sieci szybko znikły też wszystkie zdjęcia Iwony Wieczorek, które zrobiono jej w sopockich klubach.
– Dziwisz się? – pyta mnie retorycznie Marian, pracujący dawniej dla osób, dla których Krystek świadczył usługi. – Oni nie tylko mają poważne plecy, ale też świetnych informatyków. Widziałem, co są w stanie zrobić, i byłem w szoku. Pokazywali mi, jak hakują urządzenia zewnętrzne. Poza tym część tych stron tak naprawdę należała do ich ludzi. Ja temu Krystkowi dałem już po mordzie jakieś 8 lat temu w ich klubie, ale co ja sam mogłem? Najgorsze, że on już wtedy miał wsparcie swojego przyjaciela, któremu załatwiał te młodziutkie laski również do prywatnego lokum. Ten biznesmen chce uchodzić za kulturalnego, umie stwarzać niezłe pozory, ale ja wiem, jak na niego już wtedy wołali pracownicy za jego plecami. Nikt z takim przezwiskiem nie chciałby trafić do więzienia, dlatego będzie się teraz bronił za wszelką cenę. Uważajcie na niego.
Z pewnością przy sprawie Iwony nie pomogła również rotacja w sopockich klubach, która jest ogromna. Dziś trudno znaleźć tam osoby, które pracowały przed 5 laty. Wyjaśnieniu zaginięcia Iwony zaszkodził też fakt, że na początku zajmowała się nią Komenda Miejska Policji w Sopocie, której funkcjonariusze mieli być wyjątkowo pobłażliwi, zarówno dla Krystka, jak i jego pracodawców.
W naszej opinii żaden poważnie podchodzący do tej sprawy śledczy ani detektyw nie miał prawa nie odkryć, że ulubiony klub Iwony jest połączony właścicielsko z mieszczącym się 300 metrów dalej klubem, w którym dziewczyna bawiła się tuż przed zaginięciem, oraz że zarządzająca oboma lokalami firma korzysta z usług Krystka. A ten był przecież specem od śledzenia oraz zwabiania nastolatek do samochodów. Według pokrzywdzonych nierzadko używał też przemocy. Miał również z zaginioną gdańszczanką co najmniej kilku wspólnych znajomych.
Pięcioletni brak Krystka w aktach sprawy Iwony Wieczorek, z dzisiejszej perspektywy trudno nazwać zwykłym zaniedbaniem w śledztwie. Zwłaszcza, że wspomniane kluby ochraniała firma, o której kilka źródeł doniosło nam, że dorabiają w niej policjanci,  między innymi znajomi Krystiana W. Zapewne często mogli widzieć go w akcji. Szefem tej agencji ochrony jest były mundurowy. Według jednego z naszych informatorów Krystek robił pewne interesy również z niektórymi pracownikami tej właśnie firmy ochroniarskiej.

Zmowa milczenia

Na pierwszy rzut oka związek sprawy Krystka ze sprawą Iwony może wyglądać niczym nieprawdopodobna zmowa milczenia. Ale to samo można powiedzieć o zniknięciu 19-latki w centrum milionowej aglomeracji trójmiejskiej, bez pozostawienia jakichkolwiek śladów. Niby niemożliwe, a jednak tak się stało.
Przyczyna tej zmowy wydaje się nam oczywista, gdyż sami latem przekonaliśmy się, że mamy do czynienia z bardzo zastraszonym środowiskiem. Jedni boją się właścicieli klubów, inni ochroniarzy, a jeszcze inni policjantów.
W różnych kwestiach próbowało nas okłamać aż kilkadziesiąt osób. Przykładowo jedna z tak zwanych sopockich hostess (wbrew tej nazwie nie promowała produktów, tylko świadczyła innego rodzaju usługi), która na dwóch zdjęciach – z różnych okresów – przytula się do Krystiana, uparcie próbowała nam wmawiać, że go nie zna. Natomiast jego klubowy współpracownik najpierw oznajmił, że ktoś mu przedstawił Iwonę Wieczorek, a potem się tego wyrzekł i stwierdził, że nie chce robić problemów swoim byłym pracodawcom, zatem nie będzie z nami na ten temat rozmawiać.
Dopiero po aresztowaniu Krystka w sieci pojawiło się kilka bardziej konkretnych informacji na ten temat. Tak, jakby języki zaczęły się rozwiązywać: „O kolesiu usłyszałam jakieś 5 lat temu, niedługo po zaginięciu Iwony. Ktoś wspominał o nim, jako o handlarzu dziewczynami. Czytałam jakieś komentarze, że miał znać ją (czy jej znajomych) i sprzedać samochód dzień po jej zaginięciu” – napisała jedna z internautek. A  kolejna dziewczyna, na innym forum, zamieściła następujący wpis:  „On wie, co z Iwoną Wieczorek. Przechwalał się nie raz”.
Nam natomiast udało się porozmawiać w grudniu z dziewczyną, która – krótko po zaginięciu Iwony – została zatrudniona w firmie zarządzającej kilkoma sopockimi klubami. Tymi, dla których Krystek świadczył usługi. Pracowała przez parę lat w kilku lokalach. Wie dużo o Krystku oraz jego szefie. Zweryfikowaliśmy ją: jest bardzo wiarygodna i ma szczere intencje.
– Krystiana znam od pierwszego dnia swojej pracy. Zawsze przychodził (do klubów – przyp. red.) z małolatami po 16 lat i kazał im podrywać bogatych klientów. Szef zawsze o tym wiedział. (…) Gdy trafiali się bogaci klienci, Krystek przyprowadzał dziewczyny, które tańczyły i dawały się obmacywać. A co się działo poza klubem, tego już nie wiem, ale prawdopodobnie mogły sypiać z takimi klientami – uważa Sylwia. W tej części jej relacja jest zbieżna z tym, co przekazało nam wcześniej kilka innych osób.
– Poza tym sprawa zaginięcia Iwony Wieczorek też jest z nim powiązana (Krystkiem – przyp. red.), gdyż ona też była z takich dziewczyn, które przychodziły z Krystianem – kontynuuje nasza rozmówczyni – On daje darmowe drinki, wejściówki, odwiezie, przywiezie, i na pewno nie robił tego z dobrego serca. A co do lokalu w Pucku, to właściciel jest ten sam. Ja tam nie byłam, ale każdy w pracy wiedział, że to jest „pucka ruchalnia”.
– Czy widziała pani Iwonę w obecności Krystka? – dopytuję sceptycznie.
– Nie widziałam, ale mój kolega policjant zdradził mi, że ona była wtedy (w noc zaginięcia – przyp. red.) z Krystianem w klubie i że jego podejrzewa. I to nie tylko on tak stwierdził. To było ze trzy lata temu, jak mi o tym mówił. Szkoda, że nikt nie dobierze się do dupy tym, którym naprawdę powinno się dostać.
Z naszych ustaleń wynika, że z jakichś względów ów policjant nie podzielił się wówczas swoimi podejrzeniami ze śledczymi, ponieważ przez 5 lat w aktach Iwony nie było ani jednej malutkiej wzmianki na temat Krystka. Trafił do tych akt dopiero po naszym dziennikarskim śledztwie, latem 2015 roku. Do tego czasu ze sprawą kojarzono tylko starszego, ponad 60-letniego Krystiana, na którego kierowała podejrzenia internautka Lidia90. Użyła do tego skomplikowanych zabezpieczeń sieciowych. Za pseudonimem Lidia90 kryje się prawdopodobnie ktoś świetnie poruszający się po Internecie, przez co nigdy nie odkryto jego tożsamości. Może ta osoba chciała dobrze, a może zamierzała tym wpisem odwrócić od kogoś podejrzenia. Jednak ani jeden, ani drugi motyw nie wyklucza z tej sprawy Krystka, bo najprawdopodobniej znał on swojego starszego imiennika.
W dalszym ciągu nie można wyłączyć, że gdzieś w pobliżu jego sprawy znajduje się kluczowy wątek do odnalezienia najsłynniejszej polskiej zaginionej.
Wiosną nasza redakcja zamierza przeprowadzić w Trójmieście eksperyment, który być może przybliży nas do wyjaśnienia sprawy zaginięcia Iwony Wieczorek. O szczegółach poinformujemy niebawem.

Trójmiejski seks biznes

Z przekazanych nam informacji wynika, że sprawa Krystka wiąże się z pięcioma konkretnymi gałęziami najstarszego zawodu świata, zaś on był na samym początku tego łańcucha – skupiając się głównie na wyłapywaniu potencjalnych kandydatek do pracy i wdrażaniu ich w pierwsze etapy tego zawodu. Później niektóre z nich trafiały pod skrzydła innych osób, jednak cała ta struktura była ze sobą powiązana.
Pierwsza gałąź to prostytucja klubowa – ciężka do wyłapania, gdyż polega na podsyłaniu do klubów dziewcząt, które rzekomo same chcą dać się poderwać. W rzeczywistości niekoniecznie musiały chcieć. Ale z Krystkiem za plecami, który miał w telefonie nagrania z seksem tych nieletnich dziewcząt, ciężko było odmówić.
Druga, choć nadaliśmy jej niefortunną nazwę, to stosunki pracownicze – m.in. seks za pracę.
Trzecia wiąże się z tzw. mieszkaniówkami. To małe domy publiczne, przeważnie ulokowane w prywatnych mieszkaniach. Zasięg tego procederu, według naszych źródeł był potężny i obejmował teren od Elbląga, przez Trójmiasto i powiat wejherowski, aż po województwo zachodniopomorskie. Relacje kilku naszych informatorów oraz zdobyte przez nas innymi drogami ustalenia w pełni się ze sobą pokrywają. W tym przypadku sporą rolę mieli odgrywać ochroniarze i kilku niższych rangą policjantów.
Czwarty rodzaj prostytucji to eskort, czyli dostarczanie dziewcząt do wspomnianych bogatych klientów – do mieszkań, hoteli oraz na prywatne przyjęcia.
Piąty rodzaj to już najwyższa liga – prostytucja wyjazdowa. Te dziewczyny, które się czymś wykazały i były cenione najbardziej, mogły liczyć na operacje plastyczne i wyjazdy do polskich miejscowości turystycznych, oraz dalekich krajów, z podstarzałymi panami.
– Niech pan wejdzie na internetowy profil tej gwiazdeczki, który właśnie podesłałem. To jedna z tych dziewczyn, poznałem ją – prosił mnie przez telefon Michał, związany z półświatkiem – Widzi pan zdjęcia? Cycki? Zrobione. Usta? Zrobione. Jak pontony. To jej narzędzie pracy. Ciałko też jest. Solarium, fitnesik i tak dalej. Zdjęcia z najdroższych hoteli? Są. Z zagranicy? Są. I jak pan myśli, co taka młoda dziewczyna musi robić, żeby to wszystko mieć i tak ciągle jeździć? A teraz spróbuje pan znaleźć na jej profilu jakąś informację o tym, z kim ona jeździ do tych wszystkich krajów. Jakieś zdjęcie z kimś, albo komentarz z kim była. Nie ma! Wie pan czemu? Bo to profesjonalistka.
Cały, wielogałęziowy proceder był potężny i dobrze maskowany od lat. Dziewczyny mogły pracować w kilku gałęziach najstarszego zawodu świata na raz. Niektórym wmawiano nawet, że to jest legalne. Nie ma praktycznie szans, żeby odbywało się to bez jakichkolwiek sygnałów docierających do śledczych. Wciąganie w to nastolatek zaczynało się od niewinnego ogłoszenia o pracy w ulotkach (ona była prawdziwa) lub w innych prostych czynnościach, czasem od zwykłego: „Chcesz ze mną pójść do klubu w Sopocie?” napisanego na Facebooku, poprzez kolejne szczeble awansu w trójmiejskich klubach, aż po trafianie z ustami niczym pontony do bogatych klientów – mogli być nimi zagraniczni turyści, politycy z głębi kraju, celebryci lub lokalni bonzowie. Byle mieli dużo forsy. O kilku z nich zebraliśmy trochę informacji – w każdym przypadku, ich zamiłowanie do nastolatek poświadczało nam kilka niezależnych od siebie źródeł.
Ale nikomu pewnie by to wszystko nie przeszkadzało, gdyby dzięki sprawie Krystka nie okazało się, że wciągano w to również dzieci, a niektóre z nich miały być wręcz do tego zmuszane szantażem i groźbami. Gehenna, jaką wiele z nich przeszło po pierwszym gwałcie, była dopiero początkiem horroru. Wszyscy, którzy brali w tym udział, są pośrednio winni śmierci Anaid.

Koniec naszego śledztwa

Właściwie na tych ustaleniach możemy wreszcie zakończyć nasze 7-miesięczne śledztwo. Jednak w przypadku kolejnych prób wpływania na świadków, ofiary lub innych działań pedofilów, w ciągu godziny jesteśmy w stanie opublikować mnóstwo niezbyt pozytywnych informacji o wielu osobach, związanych mocno z tą sprawą. Nie ujawniamy ich jeszcze, gdyż nie chcemy zepsuć niespodzianek, jakie być może czekają w najbliższych miesiącach niektórych biznesmenów, ochroniarzy, gangsterów, prawników i polityków. Reszta powinna polegać już na działaniach operacyjnych służb, o których ustaleniach mamy oczywiście zamiar informować na bieżąco.
W momencie pojawienia się tego numeru w kioskach, na biurku jednego z ministrów oraz w skrzynce służb specjalnych, powinny już leżeć nasze raporty w  tej sprawie oraz lista około 100 osób, które w naszym odczuciu powinny zostać w najbliższym czasie przesłuchane. Nazwiska, naszych działających w dobrych intencjach informatorów, zachowaliśmy dla siebie. Zachęcamy jednak wszystkich, którzy posiadają jakąkolwiek wiedzę, aby podzielili się nią z Komendą Wojewódzką Policji w Gdańsku lub służbami centralnymi. Dotyczy to również osób związanych z tym procederem. Dla niektórych współpraca ze śledczymi może okazać się wręcz zbawienna.
Moralnie ta sprawa jest bardzo prosta: Albo można gwałcić dzieci, albo nie można. My uważamy, że nie można.

Mikołaj Podolski

www.e-reporter.pl
imiona niektórych osób zostały zmienione dla ich bezpieczeństwa

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ