Przecie ja nic złego nikomu nie zrobiła

0
526

Warszawska Saska Kępa to dzielnica z tradycjami. Zamożna wyspa na morzu robotniczej Pragi. Jednorodzinna zabudowa, wąskie uliczki, sąsiedztwo wielu przedstawicielstw dyplomatycznych. Okolica uchodząca za spokojną i bezpieczną. A jednak to właśnie tu, w poniedziałek 26 października 1992 roku znaleziono zwłoki wybitnej malarki i scenograf teatralnej, osiemdziesięciosiedmioletniej Teresy Roszkowskiej. Już od pierwszej chwili nie było wątpliwości – kobieta została zaatakowana i brutalnie zamordowana we własnym domu.

Teresa Roszkowska nigdy nie wyszła za mąż. Nie miała także dzieci. Od czasu śmierci rodziców zamieszkiwała samotnie przy ulicy Obrońców 15. Zajmowała jeden z szeregowych domów tworzących kolonię ograniczoną ulicami Obrońców, Katowicką i Dąbrowiecką. Z tyłu za budynkami znajdowały się niewielkie ogródki i ścieżka stanowiąca skrót miedzy uliczkami.
Przybyli na miejsce, w poniedziałkowe przedpołudnie, policjanci z Komendy Rejonowej Warszawa Praga Południe, stwierdzili, że drzwi frontowe są nieuszkodzone. Natomiast furtka od strony ogrodu miała wyłamany zamek. Do budynku sprawca dostał się najprawdopodobniej przez otwarte okienko piwniczne. Jakby na potwierdzenie tego faktu drzwi łączące piwnicę z pomieszczeniami mieszkalnymi miały również wyłamany zamek, zaś dalej na schodach zabezpieczono ślad obuwia.
W śledztwie ustalono potem, że właścicielka domu była osobą ostrożną i nie wpuszczała osób sobie nieznanych. Za to okienko piwniczne było otwarte właściwie zawsze. Pani Roszkowska dokarmiała bowiem okoliczne bezdomne koty i piwnica była miejscem, gdzie te zwierzęta mogły się schronić i posilić.
Dom przy ulicy Obrońców ma cztery kondygnacje. Na samym dole piwnicę, wyżej parter i umiejscowioną na nim kuchnię. Pierwsze piętro należało w przeszłości do nieżyjących już rodziców malarki. Po ich śmierci pozostało w stanie właściwie niezmienionym. Dopiero na drugim piętrze znajdowały się sypialnia i pracownia właścicielki domu.

Walczyła z mordercą

Zwłoki Teresy Roszkowskiej znajdowały się w jednym z pomieszczeń na pierwszym piętrze domu. W pokoju panował nieład. Zawartość szafek została wyrzucona na podłogę. Kobieta leżała na plecach, na podłodze mieszkania. Miała na sobie nocną koszulę. Jej nogi były narzucone na tapczan. Ręce splecione na piersiach. Oba przedramiona właściwie czarne od siniaków.
Zgon nastąpił w nocy z soboty na niedzielę. Wynikało to z przeprowadzonej sekcji zwłok, ale fakt ten potwierdzały także pośrednio ustalenia poczynione w śledztwie. Jeden ze znajomych zamordowanej, Jerzy R. rozmawiał z nią przez telefon w sobotę około godziny 23. Natomiast osoby, które dzwoniły następnego dnia rano już nie uzyskały połączenia.
Ten fakt niezmiernie komplikował śledztwo. Stracono bezpowrotnie pierwsze godziny, podczas których świeże są i tropy i pamięć świadków. Doświadczeni policjanci twierdzą, że ten kluczowy okres, to pierwsze 48 godzin po zabójstwie.
Sprowadzony na miejsce policyjny pies podjął trop. Z ogródka na tyłach domu wyprowadził funkcjonariuszy przez furtkę w ogrodzie i doprowadził do ulicy Dąbrowieckiej. Tam trop sie urwał. Nie powinno to jednak dziwić, ponieważ od zbrodni upłynęło już około trzydzieści sześć godzin, a dodatkowo w tym czasie spadł deszcz.
Zawarty w aktach śledztwa opis obrażeń zadanych kobiecie wskazuje, że sprawca, bądź sprawcy działali z olbrzymią brutalnością
„Charakter obrażeń w obrębie jamy ustnej i górnych dróg oddechowych (…) wskazuje na to, że do jamy ustnej został wprowadzony knebel zatykający górne drogi oddechowe, odcinając dostęp powietrza, co doprowadziło do śmierci na drodze gwałtownego uduszenia. (…) Charakter złamań żeber przemawia za tym, że w grę wchodził ucisk na klatkę piersiową wywierany stosunkowo dużą powierzchnią, np. ucisk kolanami. (…) Obrażenia w obrębie twarzy i powłok głowy wskazują na to, że powstały pod wielokrotnym działaniem tępego, twardego przedmiotu, oraz uderzeń w twarde podłoże przy czym charakter obrażeń przemawia za tym, iż mogły być one zadane np. pięścią. (…)Rozerwanie kręgosłupa szyjnego powstało w mechanizmie nadmiernej odgięcia głowy ku tyłowi, co np. mogło towarzyszyć brutalnemu (ze znaczna siłą) wprowadzeniu knebla do jamy ustnej. (…) Obrażenia w obrębie rąk mogły powstać np. podczas zasłaniania się, maja one charakter obrażeń obronnych”.
Opis ten wskazuje, że napastnik powalił swą ofiarę na ziemię, przygniótł kolanami i bił ją pięściami. Kobieta zasłaniała sie rękami, co spowodowało, że na jej przedramionach i głowie powstały liczne zasinienia. Wskazuje to nie tyle na znęcanie się nad ofiarą, co raczej bitwę jaką Teresa Roszkowska stoczyła ze swym mordercą. Następnie – zapewne by zagłuszyć krzyk kobiety – zabójca wcisnął jej do gardła knebel. Spowodowało to jednocześnie odcięcie dopływu powietrza i rozerwanie kręgosłupa szyjnego. Obie te przyczyny skutkowały gwałtowną śmiercią ofiary.
Można zakładać, że sprawca nie był szczególnie doświadczonym zabójcą. Użył zdecydowanie zbyt dużo siły – tak jakby nie wiedział ile jej potrzeba by spacyfikować opór swej ofiary.

Trzech ludzi w mroku

Pierwsze ustalenia policjantów wskazywały, że noc z soboty na niedziele, była wprost wymarzona, by dokonać napadu rabunkowego. W bezpośrednim sąsiedztwie domu Roszkowskiej odbywała się głośna impreza, a dodatkowo Saską Kępę spowiła mgła. A mimo to udało sie odnaleźć świadków, którzy w sobotę około północy widzieli przy ulicy Katowickiej trzech młodych mężczyzn.
Świadkowie najdokładniej zapamiętali jednego z nich. Na tej podstawie udało się stworzyć portret pamięciowy. Przedstawiał on mężczyznę lat około 20–25, mierzącego 165–168 centymetrów, krępego, o wysportowanej sylwetce i ciemnych włosach.
Co ważne dla śledztwa trzej osobnicy nie tyle przebywali w sąsiedztwie, w czasie gdy doszło do zbrodni, ale stali u wylotu ścieżki prowadzącej na tyły domu Teresy Roszkowskiej i obserwowali okolicę. Można więc z dużą dozą prawdopodobieństwa założyć, że byli to sprawcy zabójstwa.
W toku śledztwa policjanci wytypowali min. młodego mężczyznę kradnącego kobietom torebki na terenie Saskiej Kępy. Osobnik ten był fizycznie podobny do osoby z portretu pamięciowego. Niestety podczas okazania nie został rozpoznany przez świadków.

Wiedzieli kogo napadli?

Największym problemem przed jakim stanęli śledczy było ustalenie co właściwie zginęło z mieszkania. Po długotrwałych przesłuchaniach znajomych i stałych bywalców domu przy ulicy Obrońców 15 powstała taka oto lista: „Komplet srebrny składający się z naczynia do płukania szklanek, dzbanka, pokrywki, łyżeczki do cukiernicy, kubek z nieustalonymi wzorami, a nadto: srebrna patera na owoce, pojedyncze srebrne sztućce znacznie zniszczone, złote bransoletka gładka o szerokości 1,5 cm, złota broszka w kształcie ważki wysadzona brylantami i szmaragdami, złoty pierścionek, złote monety rublowe i dolarowe nieustalonej ilości i złoty naręczny zegarek marki Doxa.
Prawdopodobnie z domu mogła jeszcze zginąć nieustalona kwota pieniędzy. Osoba, zatrudniona do sprzątania w domu Teresy Roszkowskiej zeznała w śledztwie, że znajdywała wielokrotnie w domu różne sumy pieniędzy. Również dr Elżbieta Baniewicz, krytyk teatralny, wspomina podobna sytuację: – Podczas naszej rozmowy w pracowni, zauważyłam leżący na wierzchu spory plik banknotów. Zapytałam panią Teresę, czy nie boi sie tak trzymać pieniędzy. Ona odparła: „Nie, nie będę chować, bo tu nikt nie przychodzi”.
W sprawie zabójstwa Teresy Roszkowskiej motyw wydawał się być dość jasny. Starsza, samotnie mieszkająca kobieta jest zawsze łatwym celem. Starsza, a więc słabsza. Starsza, a więc posiadająca środki finansowe, choćby w postaci emerytury. Na początku lat 90. wiele takich osób padło w Warszawie, ofiarą brutalnych napadów, często zakończonych zabójstwem, lub pobiciem ze skutkiem śmiertelnym.
Rodzi się pytanie kluczowe dla całego śledztwa. Czy sprawcy wiedzieli na kogo napadają? Czy zdawali sobie sprawę, że w domu przy ul. Obrońców 15 mieszka znana malarka, majętna i pochodząca z bogatej rodziny? Czy też zaatakowali przypadkowo wytypowaną starszą kobietę?
Elżbieta Baniewicz tak opisywała Teresę Roszkowską w tekście dla miesięcznika Teatr: „Niewysoka, szczupła pani o ciemnej karnacji, nosiła włosy zaczesane w niesymetryczny kok. Po okolicznych uliczkach chodziła w dużym męskim płaszczu albo szarym kitlu malarskim. Czasem grabiła liście przed domem, ale przede wszystkim zajmowała się dokarmianiem okolicznych zwierząt. Podarowała im całą piwnicę i ogródek. Kotom woziła rybę z drugiego końca Saskiej, ptakom wynosiła miednice pokrojonego chleba, pieskom wkładała mięso do śmietników. Ale gdy wyjeżdżała do miasta, autobusem 317 z rogu Francuskiej, można było zobaczyć w jej uszach wielkie złote koła albo brylanty, płaszcz z cudownej wełny”.
Być może więc sprawcy napadu sądzili, że mają do czynienia ze starszą panią, która jest trochę dziwna i zajmuje się karmieniem bezdomnych zwierząt. Być może liczyli na zysk w postaci kilku milionów ówczesnych złotych. Dlatego lista skradzionych przedmiotów jest taka chaotyczna. Jakby kradzież odbywała się bez żadnego z góry założonego planu. Być może również – gdyby nie charakter Teresy Roszkowskiej i jej niezłomna wola walki – przeżyłaby ona napad. Warto w tym miejscu przypomnieć, że kobieta spała na drugim piętrze. Skoro zaatakowana została jedną kondygnację niżej, to zapewne zeszła obudzona przez dochodzące z dołu hałasy.

W domu były skarby

Jest jednak także możliwa inna wersja zdarzeń. W 1990 roku powstał film Grzegorza Dubowskiego pod tytułem „Powrót do krainy wspomnień”. Bohaterką dokumentu, był nie kto inny, jak Teresa Roszkowska. Co ciekawe Telewizja Polska wyemitowała go na kilka miesięcy przed śmiercią kobiety.
W filmie można było zobaczyć żyjącą samotnie, w otoczeniu dzieł sztuki, pamiątek i bibelotów, starszą kobietę. Można się zastanawiać, czy ktoś na podstawie tego co zobaczył, nie postanowił zaatakować. Być może celem była kradzież, a nieprzewidziana okoliczność w postaci zabójstwa sprawiła, że sprawcy nie zrealizowali do końca swego planu.
– To byli prości ludzie. Ciule, za przeproszeniem, jakieś. – podejrzewa doktor Elżbieta Baniewicz – Co innego by ukradli, gdyby mieli pojecie. Kilka obrazów na ścianach było więcej wartych, niż to co skradli. Oni ukradli tysiąc złotych, a na ścianach domu wisiały setki tysięcy.
Były też wiele warte książki, porcelana w kredensie. Mordercy nie znaleźli także biżuterii. Izabela Konarzewska, przyjaciółka Teresy Roszkowskiej, znalazła ją następnego dnia i oddała w depozyt policji.
Śledztwo w sprawie zabójstwa Teresy Roszkowskiej umorzono ósmego kwietnia 1993r. Prokurator Eugeniusz Czyrko z Prokuratury Rejonowej Warszawa Praga Południe napisał między innymi: „Dotychczas sprawców rozboju i zabójstwa Teresy Roszkowskiej ustalić nie zdołano. Możliwości dalszego prowadzenia śledztwa zostały wyczerpane”.
Do dziś, mimo upływu ponad 20 lat, nie schwytano sprawców tej zbrodni. Nie udało się nawet ustalić, czy celem zabójców była kradzież konkretnych przedmiotów z domu malarki, czy też prosty i ordynarny rozbój. Jest to kwestia ważna. W pierwszym przypadku sprawców i zleceniodawcy zbrodni należałoby szukać wśród osób zajmujących się obrotem dziełami sztuki. W drugim, wśród pospolitych przestępców dokonujących rozbojów i napadów na starsze osoby. Być może ich nazwiska kryją się nawet w aktach innych, wyjaśnionych przez organy ścigania zabójstw starszych osób.

Czy sprawa powróci?

Czy istnieje jeszcze szansa na schwytanie sprawców tej okrutnej zbrodni?
– Jeśli w danej sprawie pojawią się nowe wątki, to nawet jeśli jest umorzona podejmuje się ją i prowadzi dalsze czynności. – wyjaśnia komisarz Agnieszka Hamelusz z zespołu prasowego Komendy Stołecznej Policji – Obecnie w jednostkach podległych pod Komendę Stołeczną Policji, jak również w samej komendzie nie ma specjalistycznego wydziału zajmującego się sprawami niewykrytymi. Jeśli jednak pojawią się nowe okoliczności, ślady, czy wskazówki to wtedy taka sprawa jest wznawiana. Podjęcie ponownej analizy leży w gestii obu służb, czyli policji i prokuratury.
Jak powiedziała mi prokurator Renata Mazur – rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej Warszawa Praga, akta sprawy zabójstwa Teresy Roszkowskiej były w ostatnim czasie analizowane przez stołeczną policję w związku z rutynowym analizowaniem starych niewykrytych spraw.
– Policjanci podejmują tzw. rutynowe analizy starych spraw. – wskazuje komisarz Agnieszka Hamelusz – Czasami przynosi to skutek i sprawa jest wznawiana. Również zdarzają się sytuacje, kiedy jeden z wydziałów np. zajmujący się przestępczością samochodową wypożycza z prokuratury sprawę dotyczącą zabójstwa, bo pracuje nad jednym wątkiem tej sprawy i gdy funkcjonariusze po analizie wpadną na trop, przekazują odpowiedniemu wydziałowi, w tym wypadku zabójstw nowe informacje i odwrotnie. Każda możliwość powrotu do starej sprawy jest wykorzystywana przez policjantów i każde nowe okoliczności są sprawdzane.
Teresa Roszkowska do końca życia zajmowała się malarstwem. W dniu, którym zginęła miała uczestniczyć w plenerze malarskim na Lazurowym Wybrzeżu. Nie pojechała, gdyż podobno nie znalazła osoby, która przez ten czas zajmowałaby się domem i karmiła zwierzęta.
Doktor Elżbieta Baniewicz tak wspomina ostatnią rozmowę z Teresą Roszkowską: – Drzwi na dole miały jedną marną zasuwę i dziesięć malutkich szybek bez żadnej kraty. Wychodząc powiedziałam, że to niebezpieczne dla samotnej osoby, która śpi na drugim piętrze i źle słyszy. Uśmiechnęła się i powiedziała: „Przecie ja nic złego nikomu nie zrobiła”.

 

Teresa Roszkowska urodziła się 23 listopada 1904 roku w Kijowie. Jej ojciec był Polakiem; inżynierem, absolwentem Politechniki Kijowskiej. Prowadził rozległe interesy. Matka, Dorothea Lydia Leischke pochodziła z rodziny zamożnych szwajcarskich przemysłowców.
Rodzina wróciła do Polski na początku lat 20. XX wieku. Adam Roszkowski był już od roku 1920 pełnomocnikiem rządu polskiego do spraw repatriacji z terenów Rosji, a od 1923 roku konsulem w Kijowie.
W Warszawie Teresa Roszkowska rozpoczęła jednoczesne studia w Szkole Sztuk Pięknych oraz Konserwatorium Muzycznym. Była uczennicą Tadeusza Pruszkowskiego. Należała do grupy malarzy zgrupowanych w tak zwanej „Szkole Warszawskiej”. Dodatkowo trenowała piłkę ręczną w Polonii Warszawa. W 1931 roku jej drużyna zdobyła nawet mistrzostwo Polski.
Nie ukończyła konserwatorium i nie została pianistką. Za to w 1930 roku uzyskała dyplom z malarstwa. W kolejnych latach swe obrazy wystawiała m.in. w Warszawie, Paryżu, Genewie.
W 1933 roku rozpoczęła studia scenograficzne w Państwowym Instytucie Sztuki Teatralnej”. Już w ich trakcie projektowała pierwsze dekoracje do sztuk Leona Schillera. Pod koniec lat 30. opracowała m.in. scenografię dla Polskiego Baletu Narodowego, którego występy w Paryżu okazały się wielkim sukcesem.
Po wojnie pracowała z najważniejszymi reżyserami: Edmundem Wiercińskim, Aleksandrem Bardinim, Aleksandrem Zelwerowiczem i Kazimierzem Dejmkiem. Jej scenografia do sztuki „Lorenzacio” była przez wiele lat uważana za najdroższą, ale i najpiękniejszą w historii polskiego teatru. Po premierze Maria Dąbrowska napisała: „Teresa Roszkowska jest geniuszem. Myślę, że podobnej dekoratorki nie ma dziś drugiej w Europie i dziwię się, że nie jest bardziej znana na świecie”.
Opracowała także scenografię i kostiumy do siedmiu filmów m/in. „Młodość Chopina”, „Piątka z ulicy Barskiej”, „Żołnierz królowej Madagaskaru”, „Klub kawalerów”.
W 1978 roku zakończyła karierę scenografa. Ostatnim przedstawieniem, do którego przygotowała dekorację i kostiumy była „Zemsta” w reżyserii Kazimierza Dejmka wystawiona przez Operę Narodową. Od tego czasu jedynie malowała.

Bartłomiej Mostek

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ