strzelanina

Naukowcy biją na alarm. Powodem jest tzw. syndrom „długi COVID-19”. Jest on, a przede wszystkim może być zdecydowanie bardziej wyniszczający, niż sam koronawirus. Na baczności powinni się mieć obecni czterdziestolatkowie, ale nie tylko. 

„Długi COVID-19” zagrożeniem dla ludzkości

„Badając ludzi, którzy chorowali na COVID-19 naukowcy odkryli wyniszczający syndrom nazywany „długi COVID”.” – alarmuje Interia. Już w najbliższych miesiącach czy latach, problem ten może dotknąć milionów ludzi na całym świecie, tym także w Polsce. Naukowcy są przerażeni, że część lekarzy bagatelizuje jego skalę, ignorując objawy zgłaszane przez poszczególnych pacjentów.

„Nowe badanie sugeruje, że następna „katastrofa zdrowotna” dotknie miliony ludzi cierpiących na ten syndrom, który może być odrzucany przez środowisko lekarskie. I chociaż dokładne liczby są trudne do określenia, nowe badanie dostarcza przesłanek, że w samych Stanach Zjednoczonych może być „15 milionów przypadków 'długiego Covidu' wynikających z tej pandemii”.” – donosi portal Interia.pl.

To, co jeszcze bardziej niepokoi naukowców, to fakt, że na ten moment nikt nie wie, jak długo będzie trwał „długi COVID-19”, jak długo część ludzi będzie borykać się z objawami koronawirusa i czy części z nich w ogóle nie da się wyleczyć.

Najnowsze badania, które opublikowała Profesor nadzwyczajna, Bette Liu, pokazują, że w trzy miesiące po zachorowaniu 93,4 proc. badanych wyzdrowiało, z czego 80 proc. – w ciągu 30 dni. Z jej ustaleń wynika, że 1,8 proc. zakażonych zmarło, a 4,8 proc. nadal doświadcza dolegliwości. To poważny problem, któremu będziemy musieli stawiać czoła przez lata.

Źródło: Interia.pl, mat. prasowe, PAP