Polski podróżnik był okrutnie torturowany przed śmiercią

0

Krzysztof Chmielewski był podróżnikiem. Chciał wraz z niemieckim kolegą przemierzyć na rowerach Amerykę Łacińską. Wierzyli, że uśmiech i otwartość dadzą im gwarancję bezpieczeństwa. Ale w Meksyku, gdzie rządzą kartele narkotykowe, tak nie jest. Człowiek o jasnej karnacji, który kręci się po bezdrożach, jest podejrzany w oczach tak bandytów, jak i korumpowanych przez narkotykowych baronów policjantów. Wszyscy sądzą, że to FBI. Krzysztof Chmielewski zginął rok temu w taki sam sposób jak jego niemiecki przyjaciel. Przed śmiercią byli strasznie torturowani. Teraz siostra zmarłego Polaka pojechała do Meksyku. To czego tam doświadczyła było szokujące i upokarzające. Pojechała tam z ekipą Superwizjera TVN.

Izabela Schmidtke to siostra Krzysztofa Chmielewskiego. W podróży do Meksyku towarzyszyli jej reporterzy Superwizjera TVN Anna Rubaj i Maciej Dopierała. We troje zobaczyli rzeczy, w które aż trudno uwierzyć. Nie sposób pojąć skali zbrodni, która na co dzień wydarza się na meksykańskiej prowincji oraz skali bierności śledczych, którzy przymykają na różne rzeczy oczy.

Siostra Chmielewskiego chciała się dowiedzieć, dlaczego Meksyk nie oddaje ciała jej brata, by mógł być pochowany w Polsce. Widać, że zadając głośno to pytanie i kręcąc się z ekipą telewizyjną po przedmieściach miasta Abasolo, podpadła ludziom, którzy coś tu znaczą. Za Polakami wysyłano radiowozy, legitymowano ich, przesłuchiwano… W końcu jakiś śledczy podjął decyzję, by Schmidtke zobaczyła ciało swojego brata. Ale okazało się, że z jakiegoś powodu w prosektorium leżały tylko kości.

Wcześniej władze zdecydowały – z nikim z rodziny tego nie konsultując – by zwłoki Chmielewskiego rozpuścić w jakiejś substancji chemicznej. Tak, by zniknęły wszystkie miękkie tkanki. Podczas oględzin szczątków okazało się, że czaszka ma otwór po kuli. Warto przy okazji dodać, że tuż po odnalezieniu zwłok podróżnika, lokalne organy ścigania szybko stwierdziły, że Chmielewski został potrącony przez ciężarówkę. Jak napisano w raporcie było to „nieumyślne spowodowanie śmierci”.

Władze tak bardzo śpieszyły się z zamknięciem śledztwa, że Chmielewskiego pochowano dwie godziny po odnalezieniu jego zwłok. To dość „intrygująca” decyzja, bo Polak miał nie tylko przestrzeloną czaszkę. Na zdjęciach, które wykonano podczas oględzin tuż przed pierwszym pochówkiem, widać ślady po bestialskich torturach. Dość powiedzieć, że Chmielewski miał odrąbaną głowę i dłoń. Zresztą jego kolega z Niemiec, Holger Hagenbusch, umarł w podobnych okolicznościach.

Ciało Polaka znaleziono na zboczu wzniesień, przy których na masową skalę uprawia się rośliny, niezbędne do produkcji narkotyków. Wszyscy tu to wiedzą. Meksykański informator, z którym troje Polaków podróżowało samochodem stwierdził, że zapuszczenie się głębiej w chaszcze, równałoby się ze śmiercią.

Krzysztof Chmielewski został zamordowany w ubiegłym roku podczas podróży rowerem po Meksyku. Do tej pory śledczy nie ustalili kto, jak i dlaczego bestialsko zabił bezbronnego podróżnika. Na początku twierdzono, że był to nieszczęśliwy wypadek, a zwłoki Polaka zaginęły. W tę wersję od początku nie wierzyła siostra Krzysztofa, Izabela Schmidtke, która widziała zdjęcie z miejsca zdarzenia. Twierdzi, że ułożone w nienaturalnej pozycji ciało nie miało głowy i stopy. W podobnym miejscu i czasie znaleziono również okaleczone zwłoki niemieckiego podróżnika Holgera Franza Hagenbuscha. Brakowało całego korpusu, a w czaszce była dziura po kuli.

Po roku bezskutecznego chodzenia od urzędu do urzędu (również w Polsce), kobieta zdecydowała się na podróż do Meksyku i próbę samodzielnego rozwiązania zagadki śmierci brata. Towarzyszyli jej reporterzy Superwizjera Anna Rubaj i Maciej Dopierała. Na miejscu udało się ustalić, że na ciele Polaka znaleziono wyraźne ślady tortur oraz nacięcie, przez które wyrwano mu serce. Pojawiły się podejrzenia, że za śmiercią obu podróżników stoi jeden z największych i najbrutalniejszych karteli narkotykowych w Meksyku, Jalisco Nowa Generacja. Czy to dlatego śledztwo stanęło w miejscu?

W Meksyku statystycznie co godzinę zabijane są 3 osoby. Kraj praktycznie kontrolowany jest przez kartele narkotykowe. Na ulicach normalnym widokiem są uzbrojeni policjanci. Lokalni mieszkańcy mówią wprost: w Meksyku wszyscy są skorumpowani, a takie okaleczenia zdarzają się dość często. – Każda osoba o jasnej karnacji jest uznawana za szpiega. Kartele okaleczają ofiary w czasie przesłuchań. Możliwe że wyrwali mu serce – mówi przewodnik, który towarzyszył wyprawie. – Słyszałem o ofiarach, którym wyciągano jelita, gdy jeszcze żyli, żeby musieli na to patrzyć – dodaje. Na pytanie o widoczne w dolinie plantacje opium odpowiada: „jeśli tam zejdziemy, nie wrócimy już żywi”.

W regionie panuje ogromna bieda. Wielu młodych wstępuje do karteli dla pieniędzy, a potem zmieniają się w bezwzględne bestie. Inicjacja nowych członków gangu polega na popełnieniu bardzo brutalnego morderstwa. Ludzie o tym doskonale wiedzą, ale boją się mówić. Zapewne modlą się jedynie w duchu, by tym razem nie padło na nich.

Lokalni Indianie wspominają, że w okolicy odnajdywano dziewczynki bez organów, okaleczone ciała sprzedawcy czipsów, a nawet lokalnego nauczyciela. Działające tam gangi słyną z brutalności i stosowania tortur. – Wyrzucili go jak śmiecia. To jest straszne – mówi Iza ze łzami przytulając się do słupa, na którym powieszono rower Krzysztofa. Został tam jako pomnik ku pamięci zamordowanego Polaka.

Prowadzący sprawę prokurator nie chciał rozmawiać przed kamerą Superwizjera. Polakom zabrano wszystkie urządzenia elektroniczne. Musieli nagrywać z ukrycia, ponieważ za filmowanie samego budynku prokuratury ekipę zamknięto w pokoju przesłuchań. Pani Izabela była przesłuchiwana 8 godzin! Dopiero po naciskach, udało się wymóc pokazanie szczątków Krzysztofa. W późniejszym czasie udało się znaleźć fragmenty jego czaszki z widoczną dziurą po kuli.

– Tyle walczył, tyle jeździł, a zginął marnie. Spodziewałam się ciała, a nie samych kości. Nie widziałam tam Krzyśka – mówi siostra podróżnika.  Śledczy tłumaczyli, że pozbawione tkanek kości miały być „mniej szokujące dla Izabeli”. Nie zabezpieczono ciała do transportu, lecz usunięto ślady. Nikt też wcześniej nie mówił, że mężczyzna miał przestrzeloną potylicę. Jak po egzekucji. Taką samą dziurę po kuli miał w czaszce zamordowany Niemiec. Tę zbrodnię również starano się ukryć, na co nie pozwoliła interwencja jego brata.

Krzysztofa pochowano w anonimowym grobie niemal od razu po znalezieniu ciała. Dopiero, gdy sprawą zaczęła się interesować jego siostra, ekshumowano zwłoki. Mimo tego, że ktoś postarał się, by zostały z nich już wyłącznie kości, meksykańska prokuratura nie chciał odesłać ich do Polski. Siostra mężczyzny dostała tylko jego rzeczy osobiste. Śledztwo nadal prowadzone jest pod kątem nieumyślnego spowodowania śmierci.

Gdy reporterzy zbierali informacje, zostali otoczeni przez policję z długą bronią. Zablokowano ich śledztwo. Na rozkaz prokuratury musieli zakończyć podróż w poszukiwaniu prawdy i wrócić do hotelu. Czy to oznacza, że byli blisko? – Najbardziej zależy mi na tym, żeby Krzysztof wrócił do kraju, żebym mogła pochować go koło mamy – podkreśla kobieta. I dodaje, że nie ma już dla niej znaczenia, kto jest mordercą. Chciała tylko odzyskać brata i spokój ducha.

Niedługo po powrocie ekipy do Polski szczątki w końcu zostały odesłane przez meksykańskie służby.

źródło: fakt.pl

.

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ