ŚMIERĆ ZA WPIS NA FACEBOOKU

Grupa nastolatków osaczyła szesnastoletniego Dawida.  Wyzywali go, popychali, uderzali pięściami.  On się cofał, ale nie tracił równowagi. I nagle osiemnastolatek kopnął Dawida na wysokość szyi. Kopniak był potężny. Śmiertelny. Chłopiec zginął za banalny wpis na Facebooku.
Peryferie Starych Gliwic. Tuż przed strefą ekonomiczną, na kilkudziesięciu metrach obok domków rodzinnych po prawej i działek po lewej stronie, ulica Klasztorna zamienia się w pełne dziur klepisko, aby znowu przemienić się w asfaltową drogę. Miasto przypomina tu bardziej wieś, niż dużą aglomerację. Zdarza się, że jeżdżą tamtędy, na skróty, pojazdy do specjalnej strefy ekonomicznej. Wieczorem, 17 lipca tego roku, kiedy zginął zamordowany w tym miejscu16-letni Dawid Łukjan, nikt tędy nie przejeżdżał.
Pani Natalia mieszka w jednym z domków przy ul. Klasztornej: – To było w czasie telewizyjnych Wiadomości, zbliżała się godzina dwudziesta – wspomina tamten ciepły wieczór – Zobaczyłam w oknie grupkę chłopców. Biegli gdzieś w pola i zachowywali się głośno. Jak to młodzi… Gdybym przypuszczała, co się tam później wydarzy!
Nieopodal na działkach letnia krzątanina. Taka, jak w każde wakacyjne popołudnie. Działkowicze w strojach kąpielowych cieszą się resztką słonecznego dnia, inni szykują grilla. Ze dwieście metrów dalej wydarzył się dramat.
Konał na jego rękach
Zatrzymuję się przy wejściu do ogródków. Spotykam średniego wzrostu mocno zbudowanego mężczyznę. Nie jest skory do rozmowy.
– Co tu się działo – zawiesza na moment głos i odtwarza w pamięci tamte chwile. – Na tej drodze, przy działkach, stało pełno wozów telewizyjnych. Polsat, TVN, katowicka telewizja. Taka jedna latała za moim synem z mikrofonem, żeby jej opowiedział. Mój chłopak, ze zdenerwowania, ciągle nie mógł dojść do siebie po tym, co zobaczył. Odepchnął ją i wybiegł z ogródków. Jeszcze teraz głos mi drży na tamto wspomnienie. Dawid umierał na moich rękach! Tu przyjechał, do mojego syna, Szymka, na działkę. Tu byli razem, w tym ogródku, a potem wyszli. Na chwilę tylko – dodaje.
Przerywamy, bo potężny pies, o czarnej kosmatej sierści, doskakuje do siatki, do której się nieopatrznie za bardzo zbliżyłem.
– Zwierzę było przyzwyczajone do Dawida. Mieli go z sobą. Tamci zagrodzili im drogę. Powiedzieli, żeby Szymek trzymał mocno psa na smyczy, bo zrobią zwierzęciu krzywdę.
Ojciec Szymka trochę się uspakaja: – Minęły prawie dwa tygodnie od zabójstwa i pogrzebu Dawida, a jak sobie to przypominam, to ciągle nie mogę dojść do siebie.
Szymek znał się z Dawidem od lat. Wszystko robili wspólnie. Razem jeździli na wakacje.
– Tydzień przed tym dramatem wrócili z Bułgarii!
Podczas naszej rozmowy Szymek przyjeżdża na działkę motorynką. Chłopak nie chce rozmawiać. Jeszcze za wcześnie. Jeszcze nie teraz. Musi jakoś dojść do siebie, zamordowany Dawid był przecież jego najlepszym przyjacielem.
– Zabieramy chłopaka na wczasy – kwituje rozmowę ojciec małoletniego Szymona.
Tamtego wieczoru, gdzieś koło dwudziestej Dawid zjawił się na ogródkach, żeby ze swoim najlepszym  kolegą Szymkiem zrobić grilla. Bliscy Dawida zawsze wiedzieli, gdzie i z kim przebywa ich syn. Nigdy nie wychodził bez wiedzy matki.
– Wtedy też tak było – przypomina ojciec Szymka. – Powiedzieli mi, że zaraz będą rozpalać grilla, tylko pogadają o czymś z tymi dziewczynami. Sprawę załatwią szybko i wrócą. Nie wiem, ile trwało.  Z kilkanaście minut może? Może mniej? Z krzykiem wpadł nagle rozdygotany Szymek. Bełkotał coś, że Dawid nie żyje! Że go zabili i że leży przy drodze!
Ojciec Szymka nie pamięta, jak szybko znalazł się przy Dawidzie. Chłopak konał  na jego rękach.  Nie przypomina też sobie, ile w tym zamieszaniu osób pobiegło za nim. Syn głośno krzyczał, i wiele osób ruszyło na ratunek.
– Próbowaliśmy cucić Dawida, ratować mu życie, ale było za późno. Tamten osiemnastolatek, który zadał śmiertelny cios, nie uciekał, chodził tylko wkoło tuż obok konającego Dawida i powtarzał: „To nie miało być tak… to nie miało być tak…”.
Jakby go namierzali
Z tego, co opowiadał później Szymon ojcu, gdy wyszli z działek, przeszli ok. dwieście metrów dalej, i wtedy zadzwoniły do nich na komórkę ich koleżanki, że przyjadą.
Więc usiedli na krawężnikach przy drodze w pobliżu ronda i czekali na nie. Kiedy przyjechały, u jednej z nich zadźwięczała komórka: – Siedzimy tu z kolegami – odpowiedziała i wymieniła  z kim, i gdzie się znajduje.
– Trudno powiedzieć, jak długo trwało, zanim przybiegli tamci chłopcy, a wśród nich sprawca śmierci Dawida – zastanawia się ojciec Szymka – Było ich kilku, mówiono, że  kilkunastu nawet… I mieli jakby podążać z dwóch kierunków, odcinając Dawidowi drogę ucieczki. Otoczyli go i zaczęli popychać… A potem ten osiemnastolatek jednym silnym kopnięciem uderzył Dawida w okolicę szczęki, dokładnie w lewą stronę szyi.
Rok temu Dawid miał się im czymś narazić. Błahy powód. Jednej z dziewczyn, które wtedy do nich przyjechały, miał rzekomo odpisać ponad rok temu na Facebooku, żeby się lepiej uczyła, a nie marudziła i nie narzekała na nauczycielkę.
Po tym wpisie, Dawid zaczął otrzymywać od nieznajomych anonimy i groźby, że go dopadną. Za te właśnie słowa na Facebooku, skierowane do tamtej dziewczyny. Dziewczyna nie miała o tym ponoć pojęcia.
– Ani mój syn, ani Dawid, nie znali tych chłopaków – przyznaje ojciec Szymona. Pogróżki trochę zaniepokoiły Dawida. Na początku przynajmniej, ale minął rok i nic złego się nie działo.
Pani Beata jest zdruzgotana śmiercią syna. Od tamtej chwili nie może znaleźć spokojnego kąta. Chodzi zapłakana. Każde miejsce przypomina jej syna. Nie ma pretensji do ojca Szymka: – Przecież chciał pomóc. Synowie znają się od trzeciego roku życia.
Widziała w telefonie komórkowym wszystkie połączenia syna. Sprawdzała. Koleżanki dzwoniły, kiedy chłopcy byli już poza działką: – Jedna z nich chciała się spotkać z synem.
Do tej drugiej z dziewczyn też dzwoniono. Jakby namierzano Dawida: – Dojechały pod działki około 19.40.
Dawid był normalnym młodym chłopcem. Rozmawiał i spotykał się, z kim mu się żywnie podobało. Matka znała jego przyjaciół, nie miała zastrzeżeń wobec jego znajomych.
– Może tamtych chłopaków zawiadomił ten, który podrzucił koleżanki Dawida i Szymona na działki na motorze – zastanawia się Marek Sas, znajomy matki Dawida, któremu nie może pomieścić się w głowie, jak mogło dojść do takiego nieszczęścia. – Wszyscy, z wyjątkiem tego osiemnastolatka i drugiego siedemnastolatka, to przecież rówieśnicy Dawida!
Matka nieżyjącego chłopca jest oburzona, że gazety pisały, jakoby Dawid z Szymkiem grali z tamtymi w piłkę na boisku, i że sprawa związana była z „porachunkami kibolskimi”: – Nie było żadnej gry, żadnego boiska! To bzdury! To byli obcy sobie, młodzi ludzie. To nie byli koledzy z łabędzkiego osiedla! – dodaje – Nie znał ich mój syn, ani nie znał Szymek. Dawid mieszka przy ul. Kozielskiej, a do Łabęd, stąd do kanału, za którym mieszkają tamci, to od nas chyba grubo ponad osiem kilometrów.
Skakali po nim
Jedna z dziewczyn opowiadała, że tamci nadeszli od strony Klasztornej, i że biegli na działki w określonym celu. Otoczyli Dawida i Szymka. Również od strony pobliskiego ronda. Żeby Dawid nie uciekł. Od razu zaczęli szarpać Dawida. Szymek nie mógł mu pomóc. Było ich kilkunastu. Cała banda. Pod adresem Dawida padały obraźliwe określenia. Wyzywano go. A potem, ze wszystkich stron, zaczęli go kopać, popychać, uderzać pięściami.  On się cofał, ale nie tracił równowagi. I wtedy tamten osiemnastolatek niespodziewanie uniósł nogę, na wysokość szyi Dawida. I uderzył! Kopniak był potężny. Cios zadany, jak przez zawodnika karate. Dawid cofnął się jeszcze kilka kroków. Aż upadł. A oni skakali jeszcze nad nim i krzyczeli: „zkn, z nami się nie zadziera… zkn, z nami się nie zadziera…” Co w łabędzkim młodzieżowym slangu oznacza, że są z drugiej strony rzeki, zza kanału. I należy się ich bać.
Kiedy Dawid nie wstawał, nachylił się nad nim ten osiemnastolatek. I zaczął nagle wołać o pomoc.
Jego kompani uciekli.
– Na kilka minut przez śmiercią, nim przyjechały te dziewczyny, Dawid nagrał na komórce film, jak siedzą z Szymkiem w dwójkę i rozmawiają – mówi pani Beata.
Kto powiadomił bandę z Łabęd, gdzie się znajduje Dawid? Co było treścią rozmowy z dziewczynami. I czym tak naprawdę naraził się Dawid grupie? Wyjaśnia to postępowanie prokuratorskie.
Jedna z koleżanek Dawida, która starała się pomóc matce zamordowanego w wyjaśnieniu przyczyn tragedii, poprzez wskazanie na uczestników napadu, została następnego dnia dotkliwie pobita.
2 SMIERC ZA WPIS - tu doszło do tragedii
– Nie odpuścimy, choćbyśmy mieli latami walczyć o sprawiedliwość – podkreśla matka Dawida – Sekcja zwłok syna miała wykazać, że zdrowy chłopak miał tętniaka w mózgu! I, że śmierci nie poniósł na skutek bezpośredniego kopnięcia. A spowodować miał ją krwotok powstały w wyniku pęknięcia tętniaka. Ma to zmienić zarzuty prokuratury postawione młodemu bandycie. A przecież Dawidowi nic nie dolegało! Był zdrowy! Nie chorował i nigdy się na nic nie uskarżał.
Prokurator Mariusz Dulba, zastępca prokuratora rejonowego Gliwice-Zachód przyznaje, że w wyniku pękniętego tętniaka, który przyczyniłby się do śmierci Dawida, napastnikowi zostaną postawione, jak na razie, jedynie zarzuty pobicia, a nie pobicia ze skutkiem śmiertelnym: – Oczekujemy jeszcze na wyniki drugiego badania biegłych, które potwierdzałyby, lub odrzucały tę hipotezę – dodaje – Jeżeli tętniak pękł w wyniku pobicia, kwalifikacja czynu ulegnie zmianie.
Młodocianych napastników i osiemnastolatka, po przesłuchaniach, puszczono do domów.
– Nie było podstaw do tymczasowego aresztowania – usłyszałem. – Zastosowano wobec nich jedynie dozór policyjny – informują w prokuraturze.
Ten fakt oburzył gliwiczan.
Łabędy nie cieszą się dobrą opinią. Sporo tu zwalczających się i rywalizujących ze sobą subkultur młodzieżowych, którym lepiej nie wchodzić w paradę. Na ich temat nie chce rozmawiać również zastępca komendanta IV komisariatu policji w Gliwicach-Łabędach, do którego odesłał mnie rzecznik gliwickiej policji, komisarz Marek Słomski. Zastępca komendanta nie był chętny do rozmowy i odesłał mnie do komendy miejskiej. Tam też niewiele mieli do powiedzenia.
Roman Roessler
fot archiwum rodziny, Roman Roessler

Zobacz również: