Tata zabił mamę, a dziadek wnuczka

0
2462
Dziadek był pijany, gdy sięgnął po kuchenny nóż, którym ranił swoją żonę. Pewnie by ją zabił. Ale na drodze stanął mu wnuczek. Niewiele myśląc zadał chłopcu kilka ciosów nożem. Okazały się śmiertelne. Gdy zdał sobie sprawę, z tego co zrobił, wyskoczył przez balkon. Zginął na miejscu. To nie pierwsza zbrodnia w tej rodzinie.
Gliwice, górnicze osiedle Sośnica.  Był 5 marca 2015roku, dochodziła godzina 19.30.
– To było tuż przez Wiadomościami w telewizji – rozpamiętuje jedna z sąsiadek w czteropiętrowym bloku przy ulicy Wiślanej, w którym rozegrał się dramat – Nagle usłyszeliśmy krzyki i na czwartym piętrze zrobiło się wielkie zamieszanie. Zaczęliśmy wszyscy wychodzić z mieszkań na korytarz, zobaczyć…
– Na ostatnim piętrze z mieszkania wybiegł z płaczem dziewięcioletni Jakub. Wołał do sąsiadów o pomoc. Krzyczał, że jego dziadek rzucił się z nożem na babcię i jego brata –  relacjonuje Ewa Szlosar, zastępca prokuratora rejonowego Gliwice-Wschód.
Konał na kolanach babci
Chłopiec zadzwonił też po pogotowie, błagając, aby jak najszybciej przyjechali, gdyż jego  brat Maksymilian leży zakrwawiony z nożem wbitym w ciało.
Po chwili Jakub wrócił do mieszkania razem z Józefem Dymkiem, kolegą  Maksymiliana z sąsiedztwa. Przy drzwiach wejściowych  było sporo krwi. Jakub ciągle płakał. Jego brat konał na kolanach 61-letniej babci, Jadwigi U., która też obficie broczyła z brzucha, z rany zadanej jej przez męża, i słabła z minuty na minutę. Maksymilian miał kilka ran klutych wokół serca.
Na łóżku leżał również 62-letni Bronisław U., trzymając ciągle nóż w prawej ręce. Widząc to Maksymilian, który na chwilę odzyskał przytomność,  prosił kolegę, aby ten wyciągnął nóż z ręki dziadka. Jednak mężczyzna bardzo mocno trzymał za rękojeść. Chłopiec nie dał rady odebrać zabójcy noża. Zajął się zatem kolegą. Józek Dymek zmierzył puls Maksymilianowi, ale był już ledwo wyczuwalny. Nagle chłopiec osunął się na podłogę z nóg rannej babci. Wtedy  Bronisław U. głośno przeklął, pewnie dotarło do niego co zrobił. Podbiegł do balkonu, otworzył drzwi i skoczył z czwartego piętra.
Otworzył drzwi i skoczył z czwartego piętra
– Popełnił samobójstwo, zginął na miejscu – wyjaśnia kom. Marek Słomski, oficer prasowy gliwickiej policji.
Z ustaleń śledczych wynika, że tego wieczoru doszło do awantury, w trakcie której pijany Bronisław U. niespodziewanie rzucił się na żonę, raniąc kobietę w brzuch. Przed kolejnymi ciosami zasłonił babcię swoim ciałem Maksymilian.
Maksymilian skonał, a Jadwigę U. w ciężkim stanie odwieziono do szpitala. Jakub trafił do swojej cioci.
Widzieli śmierć matki
Jadwiga i Bronisław U., stanowili rodzinę zastępczą dla Maksymiliana i Jakuba.
– Tych dwóch chłopców i ich dziadków, spotkał w życiu już jeden dramat – przypomina Ewa Pruska, pedagog, starszy specjalista pracy z rodziną, z działu profilaktyki i pomocy dziecku i rodzinie, Ośrodka Pomocy Społecznej w Gliwicach – W 2009 roku ich zięć, a ojciec obu chłopów, Marcin G. zamordował swoją żonę Joannę, córkę Jadwigi i Bronisława.
Tamten dramat rozegrał się w Kędzierzynie – Koźlu, na osiedlu NDM.
Marcin z Joanną pobrali się w 1999 roku. Byli zgodnym małżeństwem. Problemy zaczęły się, kiedy za nieusprawiedliwione nieobecności wylali Marcina z pracy. Zaś robota, którą załatwiła mu na poczcie Joanna, nie odpowiadała małżonkowi i po miesiącu zwolnił się. Dodatkowo zaczął jeszcze pić. Rodzinę utrzymywała jedynie Joanna. Marcin był chorobliwie zazdrosny o żonę. Zaczął ją śledzić, przychodził pod jej miejsce pracy. Awanturował się z zazdrości. Coraz bardziej kobieta miała go dość. Gdy latem 2009 roku zaczął podejrzewać Joannę o zdradę – z jej kolegą z pracy – zagroziła mu, że się rozwiodą.
Powoli ich dalsze życie pod wspólnym dachem stawało się niemożliwe.
4 października 2009 roku Joanna została dłużej u koleżanki. Marcin czekał na nią w domu. Wypił wtedy sporo piwa. Kiedy zadzwoniła do niego i powiedziała, gdzie przebywa, poszedł po nią. Kłótnia zaczęła się już u koleżanki. Gdy wróciła do domu, zadzwoniła jej komórka, zaczęli się znowu kłócić i szamotać. Marcin chciał wiedzieć, kto do niej dzwoni. Był przekonany, że to jej kochanek. Wtedy oświadczyła mu w złości, że tym razem to już koniec i że chce rozwodu. Zaczęła się nawet pakować i wraz z synami chciała wracać do swych rodziców, do Gliwic. Marcin wpadł w szał i rzucił się na nią. Joanna głośno wołała o pomoc. Synowie nie wiedzieli co począć, widząc rodzinny dramat. W pewnym momencie Marcin złapał za metalowy pręt, który leżał w kuchni na podłodze i zaczął nim okładać żonę. Bił wszędzie, po głowie, po całym jej ciele. Dusił kobietę poduszką i jeszcze rękoma. Aż do skutku. Zabronił synom mówić o tym, co widzieli, i pojechał z nimi do dziadków, do Gliwic.
Ojca Maksymiliana skazano go na 25 lat więzienia
Po dwóch dniach został zatrzymany przez gliwicką policję. Skazano go na 25 lat więzienia.
– Po takim dramacie obaj chłopcy długo musieli dochodzić do siebie – opowiada Ewa Pruska, która z ramienia gliwickiego OPS-u opiekowała się chłopcami, gdy ich dziadkowie stali się dla nich rodziną zastępczą.
Dziadek ich kochał
Regularne rozmowy, spotkania z psychologami i pedagogami z wolna przynosiły efekty i chłopcy zaczęli się otwierać na świat.
– We wszystkim pomagali dziadkowie, a szczególnie właśnie pan Bronisław. I było widać po nim, że bardzo kocha obu chłopców – dodaje Ewa Pruska. Bronisław U. nie opuszczał wnuków, wszędzie z nimi jeździł. Na wszystkie wycieczki organizowane przez OPS. Byli na zabawach, turniejach sportowych i na meczach.
– Maks uwielbiał piłkę nożną, FC Barcelona była jego drużyną –  Ewa Pruska podkreśla, że chłopcom bardzo pomagał tutejszy proboszcz z parafii św. Jacka, ks. Krzysztof Śmigiera, który znał sytuację w tej rodzinie: – Obaj byli ministrantami. Maksymilian był już nawet w kościele lektorem. Uczestniczyli wraz z dziadkiem we wszystkich wycieczkach organizowanych przez parafię.
Maksymilian w szkole uczył się bardzo dobrze i w przyszłości chciał pójść do szkoły wojskowej. Marzył o mundurze.
– Był z niego spokojny, ułożony, ale trochę wyciszony młodzieniec.
Jednak nigdy nie zapomniał, że ojciec zabił mu matkę: – Ale ojciec, odsiadujący wyrok, chciał się koniecznie widywać z chłopcami – dodaje moja rozmówczyni. Przez ostatnich kilka lat Marcin G. – poprzez gliwicki sąd – próbował nawiązać kontakt z dziadkami, naciskając w ten sposób na nich, aby ci przyjeżdżali z Maksymilianem i Jakubem na odwiedziny do więzienia. Marcin G. chciał mieć choć minimalny wpływ na życie chłopców. Z kolei Bronisław i Jadwiga U. chcieli pozbawić zabójcę ich córki praw rodzicielskich nad wnukami.
– Sprawa trafiła na wokandę, w najbliższych dniach miała być kolejna rozprawa – przypomina Ewa Pruska.
Ale Marcin G. nie ustępował i stale naciskał z zakładu karnego. Wysyłał do nich listy. Maksymilian kilka razy nawet rozmawiał z nim przez komórkę. Nigdy jednak nie odwiedził z bratem ojca. Także Bronisław U. nie miał na tyle sił, aby z chłopakami pojechać do zabójcy swojej córki.
Ceremonia_pogrzebowa_Maksymiliana
Być może, dziadek Maksymiliana i Jakuba, nie mógł tego wszystkiego wytrzymywać psychicznie. Ostatnio pił też coraz więcej.
– Każdy może mieć przecież swój słabszy dzień – komentuje tragedię sąsiadka Ale, żeby od razu zabijać?
Koledzy Maksymiliana przebąkują, że nie wszystko było tam w porządku: – Rzadko kiedy mówił o swym domu, albo wcale – usłyszałem na osiedlu.
– Ale na pewno nie była to patologiczna rodzina – twierdzi Ewa Pruska – Dbali o wnuki, zresztą cały czas znajdowały się pod pedagogiczną i psychologiczną opieką. Raz w miesiącu koordynator z naszego MOPS-u zawsze zaglądał do nich z niezapowiedzianą wizytą, dziadek był stale na miejscu, w domu. Z rodziną nie było żadnych problemów.
Bronisław U. był górnikiem, miał wysoką emeryturę górniczą. Jego żona dorabiała w osiedlowej przychodni. I chłopcom nie wiodło się źle.
Co więc było przyczyną tragedii na ul. Wiślanej? Czy jedynie alkohol (blisko 2 promile we krwi)?
  Może zeznania Jadwigi U. wniosą coś więcej? – informują w prokuraturze – Ona czuje się już lepiej i czekamy, kiedy będzie można z nią porozmawiać.
Mały Jakub nadal przebywa u swej ciotki i cały czas jest pod opieką psychologa.
Maksymiliana i jego dziadka, pochowano w Sośnicy na tym samym cmentarzu. Jednak w znacznej od siebie odległości. Maksymiliana odprowadzały tłumy, jego zabójcę żegnało zaledwie kilka osób.
Roman Roessler

 

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ