BABCIA WERONIKI

 

Piętnastoletni Kamil L. zgwałcił i zamordował swoją 8-letnią koleżankę. Dzieci mieszkały razem w domu dziecka. Obydwoje trafili tam przez swoje matki, jedna wybrała alkohol, a druga pojechała do Anglii i zapomniała o dziecku. Nieletni morderca odpowiadał przed sądem wyjątkowo jako osoba pełnoletnia. Skazany na 15 lat pozbawienia wolności, tuż po ogłoszeniu wyroku powiesił się w celi.
Weronika S. wraz ze swoim starszym rodzeństwem (Ania i Paweł)  nie miała udanego i szczęśliwego dzieciństwa. Gdy dziewczynka miała zaledwie 2 lata, rodzinę opuściła matka Monika P. Małżeństwo wraz z trójką dzieci mieszkało w niewielkiej wiosce koło Wschowy, na pograniczu województw lubuskiego i wielkopolskiego. W okolicy o pracę było strasznie trudno.
Współżył z dziećmi
 Z jednej pensji Piotra P. trudno było utrzymać pięcioosobową rodzinę, dlatego matka zdecydowała się na wyjazd za granicę w poszukiwaniu pracy. Tak jak jej najlepsza przyjaciółka, wybrała Anglię. Żegnając się z dziećmi i mężem obiecała przysyłać pieniądze na utrzymanie rodziny, ale nigdy  nie przesłała  nawet złotówki.
 Mała Weronika już nigdy nie zobaczyła swojej matki. Trójka dzieci została pod opieką ojca Piotra P. Kiedy ten wychodził do pracy, dziećmi opiekowała się ich babcia. Urszula P. – pomimo skończonych sześćdziesięciu lat – codziennie przejeżdżała na rowerze kilka kilometrów. Jak mogła, tak starała się wnukom wynagrodzić nieobecność matki. Rozpieszczała je, kiedy tylko była do tego okazja, ale również potrafiła twardą ręką zaprowadzić porządek. Była bardzo dumna ze swojego syna, że mimo ucieczki żony potrafi stworzyć szczęśliwy dom dla swoich dzieci. Codziennie jeździł do pracy, aby zarobić na utrzymanie rodziny, a popołudniami znajdował czas na zabawę z dziećmi.
Niestety wkrótce zorientowała się, że coś niedobrego dzieje się z wnukami. Stawały się coraz bardziej zamknięte w sobie, małomówne i smutne. Próbowała dopytywać się, jakie są tego przyczyny, lecz  solidarnie milczały. Babcia początkowo takie zachowanie tłumaczyła tęsknotą za matką, ale pewnego dnia zwróciła uwagę na dziwne zachowanie najstarszego dziecka. Zaczął uskarżać się na bóle brzucha.
Zaniepokojona pojechała z nim do lekarza i wówczas cała okrutna prawda wyszła na jaw. Okazało się, że od wyjazdu matki ojciec zaczął wykorzystywać seksualnie całą trójkę. O sprawie została powiadomiona policja. Lekarz badający dzieci oraz psycholog, nie mieli wątpliwości, od kilku tygodni Piotr P. regularnie współżył ze swoimi dziećmi. Wyrodny rodzic jeszcze tego samego dnia znalazł się w areszcie,  wkrótce usłyszał wyrok – trzy lata pozbawienia wolności.
Był miłym chłopcem
Dzieci trafiły do pogotowia opiekuńczego. Zrozpaczona babcia postanawia zająć się wnukami. Składała w sądzie rodzinnym wniosek o adopcję całej trójki. Urszula P. wraz z mężem mieszka na wsi w niewielkim domku z ogródkiem. Oboje są emerytami i bez problemu mogli zaopiekować się wnukami. Niestety sąd rodzinny był innego zdania. Na przeszkodzie stanął wiek. Sąd uznał, że sześćdziesięcioletnia kobieta jest za stara i dzieci nakazał umieścić  w domu dziecka we Wschowie.
Niestety przyszłość miała pokazać, jak zła dla 8-letniej Weroniki okaże się ta decyzja. Wydawać by się mogło, że po porzuceniu przez matkę i molestowaniu przez ojca nic gorszego w życiu dziewczynki już nie mogło się wydarzyć. Niestety to właśnie w domu dziecka Weronika poznaje 15 -letniego Kamila L. swojego przyszłego kata.
Pani Urszula często odwiedzała wnuki, poznała również Kamila.
– Wydawał się takim miłym chłopcem, zawsze parzył mi kawę, a jak zabrakło mleka, to biegł po nie do najbliższego sklepu – wspominała  pierwsze spotkania z przyszłym mordercą wnuczki.
Kamil trafił do domu dziecka, gdy jego matka zaczynała zaniedbywać dziecko. Często znikała na kilka dni, nadużywała alkoholu i bardziej niż dzieckiem interesowała się kolejnymi mężczyznami przyprowadzanymi do domu. Dorastającego chłopca wychowywała ulica, kiedy lodówka w domu zaczynała świecić pustymi półkami, Kamil podkradał ze sklepów żywność. Po kolejnej interwencji policji,  wylądował w domu dziecka.
Udawał że szuka ciała
Do tragedii doszło w kwietniu 2009 roku. Policja dostała wówczas zgłoszenie o zaginięciu wychowanki domu dziecka we Wschowie. 8 -letnia Weronika po szkole wyszła na plac zabaw przed budynkiem, tam była ostatni raz widziana przez świadków i choć cały teren był ogrodzony płotem, to dzieci mogły swobodnie wychodzić na zewnątrz. Rozpoczęły się intensywne poszukiwania dziecka. Dziewczynka dotąd nie sprawiała żadnych problemów wychowawczych. Uczyła się dobrze, była grzeczna i sumienna. Nie zdarzało się jej bez powiadomienia opiekunów samodzielnie opuszczać ośrodka, dlatego nagłe zniknięcie postawiło na nogi całą policję, straż miejską oraz  straż pożarną. Funkcjonariusze tych służb wspólnie przeszukiwali najbliższą okolicę. Do akcji przyłączył się również 15 -letni Kamil L. Nikt wówczas nie przypuszczał, że nastolatek wiedział doskonale, gdzie znajduje się ciało dziewczynki i jak doszło do jej śmierci.
W poszukiwaniach był aktywny, wyglądał na bardzo przejętego całą sytuacją. Wówczas wszyscy myśleli, że to z powodu dręczących go wyrzutów sumienia, chłopak był ostatnim, który widział dziewczynkę.
Kilka godzin później znaleziono zwłoki w opuszczonym budynku. Były częściowo obnażone. Rozpoczęło się żmudne zbieranie śladów, przesłuchiwanie świadków. To właśnie zeznania świadków naprowadziły śledczych na trop Kamila L. Początkowo twierdził, że ostatni raz widział dziewczynkę na placu zabaw, potem znaleźli się świadkowie widzący chłopaka w centrum miasta, idącego pod rękę z dziewczynką. Rysopis się zgadzał. Śledczy postanowili dokładniej przesłuchać nieletniego.
Milczenie bestii
15-letni mieszkaniec domu dziecka już w pierwszej rozmowie z policją przyznał się do morderstwa. Potem w sądzie wszystko odwołał, ale ślady na miejscu zbrodni nie pozostawiały wątpliwości, kto jest mordercą.
Kiedy policja przywiozła małoletniego zakutego w kajdanki, pod budynkiem sądu stał spory tłum. Błyskały flesze fotoreporterów, kamerzyści biegli za eskortą. Zgromadzeni zaczęli nieśmiało skandować:  – Morderca, morderca, morderca!
Mieszkańcy byli oburzeni, przerażała ich świadomość, że nieletni trafi jedynie do poprawczaka i za cztery lata wyjdzie na wolność. Wkrótce okazało się, jak bardzo się mylili, sąd podjął decyzję, że 15 -letni oskarżony będzie odpowiadał za morderstwo, tak jak osoba pełnoletnia.
Proces toczył się za zamkniętymi drzwiami. Babcia zamordowanej dziewczynki, myśląc, że łatwiej będzie jej pogodzić się ze śmiercią wnuczki, została oskarżycielem posiłkowym. Stawiała się na każdą rozprawę.
  -To był błąd, zrozumiałam to, gdy musiałam oglądać zdjęcia wnuczki z miejsca zbrodni, tego nie zapomnę nigdy – mówi ze łzami w oczach. Dodatkowo sekcja zwłok, szczegółowe opisy biegłych sądowych – normalny człowiek nie jest w stanie tego znieść.
Kamil L. na sali rozpraw milczał, odmawiając składania zeznań kiwał tylko przecząco głową.
  – Nie wypowiedział ani jednego  słowa, nie przeprosił za to, co zrobił – wspomina babcia dziewczynki.
Nastolatek nie mógł zostać skazany na dożywocie, bo w chwili popełnienia zbrodni nie był pełnoletni. Był jednak na tyle dorosły, żeby zabić i zgwałcić maleńkie dziecko. 25 lat, to najwyższa możliwa kara dla niepełnoletniego sprawcy morderstwa w polskim prawie.
Kamil L. do winy przyznał się dopiero podczas apelacji w Sądzie Okręgowym w Poznaniu, gdzie jego wyrok został złagodzony do 15 lat więzienia. Dla babci nie był to jednak żaden akt skruchy.
– Po prostu wykalkulował, że przyznanie się do winy zmniejszy wyrok. Zimny i wyrachowany potwór, nigdy nie zobaczyłam ani jednej łzy w jego oczach – komentuje zapłakana pani Urszula.
Ucieszyła ją ta śmierć
I taki wyrok odsiadywał w rawickim więzieniu, gdy 10 sierpnia 2013 roku – wykorzystując nieobecność współlokatora  przebywającego na widzeniu – powiesił się na skórzanym pasku.
Kamil L. miał szansę opuścić mury więzienia jako trzydziestolatek. Nigdy nie dowiemy się, czy to wyrzuty sumienia, czy też ciężkie życie pedofila za kratami, skłoniły go do takiego czynu. Prowadzone śledztwo w sprawie samobójstwa, wykluczyło bezpośredni udział osób trzecich. W chwili śmierci Kamil był sam w celi.
Gdy pani Urszula dowiedziała się o śmierci Kamila, kamień spadł jej z serca.
– Mam nadzieję, że Bóg wybaczy mi, że ucieszyłam się ze śmierci Kamila, ale bardzo bałam się, że jak wyjdzie na wolność, to znowu skrzywdzi moje wnuki.
Weronika przez krótkie życie doznała wielu krzywd, ale jedno należy podkreślić, gdyby nie błędna decyzja sądu rodzinnego, dziewczynka z pewnością by żyła. Ponad sześćdziesięcioletnia babcia według sądu była za stara, aby prawidłowo zaopiekować się dzieckiem, ale kobiecie starczało sił na kilkukilometrowe przejazdy rowerem, aby zobaczyć się z wnukiem, znalazła dość siły, by aktywnie uczestniczyć w procesie w roli oskarżyciela posiłkowego podczas procesu.
Grobem Weroniki na cmentarzu opiekuje się babcia, matka nie przyjechała na pogrzeb, ani razu nie pojawiła się również na grobie córki, a przecież to właśnie jej wyjazd za granicę i opuszczenie dziecka, zapoczątkowały cały ciąg tragicznych wydarzeń w niedługim życiu dziewczynki.
Przemysław Graf
Fot. Przemysław Graf I Policja