Premier Viktor Orban przyjechał w środę (26 kwietnia) do Brukseli, aby podczas debaty o Węgrzech przekonywać europosłów do „porzucenia uprzedzeń wobec jego rządu”. Przy okazji dostało się Georgowi Sorosowi.

– Chcemy sami decydować, jak żyć. A Soros chce tu sprowadzić milion nowych migrantów rocznie – tłumaczył Orban.  – Zawsze ceniłem sobie ścieranie poglądów, ale dziś chciałbym tu być głosem rozsądku. Nie chodzi o debatę między nami, lecz o spór między nami a amerykańskim spekulantem finansowym. To on jest wrogiem Europy! – przekonywał Orban. Chodziło mu o George’a Sorosa, który jest znany jako propagator skrajnych idei lewicowo-liberalnych oraz groźnej polityki otwarcia na imigrantów.

Komisja Europejska wszczęła postępowanie dyscyplinujące wobec Węgier w sprawie ustawy wymierzonej w ufundowany przez Sorosa Uniwersytet Środkowoeuropejski w Budapeszcie. – Uniwersytet Środkowoeuropejski to perła w koronie wolnej Europy – twierdził Frans Timmermans, wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej.

Węgry, zdaniem KE, podjęły działania sprzeczne z unijnym swobodami (przedsiębiorczości i świadczenia usług) oraz z Kartą Praw Podstawowych.

Zgodnie z nowym węgierskim prawem Uniwersytet Środkowoeuropejski mógłby przyjmować nowych studentów od 2018 roku, pod warunkiem, że założy swój kampus także w Ameryce, a Węgry i USA zawrą umowę o jego działalności. Formalnie krajem macierzystym uczelni są Stany Zjednoczone.

Victor Orban zauważył, że oskarżenia unijnych biurokratów są bezzasadne: – To jest taka sytuacja, jak gdy ktoś jest oskarżony i skazany za morderstwo, podczas, gdy rzekoma ofiara wciąż żyje i wskazuje na pozwanego, jako własnego mordercę.

Orban poświęcił również dużo czasu na krytykę zarówno UE jak i Sorosa, nazywając miliardera „spekulantem finansowym”: – Przez niego, miliony ludzi straciło  pieniądze, aby on mógł je zyskać –  powiedział Orban.

Słowa Orbana jednak nie zrobiły wrażenia na urzędnikach UE, ltozry wezwali węgierski rząd  do usunięcia uchybień w ustawie o szkolnictwie wyższym.

Komisja Europejska uważa, że ​​nowa ustawa mogłaby utrudnić europejskie prawa do wolności akademickiej, edukacji i prawa do świadczenia usług. Rząd węgierski ma miesiąc na odpowiedź, zanim podejmą kolejne decyzje.

Jeśli zlekceważy zalecenia KE, sprawa może ostatecznie trafić do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości władnego nakładać olbrzymie grzywny.

wd/ep