ZBRODNIA NA SASKIEJ KĘPIE

0
134

 Kilka lat temu napisałem do Reportera artykuł pod tytułem „Przecie ja nic złego nikomu nie zrobiła”, o zabójstwie malarki Teresy Roszkowskiej. Przestawiłem główne ustalenie ówczesnego śledztwa. Dzisiaj, sam neguję i  podważam swój tekst.

 Teresa Roszkowska urodziła się w roku 1904 w Kijowie, w rodzinie bogatego polskiego przemysłowca. Była malarką, oraz bardzo znanym scenografem teatralnym. W roku 1992 była 88-letnią emerytką, samotnie zamieszkującą w szeregowym domu na Saskiej Kępie, przy ulicy Obrońców 15. Mimo wieku była sprawna, zarówno fizycznie, jak też intelektualnie.

26 października 1992 roku ciało kobiety znaleźli znajomi. Nie było wątpliwości – doszło do brutalnego morderstwa. Sprawcy weszli do domu nocą, napadli właścicielkę i znęcali się nad nią. Roszkowska miała ślady pobicia, uderzania jej głową o podłogę. Na koniec, podczas próby uciszenia, sprawca wepchnął kobiecie knebel w usta z taką siłą, że doprowadził do złamania jej kręgosłupa szyjnego, a co za tym idzie, zgonu.

W swoim artykule wskazywałem, że najprawdopodobniej był to przypadkowy napad. Sprawcy atakowali starszą osobę, nie zdając sobie sprawy, z kim mają do czynienia. Ich przesadna brutalność, użycie zbyt dużej siły w stosunku do ofiary, określana w nauce jako „nadzabijanie” była wynikiem niedoświadczenia i młodego wieku. W domu Teresy Roszkowskiej znajdowały się cenne obrazy, książki, biżuteria, których zabójcy nie zabrali, co utwierdzało mnie w przekonaniu, że zwyczajnie nie zdawali sobie sprawy, kogo napadają.

 Mordercy byli miejscowi

Minęło kilka lat. W 2019 roku zgłosił się do mnie świadek. Niestety nie życzył sobie wystąpić jako bohater niniejszego artykułu. Jest obecnie przedsiębiorcą i tego typu sława mogłaby mu zaszkodzić. Świadek wychował się na Saskiej Kępie, znał przez 12 lat Teresę Roszkowską i ma swoje przemyślenia, co do tej zbrodni.

Mój rozmówca wskazał przede wszystkim, że Saska Kępa w 1992 roku, a szczególnie rejon ulicy Obrońców, była wtedy okolicą, gdzie właściwie wszyscy się znali. Poziom sąsiedzkiej kontroli był wysoki, zaś obca osoba byłaby natychmiast zauważona. Dodatkowo prawie każdy z mieszkańców miał małego psa, który ujadał z każdego możliwego powodu. Samochodów było w tej okolicy kilka. A mimo to sąsiedzi, w nocy gdy zginęła malarka, nic nie słyszeli i nic nie zwróciło ich uwagi.

Z tyłu domu Teresy Roszkowskiej, czyli tam gdzie poruszali się sprawcy, rosły w 1992 roku chaszcze, była tylko wąska ścieżka, stare ogrodzenia. Poruszanie się w tym terenie w październikową noc wymagało znajomości tej okolicy i świetnej kondycji fizycznej.

Kolejny argument mojego rozmówcy był taki, że na Saskiej Kępie mieściło się i mieści wiele placówek dyplomatycznych, które na początku lat 90. były pilnowane przez Nadwiślańskie Jednostki Wojskowe MSW. Obcy byli legitymowani, zaś teren całą dobę patrolowała policja. Mężczyzna dowodził, że okolica była tak bezpieczna, że przez długi czas nie dochodziło tu nawet do pospolitych kradzieży.

Konkluzja może być więc tylko jedna. Zabójcy Teresy Roszkowskiej nie przyjechali z daleka. Byli tutejsi. Doskonale znali teren. A jeśli byli dodatkowo młodzi, jak wynikało z mojego artykułu, to bardzo zawęża to liczbę podejrzanych. Bo młodych ludzi na Saskiej Kępie było wtedy bardzo niewielu, zaś rodziny z tak zwanego marginesu społecznego dwie.

 Nie ufała obcym

Gdy pisałem poprzedni artykuł, otrzymałem z Prokuratury Rejonowej Warszawa Praga Południe tylko niektóre dokumenty z akt sprawy. Tym razem poprosiłem o kolejne, które mogłyby potwierdzić tezę stawianą przez świadka – a mianowicie to, że sprawcami zabójstwa mogli być młodzi ludzie pochodzący z tej okolicy.

Spośród uzyskanych w 2019 roku dokumentów, kluczowe okazały się być zeznania przyjaciółki ofiary, również wybitnej scenograf teatralnej, Pani Izabeli Konarzewskiej, oraz zdjęcia z miejsca zabójstwa.

Cofnijmy się więc do roku 1992.

Przez wiele lat, co roku pod koniec października, Teresa Roszkowska jeździła do swej przyjaciółki, do Nicei. Czas spędzała na plaży. Malowała. Wielokrotnie słyszałem, że tym razem nie pojechała, ponieważ nie znalazła nikogo, kto by w tym czasie dokarmiał bezdomne koty. Artystka codziennie karmiła zwierzęta w okolicy domu. Było to jej swego rodzaju pasją w ostatnich latach życia.

Przygotowując swój pierwszy artykuł o tej sprawie, zastanawiałem się, czy mogło być tak, że sprawcy zakładali, że kobiety jak co roku nie będzie w domu i dlatego dokonali włamania. Zaskoczeni obecnością gospodyni, dokonali jej zabójstwa. Tymczasem Izabela Konarzewska zeznała w śledztwie:

„Jeśli chodzi o stan zdrowia Roszkowskiej, to w tym roku się pogorszył. Wyraźnie nie  miała odwagi jechać za granicę na urlop, mimo że czyniła to corocznie. Nie pamiętam dokładnie, kiedy to było, ale około miesiąca temu miała ona krwotok z nosa. Miała też przytępiony ostatnio słuch i zawroty głowy. Przewracała się czasami. Jednak nigdy nie narzekała mi na swój stan zdrowia. Ostatnio miała też podwyższone ciśnienie. W ostatnim okresie bardzo schudła i ważyła około 46 kg”.

Teresa Roszkowska była osobą nieufną.  Żeby dostać się do jej domu, trzeba było być długoletnim znajomym. Nie znaczy to jednak, że wiodła samotne życie. Co środę urządzała spotkania swego rodzaju klubu dyskusyjnego. Tak było również w ostatnią środę, 21 października 1992 roku.

„Chcę tu zaznaczyć, że pani Teresa nie przyjmowała u siebie w domu żadnych innych osób niż ja, pan R., pani F. – czyli osób od lat zaprzyjaźnionych (…)  Od około połowy 1992 roku spotykałyśmy się co środę. W ten dzień przychodziły jeszcze dwie panie K. i Zofia F.  Z tego co mi wiadomo F. jest daleką krewną Teresy Roszkowskiej ze strony ojca. Były to spotkania czysto towarzyskie, coś w rodzaju klubu dyskusyjnego. (…) W ostatnią środę, to jest w dniu 21.10.1992 roku, oprócz mnie i wymienionych wyżej osób byli też wyjątkowo oboje R. oraz dr Elżbieta S. (…) Z tego co mi jest wiadomo, to Elżbieta S. udzielała pomocy lekarskiej Teresie Roszkowskiej i z tego co mi jest wiadomo, co najmniej raz w tygodniu bywała u niej”.

Jak ustalono w śledztwie, w domu malarki bywała jeszcze gosposia, która sprzątała dom dwa razy w miesiącu (co ważne: była zatrudniona od 20 lat), mężczyzna, który jesienią chował z ogrodu do domu skrzynie z pelargoniami, dekarz, który wraz z synem naprawiał dach. Wszystkie te osoby były od lat znane właścicielce.

Niedługo przed zabójstwem w domu pojawili się jeszcze jedni goście. Wątek ten nie został do końca zbadany w śledztwie. Oddajmy ponownie głos przyjaciółce ofiary:

„Chciałam jeszcze zaznaczyć, że w ostatnim okresie czasu, na początku października 1992 roku, nie potrafię podać dokładnie daty, ale w tym czasie u Teresy zjawiło się dwóch mężczyzn i przedstawiło się, że są z elektrowni. Sprawdzali oni włączanie ogrzewania. Ponieważ Teresa miała kłopoty z uruchomieniem pieca centralnego ogrzewania, włączyli jej te piece. Stwierdzili jednocześnie, że jest w tych piecach coś uszkodzone, ale nie mogli oni tego dokładnie naprawić. Ja nie widziałam tych elektryków, nie jestem w stanie nic na ich temat powiedzieć. O tym fakcie wiem jedynie z opowiadania Roszkowskiej. Z tego co mi jest wiadomo, to tych elektryków nikt nie widział”.

Pytanie, czy mogli to być późniejsi sprawcy, robiący rozpoznanie domu przed napadem, pozostaje bez odpowiedzi.

Zgubione klucze

W tym miejscu dochodzimy do bardzo ciekawego, acz zupełnie zignorowanego w śledztwie wątku. Przyjaciółka ofiary zeznaje:

„W piątek 23 października tego roku rozmawiałam telefonicznie z panią Teresą, która poinformowała mnie, iż najprawdopodobniej zgubiła gdzieś klucze od domu. Zadzwoniła do pana R., który przyjechał do wyżej wymienionej. Wstawił nowy zamek. (…) Pan R. również od wielu lat zaprzyjaźniony z panią Teresą.(…) W trakcie tej rozmowy telefonicznej umówiłam się z panią Teresą, że w dniu dzisiejszym tj. 26.10.1992 przyjadę do niej do domu”.

Oczywiście mógł to być przypadek, ale to bardzo ciekawy zbieg okoliczności, że w piątek giną starszej osobie klucze do domu, zaś już w niedzielę ta osoba jest martwa. Możemy postawić taką tezę, że sprawcy zaplanowali napad na dom. W tym celu w piątek dokonali kradzieży kluczy, zakładając, że starsza osoba zmieni zamki dopiero w poniedziałek. Nie przewidzieli, że sprowadzi ona błyskawicznie znajomego, który dokona wymiany zamka.

Dalszy przebieg zdarzeń wyglądał następująco. W sobotę 24 października, o godzinie 23.15 pan R. rozmawiał telefonicznie z Teresą Roszkowską. Rozmowa przebiegała normalnie. Od rana w niedzielę kobieta nie odbierała telefonów. Później lekarz jako godzinę zgonu wskaże noc z soboty na niedzielę, począwszy od godziny 0.00 do godzin wczesno rannych.

Nadchodzi poniedziałek 26 października.

„W dniu dzisiejszym w godzinach rannych zadzwonił do mnie pan R., że nie może się dodzwonić do pani Teresy, nie może w dniu dzisiejszym wejść do domu, chociaż posiadał klucze do drzwi wejściowych. Jest niespokojny, umówiliśmy się pod domem pani Teresy. (…) Gdy przyjechałam pod dom, była godzina około 10.00, po mnie przyjechała pani Stanisława B., która była zatrudniona u pani Teresy od 20 lat. Po paru minutach przyjechał pan R.. Jeszcze raz wszyscy próbowaliśmy otworzyć drzwi wejściowe kluczami, które posiadał pan R. Ponieważ nikt nie mógł otworzyć drzwi, postanowiliśmy wybić szybki w drzwiach wejściowych. Okazało się iż drzwi były zamknięte na jeden zamek, łańcuch i  zasuwę. Po wejściu okazało się, iż drugie drzwi są również zamknięte. W tych drzwiach również wybiliśmy szybkę. Drzwi były zamknięte na klucz od wewnątrz, klucz tkwił w zamku”.

Bardzo ciekawym materiałem uzupełniającym są w tym przypadku zdjęcia z oględzin miejsca zbrodni. Widać na nich, że dom Teresy Roszkowskiej był zniszczony, zużyty latami użytkowania, ale na pierwszy rzut oka nie był to dom splądrowany. W piwnicy, w kuchni, na klatce schodowej, panował idealny wręcz porządek. Brakowało tylko właścicielki.

„Będąc w przedpokoju, zauważyłam, iż drzwi prowadzące do piwnicy były uchylone. Pani Teresa nigdy nie zostawiała tak uchylonych drzwi. (…) Będąc jeszcze przed budynkiem pani Teresy, a jest to budynek dwupiętrowy, zauważyłam, iż okno pokoju, w którym spała pani Teresa, jest zasłonięte do połowy kotarą. Pani Teresa również nigdy tak okna nie zasłaniała (…) Pani Teresy nie było nigdzie na parterze budynku, po wejściu na pierwsze piętro i przejściu przez pomieszczenia na piętrze, jeszcze raz weszłam do jej pokoju. Ponieważ materac z jej łóżka był zsunięty, odsłoniłam go i wówczas zobaczyłam nogę pani Teresy.”

Morderca zostawił ślad

W toku śledztwa w 1992 roku policjanci i prokurator Eugeniusz Czyrko skupili się na informacji, że w nocy z soboty na niedzielę, około północy, w bezpośredniej okolicy domu Teresy Roszkowskiej było widzianych trzech młodych mężczyzn. Stali oni u wylotu ścieżki prowadzącej na tył domu kobiety. Czas i miejsce wskazują więc, że najprawdopodobniej byli to mordercy.

Faktycznie w toku oględzin ustalono, że dom miał jeszcze jedne drzwi, prowadzące z ogrodu do piwnicy. Na zdjęciach widać, że drzwi te zostały wepchnięte do środka. Z dwóch masywnych skobli, jeden rozpadł się, a drugi wygiął i uszkodził futrynę. Sprawca musiał być więc bardzo silną osobą.

Następnie na schodach prowadzących z piwnicy uwidoczniony został ślad sportowego buta. To ciekawe, ponieważ świadek, który zgłosił się do mnie w 2019 roku, wskazywał, że ścieżka z tyłu za domem była bardzo błotnista. Tej nocy była mgła, było +4 stopnie Celsjusza. A mimo to sprawcy zostawili tylko jeden niewyraźny ślad. Może więc sprawców nie było trzech, tylko jeden? Być może był przygotowany lepiej niż komukolwiek się wydaje?

Jest bardzo prawdopodobne, że mężczyźni widziani w noc morderstwa brali w nim udział. Jeśli nie, to być może widzieli faktycznego sprawcę. Niestety nigdy nie udało się ustalić, kim mogli być. W toku śledztwa powstał portret pamięciowy jednego z nich.

Śledztwo potoczyło się w kierunku takim, jaki opisywałem w „Reporterze” kilka lat temu. Przypadkowi sprawcy, przypadkowa starsza kobieta, przypadkowa zbrodnia. Dość przypadkowo skradzione srebrne naczynia, broszka.

Zeznania złożone kilka dni po zabójstwie przez Izabelę Konarzewską zdają się jednak wskazywać, że ten kierunek śledztwa mógł być błędny.

Pierwszy argument to zaginione klucze od domu. Oczywiście mógł to być przypadek, ale mogło też być tak, że sprawcy planowali wejść do domu bez pozostawiania śladów. Dopiero gdy odkryli, że w drzwiach zmieniono zamek, poszli do ogrodu i dokonali włamania przez drzwi piwniczne z tyłu domu. Wskazywałoby to na ich dobre przygotowanie.

W tym miejscu należy zwrócić uwagę, że zabójcy musieli wiedzieć, że przez piwnicę z tyłu da się przejść do pomieszczeń mieszkalnych. Kto o tym wiedział? Tego niestety nie udało się ustalić.

„Chciałam jednak nadmienić, że z drzwi, które są na tyle, Teresa korzystała co najmniej dwa razy dziennie, gdyż tamtędy wynosiła jedzenie dla gołębi”– zeznawała w śledztwie przyjaciółka ofiary.

Testament malarki

Jest jeszcze jeden, pominięty w śledztwie wątek, który może wskazywać, że zabójstwo Teresy Roszkowskiej nie było przypadkowe. Kobieta nie miała spadkobierców. Nigdy nie wyszła za mąż, nie miała dzieci. W 1992 roku czuła, że jej czas powoli nadchodzi. Przygotowała nagrobek, testament. Większość rzeczy znajdujących się w domu zostało spisane przez właścicielkę. Nawet z tyłu zdjęć zapisała, do kogo będą one należeć po jej śmierci. Oddajmy ponownie głos Pani Izabeli Konarzewskiej:

„Wiem jednak, że testament taki był spisany, ja  jednak nigdy go nie widziałam. Wiem o tym, gdyż mówiła mi Teresa, że takie przedmioty jak dom, przeznaczała na dzieci niewidome w Laskach, książki, które zostały spisane przez nią, były przeznaczone dla Muzeum Narodowego, obrazy dla Muzeum Narodowego, meble dla Zamku Królewskiego oraz biżuteria dla muzeum, ale jakiego nie wiem. (…) Ja wiedziałam,  gdzie znajdują się drogocenne przedmioty stanowiące własność Teresy Roszkowskiej i pokazałam je policji podczas oględzin.(…) Według mnie z kosztowności brakuje broszki złotej w kształcie ważki, wysadzanej brylantami, oczy wykonane ze szmaragdów, oraz pudełka ze złotymi monetami. Były to ruble i dolary. Według mnie te rzeczy, opisane przedmioty powinny się znajdować z tymi rzeczami, które wskazałam policji, ale tego nie jestem pewna. Z pozostałych rzeczy, które potwierdziłam, że brakuje, to srebro rosyjskie z XIX wieku, był to dzbanek do herbaty, dzbanuszek mały do śmietanki, pokrywka do cukiernicy i jakieś dwa drobne przedmioty, chyba solniczka, rodzaj kieliszka. Wszystko to stanowiło komplet. Nadmieniam, że cukiernica od tego kompletu pozostała w kuchni. Poza tym stwierdziłam brak dwóch pater srebrnych, które potrafiłabym opisać lub narysować. Powinny też być łyżki srebrne w ilości około 3 sztuk oraz łyżka wazowa srebrna, oprawki noży srebrnych. Ostatni raz widziałam te przedmioty w środę przed moim wyjściem. Jeśli chodzi o te przedmioty, to jestem pewna, że ich nie było”.

Przyjaciółka Teresy Roszkowskiej narysowała rzeczy, które skradziono. Na rysunkach możemy zobaczyć broszkę, bransoletkę, sztućce, srebrne naczynia. Przedmioty te funkcjonują w świadomości publicznej jako jedyne skradzione z domu. Tymczasem z zeznań wynika, że prawda jest inna. Przede wszystkim z domu skradziono pudełko złotych monet. Według obecnych cen, złoty rubel kosztuje około 1700 złotych, zaś monety dolarowe około 6000 złotych za sztukę. Pudełko monet mogło być więc warte majątek.  Co ciekawe, nikt nie dociekał, jakie było to pudełko i ile monet mogło zawierać.

„Natomiast co do pozostałych przedmiotów, była porcelana oraz wiele innych przedmiotów, których nie potrafię w tej chwili opisać, ale w momencie gdybym weszła teraz do tego mieszkania, to bym stwierdziła, czego brakuje”.

 Zaplanowane morderstwo

Okazuje się, że z domu skradziono również porcelanę i inne przedmioty. A z tego płynie wniosek, że sprawca lub sprawcy nie wynieśli tego w plecaku, lub torbie, tylko zapewne dysponowali samochodem. To zaś każe przypuszczać, że nie był to przypadkowy napad, ale zaplanowane morderstwo.

Prowadzący śledztwo komisarz Krzysztof Szulecki zadał świadkowi niezwykle ważne pytanie. Kto wiedział, jakie cenne rzeczy znajdują się w domu Teresy Roszkowskiej? Ta lista była niezwykle krótka. Mieściła się na niej sama pani Izabela, przyjaciel pan R., oraz pracownica Muzeum Narodowego, która niedawno katalogowała zbiory.

Zwrócić należy uwagę na jeszcze jeden szczegół. Skoro srebra rysowała policjantom Izabela Konarzewska, skoro nie wiadomo było, jaka porcelana zginęła, to znaczy, że skradziono wyłącznie przedmioty nieskatalogowane. Czy to zbieg okoliczności? A może ktoś doskonale wiedział, co może ukraść, a czego nie? Wskazywałoby to jednak, że zleceniodawca, lub sprawca zabójstwa nie jest przypadkowy. Wręcz odwrotnie, pochodzi z najbliższego kręgu znajomych Teresy Roszkowskiej, lub kręgu znawców sztuki. Ktoś, kto wiedział, co ukraść, by nie ściągnąć na siebie uwagi organów ścigania.

– Jako technik kryminalistyk jeździłem na początku lat 90. na warszawską Starówkę – wspomina podinspektor Robert Duchnowski, emerytowany oficer KSP. – Tam doszło do serii zabójstw. Sprawcy działali podobnie. Wspinali się po rusztowaniach, napadali osoby starsze, majętne, mieli raczej dobre rozpoznanie. Zamordowali między innymi Zofię Dybowską Aleksandrowicz, znaną reżyser. Nie twierdzę, że to ta sama grupa, ale mogło też być tak, że przenieśli się na Saską Kępę.

Sprawa zabójstwa Teresy Roszkowskiej przedawni się za trzy lata. Mamy więc mało czasu, by szukać sprawców. Pozytywną informacją jest fakt, że sprawa nadal pozostaje w zainteresowaniu organów ścigania. Jak poinformował mnie aspirant sztabowy Tomasz Oleszczuk z Wydziału Komunikacji Społecznej KSP, sprawa ta jest w zainteresowaniu Wydziału do Walki z Terrorem Kryminalnym i Zabójstw KSP, i jej materiały poddawane są ponownej analizie.”

Bartłomiej Mostek

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ