Furia zawiedzionego zalotnika

0

 Feralnego dnia, na profilu Facebooka 40-letniej kobiety ukazał się wpis, dokonany inną ręką. „Dzisiaj o godzinie 9 w Piszu zginęła moja siostra Marzena. Poznała przez Internet swojego mordercę. Z chorej miłości postanowił ją zabić. To jest ostrzeżenie dla tych, którzy szukają miłości w Internecie…”.

Najpierw pojawiła się wiadomość, że to był nieszczęśliwy wypadek. Ot, szła kobieta chodnikiem i nagle, z niewiadomych powodów, najechała na nią furgonetka. Potrąciła ją śmiertelnie, a kierowca uciekł, tak jak czasami się zdarza.

Jednak przechodzący w tym czasie ulicą Wojska Polskiego mieszkańcy Pisza, widzieli całe zdarzenie i nie mieli wątpliwości, że nie było ono przypadkowe. Jednoznacznie ocenili, że kierowca świadomie wjechał na chodnik i umyślnie potrącił kobietę. Czyli było to zabójstwo z premedytacją. Powiadomili policję, a ta natychmiast wezwała pogotowie ratunkowe i rozpoczęła poszukiwanie sprawcy. Zaraz też kilkudziesięciu funkcjonariuszy z psami tropiącymi i przy wykorzystaniu śmigłowca zaczęło przeszukanie okolicy, by po czterech godzinach od zdarzenia, znaleźć w lesie spalony wóz marki Mercedes Sprinter z częstochowską rejestracją. Technik kryminalistyki przeprowadził oględziny i zabezpieczył pojazd.

miejsce wypadku
Policja na miejscu tragedii/ fot. Policja

Zemsta na kobiecie

 Mijały godziny a sprawcy śmiertelnego wypadku nie udało się znaleźć. Tymczasem po kolejnych kilku godzinach do komendy policji w Piszu zgłosił się mieszkaniec Śląska, powiadamiając o kradzieży mercedesa, należącego do jednej z częstochowskich firm. Jednak kryminalni byli już mądrzejsi o wiedzę uzyskaną podczas przesłuchań świadków. W tym także od rodziny zabitej Marzeny R. Podejrzewali, kim mógł być przybyły do komendy mężczyzna, i że o żadnej kradzieży samochodu nie może być mowy.

wrak auta
Tak wyglądał mercedes sprinter po spaleniu/ fot Policja

Przyciśnięty do muru, 46-letni Marian K. przyznał się w końcu, że to on kierował autem. Jego wyjaśnienia utwierdziły policjantów w przekonaniu, że celowo najechał kobietę, a podłożem tego czynu był zawód miłosny. Pokłócili się, więc dał upust ślepej furii, mszcząc się na kobiecie, która go odrzuciła. Dlatego został aresztowany, a wkrótce prokuratura postawiła mu zarzut zabójstwa i zniszczenia mienia, czyli samochodu. Grozi mu dożywocie.

Do zdarzenia doszło 12 sierpnia 2015 roku, a półtora miesiąca później śledztwo toczyło się swoim rytmem. Rafał Kulągowski, prokurator rejonowy w Piszu mógł jedynie ujawnić, że zlecił wykonanie ekspertyzy psychiatrycznej sprawcy.

Burzliwe życie górnika

 Marian K. jest emerytowanym górnikiem. Na Śląsk przyjechał przed laty z Lublina. Dwa lata temu kupił dom w Koziegłowach, koło Myszkowa, który remontował. W przeszłości popadł już w konflikt z prawem, aczkolwiek kara uległa zatarciu. Mężczyzna wiódł dość burzliwe życie intymne. I to było przyczyną tragedii.

W Koziegłowach Marian K. mieszkał z konkubiną i z ich dwuletnim dzieckiem. Ale szukał też innych wrażeń. Przez Internet poznał Marzenę, i kilka miesięcy przed tragedią nakłonił ją do przyjazdu na Śląsk. Skończyło się to domową awanturą. W efekcie, jego konkubina musiała ustąpić miejsca nowej partnerce i wyjechała z dzieckiem do rodziny. Z Marianem zamieszkała zaś Marzena i jej dziecko. Idylla nie trwała długo, tydzień lub dwa. Widocznie nie pasowali do siebie, gdyż kobieta wróciła do Pisza.

Wówczas Marian K. ponownie sprowadził do domu swoją poprzednią partnerkę. Wówczas była już ona chora na raka i wkrótce umarła.

Po jej śmierci, mężczyzna zainteresował się ponownie czterdziestolatką z Mazur.

Wypożyczył samochód w jednej z częstochowskich firm i wyruszył do Pisza, aby nakłonić ukochaną do powrotu na Śląsk.

Za wszystko trzeba płacić

 Marzena nie była jednak zainteresowana kontynuowaniem tego związku, a tym bardziej przeprowadzką do Mariana. Nie była to bowiem znajomość zgodna z jej oczekiwaniami. Ona, 40-letnia pracownica marketu z doświadczeniem życiowym, szukała poważnego, odpowiedzialnego partnera, z którym mogłaby się związać do końca swych dni i wspólnie wychowywać dziecko. Marian, prawdopodobnie nie sprawdził się jako partner.

1

Jeszcze 20 lipca Marzena cytowała na Facebooku sentencję z Pamiętnika Złotych Myśli Zalla: „Każda kobieta zasługuje na kogoś, kto nazwie ją swoim skarbem, kto ją pocałuje, zatrzyma, nie pozwoli odejść, nie będzie jej oszukiwać, otrze łzy, kiedy płacze. Na kogoś, kto nie da jej powodów do zazdrości, ale sprawi, że to inne kobiety będą zazdrościć jej”.

Pięć dni wcześniej pojawił się wpis: „Prawdziwy mężczyzna wie czego pragnie w życiu. Jeśli kocha to szczerze. Pragnie mieć dom i go buduje. Pragnie rodziny i ją zakłada. Kocha kobietę i mówi o tym głośno. Chłopiec bawi się tym wszystkim. Daje obietnice bez pokrycia. Robi nadzieję, którą odbiera. Wybór należy do kobiety…Wolisz mężczyznę czy chłopca?”.

I, jakby przewidując tragiczny finał, zacytowała kolejną maksymę: „W życiu za wszystko się płaci, za dobro i za zło. Za wszystko”. Za tragiczną pomyłkę, życie też wystawiło jej rachunek.

Ile ta zbrodnia będzie kosztować zaślepionego odrzuceniem furiata? Nic! Biegli sądowi uznali, że Marian K. w czasie dokonywania tej okrutnej zbrodni miał całkowicie zniesioną zdolność rozumienia znaczenia popełnianych przez niego czynów z powodu choroby psychicznej i nie był w stanie kierować swoim postępowaniem.

Marek Książek

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ