BIZNESMEN ŻYWCEM ZABETONOWANY

0
1787

To było bardzo brutalne morderstwo. Czterech bandytów porwało znanego biznesmena. Po czym zamurowali go żywcem pod podłogą piwnicy w domu jednego z nich. Wpadli dzięki dociekliwości policjantów z wydziału kryminalnego.

Mariusz O. pierwsze kroki w biznesie stawiał na początku lat 90. Ze znajomym założył w Pile firmę zajmującą się sprzedażą oprogramowania komputerowego dla przedsiębiorstw i urzędów. Początki były trudne, zaczęli działalność w niewielkim, wynajętym biurze i z pożyczonym na pół roku starym golfem.

Mieli nosa do interesów, ale też i działka komputerowa okazała się strzałem w dziesiątkę. Firma szybko się rozwijała. W następnych latach Mariusz O. razem z żoną otworzył jeszcze drugą działalność. Zajęli  się handlem samochodami.

27 czerwca 2014 roku miał być ostatni raz w pracy przed urlopem. Następnego dnia planował pojechać z żoną na wakacje za granicę. Dlatego też nagłe zniknięcie Mariusza O. było bardzo podejrzane. Zaniepokojona żona od razu pobiegła na policję, zgłosić zaginięcie.

Policjanci dyskretnie przeprowadzili wstępne rozeznanie. Wszyscy o parze wypowiadali się dobrze. Uważali ich za zgrane i kochające się małżeństwo. O kłótniach i podwójnym życiu biznesmena, nie mogło być mowy.

Trop prowadził do oszusta

Kryminalni próbowali namierzyć komórkę Mariusza O., ale prawie od razu po jego wyjściu z firmy, została wylogowana z sieci. Trudno było nawet ustalić kierunek, w którym pojechał.

Śledztwo stanęło w martwym punkcie i nawet odnalezienie po tygodniu samochodu niewiele dało. Czarny mercedes, którym jeździł, został namierzony na poznańskim Dębcu, stał zaparkowany obok remizy strażackiej. Był zamknięty i nie nosił żadnych śladów uszkodzeń. Policyjni technicy – po dokładnym zbadaniu – nie znaleźli żadnych śladów mogących wyjaśnić, co się stało z właścicielem.

Policjanci jeszcze raz przeanalizowali połączenia telefoniczne przed zaginięciem. Sprawdzili każdy numer i alibi dzwoniących osób. Ich uwagę zwrócił jeden z numerów. Po dokładnym sprawdzeniu, okazało się, że pojawia się pod internetowymi ogłoszeniami typu „Szukasz inwestora” i „Kupię firmę”.

To był jakiś trop, szczególnie, że ostatniego dnia przed zaginięciem Mariusz O. kilka razy dzwonił pod ten numer. Niestety numer nie był na abonament. Właścicielem karty mógł być każdy. Policja nie była w stanie ustalić właściciela. Jednak dokładnie przeanalizowano dane związane z tym nieznanym numerem. Trop prowadził do Kórnika, niewielkiego miasteczka pod Poznaniem. Tam, na poczcie nieznany klient kupił doładowanie do telefonu i zasilił poszukiwany numer. Wizyta w placówce, pomogła namierzyć list wysłany przez nieznajomego mężczyznę, podpisany Tomasz K.

Arleta K. (z bluzą na głowie) dokładnie opowiedziała cały przebieg wydarzeń

To już było coś. Niestety nikt taki nie mieszkał w Kórniku, ale nazwisko pojawiało się wśród osób zameldowanych. Na ulicy Słowackiego mieszkała Arleta K., a jej mąż był poszukiwany listem gończym. 52-letni Tomasz K. za oszustwa został skazany na 1,5 roku więzienia, ale do zakładu karnego nie stawił się. Od kilku miesięcy ukrywał się przed wymiarem sprawiedliwości.

 Samobójstwo w kryjówce

 9 lipca 2014, nad ranem policyjni antyterroryści z bronią maszynową wkroczyli do akcji. Mieszkańców małej, sennej uliczki obudziły krzyki i walenie do drzwi do białego budynku pod numerem 18.

Wstępne rozeznanie wśród sąsiadów wskazywało, że mieszka tam małżeństwo z 12-letnim synem. Wszystko się zgadzało. Prawdopodobnie tutaj ukrywał się poszukiwany listem gończym przestępca.

Otworzyła zaskoczona Arleta K. i spokojnym głosem oznajmiła, że męża nie widziała już od kilku tygodni i na pewno nie ma go w mieszkaniu.

Policjanci dokładnie sprawdzili budynek. Kobieta nie denerwowała się. Cały czas wierzyła, że mąż ukryty w pomieszczeniu, do którego wchodziło się przez szafę, jest bezpieczny. Wejście otwierał skomplikowany mechanizm.

Kryminalni nie dali się nabrać. Szybko zwąchali podstęp, ale ukryty bandyta wolał strzelić sobie w głowę, niż dać się złapać. Kiedy policjanci go dopadli, jeszcze żył. Ranny w stanie ciężkim trafił do szpitala, gdzie na drugi dzień zmarł. Niestety prawdopodobnie zabrał ze sobą do grobu tajemnicę śmierci Mariusza O.

Policjanci w kryjówce znaleźli dwa pistolety i tłumik, oraz telefon, z którego dzwoniono do biznesmena. Teraz już nie było wątpliwości, że postrzelony bandyta i zaginiony przedsiębiorca kontaktowali się ze sobą.

Po znalezieniu kryjówki, policjanci jeszcze raz obejrzeli cały budynek, w poszukiwaniu kolejnych ukrytych pomieszczeń. Ich uwagę zwróciła świeżo wymalowana podłoga w kotłowni. Prokurator podjął decyzję – sprawdzamy.

W ruch poszły młoty i kilofy. Policjanci metr pod podłogą znaleźli zabetonowane ciało. Znajdowało się w znacznym stadium rozkładu. Przy zwłokach znaleziono dokumenty i karty kredytowe zaginionego biznesmena.

 Żywcem pogrzebany

Dopiero późniejsze badanie wykazało, że są to zwłoki Mariusza O., i że pochowano go żywcem. Nie miał na ciele żadnych śladów po uderzeniach, w ciele nie znaleziono kul, a lekarz jako przyczynę śmierci podał uduszenie poprzez duży ucisk na klatkę piersiową. Biznesmen, wrzucony do dołu żył.

Wyjaśniła się również przyczyna szybkiego rozkładu ciała. Mężczyzna został polany chemikaliami przyspieszający rozkład zwłok.

Po znalezieniu ciała Arleta K. zaczęła zeznawać. Dokładnie opowiedziała cały przebieg wydarzeń, ale niektórych szczegółów nie była w stanie wyjaśnić. Tłumaczyła się, że mąż jej nie wtajemniczył. Nie wiedziała na przykład, w jakim celu biznesmen został porwany. Rodzina nie dostała telefonu z żądaniami okupu. Nie było próby wypłacenia gotówki za pomocą kart kredytowych. Nie wiadomo również, dlaczego Tomasz K. postanowił zabić swoją ofiarę.

W dniu morderstwa w domu przebywały jeszcze dwie osoby. Policja szybko je zatrzymała.

Po przesłuchaniu trzech osób, policjanci ustalili przebieg wydarzeń.

W salonie siedzieli Tomasz K., Roman K. – jego szwagier, Wojciech T. – znajomy ze Śląska oraz Mariusz O., który został tutaj zwabiony. Celem spotkania  miało być omówienie wspólnego interesu.

W pewnym momencie Tomasz K. zaproponował, że pokaże biznesmenowi swoje akwaria, znajdujące się w kotłowni. To było jego hobby, w piwnicy stało kilka naprawdę imponujących rozmiarów szklanych zbiorników z egzotycznymi rybami.

– Coś nam rozmowy nie idą, przyda się mała przerwa – zachęcił Mariusza O. do pójścia z nim.

Po kilku minutach wrócił już sam i swoim kolegom zakomunikował, że nastąpił koniec biznesowych negocjacji. Pobiegli do piwnicy, zobaczyć co się stało. Znaleźli tam biznesmena w kajdankach z zawiązanymi ustami, żeby nie mógł krzyczeć.

Tomasz K. wręczył im kluczyki od czarnego mercedesa i kazał odwieźć auto do Poznania. Od jego żony dostali ocet i szmaty do zatarcia śladów.

Obaj pojechali do Poznania, ale wrócił już tylko brat Arlety. Wojciech T., zaniepokojony rozwojem wydarzeń, powrócił na Śląsk.

Grobowiec w kotłowni

Cała trójka zeszła do piwnicy. Tomasz K. przystawił pistolet do głowy więźnia i żądał wydania pieniędzy. Niestety biznesmen nie miał wolnych środków na koncie, które by zadowoliły bandytów. Dodatkowo i tak zapewne już wiedział, że porwania nie przeżyje. Mało prawdopodobne było, że porywacze pokazując swoje twarze, zamierzali go uwolnić po spełnieniu żądań.

Tomasz K. wysłał żonę i jej brata do marketu budowlanego po cement i wapno.

– Ja w tym czasie popracuję jeszcze nad nim – powiedział, dając im pieniądze na zakupy.

Kiedy wrócili, wspólnie wykopali dół w piwnicy. Przytomny biznesmen cały czas przyglądał się ich wysiłkom. Przytomny był również, gdy  trójka morderców wrzucała go do wykopu. Rozrobili cement i łopata po łopacie żywcem zabetonowali porwanego mężczyznę.

Budynek w Kórniku, który okazał się grobem Mariusza O., cały czas stoi pusty

Po odkryciu tej makabrycznej zbrodni, policjanci dokładnie zbadali przeszłość i plany Tomasza K.

Były podejrzenia, że może on stać za innymi tego typu porwaniami. Trzy lata wcześniej nieznani sprawcy umówili się z innym biznesmenem na spotkanie o wspólnych interesach. Przyszli zamaskowani w kominiarki i zmusili go do przelania na wskazane konto dużej sumy pieniędzy. Po dokonaniu transakcji, wpuścili go.

Zatrzymana trójka nie przyznała się do tego przestępstwa.

Arleta K. twierdzi, że w czasie tamtego napadu mąż ukrywał się na Ukrainie. Potwierdziły to fałszywe dokumenty znalezione w ich domu. Pomimo listu gończego i poszukiwania przez policję, małżeństwo cały czas utrzymywało się z różnego rodzaju oszustw. W tym celu założyli spółkę. Zaciągnęli na nią  kredyt, którego nie spłacali. Bank powoli tracił cierpliwość i może zbliżający się nieuchronny koniec drobnych oszustw, pchnął Tomasza K. do zabójstwa.

Policjanci kilka dni – centymetr po centymetrze – sprawdzali cały budynek i ogród. Zeznania zatrzymanych były spójne i wiarygodne, ale kryminalni chcieli mieć pewność, że niczego nie przeoczyli. Oprócz zakopanych pod płotem ciał dwóch psów, nic nie znaleziono.

Budynek w Kórniku, który okazał się grobem Mariusza O., cały czas stoi pusty. Brakuje chętnych do kupna domu z taką przeszłością.

Przemysław Graf

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ